„Dziewczynki” – sztuka więcej niż o kobietach

0
117
Aktorki grały na scenie z dużym zaangażowaniem, a w niektórych momentach mogło ono wydawać się nawet zbyt mocne

Premiera spektaklu „Dziewczynki” wg Ireneusza Iredyńskiego w reżyserii Lili Kiejzik dała dobry początek minionemu Międzynarodowemu Festiwalowi Teatralnemu „Wileńskie Spotkania Sceny Polskiej”. Festiwal, który uroczyście rozpoczął się w wileńskim Teatrze na Pohulance, Polski Teatr Studio zorganizował już po raz 9. Symboliczne jest to, że premiera „Dziewczynek” na Pohulance miała miejsce 24 października – bowiem tego samego dnia w 1985 r. odbyła się prapremiera tego spektaklu w Gdyni.

Akcja spektaklu zaczyna się dość niewinnie – pięć bardzo różnych kobiet spotyka się w salonie, by założyć „babski klub” pod przewodnictwem łagodnej, inteligentnej, pacyfistycznie nastawionej Justyny, będącej łącznikiem całej grupy. Wkrótce jednak wyjaśnia się wcale nie niewinny cel tej tajnej, feministycznej organizacji – władza nad światem.
W toku akcji widz zaczyna stopniowo rozumieć, dlaczego sztuka, na pierwszy rzut oka przypominająca komedię, w istocie jest tragifarsą, a towarzyszące jej żarty i śmiech są gorzkie. Historia zaczyna nabierać niekontrolowanego rozpędu, gdy do klubu przychodzi szósta „dziewczynka”, Bożena. Kobieta wnosi zamieszanie, zaś wraz z jej obecnością zaczynają odkrywać się prawdziwe oblicza wszystkich członkiń grupy.
Kobiety, które pragną władzy, sądząc, że tylko one potrafią sprawić, by w świecie zapanowała miłość i sprawiedliwość, zaczynają rozpatrywać takie metody dojścia do celu, które są sprzeczne z ich pierwotnymi założeniami. Zespalając się w grupowym szaleństwie przedstawicielki płci pięknej demonstrują okrucieństwo, popijając sobie wino. Adepci litewskiego stróża trzeźwości, ministra Verygi, na pewno zwróciliby uwagę na fakt, że Justyna jedyna osoba, która nie poddała się temu szaleństwu, nie spożywała też alkoholu.

Aktorki grały na scenie z dużym zaangażowaniem, a w niektórych momentach mogło ono wydawać się nawet zbyt mocne. Jednak takie zagęszczanie barw pasowało do gatunku tragifarsy i pomogło wyraźniej odkryć przed widzem charaktery bohaterek: poszukującej pokoju Justyny, bojowej feministki Anny, manierycznej aktorki Ireny, lekkomyślnej chamicy Kajki, wyszukanej i pedantycznej Ewy oraz manipulatorskiej Bożeny.
Różne charaktery „dziewczynek” odpowiednio podkreślały też ich stroje, za pomocą których udało się pokazać też zmiany, jakie zaszły w grupie – np. po zmianie władzy Bożena włożyła biały żakiecik w stylu militarnym. Muzyki w spektaklu nie było za wiele, nie przeszkadzała więc w oglądaniu, ale trafnie podkreślała miejsca najbardziej dramatyczne.

Ciekawie wyglądał też subtelnie przedstawiony wątek związku partnerskiego między dwiema bohaterkami. Wątek ten, co prawda, nie został szerzej rozwinięty, jednak już jego wprowadzenie na konserwatywną, wileńską scenę, było krokiem odważnym.

W toku akcji widz zaczyna stopniowo rozumieć, dlaczego sztuka, na pierwszy rzut oka przypominająca komedię, w istocie jest tragifarsą, a towarzyszące jej żarty i śmiech są gorzkie

Podczas oglądania drugiej części spektaklu zaczęło nasilać się wrażenie, że ta sztuka, która nosi nazwę „Dziewczynki” i w akcji której nie pojawił się ani jeden mężczyzna, w zasadzie jest nie o kobietach, tylko o… polityce. Spiskowanie, zawieranie tymczasowych sojuszów, zdrady, kłamstwa, przewrotność, usprawiedliwianie własnych grzechów szlachetnymi celami – nie są to przecież cechy, na które mają patent wyłącznie panie. Prawdopodobnie więc Iredyński wcale nie chciał demonizować kobiet, ale posłużył się nimi, by poprzez satyryczne, karykaturalne postacie pokazać pewne faryzejskie mechanizmy polityczne. Sztuka doskonale też pokazała, że nawet osoby wykształcone mogą łatwo ulegać manipulacjom.

W każdym bądź razie, nie zważając na różne możliwe interpretacje roli kobiet w tym spektaklu, potrafił on wywołać wiele mocnych emocji, tym samym odzwierciedlając hasło tegorocznego festiwalu „Tylko prawdziwe przeżycia”. Natomiast jeszcze przed premierą sporo przeżyć doświadczył też cały zespół aktorski z reżyserką spektaklu na czele.

– Pracy z tym wszystkim rzeczywiście jest bardzo wiele, w związku z czym tremę mamy ogromną. Ponieważ chodzi o premierę, to nie wiem, jak publiczność zareaguje. „Dziewczynki” mogą wywołać różne emocje. Jest to tragifarsa o kobietach, „babach”, które łączy dążenie do władzy za wszelką cenę, w związku z czym powstaje masa kontrowersyjnych sytuacji. Z jednej strony szykując ten spektakl, chcieliśmy sobie trochę pożartować. Z drugiej zaś strony, to nie jest jakaś lekka komedia, ale raczej krzywe zwierciadło, które ma zachęcić do zastanowienia się i wyciągnięcia wniosków. Mam nadzieję, że widzowie to docenią – jeszcze przed rozpoczęciem festiwalu powiedziała „Kurierowi Wileńskiemu” Lila Kiejzik.

W tym miejscu należy zaznaczyć, że oczekiwania kierowniczki Polskiego Studia Teatralnego w Wilnie zostały spełnione – widzowie, zebrani w przepełnionej dużej sali na Pohulance, odwdzięczyli się za spektakl głośnymi brawami na stojąco. Dołączając do tych braw, należy pochwalić reżyserkę za odważny wybór tekstu, który porusza niewygodne tematy i zachęca do refleksji. „Dziewczynki” w wykonaniu PST są więc spektaklem wartym obejrzenia przede wszystkim dla tych, którzy nie tylko pragną się pośmiać, ale też szukają tematów do dyskusji.

Fot. Marian Paluszkiewicz

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.