Pierwsi Żołnierze Wyklęci na Wileńszczyźnie 1944–1945 cz.2

Na Rossie, w kwaterze wojskowej, spoczywa tylko jeden Żołnierz Wyklęty – Sergiusz Kościałkowski „Fakir”. Zdjęcie pochodzi z roku 1936. / fot. NAC

We wrześniu 1944 r. dowództwo podziemia na Wileńszczyźnie zdecydowało powołać oddziały leśne pod nazwą „Samoobrona”, do których miały wstąpić osoby zagrożone w nowej okupacji sowieckiej i poszukiwane przez NKWD. W październiku i listopadzie powstały cztery oddziały Samoobrony Czynnej Ziemi Wileńskiej… Publikujemy cz.2 pracy dr. hab. Jarosława Wołkonowskiego o pierwszych Żołnierzach Wyklętych na Wileńszczyźnie.

Pierwszy Oddział Samoobrony Czynnej Ziemi Wileńskiej został powołany pod dowództwem rtm. Władysława Kitowskiego „Orlicza”, który po wyjściu w teren operował w okolicach Puszczy Nalibockiej (południowy wschód od Wilna).

Wytchnienie dopiero po zapadnięciu zmroku

Dowódca oddziału tak oto opisał pierwsze tygodnie walk: „Do chwili zamarznięcia błot nie było jeszcze tak źle. Miałem kontakt z resztą konspiracji w Wołożynie. Stąd dostawałem informacje o ruchu wojsk sowieckich, przeznaczonych do oczyszczania terenu. W wypadku zagrożenia kryłem się skutecznie wśród błot. Z biegiem czasu i zbliżania się zimy sytuacja stawała się coraz gorsza. Bolszewicy rzucają przeciwko nam silnie uzbrojone bataliony, wzmocnione artylerią na płozach. Kukuruźniki sowieckie wciąż nas ścigają, nie dając chwili wytchnienia. Robię codziennie duże przeskoki, a ciągnięta na końcu kolumny jodła zamiata nasze ślady. Zapadnięcie zmroku jest dla nas wytchnieniem. Bywają okresy, że po dwanaście dni nikt z nas nie zachodzi do żadnej chałupy. Mam kłopoty z rannymi i chorymi. Dzień w dzień walki z osaczającymi nas oddziałami bolszewickimi wyczerpują siły fizyczne. Przy bardzo czułym i silnym ubezpieczeniu obchodziliśmy uroczyście wigilię Bożego Narodzenia w majątku Stefaniszki, zorganizowaną przez łączniczkę »Margaretę«, która z narażeniem życia przywiozła z Wilna księdza kapelana z opłatkami oraz dużo prezencików wraz z listami od rodzin i przyjaciół partyzantów. Staczając liczne potyczki w ciężkich warunkach żywiliśmy się przeważnie kawałkami zmarzniętego mięsa, odmrażanego we własnych ustach. Silne mrozy dochodzące do -30ºC powiększały problemy nie do rozwiązania. O rozpalaniu ognisk nie było mowy. Spaliśmy na saniach”.
Drugi Odział Samoobrony Czynnej Ziemi Wileńskiej pod dowództwem por. Witolda Turonka „Tumrego”, byłego dowódcy 8. Brygady Wileńskiej AK, powstał na przełomie listopada i grudnia 1944 r. Z relacji żołnierza tego oddziału, K. Możejki „Ostrożnego”, wynika, że oddział liczył w początkowym okresie 50–60 partyzantów, w większości pochodzących z 8. Brygady AK. Nosili biało-czerwone opaski, prowadzili szkolenia, często zmieniali miejsca kwaterowania. W czasie postoju nieopodal Gierwiat na kolonii koło wsi Czarna nad rzeką Losza trafili na obławę NKWD. W walce poległo ok. 10 partyzantów, ale oddział wyszedł z okrążenia. W grudniu 1944 r. oddział ruszył w kierunku Smorgoń i rozbił po drodze sielsowiet w Klewicy. Dotarł do Puszczy Nalibockiej do masywu leśnego koło miejscowości Traby, gdzie po kilku dniach spotkał się z oddziałem „Orlicza”.

Sergiusz Kościałkowski, czerwiec 1936 r. / Fot. archiwum

Sowiecka obława

Oba oddziały po spotkaniu zatrzymały się we wsi Rowiny koło Korelicz nieopodal Nowogródka, gdzie na przełomie stycznia i lutego 1945 r. zostały zaatakowane przez silne oddziały NKWD. Tylko niektórym partyzantom AK udało się przedrzeć z tej obławy – straty polskie było ogromne, poległo 52 żołnierzy AK (według innych źródeł 89), zaś 25 trafiło do niewoli. Po walce Sowieci dobijali rannych żołnierzy AK. Ciała polskich żołnierzy zostały złożone do dwóch zbiorowych mogił w tej miejscowości przez ludność miejscową.
Uratowało się ok. 50 żołnierzy AK, którzy pod dowództwem „Orlicza” zostali podzieleni na dwie grupy – jedna w liczbie 20 razem z dowódcą wymaszerowała w kierunku Wilna i dotarła do Stefaniszek, gdzie kolejny raz trafiła pod obławę i w obawie przed represjami NKWD na ludności cywilnej oddała się do sowieckiej niewoli. Druga grupa, pod dowództwem por. Hieronima Piotrowskiego „Jura”, dotarła w połowie lutego do Stefaniszek, gdzie kolejny raz musiała wycofywać się z obławy.
Dowódca tego oddziału „Jur” postanowił wyruszyć z 10 żołnierzami AK w kierunku Druskiennik. W czasie tego marszu udawali żołnierzy sowieckich, przypięli gwiazdy do czap zimowych i używali tylko języka rosyjskiego. Po kilku dniach część z tego oddziału przekroczyła sowiecko-polską granicę, pozostali przekroczyli granicę na fikcyjnych papierach repatriacyjnych.
„Jur” walczył na Podlasiu, poległ 16 stycznia 1947 r. we wsi Brzuza. Funkcjonariusze polskiej bezpieki zabrali ciało por. Piotrowskiego, miejsce jego pochówku jest do dzisiaj nieznane.
W taki oto sposób przestały istnieć dwa pierwsze oddziały Samoobrony Czynnej Ziemi Wileńskiej. 25 polskich partyzantów, którzy trafili do niewoli pod Rowinami było sądzonych latem 1945 r. Czterech zostało skazanych na śmierć, pozostałych skazano na długoletnie zsyłki i więzienia. „Orlicz” i „Tumry” nie trafili do niewoli i szczęśliwie przedostali się do Polski.

Dowódca niezastąpiony

Trzeci Oddział Samoobrony Czynnej Ziemi Wileńskiej był dowodzony przez legendarnego dowódcę por. Jana Borysewicza „Krysię”. Działał na granicy dwóch okręgów – wileńskiego i nowogródzkiego. Przeprowadził kilka brawurowych akcji, takich jak: uderzenie na Ejszyszki, wysadzenie mostów, zasadzki i niszczenie konwojów sowieckich.
Oddział „Krysi” miał ogromne doświadczenie walk z lat okupacji niemieckiej, jednak okupacja sowiecka stawiała nowe wymagania. Masowe obławy i represje ludności cywilnej stały się codziennością sowieckiej okupacji. Oddział „Krysi” trafił w zasadzkę w nocy z 20 na 21 stycznia 1945 r. we wsi Kowalki, gdzie zginął dowódca „Krysia”.
Po śmierci dowódcy zabrakło następcy, który potrafiłby dorównać poprzednikowi. Nie na próżno Sowieci jeździli po wielu miejscowościach i miastach z tego regionu, pokazując zmarznięte zwłoki „Krysi” i przychwalając się, że teraz będzie spokój. Do dzisiaj nie udało się odnaleźć miejsca pochówku „Krysi” i do dzisiaj nie ma pewności, że oddział ten powołano przez okręg Wilno.

CZYTAJ WIĘCEJ: Jarosław Wołkonowski: Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych ― ważne święto

„Styczność z żołnierzami nie jest rozkoszą”

Czwarty Oddział Samoobrony Czynnej Ziemi Wileńskiej został powołany późną jesienią 1944 r. pod dowództwem por. Sergiusza Kościałkowskiego „Fakira”. Tak jak poprzednie oddziały liczył początkowo 20–40 partyzantów i rozpoczął swoją działalność od szkoleń i zdobycia doświadczenia walki. Działał na północno-wschodnich terenach województwa wileńskiego, obejmując takie miasta, jak: Podbrzezie, Sużany, Podbrodzie, Święciany.
„Fakir” prowadził pamiętnik, który przed kilku laty został wydany jako „Spowiedź Sergiusza”, który opracował i przygotował do druku Andrzej Kościałkowski, syn Sergiusza Kościałkowskiego. Daje on możliwość prześledzić działalność tego oddziału oraz cele i refleksje dowódcy. Należy odnotować, że nie jest to łatwa lektura. Sergiusz Kościałkowski był człowiekiem z jednej strony o ogromnym patriotyzmie, zaś z drugiej – bardzo wymagającym, bezkompromisowym i krytycznym wobec siebie i innych.
O działalności oddziału, żołnierzach AK i całej sytuacji podczas okupacji sowieckiej tak oto pisał: „25-01-1945, jest nas trzydziestu. (…) Nad każdym trzeba czuwać, wszystko trzeba osobiście dopatrzyć. Styczność z żołnierzami nie jest rozkoszą. Brak dyscypliny – o której, wraz z brakiem wychowania, nie mają pojęcia – każe mi ustosunkować się do nich ostro. Jakże trudno z chłopca – od bata i krowy – zrobić żołnierza, ale innego wyjścia nie ma”.
„Jadę do sąsiednich wiosek w zagrożonych kierunkach. Staram się w czas wycofać, żeby nie być zmuszonym do walki przed wieczorem. Gdyby ludzie byli silniejsi, gdyby duch patriotyczny był silniejszy. Niestety, idą jedynie w celu uchronienia się przed łapankami. Przeobrazić tępego, obojętnego chłopa z egoizmu – trudne zadanie”.
„Dziś, dnia 3-02-1945, przestrzeliwaliśmy karabiny maszynowe. Przed odmarszem I Drużyna Szturmowa kpr. »Beka« śpiewała. Chłopcy, jak mi się zdaje, dobrani. Przy pierwszej okazji zobaczymy” – to jest ostatni zapis w pamiętniku, gdyż 4 lutego oddział „Fakira”, przebywający w Raubiszkach, został zaatakowany przez silne oddziały sowieckie.

Margarita (matka) i Sergiusz Kościałkowscy w mieszkaniu przy ul. Jagiellońskiej 8/19 w Wilnie, sierpień 1943 r. / Fot. archiwum

Ciemna, zimna lutowa noc

Opisała to w swojej relacji Wanda Kiałka, która w ten dzień przybyła do tego oddziału: „W ten dzień przyszłam do oddziału, żeby odwiedzić mego brata »Kaktusa«. W czasie mego pobytu padły pierwsze strzały, bolszewicy zajęli stanowisko w stodole z obstrzałem na domy, w których stacjonował oddział. Byli zabici i ranni. Przeważnie rozrywani kulami. »Fakir« otrzymał dwa strzały, jeden obok drugiego, w pierś. Stracił przytomność. W apteczce, którą mi dano, był mały bandażyk i fiolka z rywanolem. Przy pomocy gospodyni opatrzyłam rany. Wycofaliśmy się, gdyż bolszewicy zaczęli strzelać czerwonymi rakietami. Raz tylko Komendant odzyskał w drodze przytomność. – Do Kiemieliszek – wyszeptał i znów stracił przytomność. Zmarł, kiedy dojechaliśmy do pierwszego po ucieczce przystanku. Była ciemna, zimna lutowa noc. Nad ranem stanęliśmy przed Sużanami nad jeziorem Dubińskim. Pożegnaliśmy Komendanta i »Dana«, który także zmarł ciężko ranny w brzuch. Gospodarz obiecał pochować, a na razie schował trumny w sianie, a my szybko musieliśmy zmienić miejsce postoju, gdyż od Sużan szła obława”.
Oddział „Fakira” wycofał się i jeszcze przez dwa tygodnie przeprowadzał akcje przeciw sowieckim instytucjom. Około 20 lutego 1945 r. przybył do miejscowości Ławże (pomiędzy Turgielami a Oszmianą), gdzie się zakwaterował.
Dowództwo oddziału weszło w kontakt z oddziałem tzw. własowców o pozorowanym antysowieckim charakterze – w rzeczywistości był to oddział NKWD pod dowództwem mjr N.P. Wiktorowa, przysłany specjalnie z Moskwy do zwalczania polskiego podziemia na tym terenie. Podczas rozmów w miejscowości Łukszany koło Oszmiany 23 lutego 1945 r. dowództwo oddziału „Fakira” zostało podstępnie rozbrojone i aresztowane. Po rozbrojeniu dowództwa oddział NKWD uderzył późnym wieczorem tego dnia na wieś Ławże, zabijając stawiających opór żołnierzy AK oraz całą ludność cywilną tej wsi. Ogółem zginęło 52 żołnierzy AK z oddziału „Fakira” oraz 27 cywilów, w tym kobiety i dzieci. Sowieci dobijali rannych polskich żołnierzy AK. Oddział „Fakira” przestał istnieć na Wileńszczyźnie.
Wiosną 1945 r., kiedy nastąpiła odwilż, ojciec „Fakira” Olgierd Kościałkowski potajemnie ekshumował szczątki swojego syna z cmentarza nad jeziorem Dubińskim, a następnie przewiózł na saniach do Podbrodzia. W połowie drogi między Niemenczynem a Podbrodziem zwłoki ułożono na tylnym siedzeniu citroena przejętego przez żołnierzy AK. Po prawej stronie siedział ojciec, po lewej stryj, obok kierowcy łączniczka. Prowadził podkomendny Rudolf Dogil. Na Rossie czekał młodszy brat Przemysław Kościałkowski. „Fakir” został pochowany w kwaterze wojennej. Ze względów konspiracyjnych – ze zmienionymi datami urodzin i śmierci.
Olgierd Kościałkowski tak opisał to wydarzenie: „Nie zmieniłem nic. Pochowałem Go tak, jak złożyli Go do grobu koledzy. Przykryłem tylko naszą narodową flagą. Ukląkłem przed grobem Syna. Myślą czytałem słowa Jego, wyryte w marmurze nagrobku: »dla naszej przyszłości została śmierci wzgarda«”.

Zamiast zakończenia

Kiedy późną jesienią 1993 r. Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa RP prowadziła prace porządkowe i konserwatorskie w kwaterze wojskowej cmentarza Na Rossie i wyrównywano szeregi grobów żołnierzy AK, zgłosiłem się jako ochotnik do pomocy przy tych pracach. Pisałem w tym czasie doktorat o wileńskiej AK na Uniwersytecie Warszawskim i uważałem, że udział w tych pracach wzbogaci moją wiedzę.
Kilkanaście grobów żołnierzy AK należało ekshumować i przenieść w inne miejsca, aby wyrównać szeregi grobów. Los tak chciał, że dano mi ekshumować szczątki „Fakira”. Po krótkim poinstruowaniu i pod nadzorem specjalistów ekshumowałem szczątki „Fakira” – z głębokiego grobu, po prawie pół wieku w naszej ziemi, wydobyta została czaszka, dwie kule przerdzewiałe korozją i poszczególne grubsze kości. Zbadał je antropolog, który stwierdził, że jest to mężczyzna w wieku 30 lat – wszystko się zgadzało. Nie znalazłem żadnych rzeczy osobistych, poza gumowymi butami, z tworzywa sztucznego, które praktycznie nie uległy rozkładowi.
Szczątki zostały złożone do małej trumny, sporządzono protokół, ksiądz je poświęcił i Sergiusz Kościałkowski „Fakir” już pod właściwym nazwiskiem, imieniem i pseudonimem, datą urodzenia i śmierci spoczął w naszej ziemi wileńskiej. Jego grób znajduje się po lewej stronie od grobowca Matki i Serca Syna, w ostatnim rzędzie od góry.
„Fakir” jest pierwszym i jedynym Żołnierzem Wyklętym pochowanym w Wilnie, chociaż poległ, walcząc z sowiecką obławą, w Raubiszkach 4 lutego 1945 r. Inni Żołnierze Wyklęci polegli i zostali pogrzebani w zbiorowych grobach we wsiach: Surkonty, Czarna, Rowiny, Kowalki, Raubiszki, Ławże, Sangieliszki i w wielu innych miejscowościach i na wiejskich cmentarzach. Od nas, wileńskich Polaków, i od członków rodzin Niezłomnych zależy, czy na ich grobach będą podane ich prawdziwe imiona, nazwiska, pseudonimy, daty śmierci oraz informacja, że są Żołnierzami Wyklętymi i zginęli, walcząc z sowieckim okupantem.

Jarosław Wołkonowski


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 10(28) 07-13/03/ 2020