Przed 36 laty: Gawęda Macieja o skutkach picia wódki

Czytaj również...

archiwum 06Jako powód do dzisiejszej gawędy posłużyła historia, którą opowiedziano mi w Szwenczionysie. Zaopatrzywszy się w gorzałę pewne towarzystwo wyruszyło na świeże powietrze by zabawić się. Były jeszcze godziny pracy, dlatego zaczęto szukać kąta dalej od oczu kierownictwa.

Zdecydowano, że nie ma lepszego miejsca niż cmentarz. Uczestnicy libacji z każdym nowym kielichem tracili rozsądek, aż stracili go zupełnie. Jeden z kumpli nawet nie mógł wstać, odebrało mu nogi.
„Po co z nim się bawić, niech się prześpi” — zaproponował ktoś i przykrył go wieńcami. Niebawem na tym samym miejscu zjawili się inni przyjaciele boga wina — Bachusa. Pili długo, aż wreszcie zaczęli się kłócić, może doszłoby do bójki, ale hałas obudził śpiącego i (jak tutaj nie wierzyć w duchy zmartwychwstających nieboszczyków) spod wieńców wysunęła się ręka, a ludzki głos zażądał:
— Dajcie do cholery pochmielić się.

U kłócących się ze strachu mrówki zaczęły chodzić po ciele. Opilstwo jak ręką zdjęło. Dali takiego drapaka, że za nimi tylko kurz się unosił. Nie obeszło się bez ofiar. Jeden upadł i mocno uszkodził sobie żebra, drugi zaś na parkanie, wstyd powiedzieć, mało nie pozostawił portek.
Święta to racja, że od wódki rozum krótki. Przekonuje o tym wypadek, który niedawno zdarzył się w Pabrade. Kilku młodzianów zebrało się w restauracji. Bawili się długo, lecz picia ciągle było mało. A kieszenie świeciły już pustkami. Tylko jeden z kolegów miał jeszcze pieniądze przeznaczone na prezent. O tym dowiedział się Dmitrij Koleśnikow, który poprzednio siedział w więzieniu za bójkę.
— Odbierzmy mu pieniądze, chłopaki — zaproponował.
I co myślicie, wszyscy poszli jak głupie owcy za baranem. Nikomu nawet nie przyszło na myśl, że od tej chwili zostają przestępcami. Całą gromadą napadli na człowieka, który nic nie podejrzewając szedł do domu. Bito go po twarzy, kopano nogami. Jeden z kumpli, Kazimierz Gudaniec, starał się zasłonić leżącemu oczy, aby nie poznał swoich (na to wystarczyło mu tylko rozsądku!). Koleśnikow przeszukał kieszenie pobitego, wyciągnął portfel. Pieniądze zabrał, podzielił między wszystkich, a dokumenty wyrzucił.
— Teraz chłopaki, zabawimy się!
Zabawa trwała dalej. Nikt nie pomyślał o pozostawionym na drodze pobitym człowieku, nikogo nie ruszyło sumienie.

Ale jak się mówi, dobre daleko słychać, ale złe jeszcze dalej. Sprawa doszła do milicji. Wszczęto śledztwo. Oskarżono wspomnianych już Koleśnikowa, Gudańca, a także Jerzego Poźlewicza, Władimira Grigorjewa, Zenona Tomaszewicza. Po wytrzeźwieniu coś bełkotali, usprawiedliwiali się, zwalali winę jeden na drugiego. „Bohaterstwo” ulotniło się razem z wódką. Niedawno odbył się sąd, który każdemu wymierzył według zasług.
Często wędruję drogami, ulicami po wsiach i muszę powiedzieć, że stare powiedzenie: „Pijanemu morze po kalana” oznaczające, że jest on zdolny do karygodnych postępków, w naszych technicznych czasach ma szczególnie ostry wydźwięk. Wszak teraz, ot choćby środków transportowych jest bardzo dużo, a będzie jeszcze więcej. Ludzie mniej chodzą, a więcej jeżdżą. A tu nagle pijany za kierownicą. Stanowi on poważne zagrożenie dla siebie i dla innych.
A powodów jest wiele. Oto trzeba zaorać ogród albo zwieźć słomę do szopy. Zapraszamy traktorzystę. Ten zrobi w mig, nie odmówi. I to dobrze. Ale po co za to częstujemy go wódką? Człowiek zajechał do jednej zagrody, do drugiej, zrobił dobry uczynek. A potem traktor „błądzi” po wsi od słupa do słupa.
… Traktorzysta sowchozu „Swirkai” Władysław Pietkiewicz po uraczeniu się podłym winem, słusznie nazywanym „atramentem” chciał dokądś jechać. Szczęście, że zatrzymała go inspekcja. Odebrano człowiekowi prawo jazdy, wymierzono grzywnę.
Nie jest to odosobniony wypadek. W milicji poinformowano mnie: w ubiegłym miesiącu w rejonie szweńcziońskim ukarano za pijaństwo ponad 20 osób mających do czynienia z pojazdami. Prawie połowa — to mechanizatorzy. Czy nie ma w tym również winy tych, którzy dziękują im za pomoc butelką?
Jak wiadomo, wódka bywa przyczyną wielu nieszczęść. Od dawna wojuję z tą plagą i będę nadal ją zwalczał. I w tym, drodzy Czytelnicy, liczę na Waszą pomoc. Tylko społem, wszyscy razem, potrafimy wykorzenić zło.
Wasz Maciej
„Czerwony Sztandar”
9 września 1979 r.

Afisze

Więcej od autora

Sygnatariusz aktu 11 marca: „Ojciec mówił coś, co uważałem za niemożliwe: »Poczekaj, ustrój się zachwieje«”

W wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” nr 29 (83) z 25–31 lipca 2026 r. ukazał się wywiad ze Zbigniewem Balcewiczem, sygnatariuszem Aktu Niepodległości Litwy i pierwszym redaktorem naczelnym „Kuriera Wileńskiego”. Balcewicz w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” mówił o zmianie tytułu gazety w 1990 r., o swojej działalności politycznej i o polskich mediach na Litwie. Osobny wątek rozmowy dotyczy jego rodziny — zaścianka Zawiasy, wojennych losów ojca i przepowiedni, jaką ten wypowiadał w czasach sowieckich. Balcewicz podpisał Akt Niepodległości Litwy 11 marca 1990 r.

Polska. Spadła rakieta, najpewniej rosyjska Ch-101. Nie odnotowano ofiar, trwa śledztwo

Była uzbrojonaRakieta, która naruszyła w czwartek polską przestrzeń powietrzną i spadła na Lubelszczyźnie, była uzbrojona i z dużym prawdopodobieństwem rosyjska – przekazał premier Donald Tusk. Podziękował wszystkim przywódcom UE...

Balcewicz przypomina 1990 r.: „Panie Gorbaczow, w ZSRS żyje ponad 3 mln Polaków. Zróbcie coś dla nich”

Balcewicz w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” wspomniał swoje wystąpienie przed Michaiłem Gorbaczowem, gdy ten był w Wilnie w 1990 r. Było to dwa miesiące przed Aktem Niepodległości. Opisał też reakcje dnia następnego na to wystąpienie.