Po blisko 60 latach jeden z największych producentów ropy opuścił OPEC i OPEC+ (ten drugi to członkowie kartelu plus grupa innych producentów z Rosją na czele) – nieprzypadkowo wybierając moment. Wojna w Zatoce Perskiej poważnie zakłóciła przepływ węglowodorów i potwierdziła rosnące podziały polityczne w regionie.
Przede wszystkim chodzi o narastającą rywalizację Abu Zabi z Rijadem – wyjście z OPEC to zresztą emiracki cios zadany Saudyjczykom. Przez lata Emiratczycy balansowali między koordynacją działań z Arabią Saudyjską a rosnącą potrzebą autonomii gospodarczej i geopolitycznej. Wojna z Iranem przyspieszyła realizację geopolitycznej „strategii wyjścia” – ZEA stawiają na samodzielność i sojusze z mocarstwami spoza tradycyjnego obozu arabskich monarchii Zatoki: USA i Izraelem.
Wyjście z OPEC daje też Emiratom większą swobodę w zakresie zwiększania produkcji ropy i ochrony udziału w rynku w czasach charakteryzujących się dużą zmiennością i niestabilnością.
Fundamentalny spór w naftowym kartelu
Na pierwszy rzut oka wyjście ZEA z Organizacji Krajów Eksportujących Ropę Naftową (OPEC) jest kulminacją długotrwałego sporu z Arabią Saudyjską dotyczącego tego, ile ropy powinny mieć prawo wydobywać państwa członkowskie. Do niedawna Rijad chciał ograniczać podaż, aby wesprzeć ceny, podczas gdy ZEA opowiadały się za luźniejszą polityką wydobywczą.
W przeciwieństwie do Arabii Saudyjskiej, która w dużym stopniu polega na wyższych cenach ropy, aby zrównoważyć swój budżet, ZEA zainwestowały znaczne środki w rozbudowę zdolności produkcyjnych i preferują strategię eksportu opartą na dużych ilościach, nawet jeśli skutkuje to niższymi cenami. Miały w OPEC największą rezerwę mocy produkcyjnych w stosunku do wydobycia. I chcą jak najszybciej na tym zarobić.
Wszak to, co znajduje się pod ziemią, może nie mieć takiej samej wartości za pięć czy dziesięć lat. Poza kartelem mogą swobodniej monetyzować potencjał wydobycia, uzyskując dodatkowe dziesiątki miliardów dolarów rocznego przychodu.
Emiratczycy zaczęli rozważać opuszczenie OPEC mniej więcej w tym samym czasie, gdy Katar opuścił kartel na początku 2019 r. Minister energii Suhail al-Mazrouei powiedział, że obecny konflikt ułatwił decyzję: „Naszym zdaniem moment jest odpowiedni, ponieważ ma to minimalny wpływ na wszystkich producentów”.
Gdyby ZEA opuściły OPEC przed wojną, byłaby to poważna sprawa. Jednak żadne dodatkowe moce produkcyjne nie trafią obecnie na rynek z powodu blokady cieśniny Ormuz. Nawet kiedy wojna się skończy, w światowych rezerwach będzie wystarczająco duża luka, aby wyższy emiracki eksport mógł zostać wchłonięty bez większych zakłóceń dla cen surowca.
ZEA odpowiadały za 11 proc. produkcji OPEC w 2025 r. i ok. 7 proc. produkcji OPEC+, co sprawia, że ich wyjście jest poważnym ciosem dla grupy dostarczającej nawet połowę światowej ropy. OPEC będzie miał teraz mniejszą kontrolę nad wydobyciem ropy oraz mniejszą zdolność do zarządzania podażą i wywierania wpływu na światowe ceny ropy. Jeśli Zjednoczone Emiraty Arabskie z czasem znacznie zwiększą wydobycie, może to spowodować spadek cen ropy – co uderzy w saudyjski model gospodarczy.
Głośne odejście Abu Zabi nasuwa natychmiastowe pytania o spójność OPEC, przywództwo Saudów oraz przyszły układ sił na rynkach paliw w momencie, gdy ZEA zbliżyły się do USA, które są obecnie największym producentem ropy i gazu na świecie.
Rywalizacja ZEA i Arabii Saudyjskiej
Wyjście z OPEC i OPEC+ przyniesie Emiratom oczywiste korzyści finansowe, zagrażając pozycji Saudów na rynku ropy. Ale nie tylko o „czarne złoto” tutaj chodzi.
Decyzja ZEA jest częścią szerszej, geopolitycznej rywalizacji z Arabią Saudyjską, która zaostrzyła się ostatnio w kilku zapalnych punktach tej części świata; np. w Jemenie i Sudanie obie monarchie popierają przeciwne strony wojen domowych. Trzecim polem konfrontacji jest Róg Afryki, gdzie ZEA, idąc w ślady Izraela, uznały Somaliland (Rijad popiera Somalię, która nie uznaje samodzielności tego regionu).
Warto zwrócić uwagę na moment ogłoszenia decyzji ZEA w sprawie OPEC: akurat gdy przywódcy krajów Zatoki zbierali się w Dżuddzie na szczycie mającym na celu pokazanie „jednolitego stanowiska Zatoki Perskiej” wobec wojny USA i Izraela z Iranem. Właśnie ta wojna zamiast zbliżyć, pogłębiła różnice między Abu Zabi a Rijadem.
W obliczu początkowych ataków Iranu na Emiraty i Arabię Saudyjską saudyjski książę Muhammad ibn Salman oraz szejk Muhammad ibn Zajid Al Nahajjan, prezydent ZEA, wyrazili solidarność zarówno między sobą, jak i z innymi atakowanymi krajami regionu atakowanymi. Jednak w miarę trwania wojny stanowiska zaczęły się rozchodzić, ponieważ Saudyjczycy dołączyli do Pakistanu i Turcji w poszukiwaniu rozwiązania dyplomatycznego.
Emiratczycy nie sprzeciwiają się tej opcji, ale chcą mieć pewność, że niezależnie od tego, jakie porozumienie zostanie osiągnięte, reżim nie będzie mógł ponownie zagrozić ich bezpieczeństwu. Uważają oni, że Saudyjczycy są gotowi zgodzić się na mniej. Emiraty, które są głównym celem ataków irańskich, chcą zdecydowanej klęski Teheranu, mają też obawy, że USA zakończą wojnę, pozostawiając ich w obliczu groźnego wroga.
Amerykanie zachwyceni
Wyjście z OPEC w momencie, gdy USA rozważają zawarcie porozumienia z Iranem lub kontynuację wojny, można postrzegać jako próbę przypodobania się prezydentowi Donaldowi Trumpowi, który od dawna oskarżał kartel o „okradanie reszty świata”. W zamian Emiraty mogą dostać od USA specjalną umowę obronną, wykraczającą daleko poza dotychczasowy model współpracy Amerykanów z krajami Zatoki.
Jastrzębie stanowisko ZEA wobec Iranu podziela Izrael, sojusznik Emiratów we wspomnianej rywalizacji z Saudami. Od czasu normalizacji stosunków w 2020 r. oba kraje rozszerzyły współpracę w zakresie wywiadu i bezpieczeństwa, a Izraelczycy przysłali nawet Emiratom system obrony powietrznej „Iron Dome”, gdy monarchia znalazła się pod irańskim ostrzałem.
Zarówno Izrael, jak i prezydent USA Donald Trump są prawdopodobnie zachwyceni decyzją ZEA o opuszczeniu OPEC. Trump nie tylko dlatego, że ceny ropy mogą spaść, ale także dlatego, że zyska na tym amerykański rynek energetyczny. Izrael, który aktywnie dąży zarówno do fragmentacji, jak i osłabienia regionu arabskiego, będzie miał nadzieję, że decyzja Zjednoczonych Emiratów Arabskich pomoże osiągnąć oba te cele.
Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 18 (50) 09-15/05/2026



