Co znaczy być Polakiem na Litwie?

191

W najbliższą niedzielę, czyli 30 stycznia br. o godz. 16.00 w Domu Kultury Polskiej odbędzie się uroczyste wręczenie pamiątkowego pucharu laureatowi „Polak Roku 2010”. Nagrody otrzymają również wszyscy ci, którzy weszli do honorowej dziesiątki. Za udział w typowaniu laureatów zostaną też nagrodzeni wytypowani przez Kapitułę czytelnicy.

Przypomnijmy, że jest to już XIII plebiscyt, który z każdym rokiem cieszy się coraz większą popularnością. Cieszy, że w tym roku rywalizowali ze sobą bardzo poważni konkurenci. Na liście znalazło się też sporo nowych nazwisk. Nie lada gratkę mieli więc czytelnicy decydując, na kogo oddać swój głos.

Krótkie sylwetki wytypowanej dziesiątki przedstawialiśmy już czytelnikom. Dziś każdemu z tej dziesiątki zadaliśmy jedno i to samo pytanie: Co znaczy być Polakiem na Litwie?


Tadeusz Macioł, konsul honorowy RP w Kłajpedzie

Tadeusz Macioł

Na początku chciałbym podziękować dla tych, którzy oddali za mnie swój głos. Być Polakiem to przede wszystkim honor i wielki zaszczyt. Chciałbym też zaznaczyć, że być Polakiem tutaj — na Litwie i Wileńszczyźnie — jest o wiele trudniej niż w Polsce. Są to dwie różne sprawy, gdyż w Polsce nie trzeba walczyć o zachowanie polskości.

Z kolei na ziemiach litewskich rzeczą najważniejszą dla Polaka jest dbać o swoją tożsamość narodową i kształcić młodzież, aby nie zapomniała, skąd pochodzą jej korzenie. Czyli trzeba przekazywać dla nowego pokolenia te wartości, które kiedyś w nas samych zaszczepiali rodzice.

W kontekście wydarzeń ostatnich lat bycie Polakiem znaczy również aktywną walkę o to, żeby język polski nie został zlikwidowany. Język ojczysty powinien być przekazany i zachowany w dzieciach, gdyż nieznajomość mowy naszych przodków uniemożliwi szanowanie i zrozumienie polskich tradycji.

Owszem, trudno jest zostać sobą i dbać o tożsamość narodową, gdy ze strony ciągle odczuwany jest nacisk i są podnoszone próby uciszenia polskiego słowa. Pielęgnacja swoich korzeni jest trudną pracą, lecz honorową. Więc warto się starać.

Brygita Łapszewicz


Ks. Tadeusz Jasiński, wikariusz parafii św. Rafała

Ks. Tadeusz Jasiński

Do pewnego czasu świat postrzegamy jako całość jednorodną. Z biegiem lat potrafimy zauważać różnice. Czasem te różnice nas interesują, czasem bawią, czasem smucą, czasem irytują, czasem cieszą. Jeszcze później potrafimy w otaczających nas zjawiskach odkryć ich wartość.

Przynależność do konkretnego narodu jest dziedzictwem, bogactwem, które otrzymujemy od rodziców. Oczywiście dziedzictwo, któremu na imię jest Polska, jest czymś, co przypadło nam w udziale. Mówiąc Polska, nie zawężam tego do konkretnej przestrzeni geograficznej, a ogarniam tym słowem historię, kulturę, duchowość, sposób odczuwania, więzy krwi i wielowiekowy bagaż doświadczeń. Przynależność do każdej społeczności, nawet do tak małej, jak rodzina, zawsze łączy dwa elementy: prawa wypływające z należenia do niej, jak i obowiązki.

Święty Arcybiskup Zygmunt Szczęsny Feliński (1822-95) ujął to w następujących słowach: „Polakiem jestem i Polakiem pragnę umrzeć, przecież to mi nakazują prawa Boskie i ludzkie.

Uważam nasz język, naszą historię, nasze obyczaje narodowe za drogocenną spuściznę naszych przodków, którą z nabożeństwem powinniśmy przechowywać dla potomności, wzbogaciwszy majątek narodowy naszą własną pracą. Razem z wami szczycę się więc naszymi starymi cnotami, szlachetnością synów Polski, ich poświęceniem, odwagą i miłością Ojczyzny. Będąc głęboko przekonany, że tak jak Królestwo Boże, nie opiera się na szumnych demonstracjach, ale na sumiennej pracy dla dobra kraju”.

Z woli Opatrzności Bożej przyszło nam mieszkać na Litwie, od kilku zaś lat jesteśmy obywatelami Unii Europejskiej, która rości sobie pretensje do bycia wspólną Ojczyzną wszystkich Europejczyków. Z tego też wypływają pewne prawa i obowiązki.

Dla większości moich rodaków jeszcze jedna przynależność jest szczególnym wyznacznikiem — przynależność do Kościoła. Dla każdego datuje się ona dniem otrzymania Sakramentu Chrztu świętego. Od razu spływa na człowieka (najczęściej na małego „człowieczka”) ogromna łaska: zmycie grzechu pierworodnego, przybrane dziecięctwo Boże i członkostwo Kościoła. Z tego też wypływają konkretne prawa i obowiązki. Cytowany wyżej święty biskup Feliński, wielki patriota z okresu rozbiorów pisze: „Tak, Panie, Kościół to najdroższy skarb mój, to cel życia mojego, to jedyne kochanie moje na ziemi, boś Ty jest duszą jego, a On Mistycznym Ciałem Twoim”.

Jednych z naszych czterech wieszczów narodowych, poeta Zygmunt Krasiński na pytanie, co znaczy być Polakiem, odpowiedział niezmiernie trafnie, choć bardzo krótko: „Bo na ziemi być Polakiem — to żyć Bosko i szlachetnie”. Jest to ulubione zdanie księdza prałata Józefa Obrembskiego, który dla nas, Polaków Wileńszczyzny jest godnym do naśladowania wzorem i polskości, i szlachetności i, co myślę, najważniejsze, wierności Bogu i Ojczyźnie.

Ksiądz Tadeusz Jasiński


Stefan Dudojć, wieloletni dyrektor Szkoły Średniej, później Gimnazjum im. J. Śniadeckiego w Solecznikach, obecnie na emeryturze

Stefan Dudojć

Rzetelna praca przede wszystkim, zarówno zawodowa, jak też na społeczna. Tym właśnie całe życie starałem się kierować i nie myślałem, że robię coś nadzwyczajnego, co zasługuje na wyróżnienie. Byłem nawet poirytowany, kiedy dowiedziałem się, że zostałem zgłoszony do konkursu „Polak Roku” organizowanego przez „Kurier Wileński”. Do dziś nie wiem, kto zgłosił moją kandydaturę. Jestem już na emeryturze, więc udzielam się przede wszystkim społecznie, gdyż jestem członkiem Związku Polaków na Litwie, jak też Akcji Wyborczej Polaków na Litwie i nie myślałem, że to co obecnie robię zasługuje na czyjeś wyróżnienie. Toteż byłem zaskoczony, przyznam też, że byłem mile zaskoczony wiadomością, że nie tylko trafiłem do 10 tegorocznych laureatów konkursu, ale też tym, że aż tyle osób, Czytelników gazety, którą zresztą cenię i sam jestem jej wieloletnim Czytelnikiem, oddało na mnie swój głos. Toteż chcę przede wszystkim podziękować tym ludziom, którzy docenili mój dorobek zawodowy i społeczny i głosowali na mnie. To podnosi na duchu, jak też zobowiązuje i motywuje do dalszej pracy, ale bynajmniej nie w oczekiwaniu na kolejne wyróżnienia. Uważam bowiem, że wśród Polaków jest wiele osób równie godnych wyróżnienia, którzy zwyczajnie rzetelnie pracują i działają, ale którzy nie robią z tego wydarzenia. Oni naprawdę zasługują na wyróżnienie, a szczególnie nasza młodzież, która aktywnie działa. To do niej należy przyszłość.

Zanotował Stanisław Tarasiewicz



Jarosław Narkiewicz, poseł na Sejm RL, prezes Trockiego Rejonowego Oddziału Związku Polaków na Litwie

Jarosław Narkiewicz

Bycie Polakiem na Litwie oznacza przede wszystkim ogromną odpowiedzialność. Polskość każdy z nas ma w sobie, stanowi to podstawę naszego wychowania. Uważam, że dziś najważniejsze jest być sobą. Realizować swe plany, pasje, naturalnie, w swoim środowisku. Nieważne, czy to jest działalność na rzecz polskości w swojej miejscowości, czy w rejonie, czy w kraju. I każda działalność: oświata, kultura, zachowanie tradycji jest warta uwagi. Ważne jest być Polakiem odważnym i rozsądnym. Szanować innych ludzi, ich tradycję, kulturę , ale też nie pozwalać na poniewieranie własnych wartości. Polacy powinni czuć się bezpiecznie na Litwie, mieć możliwość kształcić dzieci w języku ojczystym, a też mówić w swym języku przychodząc do urzędów w miejscowościach, w których stanowią większość.

Zanotowała Alina Sobolewska



Zbigniew Lewicki, kompozytor, pierwsze skrzypce w Litewskiej Państwowej Orkiestrze Symfonicznej, kierownik Orkiestry Kameralnej oraz Kapeli Wujka Mańka

Zbigniew Lewicki

Być Polakiem, dla mnie urodzonemu na Litwie, znaczy być innym niż większość społeczna, powiedzmy nawet bardziej atrakcyjnym, ale też czuć się wygnanym, obcym. Byłem wychowywany na Polaka, dlatego Litwa nie jest moim krajem i tu czuję się jak w gościnie. To wygnanie również polega na tym, że w środowisku litewskim muszę rozmawiać z Polakiem w języku państwowym lub słuchać pogardliwych gadań na temat polskiej społeczności. Do takiego wygnania wielu Polaków zmieniając nazwiska, przystosowało się. Jedni wyjechali do Polski, drudzy, tak jak ja, przyzwyczaili się. Atrakcyjność i wygnanie często dają o sobie znać. Ostatnio zacząłem nawet korzystać z tej atrakcyjności. Latem w Kownie miałem możliwość spotkać się ze słynnym litewskim showmanem Algisem Ramanauskasem, który wymyślił postać „Zbignevas iš Nemenčinės”. Urodziłem się w Niemenczynie, a więc podszedłem do niego i przedstawiłem się, że jestem tym słynnym dzięki niemu Zbigniewem z Niemenczyna. Mężczyznę zatkało. Moim zdaniem, my, Polacy urodzeni na Litwie z powodu poczucia wygnania nie potrafimy naturalnie reagować na swoją atrakcyjność. Dlatego postanowiłem założyć kabaret i pokazać nas ze strony, spróbować ludzi rozluźnić. Oprócz tego, aby nie czuć się obcymi, musimy więcej obcować z tutejszymi Polakami. Mało się znamy. I tylko na koncercie Krawczyka, dowiadujemy się o sobie. Jak mój przyjaciel z Londynu powiedział, że Zbigniewem z Polski jest łatwo być, ale on jest z Londynu. A więc powtórzę się: Jest łatwo być Zbigniewem z Polski, ale ciekawiej być  „Zbignevas iš Nemenčinės”.

Rozmawiała Ewa Gedris


Renata Widtmann, dziennikarka, prowadząca Salonu Politycznego i magazynu „Życie z Pasją” w Radiu „Znad Wilii”

Renata Widtmann

Dla mnie bycie Polką oznacza identyfikować się z kulturą i tradycją polską. Myśleć i marzyć po polsku, cieszyć się z sukcesów Polaków, całego narodu, wychowywać dzieci w tradycji narodowej. To odczuwać mrowienie słuchając muzyki Chopina czy Moniuszki. Bycie Polakiem — to również szanować uczucia narodowe osób innych narodowości, to poczuwać się do odpowiedzialności za swoją polskość wobec innych. W moim mniemaniu polskość odpowiedzialna, to umiejętność dostrzec i mieć odwagę krytykować własne przywary narodowe. Jeśli chodzi o bycie Polakiem tu, na Litwie, nie ma w tym jakichś szczególnych trudności, wręcz odwrotnie — dostrzegam w tym dużo plusów. Mamy przecież możliwość poznawania dwóch kultur jednocześnie — zarówno polskiej, jak i litewskiej, możliwość poznawania jednej i drugiej literatury, wczuwania się w kulturę. Przez to stajemy się o wiele bogatsi. Ale trzeba potrafić to umiejętnie wykorzystać. Tak się złożyło, że tylko chwilowo, przez 5 lat studiów, byłam w stricte litewskim środowisku. Byłyśmy dwie Polki w 40-osobowym gronie Litwinów. Zawsze czułam, że to zobowiązuje. Większość osób, z którymi studiowałam, było z Litwy etnicznej i to dla nich był pierwszy kontakt z Polakami. Dlatego czułam, że na nas, Polkach, spoczywa duża odpowiedzialność za to, jakie będą mieli mniemanie o Polakach. Nigdy nie miałyśmy na studiach żadnych problemów na tle narodowościowym — ani z wykładowcami, ani ze studentami. Stale pracowałam wśród Polaków — byłam korespondentką sekcji polskiej Radia Wolna Europa na Litwie, współpracowałam z Telewizją Polską, tuż po studiach pracowałam jako redaktor Audycji Polskiej Radia Litewskiego. Obecnie jestem korespondentką Polskiego Radia na Litwie. Mimo że jestem dziennikarką polskiego radia „Znad Wilii” , jako prowadząca Salonu Politycznego najczęściej mam do czynienia z Litwinami.


Edyta Szałkowska


Tadeusz Tuczkowski, radny samorządu rejonu trockiego, prezes koła ZPL miasta Trok, chirurg, członek zespołu „Troczanie”

Tadeusz Tuczkowski

Bycie Polakiem na Litwie nigdy nie było łatwe, wymagało to od człowieka konsekwencji działań i stanowczości. Czasami również odwagi. Tak się składa, że od wielu lat jako mniejszość polska musimy walczyć o swoje prawa.

Dla mnie sprawy polskie zawsze były bardzo ważne. Byłem zaangażowany w sprawy polskie społecznie, a już trzy kadencje z rzędu jestem radnym w samorządzie rejonu trockiego. Jestem wdzięczny wszystkim ludziom , którzy w plebiscycie „Kuriera Wileńskiego” „Polak Roku” oddali swe głosy na mnie i wszystkim wyborcom, którzy przez wiele lat darzyli i darzą mnie zaufaniem. Uważam, że wielu Polaków na Litwie jest godnych takiego miana. Z naszego, nie zawsze pozytywnego doświadczenia, niestety wynika, że nic w kwestiach polskich nie dzieje się samo. O wiele spraw, dotyczących polskiej mniejszości w rejonie trockim, musimy walczyć. Wymaga to wysiłku i zaangażowania wielu ludzi. Ale się udaje. Cieszę się również, że coraz więcej młodych wykształconych Polaków nie stroni się od działalności społecznej i chętnie angażuje się w działalność na rzecz polskości.


Zanotowała Alina Sobolewska


Wojciech Piotrowicz, poeta, tłumacz i publicysta

Wojciech Piotrowicz

Co znaczy być Polakiem? Niby to takie proste pytanie, a jednak… Bo przecież każdy z nas zaczyna się stykać z pojęciem przynależności narodowej od samego urodzenia, kiedy słyszy mowę rodziców. Potem zaczyna mówić pierwsze słowa właśnie w języku ojczystym.

Dopiero później, kiedy styka się z innymi dziećmi, zaczyna uświadamiać, że mówią oni w innych językach, że są inne narody. I małe dziecko zaczyna chyba wtedy swój język ojczysty kochać, bo jest dla niego tak zrozumiały, tak bliski, tak ciepły, bo ojczysty, rodzinny…

Moje życie tak się szczęśliwie ułożyło, że na każdym etapie byłem z językiem ojczystym spójnie — rozpoczynając od nauki w szkole, poprzez Instytut Nauczycielski, pierwszą pracę pedagogiczną. Prowadziłem matematykę, ale nauczanie było w języku polskim.

Nawet wtedy, kiedy odbywałem służbę wojskową, czy też potem, kiedy studiowałem na Uniwersytecie Wileńskim (nauka w języku litewskim) był przecież dom, znajomi, była „Wilia”, była poezja, literatura i w ogóle cała kultura polska.

Kolejny etap — to praca w jedynej wówczas gazecie codziennej w języku polskim „Czerwonym Sztandarze” . Ten 1,5-roczny okres pozwolił mi poznać problemy oświaty polskiej tu na Wileńszczyźnie.

Kiedy mówimy o polskości — to oczywiście każdy Polak musi swój język, kulturę znać najlepiej, ale cudze szanować, cenić. Musi tak to ułożyć, by było miejsce i na jedno, i na drugie. Jestem otwarty na wszystkie kultury, ale oczywiście swoja jest mi najbliższa i w niej to nadal trochę działam. W roku ubiegłym udało się nam we trójkę razem z Rimantasem Šalną, dyrektorem Muzeum Adama Mickiewicza oraz znanym lekarzem Sauliusem Špokevičiusem przygotować do druku i wydać książkę o Stanisławie Morawskim, znanym polskim lekarzu, pisarzu i pamiętnikarzu, członku Towarzystwa Filaretów. Oprócz rozpraw lekarskich pisał wiersze satyryczne, utwory sceniczne i pamiętniki.

Nasza edycja wydana w roku ubiegłym nosi nazwę „Stanisław Morawski. Fizyognomistyka kobiet”.

Wracając do Plebiscytu „Polak Roku 2010”, w dziesiątce którego się znalazłem, korzystając z okazji chciałbym wyrazić wdzięczność wszystkim, którzy przypomnieli o mnie — emerycie z już dziesięcioletnim stażem i oddali na moją kandydaturę swoje głosy.

Helena Gładkowska


Anna Gulbinowicz, emerytowana nauczycielka polonistka ze Szkoły Średniej im. Szymona Konarskiego w Wilnie


Anna Gulbinowicz

Z polskością jestem związana od urodzenia. Wyniosłam ją z rodziny. W moim domu rodzinnym zawsze żyliśmy według starych dobrych polskich tradycji, mimo że w sowieckich czasach wpajano nam różne rzeczy… Rodzice kształtowali we mnie tożsamość narodową, przekazali mi naszą kulturę, ja przekazuję ją swoim dzieciom i wnukom. Musimy pamiętać o naszej tożsamości, o naszych tradycjach. Ale musimy mieć szacunek nie tylko do swojej narodowości, ale także do innych. Nie może być mowy o żadnym nacjonalizmie. Miałam szczęście, że nigdy osobiście nie miałam sama ani byłam świadkiem żadnych starć na tle narodowościowym. Przez tyle lat obserwując młodzież nie odczułam, żeby wśród naszego młodego pokolenia panowały nastroje nacjonalistyczne.
Przez całe życie obracam się w polskim środowisku — rodzina, szkoła, studia, potem 39 lat pracy jako polonistka w tej samej szkole — Szkole Średniej nr 29, obecnie — im. Sz. Konarskiego. Wiedziałam, że jako nauczycielka w polskiej szkole mam szczególną misję — przekazać wszystkie najważniejsze wartości tak, by zostały we krwi naszych polskich dzieci. Uważam, że nieść polskość musimy po cichu, nie szukając rozgłosu i w każdych warunkach.

Edyta Szałkowska