Więcej

    Wilczyński, twórca słynnego „Albumu Wileńskiego” – wędrówki ulicami wileńskimi

    Czytaj również...

     Kartony z Albumu Wilczyńskiego wydanego w 1987 roku można obejrzeć w wileńskiej Galerii Obrazów Fot. Marian Paluszkiewicz
    Rciny z Albumu Wilczyńskiego można obejrzeć w wileńskiej Galerii Obrazów Fot. Marian Paluszkiewicz

    Ulica nosząca imię Jana Kazimierza Wilczyńskiego (Jono Kazimiero Vilčinskio g.) znajduje się w wileńskiej dzielnicy Lazdynai (Leszczyniaki). Ta nowa uliczka, o długości 150 metrów, znajduje się w odległości 6 km od centrum miasta.

    Zabudowana jest kilkunastoma nowymi domami prywatnymi. Dziś wspomnimy człowieka, którego imię nosi. W roku bieżącym minęła 210. rocznica urodzin Wilczyńskiego.

    Jan Kazimierz Wilczyński — lekarz, kolekcjoner i wydawca, który wiele lat i wszystkie swoje posiadane środki poświęcił na wydanie „Albumu Wileńskiego”.
    Pomimo wielkiej wartości artystycznej „Album Wileńskie” jest niezwykle cennym źródłem wiedzy  o ludziach, których już nie ma, o minionych wydarzeniach, o budowlach i pomnikach architektury, które już nie istnieją, albo uległy przebudowie.

    W polskich encyklopediach nie znajdziemy jego nazwiska. W litewskich natomiast są spore adnotacje jego i jego rodziny, ale w Wilnie nie ma tablic upamiętniających jego pobyt i działalność w naszym mieście. Tymczasem w wielu muzeach wileńskich wciąż znajdujemy litografie, pod którymi widnieje skromny podpis: Z „Albumu Wileńskiego” J. K. Wilczyńskiego. Kim więc był Jan Kazimierz Wilczyński i czym było jego słynne „Album Wileńskie”?

    Grób Wilczyńskiego na Rossie Fot. Marian Paluszkiewicz
    Grób Wilczyńskiego na Rossie Fot. Marian Paluszkiewicz

    Jan Kazimierz Maciej Longin Ildefons Wilczyński urodził się 26 lutego 1806 roku w Jassanach (Jasonys) w powiecie wiłkomierskim (obecnie Jassany znajdują się na terytorium rejonu uciańskiego) jako najmłodszy z pięciorga dzieci Zygmunta Wilczyńskiego i Tekli z Romerów (rodziny ściśle związanej ze sztuką i Wilnem).
    Był synem dosyć zamożnego właściciela, „który nadwerężył silnie fortunę i dzieciom kazał szukać jej naprawy w talentach”. Ojciec jego był wielkim amatorem sztuk pięknych i wiele na to tracił, zmarł, gdy najmłodszy syn miał zaledwie rok.
    Po ukończeniu Kolegium Pijarów w Wiłkomierzu Jan Kazimierz wstąpił na Uniwersytet Wileński na medycynę, którą ukończył w 1827 roku. Przez parę lat praktykował w Wilnie, a potem wyjechał do Francji na dalsze studia. Lucjan Szeliga w 1886 roku po śmierci Wilczyńskiego pisał w „Kłosach”:

    „Czy to prostemu wypadkowi przypisać należy, czy też tej okoliczności, że był spokrewniony z Romerami, między którymi gorzał od dawna święty ogień Prometeuszowski, dosyć, że podczas pobytu w Paryżu, odezwało się w nim wyższe poczucie artystyczne. Wszedł do grona malarzy i rzeźbiarzy, wśród których najpierw wolne chwile, a potem prawie cały swój wolny czas spędzał. Mieszkając z nimi studiował gotowe już roboty lub przyglądał się ich wykonywaniu. Zwiedzał galerie, wystawy i muzea starożytności, wskutek czego doszedł do takiego znawstwa w sztukach pięknych, że jakkolwiek sam ani malował, ani rzeźbił, był jednak znawcą sztuki tak kompetentnym, jakiego w owych czasach trudno było znaleźć w ówczesnym Wilnie. Słynął również z biegłości swojej w archeologii, numizmatyce i heraldyce…”

    W czasie Powstania Listopadowego Wilczyński był w Warszawie. Do Wilna wrócił w 1835 roku. Parę lat znów praktykował jako lekarz. Wkrótce jednak porzucił medycynę, aby bez reszty poświęcić się największej pasji swego życia — wydawaniu „Albumu Wileńskiego”.

    W liście do Józefa Ignacego Kraszewskiego pisał: „Doznając przykrych uczuć, że ojcowie nasi nie dbali o zachowanie pamiątek krajowych, żadnego prawie śladu o nich nie zostawili, postanowiłem dziś istniejące pomniki przekazać potomkom naszym w dokładnym rysunku… „Album Wileńskie” zawierać będzie widoki Wilna i jego okolic… Cenniejsze pomniki i rozmaite pamiątki tyczące się kraju naszego. … Co się godnego uwagi i pamięci znajdzie się na tej ziemi, po której tylekroć przelatywały wojny i grabieże — wejdzie do Albumu”.

    Gdy Wilczyński podjął ostateczne postanowienie wydania „Albumu Wileńskiego”, miał 38 lat i rozporządzał własnym majątkiem. Cały też swój majątek zainwestował w to wydawnictwo. Wspomniany wyżej Lucjan Szeliga tak pisze o tym: „…Podziwiać nam przychodzi rzadką odwagę Wilczyńskiego, przedsiębiorącego tak kosztowne wydawnictwo, i tę wiarę, że znajdzie w kraju pokaźną liczbę lubowników sztuki i pamiątek przeszłości, którzy popierając jego usiłowania prenumeratą, zwrócą mu chociaż w części ogromny nakład. Gdyby tej wiary i odwagi nie miał, cofnąć by się musiał w początku drogi, albo, w przeciwnym razie, rozporządzać książęcą fortuną.

    Podobno mu zarzucano, że w Paryżu wydawał swoje nakłady, gdy tymczasem Wilno miało własne litografie. Prawda, ważniejszych podówczas litografii było trzy: pierwsza Macieja Przybylskiego, druga Klukowskiego, trzecia, najczynniejsza Józefa Oziębłowskiego. Wilczyński jednak mając to głębokie przekonanie, że nie podobna było wykonać w Wilnie równie doskonale, tak starannie i artystycznie obmyślanego planu, jak w Paryżu, tam się zwrócił. Że się w tym względzie nie mylił dowiódł swem wydawnictwem…”.

    Po pierwsze, zebrał więc Wilczyński dla swojego wydawnictwa współpracowników spośród miejscowych artystów malarzy: Rypińskiego, Żametta, Chruckiego, Kanuta Rusieckiego, Franciszka Zawadzkiego i innych.
    Z Petersburga zaangażował dobrego akwarelistę Sadownikowa, a Marcina Zaleskiego, zdolnego perspektywistę, z Warszawy. Artyści ci rysowali widoki z natury, kopiowali z oryginałów rysunki lub obrazy.
    Wilczyński postanowił, że jego Album pod każdym względem w niczym nie będzie ustępować najpiękniejszym i najsławniejszym w tym rodzaju robotom paryskim. Rysunki posyłał więc do najsławniejszych litografii P. Lemerciera w Paryżu, zlecając ich wykonanie na kamieniu najznakomitszym mistrzom w tym fachu.
    Te same wymagania stawiał sobie, gdy chodziło o ryciny wykonane w technikach metalowych, które zamawiał u znanych rytowników, a odbijanie powierzał paryskim zakładom graficznym Chardona i Drouarta. Korzystał także z usług rytownika londyńskiego E. Findena.

    Po sześciu latach w 1850 roku Wilczyński wyczerpał własne fundusze. Dochody ze sprzedaży poszczególnych numerów wydania były tak małe, że nie pokrywały wydatków. Zrozumiał, że „…nie ma nadziei, bym odzyskał włożony kapitał. Chodzi mi tylko o to, aby z wyprzedanych widoków zebrane pieniądze łożyć na dalsze wydanie, ażeby to przedsięwzięcie, pierwsze w naszym kraju, doprowadzić do niejakiej zupełności. Nikt dotąd nic podobnego nie wykonał i nie wykona, chyba będzie tak zagorzały i uparty jak ja…”.
    Uparty był rzeczywiście w dążeniu do raz wytkniętego celu, nawet na przekór przeciwnościom losu. Prowadził szeroką korespondencję z właścicielami zbiorów w kraju, a także firmami wydawniczymi za granicą. W 1857 roku zdjęto z Wilczyńskiego nadzór policyjny, jakiemu podlegał po Powstaniu Listopadowym. W maju tegoż roku znów wyjechał do Paryża. W 1860 roku ukończył wydane dla Kraszewskiego „Wspomnienia Polesia, Wołynia i Litwy”. Niestety, to wydanie nie znalazło powodzenia u odbiorcy. Podobnie było z wydanymi wcześniej „Albumem Kijowskim” i „Albumem Warszawskim”.

    Jan Kazimierz Wilczyński
    Jan Kazimierz Wilczyński

    Podczas Powstania Styczniowego w 1863 roku policja carska znów zwróciła uwagę na Wilczyńskiego jako na człowieka „szkodliwego sposobu myślenia”. Tragiczne lata rządów Murawjowa załamały go psychicznie i moralnie.
    W 1870 roku wyjechał do Paryża po raz ostatni, aby zabezpieczyć swój majątek zawarty w kamieniach litograficznych i płytach sztycharskich. Ostatnie lata życia spędził w zupełnym odosobnieniu i niemalże zapomnieniu.

    Zmarł 16 lutego 1885 roku, pochowany został w Wilnie na Rossie.
    Grób Wilczyńskiego znajduje się naprzeciw wejścia na cmentarz. Zwraca uwagę nagrobek w kształcie ściętego drzewa z uciętymi konarami.
    A co się stało ze spuścizną? Wilczyński nigdy nie ożenił się i do końca życia pozostał samotny. Domem i wydawnictwem opiekowała się jego wychowanka Kazimiera Sorokówna. Ona też prowadziła sklep artystyczny w Wilnie, który prawdopodobnie znajdował się w jednym z domów pobazyliańskich na początku ulicy Ostrobramskiej.

    W dwudziestoleciu międzywojennym sprawa „Albumu Wileńskiego” znowu stała się aktualna. W 1919 roku po ponownym otwarciu Uniwersytetu Wileńskiego władze tej uczelni dzięki staraniom Ferdynanda Ruszczyca i Lucjana Uziębły zakupiły materiały do „Albumu Wileńskiego” od Kazimiery Sorokówny. Jako osoba samotna i w podeszłym wieku odstąpiła je nieomalże na prawach darowizny. W prasie wileńskiej było głośno na ten temat. Planowano przeprowadzenie reedycji „Albumu”, którą miał kierować Jerzy Hoppen, ówczesny docent Wydziału Sztuk Pięknych USB. Powstał nawet projekt sprowadzenia kamieni litograficznych z Paryża do Wilna.
    W 1937 roku kamienie zostały sprowadzone do Wilna. Zamierzona reedycja „Albumu Wileńskiego” nie doszła jednak do skutku. Przeszkodziła temu wojna 1939 roku…

    Kościół św. Anny w Wilnie na rycinie z „Albumu Wileńskiego”
    Widok kościółów św. Anny i Berrnardyńskiego  w Wilnie na rycinie z „Albumu Wileńskiego”

    Najbardziej kompletny aktualnie zespół rycin z „Albumu Wileńskiego” wraz ze spuścizną wydawcy w 1957 roku znalazł się w Muzeum Narodowym w Warszawie. Kamienie litograficzne sprowadzone z Paryża znajdują się w Wilnie w archiwach wydziału grafiki Wileńskiego Muzeum Sztuk Pięknych.
    W 1987 roku na rynku księgarskim ukazało się słynne wydanie „Vagi” „Vilniaus Albumas iš Jono Kazimiero Vilčinskio leidinių” („Album Wileński” z wydań Jana Kazimierza Wilczyńskiego”). Zawiera on 24 plansze (50/45 cm) przedstawiające dawne widoki Wilna i okolic, jak też postaci historyczne. Nakład 5 tys. egzemplarzy szybko zniknął z półek księgarni. Jednocześnie ukazała się seria pocztówek, które również szybko zniknęły.

    W Wilnie w Uniwersytecie Wileńskim, którego absolwentem był Jan Kazimierz Wilczyński, zachowały się 163 ryciny. W Litewskim Muzeum Sztuki w Wileńskiej Galerii Obrazów (ul. Didžioji 4) sala XIII jest poświęcona „Albumowi Wileńskiemu” i jego wydawcy.

    Afisze

    Więcej od autora

    Branża turystyczna na Litwie odżywa

    Wilno zawsze było miastem atrakcyjnym dla turystów. Statystyki pokazują, że w sezonie letnim najchętniej miasto odwiedzali turyści z Łotwy i Polski. Częściej niż przed pandemią stolicę odwiedzali mieszkańcy innych miast kraju, pozostawali też tu na dłużej. Rezerwacja w stołecznych...

    Kryzys na Litwie. Coraz więcej wniosków o rekompensaty za ogrzewanie

    Rekompensata przysługuje zarówno osobom, które mają ogrzewanie scentralizowane, jak też osobom, które wykorzystują węgiel, drewno opałowe, elektryczność, gaz lub granule. Tymczasowo nie jest wyceniane mienie osób ubiegających się o rekompensatę za ogrzewanie, gorącą wodę oraz wodę pitną. Czytaj więcej: Sejm chce...

    Do odważnych świat należy! Oto Karolina Kluk-Limanowska

    Poznałyśmy się w Brukseli, gdzie odbywałaś praktykę w Parlamencie Europejskim. Jak trafiłaś do jednej z najważniejszych instytucji na świecie? Wyjazd do Brukseli był raczej spontaniczną decyzją. Byłam na czwartym, ostatnim roku studiów na Uniwersytecie w Limerick w Irlandii i równolegle...

    Klasztor bazylianów: dziedzictwo i ostoja

    Obiekt dziedzictwa kulturowego Zaplanowana jest renowacja posadzki i wystroju wnętrza od strony południowej w kościele pw. Świętej Trójcy oraz remont dzwonnicy. „Zespół klasztorny bazylianów to nie tylko obiekt dziedzictwa kulturowego, to duch dawnych czasów oraz ogrom historii. Jest to także miejsce,...