Z kanadyjskiej perspektywy Wileńszczyzna widziana

171
Kanadyjskie Wilno liczy juz ponad 150 lat Fot. archiwum

Dla mnie, młodej osoby, urodzonej już w Kanadzie, zachowanie i kultywowanie języka i kultury moich rodziców było zawsze rzeczą oczywistą.

Dzieje się tak dlatego, że kanadyjska historia oraz wielokulturowa mozaika stworzona została przez emigrantów i zagwarantowana prawnie w Konstytucji Kanady. Kiedy podróżuję po świecie, często jestem pytana, jaka jest kanadyjska kultura, jakie jest kanadyjskie jedzenie. Odpowiadam, że są bardzo zróżnicowane, więc pytają dalej: „a co jesz w domu?”. I wtedy odpowiadam dumnie, że w domu (w kuchni mojej mamy) podtrzymujemy polskie tradycje i mówimy po polsku.

W ostatnim miesiącu miałam praktykę studencką w Parlamencie Europejskim, w biurze posła Waldemara Tomaszewskiego, który jest zdeterminowanym promotorem polskich praw na Litwie. To właśnie w czasie tej praktyki prawdziwie zrozumiałam sens określenia jednego z moich profesorów z Uniwersytetu w Ottawie, kiedy nazywał „dyskryminacją” traktowanie na Litwie Polaków i innych mniejszości narodowych. Szokujący jest fakt, że rząd litewski zamyka polskie szkoły i zmusza uczniów do zdawania matur w języku litewskim, mimo że litewska Konstytucja gwarantuje każdej mniejszości narodowej uzyskanie średniego wykształcenia w języku rodzinnym. Zwiększa się też szykany i kary za umieszczanie tablic z nazwami ulic w obu językach: litewskim i polskim.

Tablica z nazwą ulicy w Barry's Bay, Ontario, Kanada (w języku polskim i angielskim) Fot. archiwum

Wydawać by się mogło, że państwo, którego polscy mieszkańcy są jego częścią od ponad sześciuset lat, powinno być bardziej tolerancyjne i akceptujące wspólną historię, która łączy ludność tych ziem od pokoleń. Mieszkając w Kanadzie, zdajemy sobie sprawę, że prawie co drugi spotykany mieszkaniec naszego kraju jest albo imigrantem, albo przedstawicielem pierwszego pokolenia urodzonego w Kanadzie. Myślę, że dyskryminując inną kulturę nie tylko tworzymy podziały społeczne, ale także kreujemy brak tolerancji i budujemy uprzedzenia do części społeczeństwa. Stworzenie systemu prawnego, który ochraniałby litewskie mniejszości narodowe a nie zacierał różnic między nimi kreując „tygiel narodowy”, byłoby pomocne w budowaniu przyszłości Litwy.

Tablica w Wilnie, Ontario, Kanada, blisko Highway 60. Fot. archiwum

Kanadyjskiej mozaiki etnicznej nie można nazwać „tyglem narodowym”. Kanada dokłada starań, aby każdy obywatel utrzymywał swoją kulturową tożsamość i dzielił się nią z resztą społeczeństwa, budując i wzbogacając w ten sposób wielokulturową mozaikę państwa.

Faktem jest, że Kanada jest pierwszym państwem, które w 1971 roku zaadoptowało wielokulturowość, jako oficjalną strategię narodową. Karta Praw i Swobód, która jest Konstytucją Kanady, mówi, że cała Karta „powinna być interpretowana w sposób zgodny z ideą zachowania i wzbogacania dziedzictwa wielokulturowego Kanadyjczyków”. Rozwój wielokulturowości jako strategia państwa zainicjowana przez Kanadę została przyjęta w innych krajach i może służyć za model dla innych państw.

Fot. archiwum

Używanie języka polskiego jest ograniczane na terenie Litwy. Polacy spotykają się z coraz większymi utrudnieniami w posługiwaniu się polskim w codziennym życiu. Warto pamiętać jednak, że Unia Polsko-Litewska istniała przez ponad czterysta lat, udowadniając, że te dwa narody mogły współegzystować i wspólnie się rozwijać. Etniczną grupę Polaków mieszkających w obecnych granicach Litwy można porównać do potomków francuskich, katolickich kolonistów w Kanadzie, którzy znaleźli się w nowej rzeczywistości, koegzystując z dominującym, anglojęzycznym, protestanckim rządem.

Fot. archiwum

Francuscy koloniści bezwiednie znaleźli się w tej sytuacji, tak samo jak etniczni Polacy mieszkający na Litwie, której granice znacznie się zmieniały na przestrzeni dziejów. Na przykładzie Kanady widać, że dzięki pracy i zaangażowaniu Kanadyjczycy francuskiego pochodzenia ugruntowali swoją pozycję w nowym kraju. Obecnie zarówno angielskie jak i francuskie tradycje są uznawane i rozwijane w całym kraju, wspólnie ze wszystkimi innymi narodowymi kulturami, które zaistniały i umocniły się w kanadyjskiej mozaice.

Fot. archiwum

Jeżeli rząd mojego kraju zażądałby zmiany pisowni mojego nazwiska w moich dokumentach: paszporcie czy prawie jazdy lub nie akceptował pewnych liter w moim nazwisku, ponieważ są „polskie”, byłabym zdezorientowana. Dlaczego rząd, a nie ja, ma decydować o moim nazwisku. Taka jest obecna sytuacja na Litwie, która wydaje mi się, że zmierza do systematycznej depolonizacji polskich nazwisk: to pierwszy krok pozbawiający etnicznych Polaków ich praw do swojej osobowości.

Fot. archiwum

Kilka miesięcy temu miałam przyjemność wytłumaczyć przedstawicielowi służb granicznych Kanady pisownię mojego nazwiska, które kończy się na „a”, nie tak jak mojego taty, które kończy się na „i”. Byłam dumna, że mogłam wytłumaczyć, że to jest to samo nazwisko, jednak polskie nazwiska kończące się na „i” mają żeński odpowiednik kończący się na „a”. Oficer podziękował mi, że podzieliłam się tą informacją z nim i skomentował, mówiąc, że to jest bardzo ciekawe. Zgadzam się z nim, ta oryginalność tworzy mnie taką, jaka jestem i mam nadzieję, że Litwini i ich mniejszości narodowe nie wpadną do nietolerancyjnej jednokulturowej pułapki, ale raczej wybiorą utrzymanie różnorodności kulturowej, którą mają szczęście posiadać.

 

Ania Barycka
przedstawicielka Polonii Kanadyjskiej