Litewscy politycy podzieleni w sprawie demarche Grybauskaitė

110

Na Litwie nie opadają emocje po decyzji prezydent Dali Grybauskaitė odrzucenia zaproszenia prezydenta RP Bronisława Komorowskiego na warszawski szczyt prezydentów Polski, Litwy, Łotwy i Estonii. Litewscy politycy i politolodzy są podzieleni w ocenach decyzji głowy państwa.

Szef rządu Andrius Kubilius oświadczył, że decyzja o odrzuceniu polskiego zaproszenia nie była konsultowana z rządem. „Nie wiem, jak to ocenić. Byłem po prostu poinformowany o takiej decyzji i wszystko” — oświadczył premier.

Po stronie prezydent stanął wiceprzewodniczący Sejmu RL, Česlovas Juršėnas. Ten jeden z najbardziej wpływowych socjaldemokratów przy okazji przypuścił ostry atak na zagraniczną politykę Polski i osobiście ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego.

„Już sprzykrzyło się, gdy nam włażą na głowę, trzeba coś z tym robić. Chcę tylko przypomnieć, że nikt inny, tylko ich minister powiedział, że nie pojedzie na Litwę, dopóki to i to nie będzie zrobione. Jak to nazwać — to jest szantaż. (…). Gdy on mówi, że tu jest źle, że on nie pojedzie na Litwę, to po co nam rozmawiać, jeśli oni te rzeczy (problemy polskiej mniejszości na Litwie — red.) podnoszą na najwyższy szczebel polityki. I nikt go odpowiednio nie ustawi, ni premier, ni prezydent. Co ja mam myśleć? Że moja prezydent źle się zachowała? Naprawdę mi się tak myśleć nie chce” — emocjonował się Juršėnas, mając na myśli oświadczenie ministra Radosława Sikorskiego, że dopóki Litwa nie rozwiąże problemów polskiej mniejszości, dopóty on nie przyjedzie do Wilna.

Zupełnie innego zdania jest partyjny kolega Juršėnasa, wiceprzewodniczący sejmowego Komitetu Spraw Zagranicznych Justinas Karosas. Ten lewicowy polityk, który w przeszłości ostro krytykował zarówno Polskę jak i mniejszość polską na Litwie uważa, że „jeśli jest możliwość spotkać się z kimkolwiek, to zawsze trzeba spotykać się i rozmawiać”.

Podobnego zdania jest konserwatysta Egidijus Vareikis. Poseł na Sejm stwierdził, że „to bardzo niedobra wiadomość, że prezydent postanowiła nie jechać do Warszawy. To, że nasze stosunki ostatnio nie są najlepsze, nie oznacza wcale, że musimy się zamykać. Na odwrót, musimy kontynuować dwustronny dialog, bo tylko spotykając się i rozmawiając nawet na trudne tematy możemy znaleźć wyjście”.

Prezydent krytykują również politolodzy. Zdaniem dyrektora wileńskiego Instytutu Stosunków Międzynarodowych i Nauk Politycznych Ramūnasa Vilpišauskasa — „szczyt NATO to jest kwestia, gdzie interesy państw bałtyckich i Polski są zbieżne i inną rzeczą są dwustronne polsko-litewskie. Udział byłby najlepszym sposobem na rozwiązywanie kwestii powstałych w wyniku odmiennych interpretacji”.

Nieporozumieniem nazwał decyzję prezydent komentator polityczny Kęstutis Girnius.

„To jest jakieś nieporozumienie. Uważam, że powinno się rozmawiać nawet z wrogami, nie mówiąc już o sojusznikach. A Polska jest partnerem zarówno NATO oraz Unii Europejskiej. (…) Prezydent oraz inni urzędnicy państwowi Litwy podkreślają, że szczególne znaczenie ma polepszanie stosunków z krajami skandynawskimi. Jednakże kraje północne już od dawna odstrasza fakt, że kraje bałtyckie nie potrafią dogadać się między sobą. W związku z niniejszym incydentem, ponownie jawi się obraz Litwy jako wyjątkowo kapryśnego partnera, z którym trudno jest nawiązać normalne kontakty, gdyż nigdy nie wiadomo, kiedy prezydent lub też ktoś inny zrobi coś podobnego.

We wtorek urząd prezydent Litwy oświadczył, że Dalia Grybauskaitė nie pojedzie do Warszawy na szczyt państw bałtyckich i Polski. Według nieoficjalnych informacji powodem decyzji jest niezadowolenie prezydent z nacisków czynionych przez Warszawę w sprawie rozwiązania problemów polskiej mniejszości narodowej na Litwie.

R. M.