1
Miałam szczęście urodzić się w wolnej Polsce. Gawęda o niepodległości

Polacy w Wilnie najczęściej mówią, że Polska jest dla nich Macierzą, ale takie stwierdzenie nie jest prawdziwe w stosunku do mnie. Zawsze powtarzam, że Polska jest moją Ojczyzną. Urodziłam się w wolnej Polsce, więc mam prawo tak mówić – opowiada Janina Gieczewska.

Janina Gieczewska urodziła się jesienią 1924 r. – Miałam szczęście przyjść na świat w niepodległej Polsce i w dodatku w pięknym polskim mieście Wilnie. Do dziś przechowuję dwa polskie paszporty moich rodziców, które są świadectwem tożsamości i przynależności do narodu polskiego. Jan i Franciszka Tumaszowie, urodzeni jeszcze w końcu XIX w. w zaborze rosyjskim, wolnej Polski doczekali. Ja zaś w wolnej Polsce przeżyłam 15 lat, do 1939 r. – mówi rozmówczyni „Kuriera Wileńskiego Magazynu”.

Jakie Wilno pamięta? Jako dziecko nie zaznała żadnych niedostatków, była jedynaczką, bardzo kochaną przez rodziców. – Może dlatego ten okres niepodległej Polski pozostał w mojej pamięci jako niemal idealny. Oczywiście wokół było wiele biedy, ale o problemach tamtych czasów dowiedziałam się tak naprawdę dopiero dużo później, z książek. Byłam uczennicą Szkoły Powszechnej im. Matki Bożej Ostrobramskiej, a później Państwowego Żeńskiego Gimnazjum im. Elizy Orzeszkowej. Wilno mojej wczesnej młodości było miastem wielokulturowym, różnojęzycznym, wesołym, tętniącym życiem. Miastem, w którym wszyscy czuli się dobrze. Potem to wszystko straciliśmy – opowiada, nie kryjąc wzruszenia.

Chłopcy malowani na ulicach Wilna

Wyrosła w ogromnym szacunku do postaci Józefa Piłsudskiego i do Kościoła. Jak podkreśla, szkoła wychowywała młodzież w duchu patriotyczno-religijnym: uczono patriotycznych wierszy i piosenek, uczono historii Polski. – Do dzisiaj pamiętam „Przysięgę Kościuszki”, „Redutę Ordona” czy „Śmierć pułkownika”. Nie zapomniałam też pieśni legionowych. W szkole i gimnazjum obchodziliśmy różne uroczystości, w tym 19 marca imieniny „Dziadka”. Z okazji świąt narodowych odbywały się akademie, koncerty, defilady wojskowe – wspomina.
Wśród świąt narodowych dwa miały szczególny charakter: święto Konstytucji 3 maja i 11 listopada. Obchody Święta Niepodległości właśnie w dniu 11 listopada Sejm II RP ustanowił dopiero 23 kwietnia 1937 r. Przed II wojną światową obchodzono więc je jako święto państwowe tylko dwa razy, ale na tyle uroczyście, że wspomnienia defilady wojskowej w Wilnie pozostają żywe do dziś.
– Pamiętam, jak ulicą Mickiewicza maszerowali „chłopcy malowani”, dokładnie tak jak w piosence. Wilnianie witali wojsko, dzieci stojące na chodnikach machały biało-czerwonymi chorągiewkami. Grała orkiestra, panował podniosły nastrój. To nasze polskie wojsko było takie czyste, eleganckie, zupełnie inne niż te, które potem zajmowały Wilno – opowiada pani Janina.

Taka była dawna wileńska młodzież

Z czasów szkolnych wyniosła zamiłowanie do działalności społecznej. – Zawsze byłam bardzo aktywna, działałam w Bratniej Pomocy, wybierano mnie na skarbniczkę. Dlatego właśnie u mnie została nasza kronika klasowa. Teraz ze skarbca wspomnień wyjmuję tę małą perełkę, aby współczesnej młodzieży pokazywać, jaka była dawna wileńska młodzież – mówi, wskazując przechowywaną od 80 lat szkolną kronikę.
Zachowały się w niej także materiały z ostatniej, bardzo podniosłej akademii z okazji 11 listopada, obchodzone już po utracie wolności, jesienią 1939 r., gdy państwo polskie przestało istnieć. – To była bardzo wzruszająca uroczystość. Rozpoczęła się Mazurkiem Dąbrowskiego, a potem zostały wygłoszone referaty: „Smutna jesień 1939 r.”, „Westerplatte”, „Śmierć marszałka Józefa Piłsudskiego” i inne. Autorką jednego z tych tekstów była moja koleżanka z klasy, Jadwiga Gorska. Bardzo zdolna dziewczyna, pochodząca z rodziny ziemiańskiej. Teraz, kiedy to czytam, nie mogę się nadziwić, jak dojrzałe byłyśmy, my, przedwojenne piętnastolatki. Proszę posłuchać, jak my myślałyśmy wtedy o Polsce, jakie uczucia w nas były – mówi, rozpoczynając czytanie referatu.

„Smutna jesień 1939 roku”. Smutne mamy tego roku Święto Niepodległości. Smutne dlatego, że ta Niepodległość, tyloma ofiarami okupiona wolność, zdawałoby się, jest już utracona. Historia osądzi, kto w tym zawinił, kto za to nieszczęście ma być odpowiedzialny. My o tym sądzić teraz nie możemy. Nam pozostaje jedynie wiara w zwycięstwo. Mamy i musimy mieć nadzieję, że Polska wstanie!
Sprawiedliwość była po stronie Polski! Nam nie wolno ani przez chwilę myśleć, że obce najazdy zabiły Polskę! Pan Bóg musi ulitować się nad naszą biedną, umęczoną Ojczyzną!
Wiemy z historii, że całkowite unicestwienie państwa następuje niezmiennie tylko wtedy, gdy w narodzie zamrze poczucie patriotyzmu, religijności i moralności. Rozpatrując przyczyny upadku państw, które zginęły (np. państw starożytnych, jak Kartagina, Rzym, Grecja), widzimy – pomijając przyczyny bezpośrednie zewnętrzne – że każde z tych państw zginęło właśnie na skutek upadku patriotyzmu, religijności i moralności. W Polsce patriotyzmu nie brakowało, bo czyż można nazwać niepatriotycznym naród, który wydał obrońców Westerplatte? Co do religijności wystarczy wejść do jakiegokolwiek kościoła, by zobaczyć tłumy zatopionych w modlitwie ludzi i dojść do przekonania, że te straszne wypadki zbliżyły raczej ludzi ku Bogu. Upadku moralności też Polsce zarzucić nie było można.
Widzimy więc, że rola Polski i narodu polskiego w dziejach świata nie jest skończona. Polska musi powstać jeszcze większa, potężniejsza, by mogła dalej wypełniać swe posłannictwo bastionu kultury na Wschodzie i przywódczyni Słowiańszczyzny. Naszym więc zadaniem w chwili obecnej jest przetrwać. Musimy pamiętać, żeśmy [synami i córkami] Polski i to poczucie naszej Polskości przechować w najgłębszym zakątku serca, aby je wydrzeć można było tylko z naszym życiem. Miejmy poczucie ważności słowa „Polska”! To słowo odtąd oznacza nie tylko kochanie największe i dumę ogromną, ale i boleść; musi nam być dwa razy droższe. Oby Bóg nam pozwolił doczekać jak najprędzej tego przeradosnego dnia, w którym sobie powiemy, że POLSKA JEST! (Referat wygłoszony przez piętnastoletnią Jadwigę Gorską, uczennicę Państwowego Żeńskiego Gimnazjum im. Elizy Orzeszkowej w Wilnie, podczas akademii z okazji Święta Niepodległości w listopadzie 1939 r.)

Nie byłoby AK, gdyby nie patriotyczne wychowanie

Janina Gieczewska, świadek historii, podkreśla, że wielka narodowa tragedia, jaka spotkała Polaków w 1939 r., nie zabiła nadziei w mieszkańcach Wilna. – Byliśmy przekonani, że wojna szybko minie, że te piękne czasy wolności wrócą. Nikt nie przewidywał, że tak długo to potrwa. To był też wielki sprawdzian dla naszej młodzieży. Nie byłoby Armii Krajowej, nie byłoby powstania [warszawskiego], gdyby ta młodzież nie była tak patriotycznie wychowana – zauważa.
Patrząc na zdjęcia klasowe w szkolnej kronice, pani Janina przypomina sobie losy przyjaciółek z gimnazjum i szkoły średniej. – Marta Hawelówna i trzy moje koleżanki Żydówki, Olkinówna, Mintzówna, Kronikówna, zginęły w Ponarach. Jolanta Jankowska, Teodozja Mrukówna i Danuta Ciesielska działały w AK. O innych nie wiem, bo większość z nich wyjechała po zmianach granic, straciłyśmy kontakt. Teraz pewnie wszystkie już nie żyją – mówi.
Rodzina Tumaszów po wojnie nie opuściła Wilna. Janina ukończyła przerwaną edukację w Szkole Średniej nr 5, potem studiowała slawistykę na Uniwersytecie Wileńskim. Przez 30 lat pracowała w Państwowym Wydawnictwie Literatury Pedagogicznej. Była redaktorką pierwszego elementarza dla szkół polskich na Litwie, wydanego w 1952 r. Pod koniec lat 80. zaangażowała się w działalność społeczną. Jest też jedną z pierwszych osób, które otrzymały Kartę Polaka z rąk prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
Mimo upływających lat nadal jest osobą bardzo aktywną, zaangażowaną w działalność społeczną. Została prezeską Polskiej Sekcji Wileńskiej Wspólnoty Więźniów Politycznych i Zesłańców, którą założył w 1989 r. jej mąż Romuald, były więzień polityczny łagrów sowieckich.

Tego przedwojennego Wilna żal

Pani Janina podkreśla, że jako świadek i uczestnik historycznych wydarzeń ma z sobą niemały bagaż doświadczeń. Co chce przekazać Polakom, tym w Polsce i tym na Wileńszczyźnie, w setną rocznicę odzyskania niepodległości? – Szczęśliwi są ludzie, którzy rodzą się i żyją w wolnym kraju. Śmiem jednak stwierdzić, że nie wszyscy zdają dziś sobie sprawę z tego, że wolność i niepodległość to wielki dar dla państwa, społeczeństwa i każdego człowieka oddzielnie. Wolność uważana jest za coś naturalnego, co było, jest i będzie. Moje pokolenie odczuło cały ogrom i znaczenie tego daru w 1939 r., po stracie wolności – mówi.
– Wybuch wojny przyniósł nam zniewolenie, niepewność jutra, bezsilność wobec bezprawia i życie w nieustannie grożącym niebezpieczeństwie. Pogodzić się z zaistniałą sytuacją było bardzo trudno. Nikt zresztą z nas nie myślał, że ten stan będzie trwał tak długo. Wilnianie wierzyli, że wkrótce wszystko się skończy. Kościoły w niedziele były pełne, a każda msza święta kończyła się śpiewem „Boże, coś Polskę” ze zmienioną strofą: „Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie”. I zwrócił… Tylko inną, nową, w zmienionych granicach – zwraca uwagę.
– Dziś Polacy na Litwie Polskę nazywają ją Macierzą. Ta dawna pozostała tylko na mapach historycznych, w sercach i wspomnieniach starych wilnian. Akceptuję dzisiejszą rzeczywistość, cieszę się z niepodległości Litwy, ale przedwojennego polskiego Wilna i Ojczyzny, poza której granicami znaleźliśmy się nie z własnej woli, jednak wielki żal… Ale zakończmy naszą rozmowę na optymistycznej nucie, bo przecież 11 listopada w tym roku to takie wielkie święto. Znów Polacy w kraju mogą śpiewać „Ojczyznę wolną pobłogosław, Panie”. A ja się z nimi łączę, życząc mojej Ojczyźnie, by rozwijała się jak najpełniej, wolna i niepodległa – kończy swoją opowieść.

Jedna odpowiedź do Miałam szczęście urodzić się w wolnej Polsce. Gawęda o niepodległości

  1. józef III mówi:

    150 lat zacnej Pani !

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.