Po cichu, ale głośno — Parlament Europejski rozpatruje petycję ws. praw Polaków na Litwie

Do historii przejdzie 3 grudnia 2012 roku jako kolejny dzień zwycięskich starań o uświadomienie Europie problemu dyskryminacji Polaków na Litwie. Mimo skandalicznej opinii Komisji Europejskiej w sprawie petycji Tomasza Snarskiego, o numerze 358/2011, pt. Prawa językowe Polaków na Litwie, Parlament Europejski w dalszym ciągu będzie badał sprawy w niej podniesione.

Dlaczego jest skandaliczna?

Komisja Europejska wydała nową opinię, stwierdzającą, że UE rzekomo nie może podejmować działań mających na celu przestrzeganie praw człowieka przez państwo członkowskie. Dodam, że ta opinia ma dla posłów charakter wyłącznie informacyjny.

Jednakże na skutek takiego stanowiska europejskich urzędników zaproponowano zamknięcie petycji o numerze 358/2011w oficjalnym porządku obrad Komisji Petycji PE – oznaczałoby to zakończenie jej rozpatrywania.

Opinię wydano, a jej inicjator, Tomasz Snarski, nie został poinformowany o nowym stanowisku Komisji Europejskiej, sporządzonym 24 października 2012 roku, co jest w sposób oczywisty niezgodne z procedurą.

Zgodnie bowiem z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, którego wskazówek Parlament Europejski niejednokrotnie przestrzega, tak jak na przykład w sprawach o uchylanie immunitetu eurodoputowanym, należało umożliwić Tomaszowi Snarskiemu w odpowiednim czasie ustosunkowanie się do nowej opinii Komisji Europejskiej.

W sprawie T-450/93 : Lisrestal, Zb. Orz. 1994, s. II-1177 Europejski Trybunał Sprawiedliwości wskazał jednoznacznie, iż „przestrzeganie prawa do bycia wysłuchanym ma charakter obligatoryjny i dotyczy także postępowania, w którym brak jest szczegółowej regulacji, z której obowiązek ten by wynikał. Praktyczne trudności organu administracyjnego w zapewnieniu przestrzegania prawa do bycia wysłuchanym nie mogą w żadnym razie uzasadniać naruszenia tej zasady”.

Prawidłowe zastosowanie procedury rozpatrywania petycji przez Parlament Europejski powinno zatem polegać przynajmniej na oficjalnym poinformowaniu Tomasza Snarskiego o nowym stanowisku Komisji Europejskiej, a także umożliwieniu złożenia mu dokumentu wyrażającego jego stanowisko w sprawie. Tymczasem nieoczekiwanie w porządku obrad pojawiła się propozycja zamknięcia rozpatrywania petycji. Chciałoby się dodać: po cichu, bez zbędnego rozgłosu.

Wydaje się, że trudności z rozpatrywaniem petycji Tomasza Snarskiego świadczą tylko o jednym – o sile jego argumentów. Gdyby petycja była zbiorem pobożnych życzeń – można by je zdyskredytować i dawno ją zamknąć. Gdyby podnosiła rzeczy mało ważne – można by nawet się z nią zgodzić, wszak to nic nie kosztuje. Skoro jednak dotyczy spraw podstawowych i fundamentalnych – Unia Europejska boi się wziąć za nie odpowiedzialność. Parlament Europejski stara się jednak zachowywać pozory, by nie ośmieszać sensu europejskiej integracji. Komisja Europejska skompromitowała się swoim stanowiskiem, gdyż w gruncie rzeczy zanegowała jakikolwiek sens przestrzegania przez państwa członkowskie UE praw człowieka i powiedziała: róbcie, co chcecie.

Ktoś w zaciszu biurokratycznej machiny wydumał, że poprzez zamknięcie petycji uda się zaprzeczyć problemom w niej podniesionym. Uczynił to może celowo, a może przez swoją niekompetencję. Paradoksalnie, im większy opór wobec petycji, tym coraz więcej osób przekonuje się, że podniesione w niej problemy polegają na prawdzie. Największym jej sukcesem jest rozpatrywanie jej od ponad półtora roku – wcale nie iluzorycznym, chociaż oczywiście, w kontekście złożonych przez Tomasza Snarskiego wniosków, nigdy dla niego samego oraz dla Polaków na Litwie do końca nie satysfakcjonującym.

Na szczęście, argumenty wyrażone w petycji trafiają do świadomości eurodeputowanych. Pierwszy protest w sprawie zamknięcia petycji zgłosił eurodeputowany Jarosław Wałęsa, dzięki któremu petycjonariusz dowiedział się o planach Komisji Petycji. Szybka i skuteczna interwencja posła Wałęsy zasługuje na wyróżnienie. Rozpoczął lawinę, która zmieniła bieg sprawy.

Tomasz Snarski skierował do Parlamentu Europejskiego wniosek o kontynuowanie rozpatrywania petycji, a także o umożliwienie po raz kolejny przedstawienia racji wyrażonych w jego wnioskach. Wystosował też do eurodeputowanych prośbę o wsparcie petycji.

Drugim szybkim działaniem było opublikowanie na łamach „Rzeczpospolitej” – wraz z Tomaszem Tadeuszem Koncewiczem, gdańskim profesorem prawa europejskiego – niezwykle interesującego tekstu pt. „Europa wartości czy świętego spokoju”. W artykule tym w sposób rzeczowy rozprawia się z unikami Komisji Europejskiej.

Na efekty nie trzeba było długo czekać. Kolejny protest przeciwko zamknięciu petycji zgłosiła eurodeputowana Lena Kolarska–Bobińska. Szeroką interwencję w sprawie przeprowadzili eurodeputowani Waldemar Tomaszewski oraz Jarosław Kalinowski.

Gdyby posłowie Komisji Petycji PE zamknęli petycję, to skompromitowaliby nie tylko siebie, ale i instytucję, którą reprezentują: przecież kilka miesięcy temu stwierdzali, iż jest całkowicie zasadna i należy przedstawione w niej problemy zbadać!

Skąd ta zmiana stanowiska?

Petycja nr 358/2011 jest nadal w grze i odniosła skutek, którego jej przeciwnicy chyba się nie spodziewali. Ten opór pokazał Europie, jak daleko jeszcze do przestrzegania w Unii Europejskiej fundamentalnych praw człowieka. Dowodzi również, jak trudna jest codzienność jej obywateli. Chodzi nam przecież nie o to, żeby na papierze, na przykład w formie Karty Praw Podstawowych, zapewnić każdemu prawo do godności i tożsamości, lecz o to, by wartości były rzeczywiście respektowane. Nie będzie przesadą stwierdzenie, iż petycja Snarskiego staje się powoli symbolem obywatelskiej Europy, która bardziej niż instytucje Unii Europejskiej rozumie, po co powstała Unia Europejska i komu ma służyć.

Emma Popik, Gdańsk