23 lutego — reliktem sowieckiej przeszłości

220
Mężczyznom tradycyjnie są wręczane goździki Fot. Marian Paluszkiewicz

W czasach radzieckich 23 lutego liczba klientów na rynkach kwiatowych wzrastała kilkakrotnie — kobiety kupowały wiązanki dla ojców, braci i mężów z okazji Dnia Armii Radzieckiej i Marynarki Wojennej.

Po upadku ZSRR dzień ten przemianowano na Dzień Obrońcy Ojczyzny i nadal jest ważnym świętem państwowym w Rosji i niektórych państwach Wspólnoty Państw Niepodległych.

Na Litwie, po odzyskaniu niepodległości, to święto stało się swoistym reliktem sowieckiej przeszłości. Sporo osób jednak nadal je obchodzi, często nieoficjalnie nazywając „Dniem Mężczyzn”. Całkowicie zapomina się przy tym, że obchodzą święto armii, która przez 50 lat okupowała nasz kraj.

Na rynku kwiatowym nie było wielu klientów, nabywających wiązanki z okazji 23 lutego Fot. Marian Paluszkiewicz

Czwartek, Wilno, rynek kwiatowy przy ul. Basanavičiaus. Pada deszcz ze śniegiem, rynek jest prawie pusty, jednak przy niektórych witrynach kwiatom przyglądają się kobiety. Uśmiechnięta pani Halina kupiła wiązankę czerwonych goździków dla swego 85-letniego ojca.

— Zawsze wręczam mu kwiaty 23 lutego i 9 maja, czyli z okazji Dnia Obrońcy Ojczyzny i Dnia Zwycięstwa — powiedziała. — Mój ojciec służył w Armii Radzieckiej. Więc, chociaż obecnie prawie nikt nie pamięta znaczenia tej daty, dla naszej rodziny jest ona ważna. W ogóle sądzę, że wszyscy mężczyźni, którzy byli w wojsku, zasłużyli na kwiaty…

Z kolei Remigija, od lat handlująca kwiatami na rynku, zaznaczyła w rozmowie z „Kurierem”, że obecnie wśród klientów zauważa niewielu entuzjastów obchodzenia tzw. „Dnia Mężczyzn”.

— Dzisiaj trochę wzrósł popyt na goździki, które tradycyjnie są wręczane panom. Ale nie powiedziałabym, że klientek mam o wiele więcej, niż zwykle — powiedziała sprzedawczyni.

Stwierdziła, że więcej kupujących spodziewa się przed 8 marca.

— Ale to będą przeważnie mężczyźni — zaznaczyła Remigija. — Szkoda, że kobiety w tej sprawie nie są tak aktywne. Nie często przecież mamy okazję wręczyć kwiaty mężczyznom. Sądzę więc, że przynajmniej raz do roku panie mogą pofatygować się i podarować przedstawicielom płci silnej miły bukiecik.

Wśród mężczyzn, którzy kilka lat swego życia spędzili w radzieckim wojsku, Dzień Obrońcy Ojczyzny wywołuje pewną nostalgię. 48-letni Michaił z Wilna przyznał, że w pewnym sensie tęskni do czasów, gdy 23 lutego nie był sowieckim reliktem.

— Obecnie ten dzień ma inne znaczenie niż przed ponad 20 laty. Dzisiaj dla młodego pokolenia jest to po prostu data w kalendarzu — powiedział Michaił. — Często też chłopacy, którzy nawet nie służyli w wojsku, traktują ten dzień jak możliwość swoistego „rewanżu” za Dzień Kobiet — też chcą mieć „swój dzień”, więc żądają uwagi ze strony płci pięknej. Istnieje nawet żarcik na ten temat: „To, co kobieta podaruje mężczyźnie 23 lutego, otrzyma z powrotem 8 marca”.

Rozmówca zaznaczył, że dla niego 23 lutego przede wszystkim jest dniem solidarności mężczyzn, którzy na własnej skórze doświadczyli, czym było sowieckie wojsko.

— W wojsku chłopcy stawali się mężczyznami. Każdy, kto służył, zasługuje na szacunek, bo to nie jest łatwe. Szczególnie jeżeli dwa lata życia spędzono w radzieckim wojsku, bo warunki tam były szczególnie trudne. Jedni wracali do domu silniejsi, a inni — załamani — mówił mężczyzna.

Stwierdził, że od lat z przyjaciółmi ma własną tradycję obchodów Dnia Obrońcy Ojczyzny.

— Każdego roku 23 lutego obowiązkowo spotykam się z kumplami, którzy służyli w wojsku. Z niektórymi osobami widzę się w ogóle raz na rok — i to właśnie w ten dzień. Idziemy razem na piwko. Wspominamy młode lata, wesołe i smutne przygody. No i odczuwamy też pewną wyższość w stosunku do tych chłopaków, którzy nie służyli w żadnym wojsku — zaśmiał się Michaił.