Front białoruski Putina? Niepokoi się nie tylko Ukraina

W ostatnim czasie z Kijowa napływają kolejne ostrzeżenia o możliwości włączenia się Białorusi w wojnę z Ukrainą lub co najmniej zwiększenia jej zaangażowania i pomocy Rosji. Wydaje się, że coś jest na rzeczy, skoro na telefon do Alaksandra Łukaszenki w tej sprawie zdecydował się Emmanuel Macron.

Czytaj również...

Jednak to, co się dzieje ostatnio na Białorusi – mowa o wspólnych z Rosją ćwiczeniach atomowych – staje się coraz większym problemem bezpieczeństwa także dla krajów NATO, zwłaszcza tych sąsiadujących z reżimem Łukaszenki.

Ofensywa dyplomatyczna wobec Białorusi

W Rosji istnieje pięć scenariuszy rozszerzenia wojny na północną Ukrainę, także z wykorzystaniem Białorusi, dlatego siły ukraińskie zostaną wzmocnione na kierunku czernihowsko-kijowskim – oznajmił 20 maja prezydent Wołodymyr Zełenski.

Dzień później złożył wizytę w mieście Sławutycz przy białoruskiej granicy. Rozmawiał z władzami obwodów sąsiadujących z Białorusią o budowie fortyfikacji i wzmocnieniu granicy.

Tego samego dnia ukraiński Sztab Generalny przekazał, że wojsko wspólnie z SBU prowadzą „bezprecedensowe pod względem zaangażowanych sił i środków” działania służące zapewnieniu bezpieczeństwa w obwodach: czernihowskim, kijowskim, żytomierskim, wołyńskim i rówieńskim. Zełenski zlecił też resortowi spraw zagranicznych przygotowanie dodatkowych środków nacisku dyplomatycznego wobec Białorusi.

Rosyjskie zagrożenie dla Ukrainy i Europy płynące z Białorusi było głównym tematem rozmowy szefa dyplomacji Andrija Sybihy z sekretarzem generalnym NATO Markiem Ruttem przy okazji spotkania ministrów członków Sojuszu w szwedzkim Helsingborgu.

Agencja AFP podała zaś 24 maja, że prezydent Francji Emmanuel Macron wezwał Alaksandra Łukaszenkę, by ten nie pozwolił, aby Białoruś została wciągnięta w rosyjską wojnę przeciwko Ukrainie. Służby prasowe Łukaszenki podały, że rozmowa telefoniczna odbyła się z inicjatywy prezydenta Francji.

Przywódca Białorusi trzy dni wcześniej oświadczył, że jego kraj nie zamierza z nikim walczyć, „jeśli nikt nas nie zaatakuje”. – Nie stanowimy dla nikogo zagrożenia. Ale mamy taką broń i jesteśmy gotowi bronić naszej wspólnej ojczyzny od Brześcia do Władywostoku wszelkimi możliwymi sposobami. Jeśli to mamy w rękach, musimy wiedzieć, jak to wykorzystać – mówił Łukaszenka.

Na ile realna jest groźba zaangażowania się Białorusi w wojnę?

Czy Łukaszenka wybierze pokój?

Wołodymyr Zełenski nie sprecyzował, jaki dokładnie mógłby być przebieg wydarzeń, ale istnieją dwa główne scenariusze: albo sama armia białoruska dołączy do Rosji w agresji i zaatakuje Ukrainę, albo, podobnie jak w 2022 r., Białoruś zapewni armii rosyjskiej przyczółek do inwazji na Ukrainę od północy.

Wkrótce po oświadczeniu Zełenskiego eRadar, ukraiński kanał Telegramu zajmujący się analizą sytuacji wojennej, opublikował zdjęcia satelitarne wykonane w marcu br. w regionach przygranicznych Białorusi. Zdjęcia pokazują nowy posterunek graniczny, miasteczko wojskowe, poligon, tamę oraz nasyp do przemieszczania pojazdów wojskowych, które są tam budowane. Jednak nie zaobserwowano koncentracji wojsk białoruskich ani rosyjskich.

Czy armia białoruska może włączyć się do walki? Jest to bardzo wątpliwe. Łącznie liczy ona zaledwie ok. 50 tys. żołnierzy w służbie czynnej. Z tym zaledwie kilka–kilkanaście tysięcy gotowych, żeby natychmiast pójść do boju. Jeśli chodzi o broń i sprzęt wojskowy, Białoruś ma niewiele do zaoferowania armii rosyjskiej.

Tymczasem Ukraina zdołała silnie ufortyfikować swoją północną granicę, a gdyby armia białoruska rzeczywiście zaczęła przegrupowywać swoje jednostki, ukraińskie siły zbrojne będą miały możliwość wysłania tam z wyprzedzeniem własnych oddziałów.

Co więcej, nie tylko społeczeństwo białoruskie jest w większość przeciwne wojnie. Takie same nastroje panują w armii. – Ogólnie rzecz biorąc, Łukaszenka doskonale zdaje sobie sprawę, że wciągnięcie Białorusi w wojnę z Ukrainą – nie mówiąc już o działaniach wojennych na terytorium Białorusi – byłoby dla niego praktycznie wyrokiem śmierci. Ponieważ panuje powszechna zgoda co do idei, którą on sam sprzedawał Białorusinom w ostatnich latach: „Zapewniłem wam pokój, nie walczycie” – mówi Arciom Bruchan, rzecznik białoruskiej opozycyjnej Rady Koordynacyjnej.

Jednak Ukraińcy nie wykluczają białoruskich i rosyjskich prowokacji mających na celu odwrócenie uwagi ukraińskich jednostek od innych części frontu.

Nuklearne zastraszanie

Uwagę zwraca ostrzeżenie prezydenta Zełenskiego z 15 maja, że Rosja nie tylko zamierza wciągnąć Białoruś w wojnę przeciw Ukrainie, lecz także rozważa atak z białoruskiego terytorium Białorusi na jedno z państw NATO. W tym kontekście szczególnego znaczenia nabierają wspólne ćwiczenia nuklearne Rosji i Białorusi przeprowadzone w dniach 19–21 maja – trzecie od czasu, gdy Moskwa w 2023 r. rozmieściła w sąsiednim kraju taktyczną broń jądrową.

Szacuje się, że na terytorium Białorusi dostarczono dziesiątki głowic jądrowych. Ponadto doniesiono o rozmieszczeniu rosyjskich kompleksów rakietowych średniego zasięgu Oriesznik, zdolnych do przenoszenia ładunku jądrowego. Oczywiście broń jądrowa na Białorusi jest pod pełną kontrolą Rosjan. Podczas wspomnianych ćwiczeń rozmieszczono ładunki nuklearne w magazynach polowych na terenie Białorusi, a głowice nuklearne zostały zainstalowane na pociskach należących do armii białoruskiej systemów Iskander-M.

To pokazuje, że Białoruś staje się operacyjnie zintegrowana z rosyjską architekturą dowodzenia i odstraszania nuklearnego. To znacząco zmienia sytuację militarno-strategiczną na wschodniej flance NATO.

Białoruś przekształca się w wysuniętą platformę wojskową, która pozwala Rosji skrócić czas reakcji, zwiększyć presję na sąsiednie państwa NATO oraz skomplikować zachodnie planowanie obronne w Europie Środkowej i Wschodniej. Wykorzystanie polowych magazynów, procedur mobilnego rozmieszczenia oraz ćwiczeń z użyciem „amunicji specjalnej” odzwierciedla przygotowania do scenariuszy operacyjnych, w których terytorium Białorusi mogłoby służyć jako strefa startowa w szerszej konfrontacji regionalnej.

Strategicznym celem Moskwy niekoniecznie jest przygotowanie do natychmiastowego użycia broni jądrowej, ale raczej stworzenie trwałej atmosfery strachu i nieprzewidywalności. Rosja stara się przekonać społeczeństwa europejskie, że dalsze wsparcie dla Ukrainy niesie ze sobą ryzyko eskalacji do bezpośredniej konfrontacji nuklearnej.

Budząc obawy przed eskalacją, Kreml dąży do osłabienia jedności Zachodu, podsycenia antywojennych narracji w Europie, wzmocnienia prorosyjskich sił politycznych oraz zwiększenia presji na rządy opowiadające się za dalszą pomocą wojskową dla Kijowa.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 21 (59) 30/05-05/06/2026

Afisze

Więcej od autora