„Żądza pieniądza”, czyli partie tracą wyborców, a ludzie — zaufanie do władzy

199
„Żądza pieniądza”, czyli partie tracą wyborców, a ludzie — zaufanie do władzy Fot. ELTA
Skutki afer mają wpływ nie tylko na poparcie poszczególnych partii, ale także na spadek zaufania do polityków w ogóle Fot. ELTA

Skandale korupcyjne pogrążyły już Ruch Liberałów, którego poparcie w sondażach spadło w ciągu kilku miesięcy z ponad 15 proc. do 6. Do niechlubnego wyścigu o utratę poparcia społecznego dołączyła także Partia Pracy, a ostatnio również Porządek i Sprawiedliwość. A wszystko to przez kilka, kilkadziesiąt czy nawet więcej tysięcy euro — w zależności od możliwości finansowych rzekomo przekupującego i decyzyjnych — rzekomo  przekupowanego.

Poseł na Sejm z partii Porządek i Sprawiedliwość Petras Gražulis po niedawnej rewizji ma prawdopodobnie o wiele większe powody do zmartwień, niż brak 9 tys. euro i kołdunów w lodówce. We wtorek został przesłuchany w prokuraturze jako świadek specjalny, czyli osoba, o której informacje na temat dokonanego przestępstwa nie są wystarczające, by można jej było przedstawić oskarżenie. Sam Gražulis w rozmowie z dziennikarzami wyjaśnił, że jest podejrzany o przekupstwo.

Służba ds. Badań Specjalnych (STT) bada, czy związana z politykiem spółka dążyła do przekupienia funkcjonariuszy państwowych w celu uniknięcia kar, przedstawiła natomiast podejrzenia wobec szefa Państwowej Służby Żywności i Weterynarii Jonasa Miliusa i pięciu innych urzędników. Funkcjonariusze służby weterynaryjnej mieli nie ujawnić informacji, otrzymanej od zagranicznych służb kontroli żywności, dotyczącej obecności w produkcji firmy Judex bakterii listerii.

Niedawno, ze względu na oskarżenia o korupcję, z mandatu poselskiego zrezygnował poseł Partii Pracy Vytautas Gapšys. Za jego pośrednictwem wiceprezydent koncernu MG Baltic Raimondas Kurlianskis poprzez łapówki miał podobno dążyć do wywierania wpływu na posłów Partii Pracy, by działali w interesach koncernu.

O tym, jak podobne wydarzenia wpływają na wyborców, najlepiej świadczy przykład Ruchu Liberałów, który stracił ponad połowę swoich wyborców po tym, jak STT poinformowała, że Eligijus Masiulis jest podejrzany o przyjęcie łapówki.

Kto w takiej sytuacji może skorzystać? Oczywiście partie o nieskażonej aferami historii. Niestety, w praktyce dosyć często oznacza to po prostu całkowity brak historii w połączeniu z populistycznymi hasłami.

Taki scenariusz w trakcie tegorocznych wyborów Litwie nie grozi dzięki obecności na scenie politycznej Litewskiego Związku Rolników i Zielonych. Patria ma, co prawda, długie tradycje, jednak — ze względu na aktualną nieobecność w Sejmie — nie może być obciążana porażkami czy też skandalami kończącej się kadencji.

Nic więc dziwnego, że już teraz tradycyjni liderzy litewskiej sceny politycznej myślą o Zielonych jako o przyszłych członkach koalicji rządzącej, natomiast lider partii, Ramūnas Karbauskis, jasno mówi, z kim mógłby współpracować w Sejmie kolejnej kadencji, a kogo zdecydowanie odrzuca jako partnera do koalicji.

Tymczasem Litewski Związek Rolników i Zielonych nadal pozostaje wielką niewiadomą, tak samo zresztą jak i jego lider.
„Ramūnas Karbauskis nie jest postacią nową na litewskiej scenie politycznej, ale do końca nie wiadomo, czego można się spodziewać po jego partii — powiedział w rozmowie z „Kurierem” politolog Andrzej Pukszto. — Gromadzi wokół siebie przede wszystkim osoby nowe w polityce, o bardzo zróżnicowanych poglądach”.

Ramunas Karbauskis
Ramūnas Karbauskis

Jedno trzeba przyznać — partia już wygląda na prawdziwego mistrza w godzeniu rzeczy pozornie sprzecznych. Przyciągnęła osoby o skrajnie różnych poglądach, wywodzące się z różnych środowisk. Trudno nie dostrzec także, że lider partii, która w swoim programie powinna mieć troskę o środowisko naturalne, zrobił majątek na produkcji i handlu pestycydami.

„Takich niespodzianek ze strony Zielonych możemy jeszcze się spodziewać, przede wszystkim dlatego, że partia nie prezentuje jasnego programu” — podkreśla Pukszto.

Jednak, jak mówi politolog, programy czy historie partii nie mają wielkiego znaczenia dla zwykłych wyborców.
„Liczy się przede wszystkim codzienne życie i obietnice z nim związane — podkreśla Pukszto. — Polityka zagraniczna czy też bezpieczeństwo interesuje przeciętnego obywatela mniej niż konkretne potrzeby życiowe”.

Same obietnice nie zapewniają wygranej w wyborach. Według politologa na poparcie mas nie może już liczyć Partia Pracy. „Wydaje mi się, że niezależnie od programu ta partia nie potrafi już przyciągnąć nowych wyborców — uważa Pukszto. — Oczywiście ma swój twardy elektorat, który będzie na nią głosował niezależnie od afer i skandali, ale nie ma nowych twarzy, które mogłyby przyciągnąć niezdecydowanych”.

Do października jeszcze sporo się wydarzy i być może nieraz jeszcze STT stanie się przeciwwagą dla najlepszej kampanii wyborczej. Niezależnie jednak od wyników zbliżających się wyborów warto podkreślić, że skutki podobnych afer mają wpływ nie tylko na poparcie poszczególnych partii, ale także na spadek zaufania do polityków w ogóle. Według raportu „Freedom House”, dotyczącego krajów postkomunistycznych i państw Eurazji, właśnie korupcja jest czynnikiem najbardziej obniżającym poziom litewskiej demokracji.