[WIDEO] Por. Wojciech Stypuła „Bartek” ekshumowany w 73. rocznicę śmierci

264

22 lipca, dokładnie w 73. rocznicę śmierci por. Wojciecha Stypuły ps. „Bartek”, zespół Wydziału Kresowego odnalazł i ekshumował jego szczątki. Data nie była wybierana celowo. Jak podkreśla krewny porucznika – to „Bartek” pozwolił się odnaleźć.

Szczątki „Bartka” udało się odnaleźć już pierwszego dnia prac, przy czwartym wykopie, wydaje się więc, że archeolodzy mieli sporo szczęścia. Fot. Ilona Lewandowska

Żołnierz AK, ale także utalentowany poeta, harcerz i dziennikarz, został zastrzelony przez sowietów na tzw. Długiej Wyspie w Puszczy Rudnickiej nad rzeką Wisińczą i pochowany tuż obok. W pracach ekshumacyjnych, oprócz specjalistów IPN, uczestniczyli członkowie rodziny Stypuły, m.in. jego siostrzeniec – Wojciech Banaś oraz wolontariusze.

Prawdopodobne miejsce spoczynku „Bartka” ustalono w czasie majowej wizyty. Bardzo pomocne były w tym przypadku wspomnienia „Marianny”, czyli Izabelli Jankowskiej-Stankiewicz, która była przy nim w chwili śmierci. Według jej relacji „Bartek” został pochowany tuż obok grobu sowieckich partyzantów. Właśnie dzięki temu szczegółowi udało się odnaleźć jego grób. Szczątków sowietów co prawda w tym miejscu już nie ma – zostały ekshumowane kilkadziesiąt lat temu, pozostał po nich jednak duży dół, gdyż prowadzący prace nie zakopali ponownie miejsca pochówków.

W poszukiwania bardzo zaangażował się także starosta Podborza, Tadeusz Minakowski. Dużo wcześniej ustawił w miejscu pochówków tablicę z prośbą o informacje na ich temat, zbierał także zeznania świadków na temat wydarzeń na Długiej Wyspie, które mogłyby uzupełnić relację Izabelli Jankowskiej-Stankiewicz.

Szczątki „Bartka” udało się odnaleźć już pierwszego dnia prac, przy czwartym wykopie, wydaje się więc, że archeolodzy mieli sporo szczęścia. Wydobyto je 22 lipca, w drugim dniu prac i dokładnie w 73. rocznicę śmierci porucznika.

– Nie miałem wątpliwości, że tak właśnie będzie. Nie mogło być inaczej. To „Bartek” pozwolił się znaleźć, nie było na to lepszego dnia niż dzisiaj – mówił, nie kryjąc wzruszeń, Wojciech Banaś, siostrzeniec Wojciecha Stypuły, który przyjechał z Wadowic, by uczestniczyć w pracach.

– Wojtek był wspaniałym człowiekiem. Nie tylko dobrym żołnierzem, ale także poetą. Mało kto wie, że to właśnie on napisał wiersze dla dzieci, które stały się podstawą piosenek „Miała baba koguta”, czy „W poniedziałek rano kosił ojciec siano”. Był bardzo zaangażowany w harcerstwo, pisał do „Płomyka” i „Płomyczka”. W naszej rodzinie pamięć o nim zawsze była żywa – powiedział siostrzeniec żołnierza.

Dr Leon Popek, Naczelnik Wydziału Kresowego Biura Identyfikacji i Poszukiwań IPN, uważa, że choć wątpliwości, co do tożsamości odnalezionego nadal pozostają, bo dopiero badania DNA potwierdzą w 100 proc., że to właśnie „Bartek”, bardzo wiele wskazuje na to, że rzeczywiście został odnaleziony grób poszukiwanego żołnierza.
– Zgadza się bardzo wiele szczegółów, jak np. to, że był owinięty w wojskową pałatkę. Resztki tej gumowanej pałatki były widoczne w trumnie. Także znajdowane w czasie prac łuski z pepeszy potwierdzają, że jest to pochówek z tego okresu. Zgadza się również wiek – znaleźliśmy szczątki mężczyzny ok. 40 lat. Wszystko więc wskazuje na to, że to właśnie „Bartek” – wyjaśnił „Kurierowi Wileńskiemu”.

Szczątki odnaleziono dosyć głęboko, ok. 140 cm. pod powierzchnią ziemi

Szczątki odnaleziono dosyć głęboko, tzn. na głębokości ok. 140 cm. Dr Leon Popek uważa, że wiele wskazuje na to, że był to pochówek wtórny.
– Po raz pierwszy „Bartek” został pogrzebany w pośpiechu, zawinięty tylko w pałatkę, dokładnie tak, jak to opisywała „Marianna”. Wiemy jednak, że jego dowódca, „Ragner”, obiecał, że po niego wróci. Wszystko wskazuje na to, że później dotrzymał słowa i rzeczywiście koledzy przyszli po „Bartka”. Partyzanci wykonali trumnę i pochowali go jeszcze raz, znacznie głębiej – wyjaśnia historyk.

– Pięknie się złożyło, że jego szczątki zostały wydobyte właśnie w rocznicę śmierci. Piękne jest także to, że w pracach brała udział jego rodzina. Przez cały czas towarzyszył nam siostrzeniec „Bartka”, pan Wojciech Banaś, a także drugi jego kuzyn. Rodzina chce, by szczątki Wojciecha Stypuły spoczęły w Wadowicach, gdzie pochowany jest jego ojciec. To wola rodziny, którą oczywiście musimy uszanować – mówi dr Leon Popek.

Archeolodzy Andrzej Kuczyński i dr Dominika Siemiatyńska z siostrzeńcem „Bartka”, Wojciechem Banasiem

W pracach biorą udział także wolontariusze. Przez pierwszy tydzień zespół Wydziału Kresowego mógł liczyć na pomoc ze strony Stowarzyszenia Odra-Niemen, które prowadziło prace na różnych cmentarzach Wileńszczyzny. Teraz wspierają go wolontariusze z Wileńszczyzny. Tomasz Bożerocki jest historykiem i podkreśla, że tego rodzaju zaangażowanie jest bardzo dobrym sposobem na spędzenie czasu w wakacje.
– Bardzo rzadko mamy okazję uczestniczyć w tego rodzaju pracach. Jestem historykiem z wykształcenia, ale historia jest także moją pasją. Przez cały czas dzieje się coś ciekawego, to prawdziwe odkrywanie historii. Jestem członkiem Wileńskiego Klubu Rekonstrukcji Historycznej Garnizonu Nowa Wilejka, dlatego szczególnie cenię sobie możliwość udziału w ekshumacjach polskich żołnierzy. Zresztą – nie tylko ja. Przyjechałem z kolegą z garnizonu, Waldemarem Szełkowskim. Widzimy, że nasza pomoc jest potrzebna, bo pracy jest naprawdę bardzo dużo – powiedział „Kurierowi Wileńskiemu”.

Kolejne prace poszukiwawcze i ekshumacje na terenie Wileńszczyzny będą prowadzone w najbliższych dniach. Zespołowi Wydziału Kresowego towarzyszy dr Magdalena Krajewska, antropolog UMK w Toruniu, która przygotowuje ekspertyzy antropologiczne. Członkowie zespołu podkreślają, że wielkie podziękowania należą się władzom samorządowym rejonu solecznickiego za ogromne wsparcie, wolontariuszom ze Stowarzyszenia Odra-Niemen i z Wileńszczyzny za ogromne zaangażowanie oraz profesor Ilonie Vaškevičiūtė która uczestniczy w pracach ze strony litewskiej.

FRAGMENT WSPOMNIEŃ IZABELLI JANKOWSKIEJ-STANKIEWICZ PS. „MARIANNA”

Rozpoczęliśmy dalszą wędrówkę mając nadzieję dotarcia do oddziału „Kotwicza”. Po jakimś czasie weszliśmy na dużą polanę, a raczej łąkę. Podobno nazywano ją Długą Wyspą. Stał tam niezamieszkały dom. Zostawiając w nim swój plecak i bagaż z instrumentami poszłam do pobliskiego strumyka. Po jakimś czasie przyszedł „Bartek” i powiedział, że do domu przyszedł kilkuosobowy oddział sowiecki. Rozmawiał z nimi spokojnie, nie okazywali wrogości. Rozmawiałam z „Bartkiem” jeszcze kilka minut. Usłyszeliśmy z domu nawoływanie. „Bartek” powiedział:
– Wołają mnie. I nie zdążył nawet zrobić kroku, gdy padł strzał. Usunął się na mojej ręce, ułożyłam go na trawie. Dostał w samo serce. Byłam zdruzgotana. Sekundę temu żył. Położyłam się na trawie całkowicie otępiała. Leżałam jakiś czas, ale gdy usłyszałam trzaski podniosłam głowę i zobaczyłam palącą się słomę palącego się dachu. Odchodzący sowieci po zamordowaniu bezbronnego człowieka podpalili dom. (…)Byli tam dwaj chłopcy ze wsi. (…)prosiłam o pomoc. Przynieśli koc, ułożyli na nim ciało i pomogli pogrzebać „Bartka”. Grób był wykopany obok metalowego ogrodzenia cmentarzyska partyzantów sowieckich. Przykryłam mu oczy szeroką opaską używaną do ucisku przy zastrzykach dożylnych. Zbliżał się wieczór, trzeba było podążać w poszukiwaniu oddziału. Mjr „Kotwicz” przywitał mnie serdecznie, przekazał mi ustne polecenie dla „Ragnera”. Chyba jeszcze tego samego dnia spotkałam się z „Ragnerem”. Opowiedziałam o ostatnich wydarzeniach. „Ragner” po wysłuchaniu powiedział: – Nie zostawimy tam „Bartka”, zabierzemy go…