Kaziuki już niebawem…

136
Dla Wilniuków widok palmy uwitej z ziół i kwiatów jest czymś najzupełniej naturalnym, natomiast za granicą są one odbierane z wielkim zaskoczeniem i podziwem – mówi palmiarka, Agata Granicka Fot. Marian Paluszkiewicz

Tradycyjnie z okazji Dnia św. Kazimierza, patrona Litwy, Wilno zaprasza na barwny, wesoły i gwarny kiermasz kaziukowy. Unikatowe wileńskie święto rzemiosła ludowego, przypadające na sam początek wiosny, od lat skupia wielu mistrzów sztuki ludowej, nie tylko z Wileńszczyzny, ale też z Auksztoty, Żmudzi czy Dzukii. Jeden z największych kiermaszów rzemiosła ludowego w Europie zaplanowany został w tym roku w dniach 6-8 marca.

Kiermasz kaziukowy odbywa się w samym centrum miasta – kramiki z wyrobami artystów zajmą całą aleję Giedymina, ulice Świętoroga, T. Wróblewskiego, B. Radziwiłłówny, Maironisa, Niemiecką i Zamkową. Co roku wyjątkowa atmosfera kiermaszu przyciąga tysiące zwiedzających. Cechą szczególną jarmarku jest jego autentyczność i tradycja, ponieważ kiermasz jest nie tylko największym, ale też najstarszym takim wydarzeniem w Wilnie.

– Tradycje kiermaszu kaziukowego zostaną zachowane również w tym roku – zapewnia wicemer stołecznego samorządu Edyta Tamošiūnaitė, dodając, że również kiermasz podąża z duchem czasu. – Nowością jest to, że podczas tegorocznego jarmarku, zgodnie z rekomendacjami samorządu, sprzedawcy rezygnują z plastikowych opakowań, plastikowych naczyń czy sztućców na rzecz ich ekologicznych odpowiedników. Plastik jest szkodliwy dla naszego zdrowia i powoduje zanieczyszczenie środowiska, dlatego warto o tym pamiętać również podczas kiermaszu kaziukowego, jednego z największych przedsięwzięć w Wilnie – mówi wicemer „Kurierowi Wileńskiemu”.

Zwiedzający znajdą tu dosłownie wszystko. Nie obędzie się bez tradycyjnych kolorowych palm uwitych z podwileńskich ziół, ręcznie plecionych wiklinowych koszy, do których można będzie zabrać pamiątki z kiermaszu, glinianych dzbanków i naczyń, różnorodnych drewnianych łyżek, łopatek i innych narzędzi misternie wyrzeźbionych z drewna. Osobne miejsce zajmują lukrowane pierniki.
Kiermaszowi towarzyszyć będą występy folkowych kapel i zespołów ludowych, przygrywających na różnych instrumentach ludowych i poruszających publiczność wesoło w rytm melodii. Nie zabraknie gorących napojów i tradycyjnych, litewskich dań dla utrudzonych długim zwiedzaniem kiermaszu.
Tradycyjne pierniki kaziukowe trzeba koniecznie spróbować samemu, a także dać bliskim jako pamiątkę z kiermaszu. Przedwojenne pierniki w kształcie serca były nie tylko smakołykiem do zjedzenia, ale też wyrazem uczuć obdarowującego, o czym świadczyły wymowne lukrowane napisy: „Serca Kaziukowa daja,/bo na złotnia mnie nie staja,/zapamiętaj sobie dzień,/gdy ja mówił kocham cień”. Wręczając wybrance piernik, można było skierować nieśmiałe pytanie do ukochanej: „Powiedz moja miła, powiedz moja droga,/ci do twego serca ja zapukać moga?” lub „Serce moja – skik na twoja!/Powiedz, ci kcesz zostać moja?”, albo złożyć żartobliwe deklaracje: „Żebysz była moja i więcej niczyja/ Serce moja dratwo do twego przyszyja”/, „Weronicia, moja życia/daj mnie igła, daj mnie nicia,/a ja wezma serca swoja/i przyszyja tam, gdzie twoja…”. Współczesne dedykacje są może mniej emocjonalne, ale pierniki są tak samo smaczne i pięknie dekorowane.

Kiermasz kaziukowy nie do pomyślenia jest również bez wiklinowych koszy Fot. Marian Paluszkiewicz

Królowymi kiermaszu są bez cienia wątpliwości palmy wileńskie. Uczestniczki kiermaszu, wileńskie i podwileńskie palmiarki, tworzą prawdziwe cuda wite z traw, ziół i kwiatów z podwileńskich łąk i ogródków. Każdy przychodzący na kiermasz kupuje wypatrzoną palemkę, żeby ją potem zanieść do poświęcenia w kościele w Niedzielę Palmową.
Mistrzyni ludowa, palmiarka w siódmym pokoleniu, Agata Granicka mówi, że w ubiegłym roku staraniami Stowarzyszenia Artystów Ludowych Wileńszczyzny, do którego należy, udało się wnieść palmiarstwo na listę dziedzictwa niematerialnego, a unikatowe dzieła uwite z ziół i kwiatów uzyskały Certyfikat Dziedzictwa Narodowego. Wykonanie takiej palemki trwa cały rok, nie każdy chce i potrafi zająć się tak żmudną pracą. A ona zaczyna się już na wiosnę: trzeba zioła i kwiaty zasiać, latem je w odpowiedniej porze w ogródku lub na łące zebrać, następnie wysuszyć, a jesienią i zimą zająć się już ostatecznie wiciem palm.

– Wzór na palmie powstaje po dosłownie jednym kwiatku, dokładanym do poprzedniego i jest to spora, bardzo skrupulatna praca – mówi „Kurierowi Wileńskiemu” Agata Granicka.

Wieść o tym rzemiośle, niemającym odpowiedników w całym świecie, rozchodzi się szeroko. Wystawa z palmami Agaty Granickiej odwiedziła już Włochy, Niemcy, Polskę. W najbliższym czasie wileńskie palmiarki udają się z wystawą palm na zaproszenie Państwowego Muzeum Rosyjskiego w Sankt Petersburgu.
– Krąg ludzi, którzy poznają naszą twórczość, staje się coraz szerszy, a słowa uznania, wyrażane dla naszych palmiarek, są bardzo ważne. Tu na Litwie ludzie już przyzwyczaili się do widoku palm, są dla nich czymś naturalnym. Natomiast za granicą ludzie reagują zupełnie inaczej. Proces powstawania palmy jest dla nich wielkim zaskoczeniem, odbierają pracę z wielkim podziwem. Zwłaszcza Włosi podczas szkoleń z wicia palm reagowali emocjonalnie – wykrzykiwali, tupali nogami. Pamiętam, jak przyszła pewna starsza pani, dla której wykonałam palmę – ona się po prostu rozpłakała. Takie wzruszające sytuacje głęboko zapadają w serce – opowiada Agata Granicka.
Tradycyjne kiermasze kaziukowe odbywają się nie tylko w Wilnie, ale również poza granicami Litwy, w wielu miastach w Polsce. Takie „eksportowe” kaziuki rodem z Wilna już od 30 lat odbywają się w Lidzbarku Warmińskim, mieście, do którego w wymuszonej powojennej wędrówce udało się wielu Wilniuków. Życie chciało, że wileński kaziuczek serdecznymi więzami połączył te dwa miasta. Tradycja kiermaszu w Lidzbarku Warmińskim zaszczepiona została przed 30 laty również dzięki zaangażowaniu dziennikarki z „Kuriera Wileńskiego” (ówczesnego „Czerwonego Sztandaru”), Krystyny Adamowicz, na zaproszenie oraz z inicjatywy Władysława Strutyńskiego, Alicji Gdańskiej, Jolanty Adamczyk. Odtąd co roku do miasta na Warmii przenosi się barwna ekipa palmiarek, rzeźbiarzy, malarzy, a także wileńskich zespołów ludowych i folkowych.
***
Historia kiermaszy ku czci św. Kazimierza sięga czasów Jego kanonizacji, która nastąpiła w 1604 r. Kanonizacyjne uroczystości w Wilnie stały się pierwowzorem późniejszych, rocznicowych festynów, które organizowano przez całe stulecia w dniu 4 marca. Głównym akcentem uroczystości były pochody. Sprzed Katedry wyruszał orszak, który podążał w kierunku kościoła św. Stefana. Po uroczystościach w kościele św. Stefana pochód wracał do Katedry, przechodząc przez wspaniale udekorowane, specjalnie wzniesione bramy. Były one ozdobione sentencjami, obrazami z życia św. Kazimierza. Przy każdej z nich zatrzymywano się, wysłuchiwano okolicznościowych wierszy i dialogów, oglądano alegoryczne sceny w postaci żywych obrazów. Domy, obok których przechodziła procesja, dekorowano kobiercami, szpalerami, jedwabiem. Zwyczaj takich pochodów trwał długo. Ten sposób czczenia św. Kazimierza zanikł obecnie całkowicie.