0
Strajk nauczycieli Litwy: nie tylko o pieniądzach

Akcję „Ostatni dzwonek” poparło około 50 związków zawodowych zrzeszających lekarzy, strażaków, funkcjonariuszy policji, pracowników kultury, społeczność akademicką Fot. ELTA

W niedzielę, 9 grudnia, około 6 tys. osób uczestniczyło w akcji poparcia dla strajkujących od kilku tygodni nauczycieli. Protestujący utworzyli żywy łańcuch od budynku sejmu do ministerstwa oświaty i nauki.

– Mieszkamy w kraju, który dobrze się rozwija, jesteśmy osobami wykształconymi. Nie zrezygnujemy, nie pójdziemy na ugodę w sytuacji, gdy widzimy tak wielką niesprawiedliwość – mówi „Kurierowi Wileńskiemu” Anna Pawiłowicz-Janczys, nauczycielka Gimnazjum im. Rafała Kalinowskiego w Niemieżu, członkini Związku Zawodowego Pracowników Oświaty.
Następnie na placu Kudirki przed rządem odbył się wiec. Akcję „Ostatni dzwonek” poparło około 50 związków zawodowych zrzeszających lekarzy, strażaków, funkcjonariuszy policji, pracowników kultury, społeczność akademicką. „Chodzi nam o bardzo proste rzeczy: żeby w klasach było mniej dzieci, żeby za godzinę lekcyjną płacono nam o jedno euro więcej, żeby pamiętano o uczniach klas przygotowawczych, chcemy sprawiedliwego systemu wynagrodzeń. Czy jest to nierealne?” – mówił podczas wiecu przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Oświaty Andrius Navickas.

Nauczyciele strajkują już piąty tydzień. Poparcie dla strajku nie tylko nie maleje, ale do akcji przyłączają się kolejne szkoły. Choć sama akcja nie jest prowadzona w polskich szkołach, wśród protestujących niemało jest również nauczycieli polskich szkół.
– Rzeczywiście, jest nas dużo, czujemy ogromną solidarność. Wszyscy borykamy się z podobnymi problemami, mamy podobne spostrzeżenia, dlatego nie brakuje tu również Polaków. Nauczyciel na Litwie po prostu nie ma w tej chwili odpowiednich warunków do pracy – mówi Anna Pawiłowicz-Janczys.

Nauczycielka bierze udział w wydarzeniach związanych ze strajkami od początku, uczestniczyła również w wydarzeniach w ostatnich tygodniach w ministerstwie oświaty i nauki. Podkreśla, że w postulatach strajkujących nie chodzi tylko o pieniądze, choć rzeczywiście sytuacja, gdy od czasu kryzysu w 2008 r. nie było prawdziwej, widocznej podwyżki nauczycielskich płac, jest trudna do przyjęcia i niesprawiedliwa.
– Za takie 45 min. nauczyciel dostaje 4-5 euro. Ślusarz, elektryk czy budowniczy nie będzie na pewno pracował za takie pieniądze. Jak można motywować uczniów do nauki, kiedy wyraźnie widać, że uczyć się po prostu nie opłaca? Niemal każdy z nauczycieli ma więcej niż jeden dyplom, dokształcamy się właściwie przez całe życie, aktualnie również podjęłam kolejne studia, jednak zarabiamy mniej niż absolwenci zawodówek – mówi nauczycielka.

Protestujący utworzyli żywy łańcuch od budynku Sejmu RL do Ministerstwa Oświaty i Nauki Fot. Witold Janczys

Kolejnym z problemów, o których mówi, jest przepełnienie klas w dużych szkołach.
– Nauczyciele matematyki czy fizyki muszą prowadzić lekcje w 30-osobowych grupach, łatwo więc sobie policzyć, ile czasu mogą poświęcić problemom konkretnego ucznia. To nie jest tylko problem Wilna. Podobną sytuację mamy w Niemieżu, Niemenczynie czy Pogirach – podkreśla rozmówczyni „Kuriera Wileńskiego”.

Nauczyciele nie są również zadowoleni z nowego systemu naliczania wynagrodzeń.
– Na zmianie zyskali finansowo tylko młodzi nauczyciele, którzy zaczynają pracę. Ci, którzy pracują od dawna nie zarabiają więcej, odczuwają natomiast negatywne skutki reformy. Po wprowadzeniu etatowego systemu wynagrodzenia zdecydowanie brakuje przejrzystości i jasnych reguł. Przecież wszyscy, poza prowadzeniem lekcji i przygotowaniem do nich, jeździmy na wycieczki, organizujemy konkursy, robimy wiele innych rzeczy. W tym nowym systemie to, czy otrzymamy za te prace wynagrodzenie czy nie, jest uznaniowe i zależy tylko od decyzji dyrektora, bo nie ma konkretnych kryteriów przy opłacaniu dodatkowych działań – wyjaśnia Anna Pawiłowicz-Janczys.

Rzeczywiście, przy naliczaniu wynagrodzeń w niektórych szkołach dochodziło do bardzo trudnych do wyjaśnienia sytuacji.
– Mam w tygodniu 23 godziny lekcyjne. Dokładnie tyle samo miałam w ubiegłym roku szkolnym. Moja wypłata wzrosła co prawda o 30 euro, ale byłam bardzo niemile zaskoczona, gdy okazało się, że nie mam nawet etatu – mówi jedna z nauczycielek, która nie chce ujawniać swojej tożsamości. – W szkole o kilka kilometrów dalej nauczycielka tego samego przedmiotu ma cały etat, chociaż ma tylko 10 godzin lekcyjnych. Przy aktualnym modelu naliczania wynagrodzenia, tego rodzaju sytuacje są możliwe, ponieważ przyznanie bądź nieprzyznanie godzin dodatkowych zależy całkowicie od dyrekcji. Wygląda więc na to, że w tej chwili zupełnie nie opłaca się pracować, wystarczy dbać o dobre relacje z dyrektorem – wyjaśnia rozmówczyni „Kuriera Wileńskiego”.
System nie jest na pewno wygodny również dla pracowników administracji. Dyrekcja musi sama podzielić dodatkowe godziny, a co za tym idzie dodatkowe pieniądze, a nie jest to łatwe, bo nie ma ich wcale tyle, ile trzeba. Zdecydowanie więc reforma nie wpływa na poprawę klimatu panującego w szkołach, tworząc w wielu placówkach bardzo niezdrowe sytuacje.
Nauczyciele są przekonani o słuszności swoich żądań, mają poparcie społeczne i nie zamierzają zrezygnować ze swoich postulatów.
„Niedzielna demonstracja tysięcy ludzi dodała nam otuchy. Będziemy tu do skutku” – mówił lider strajkujących Andrius Navickas.
Strajk będzie kontynuowany w 67 szkołach, 5 placówek zamierza przerwać akcję i kolejne 6 dołączyć. Kilkudziesięciu nauczycieli kontynuuje również strajk okupacyjny w ministerstwie oświaty i nauki.
Podstawowe żądania związków zawodowych to zwiększenie o jedną piątą współczynnika wynagrodzeń nauczycieli, zwiększenie liczby tak zwanych godzin niekontaktowych dla pedagogów nauczania przedszkolnego, zmniejszenie liczby uczniów w klasach.

Protestujący utworzyli żywy łańcuch od budynku Sejmu RL do Ministerstwa Oświaty i Nauki

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.