Wojenna machina Putina się zacięła

Dzień Zwycięstwa zamienił się w Dzień Porażki – taki jest odbiór tegorocznych uroczystości 9 maja w Moskwie. Władimir Putin przegrał propagandowo moment, który zwykle służy za potwierdzenie potęgi Rosji.

Czytaj również...

Co więcej, nawet jeśli doniesienia o rosnących obawach Putina przed pałacowym przewrotem są tylko elementem informacyjnej operacji specjalnej Zachodu i Kijowa, to faktem, nie tylko medialnym, są spadek poparcia dla dyktatora, rosnące niezadowolenie społeczeństwa, pogłębiające się kłopoty gospodarcze, skuteczna kampania dalekosiężnych ataków dronowych Ukrainy i brak sukcesów militarnych Rosji na froncie.

Wojskowa parada z okazji Dnia Zwycięstwa ma kluczowe znaczenie dla uzasadnienia wojny przeciwko Ukrainie. Odwołania do wielkich poświęceń poniesionych w walce z agresją nazistowskich Niemiec w latach 1941–1945 są kluczowe dla mobilizacji poparcia społecznego dla trwającej agresji. Pompatyczna demonstracja potęgi militarnej jest niezbędna do potwierdzenia tezy, że zwycięstwo jest z góry przesądzone – twierdzenia, które Putin powtórzył w swoim tradycyjnym przemówieniu wygłoszonym 9 maja.

Znacznie okrojony format uroczystości w tym roku – trwała zaledwie 45 minut i obejmowała jedynie przemarsz kilku kolumn bez sprzętu wojskowego – oraz zakaz wszelkich publicznych uroczystości na świeżym powietrzu sprawiły jednak, że dyskurs o zwycięstwie zabrzmiał pusto. Każdy widzi, że w tym roku Putin nie wygrał, a przegrał 9 maja.

Zełenski strollował Putina

Nowe zdolności uderzeniowe dalekiego zasięgu zapewniły prezydentowi Ukrainy Wołodymyrowi Zełenskiemu inicjatywę w politycznej rywalizacji skupionej na paradzie w Moskwie.

Intryga rozpoczęła się od rozmowy Putina z prezydentem USA Donaldem Trumpem 29 kwietnia i potwierdzenia gotowości do krótkotrwałego zawieszenia broni, co ukraińscy komentatorzy wyśmiali jako prośbę o gwarancje bezpieczeństwa. Zełenski zaproponował tygodniowe zawieszenie broni, które Rosjanie oczywiście złamali.

Moskwa odpowiedziała groźbą przeprowadzenia potężnego ataku na Kijów, ale prezydent Trump ogłosił niepodlegające negocjacjom zawieszenie broni w dniach 9–11 maja. Putin musiał zorganizować swoją paradę de facto za zgodą Kijowa i Waszyngtonu. Zełenski, otwarcie trollując Kreml dekretem zezwalającym na paradę na Placu Czerwonym, dzień wcześniej powiedział, że Putin zaczął mówić o pokoju, ponieważ „trochę go do tego popchnęła” Ukraina.

Parada w Moskwie odbyła się bez zakłóceń, ale władzom rosyjskim nie udało się złagodzić piętna wynikającego z „zezwolenia” na nią przez Ukrainę, skróconego – bez sprzętu wojskowego – składu oraz powszechnych odcięć internetu w Moskwie.

Zasoby na wyczerpaniu

Rosnąca liczba ofiar wojny, spadająca rekrutacja ochotników oraz rosnące poparcie społeczne dla rozmów pokojowych zwiększają presję na Putina, co według doniesień skłoniło jego doradców do opracowania planu zarządzania politycznego na wypadek wstrzymania działań bojowych i ataków dalekiego zasięgu.

Sondaże opinii publicznej wskazują na niezmiennie silne poparcie dla zakończenia wojny. Niezależnie sporządzona lista rosyjskich ofiar śmiertelnych obejmuje obecnie 352 tys. nazwisk, a kampania mająca na celu przyciągnięcie ochotników, zwłaszcza do nowo utworzonych Sił Systemów Bezzałogowych, przynosi coraz mniejsze rezultaty, mimo rekordowo wysokich premii za zaciągnięcie się do służby.

W przemówieniu Putina wygłoszonym podczas upokarzającej parady nie było nic szczególnego. Bardziej treściwa okazała się konferencja prasowa wieczorem 9 maja. Agencje zwróciły uwagę na zdanie Putina: „Myślę, że sprawa zmierza ku zakończeniu”, w odniesieniu do wojny, ale z kontekstu nie wynika jasno, co dokładnie miał na myśli; całkiem możliwe, że nieuchronną porażkę Ukrainy.

To, że nie nastąpił żaden rzeczywisty postęp, potwierdził doradca Putina Jurij Uszakow. Powiedział, że wszelkie negocjacje będą bezowocne, dopóki Kijów nie zgodzi się na żądanie Moskwy – całkowite wycofanie swoich sił z Donbasu.

Żadna ilość patriotycznej propagandy nie jest jednak w stanie ukryć wyczerpania zasobów mocy Rosji, a Putin jest w pełni świadomy upokorzenia, które pogłębiła drwina prezydenta Zełenskiego.

Głęboki kryzys putinizmu

Kilka dni przed nerwowym Dniem Zwycięstwa media opublikowały treść raportu wywiadu jednego z krajów Unii Europejskiej, który wskazuje na rosnący strach Putina przed próbą obalenia. W związku z tym Federalna Służba Ochrony (FSO) miała jakoby wzmocnić środki bezpieczeństwa wokół dyktatora.

Rosnąca nerwowość na Kremlu odbija się też na morale aparatu bezpieczeństwa. Z raportu wynika, że po ostatnich zamachach na wysokich rangą dowódców wojskowych doszło – i to w obecności Putina – do otwartej kłótni między szefami różnych struktur siłowych, w której przerzucano się odpowiedzialnością za bezpieczeństwo ważnych osób reżimu.

Nagła fala takich doniesień prasowych wygląda jednak bardziej na operację psychologiczną mającą na celu wywołanie paranoi wśród rosyjskiej elity niż na poważną ocenę sytuacji. Starzejący się Putin może rzeczywiście obawiać się bezpośredniego ataku ukraińskiego, a jego pretorianie z FSO są, jak każda służba bezpieczeństwa, zarówno zawodowo paranoiczni, jak i wrażliwi na obawy swojego szefa. Jest całkowicie prawdopodobne, że ochrona Putina została wzmocniona, niezależnie od tego, czy służby uważają oni to zagrożenie za realne, czy prawdopodobne.

Nawet jeśli wspomniane doniesienia są przesadzone, wojenny putinizm – reżim polityczny, który powstał jako reakcja na niepowodzenie ukraińskiego blitzkriegu i jego przekształcenie się w długotrwały konflikt zbrojny – wkroczył w nowy, kryzysowy okres swojej ewolucji.

Kampania wojskowa z 2025 r. podważyła zasadność scenariusza wojny na wyczerpanie. Pomimo ogromnych nakładów zasobów ludzkich i materialnych drugi rok ofensywy na Donbasie nie przyniósł Kremlowi znaczącego sukcesu na polu bitwy.

Notowania Putina spadają. Po pierwsze, ludzie są niezadowoleni z sytuacji gospodarczej. Aby sfinansować wydatki wojskowe, władze musiały podnieść podatki. Po drugie, narasta zmęczenie wojną. Wreszcie, ograniczenia w dostępie do internetu i jego blokady wywołały powszechne oburzenie.

Putin nie po raz pierwszy spotyka się z problemem rozprzestrzeniającego się wewnętrznego niezadowolenia. Jednak poprzednie epizody tego rodzaju – w latach 2011–2013 i 2018–2020 – na tle dzisiejszych okoliczności wydają się dość łagodne. Dziś mamy może nie śmiertelne, ale bardzo poważne wyzwanie dla reżimu. Odpowiedzi na pytanie, czy reżim poradzi sobie z tymi wyzwaniami, nie otrzymamy ani jutro, ani za miesiąc. Nie należy oczekiwać jego szybkiego upadku.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 19 (53) 16-22/05/2026

Afisze

Więcej od autora