Miesiąc maj poświęcony modlitwom do Matki Bożej

Pod krzyżem zbierają się mieszkanki Lipówki już od wielu lat Fot. Honorata Adamowicz

Maj jest poświęcony modlitwom do Najświętszej Marii Panny. Nabożeństwa Majowe i Czerwcowe sięgają czasów, gdy ludzie byli prześladowani za swoją wiarę przez władze komunistyczne. Wówczas otwarcie nikt nie mógł modlić się.

Późnymi wieczorami, po pracach w polu, wierzący zbierali się przy kapliczkach, w domach lub przy krzyżu, który jest symbolem wiary i chluby mieszkańców wsi, i pod wielkim strachem odmawiali litanię Loretańską ku czci Matki Bożej lub różaniec i śpiewali „Pod Twoją Obronę”.

Reklama

Litanię prowadziła najstarsza kobieta ze wsi. To było bardzo ważne święto dla wszystkich wierzących. Mimo prześladowań i różnorodnych kar, ludzie ryzykowali swoim życiem i uczestniczyli w modlitwach. O wystrój krzyża codziennie musiała zadbać inna rodzina. Dzieci zbierały kwiaty na łąkach i stawiały przy krzyżu.

Anna Dudowicz z wileńskiej Lipówki z nostalgią przypomina dawne czasy, kiedy każdy śpieszył pod krzyż. Zbierała się cała wieś modlących się, proszących o różne łaski. Najczęściej Majówki były odprawiane w prywatnych domach, gospodarz szykował ołtarzyk, zapalał świece, przy którym wierni modlili się i śpiewali pieśni majowe.

— Byłam bardzo młoda, kiedy zaczęłam chodzić na Majówki, ale ten zwyczaj przetrwał do dziś. Kiedyś modlono się bardzo długo, śpiewano pieśni. Dzisiaj mam już 74 lata i modlę się pod krzyżem na naszej Lipówce. Kiedyś to była wieś Basiuki.

Krzyż był tu ustawiony przed siedemnastoma laty. Dawniej stał po drugiej stronie ulicy. Krzyż był bardzo stary i pewnego dnia złamał się. Mieszkańcy wieczorem postawili nowy, a z rana władze sowieckie zniosły go i wywiozły. To były straszne czasy! Ludzie bali się otwarcie wyznawać swoją wiarę, ponieważ za to byli prześladowani… — ocierała łzy pani Anna.

Pod krzyżem zbierają się mieszkanki Lipówki już od wielu lat. Mężczyźni chętnie uczestniczą w pracach przygotowawczych. Malują krzyż, naprawiają ławki i zawieszają wstążki. Kobiety w ostatnich dniach kwietnia spotykają się i umawiają się na modlitwy.

Teresa Dudowicz

„W tym roku przychodzimy codziennie na godzinę 18. przez cały miesiąc. Modlitwę prowadzi zazwyczaj pani Teresa, ponieważ jest najmłodsza i czyta bez okularów. Każda z nas przychodzi tu z własną intencją, a Pan Bóg nas nie opuszcza. Doznajemy wiele łask Bożych. Kiedyś na tym miejscu, gdzie teraz stoi krzyż, bardzo często były wypadki samochodowe, często ginęli ludzie.  Teraz gdy tu modlimy się, Matka Boska czuwa nad podróżnymi” — opowiadają mieszkanki Lipówki.

Ten zwyczaj przetrwał na wileńskiej Lipówce, podobnie jak w innych miejscowościach Wileńszczyzny, do dziś. I dzisiaj można zobaczyć tu gromadkę ludzi, którzy stoją przy krzyżu i modlą się. Robią to otwarcie, bez strachu — jak przed laty — przed władzą.

W maju i czerwcu przydrożne krzyże Wileńszczyzny są upiększane zielonymi wieńcami zazwyczaj z brzozy, wiszą wstążki. Wiosną i latem rosną kwiaty, są naprawiane ogrodzenia, palą się znicze, stoją ławki. O porządek dbają sami mieszkańcy miejscowości. Ludzie za swoje pieniądze stawiają krzyże i kapliczki. Każdy idący obok może przystanąć i zmówić zdrowaśkę, uklęknąć. Dawniej też był zwyczaj, że mijając krzyż przydrożny, każdy musi przeżegnać się. Niektórzy i dzisiaj przestrzegają tego zwyczaju, ale powoli odchodzi to w zapomniane. Coraz mniej ludzi przychodzi pod krzyż, a kiedyś pieśni modlących się rozbrzmiewały po całej wsi. Dzisiaj młodzież wyjeżdża do miast, opuszczają wieś. Zostają osoby starsze i to jest ich zasługa, że ten zwyczaj trwa do dziś.