Co pomoże zmniejszyć emigrację?

152
W Wielkiej Brytanii, dokąd udaje się większość naszych emigrantów, średnie wynagrodzenie wynosi 2 100 euro Fot. Lucja Stankevičiūtė
W Wielkiej Brytanii, dokąd udaje się większość naszych emigrantów, średnie wynagrodzenie wynosi 2 100 euro Fot. Lucja Stankevičiūtė

Od lat Litwa wyludnia się w zastraszającym tempie. Z każdym rokiem sytuacja wygląda coraz gorzej. W roku ubiegłym wyemigrowało 44 tys. mieszkańców. Szacuje się, że w tym roku kraj opuści jeszcze więcej ― 46 tys. obywateli.

Niedawno spółka „Spinter tyrimai” na zamówienie portalu „Delfi” przeprowadziła sondaż, z którego wynika, że podstawową przyczyną emigracji są zbyt niskie zarobki na Litwie. Takie przyczyny wskazało aż 83 proc. zamierzających opuścić kraj respondentów. Co czwarty ankietowany wskazał, że nie planowałby już emigracji, gdyby mógł zarobić na Litwie 751-1 000 euro. Zaś ponad 40 proc. wskazało, że zadowoliłoby ich wynagrodzenie w wysokości 1 000-1 500 euro.
Warto zaznaczyć, że preferencje ankietowanych są dosyć skromne, gdyż są niższe od średnich zarobków w wielu krajach unijnych. Na przykład w Wielkiej Brytanii, dokąd udaje się większość naszych emigrantów, średnie wynagrodzenie wynosi 2 100 euro, w Niemczech ― 2 200 euro. Tymczasem na Litwie ― nieco ponad 600 euro na ręce.

Czy jednak możliwe jest podniesienie średniego wynagrodzenia, aby powstrzymać emigrację? Ekonomiści twierdzą, że tak.
Jekaterina Rojaka, główny ekonomista i analityk finansowy DnB NORD banku, w rozmowie z „Kurierem” powiedziała, że potrzebna jest w tym celu wola polityczna i zmiana struktury gospodarki.

― Możemy brać przykład z takich krajów jak Irlandia czy Singapur, którym za pomocą odważnych reform udało się podnieść swoją gospodarkę. Związane to było przede wszystkim ze zdolnością przyciągnięcia zagranicznych inwestycji. Pojawiły się miejsca pracy, wzrosły zarobki mieszkańców. Należy pracować w kierunku zmiany struktury gospodarki i należy zająć się tym już dziś, jeżeli chcemy zobaczyć wyniki za kilka lat. W przeciwnym wypadku po prostu nie zostanie zdolnych do pracy obywateli, którzy mogliby się cieszyć ze zmian zachodzących w kraju — mówi Jekaterina Rojaka.

Jak podkreśliła ekonomistka, jedną z podstawowych potrzebnych zmian ma być zmniejszenie opodatkowania siły roboczej.

― Na Litwie są bardzo wysokie podatki dotyczące zatrudnionych pracowników. Od wielu lat specjaliści zwracają uwagę, że dochody pracowników stopniowo należy zwiększać poprzez zmniejszenia brzemienia podatkowego. Należy podjąć działania w kierunku zwiększania minimum nieopodatkowanego, gdyż to istotnie polepszyłoby sytuację. Władze zamiast tego zwiększają minimalne wynagrodzenie, bo to kosztuje taniej niż zajęcie się minimum nieopodatkowanym — tłumaczy Rojaka.

Tymczasem, zdaniem samych mieszkańców, wzrost emigracji powoduje nie tylko fakt, że średnie wynagrodzenie jest trzykrotnie niższe niż za granicą.

― Chodzi o to, że w regionach znaleźć pracę nawet za takie niskie wynagrodzenie jest trudno. Ludzie widzą te problemy, ale nie widzą sposobów, jak można je rozwiązać. Na przykład, jeżeli za granicą na 100 pracowników przypada 50 pracujących w dziedzinie produkcji, 20 handlowców i 30 urzędników ― to na Litwie ten stosunek będzie wyglądał zupełnie inaczej. Czyli u nas na 100 pracowników przypadnie na przykład 50 handlowców, 40 urzędników i tylko 10 producentów. Chcę powiedzieć, że pracowników, realnie tworzących wartość dodaną, czyli coś produkujących, mamy bardzo mało — powiedział nam 38-letni Rokas Kelmukas, od 4 lat pracujący jako kierowca w Brystolu w Wielkiej Brytanii.

Jak sądzi, wszystkie propozycje podnoszenia wypłat na Litwie spoczęłyby właśnie na barkach producentów, bo ani urzędnicy, ani handlowcy żadnego realnego produktu nie tworzą.

― Sytuację mogłoby poprawić budowanie fabryk, gdzie ludzie znaleźliby zatrudnienie i coś produkowaliby. Jednak produkcja tych fabryk musiałaby zainteresować światowy rynek i odpowiadać określonym standardom, aby udało się ją sprzedać. W dodatku, kto by te fabryki budował? Sytuacja jest więc kłopotliwa. Dlatego ludzie robią to, co mogą — wyjeżdżają — powiedział rozmówca.

Oprócz niskich wypłat niezadowolenie mieszkańców budzi również nieudolność władz i kwitnąca korupcja. Podczas ostatnich wyborów partie obiecały zrobić wszystko dla zmniejszenia emigracji i zwiększenia zarobków. Mieszkańcy więc czekają na wyniki pracy nowo wybranego Sejmu. Jedni pokładają w nim swoje nadzieje. Drudzy ― tradycyjnie ― oceniają sceptycznie i są pewni, że zmiana władzy nie zmieni sytuacji w naszym państwie na dobre. Jednak w niektórych państwach po wybraniu nowych władz nadchodzą również pozytywne zmiany nastrojów w społeczeństwie.

Daleko iść nie trzeba, ponieważ jeden z takich przykładów mamy tuż za miedzą – w Polsce, gdzie w roku ubiegłym na czele parlamentu stanęła partia „Prawo i Sprawiedliwość”. Jeszcze w 2015 roku ponad 20 proc. Polaków deklarowało chęć wyjazdu do pracy do innego kraju. Dziś natomiast liczba Polaków, rozważających emigrację zarobkową, wynosi niecałych 12 proc. Okazuje się ponadto, że to najniższa liczba od lat.

Eksperci tłumaczą, że Polacy odczuwają wyraźną poprawę na rynku pracy. Szacuje się, że bezrobocie w Polsce jest najniższe od 25 lat. 30 proc. firm planuje w najbliższym czasie rekrutacje, a 1 na 10 przedsiębiorców przewiduje podwyżki. To są główne powody, że mieszkańcy wolą zostać w ojczyźnie.
Obywatele Litwy w tym roku dokonali swego wyboru do nowego Sejmu. Teraz pozostaje czekać, czy nowe władze wezmą przykład z sąsiadów i czy ich działania poprawią litewską statystykę emigracyjną.