Trump wypycha Rosjan z Libii

Pierwszy wspólny budżet od 13 lat i pierwsze wspólne ćwiczenia wojskowe, powrót zachodnich koncernów naftowych i ukraińscy wojskowi nad Morzem Śródziemnym. Wiele wskazuje na to, że nadchodzi czas pożegnania Rosji z Afryką, a dokładniej z bramą do Afryki. To głównie zasługa amerykańskiej administracji, która chce ustabilizować bogatą w ropę, ale od wielu lat podzieloną Libię.

Czytaj również...

Libia jest pogrążona w przemocy od upadku i śmierci Muammara Kaddafiego w 2011 r. Trzy lata później wybuchła wojna domowa, która doprowadziła do powstania rywalizujących ze sobą administracji na wschodzie i zachodzie kraju.

Uznawany na arenie międzynarodowej Rząd Jedności Narodowej (GNU) premiera Abd al-Hamida ad-Dubajby rezyduje w Trypolisie i kontroluje zachód Libii. Jest słabszy militarnie i boryka się z problemem zwalczających się zbrojnych milicji – pozostałości po pierwszych latach chaosu po upadku Kaddafiego. Samozwańczy rząd na wschodzie kraju ma za sobą libijski parlament rezydujący w Tobruku, a przede wszystkim największą siłę militarną w Libii, czyli dowodzoną przez rezydującego w Bengazi gen. Chalifę Haftara Libijską Armię Narodową (LNA).

Trump ukradnie Haftara Rosji?

Rosja wykorzystała wojnę domową, angażując się w sprawy libijskie. Moskwa opowiedziała się po stronie Haftara, wysyłając mu na pomoc wagnerowców. Mimo ich wsparcia ofensywa LNA na Trypolis została wiosną 2019 r. odparta, gdy po stronie rywali Haftara wystąpiła Turcja.

Rosyjscy najemnicy we wschodniej Libii jednak pozostali, obsadzając kilka baz, które stały się ważnym węzłem logistycznym łączącym Rosję i jej bazy w Syrii z oddziałami wagnerowców zaproszonymi do Sahelu przez wojskowe junty w Mali, Burkina Faso i Nigrze. Haftar zdecydował się na bliską współpracę z Rosją, która ostatnio – po wyrzuceniu z Syrii – dąży do zainstalowania morskiej bazy w Tobruku.

Tymczasem Haftar stał się bardziej otwarty na współpracę z Zachodem i ewentualne porozumienie z Trypolisem – punktem zwrotnym był pucz Jewgienija Prigożyna latem 2023 r. Potężny libijski „warlord” obawiał się, że najemnicy z Moskwy mogą podjąć próbę zamachu stanu przeciwko niemu tak, jak próbowali to zrobić w samej Rosji.

Należy też pamiętać, że swego czasu Haftar przez kilka lat przebywał na emigracji w USA, po tym, jak pokłócił się z Kaddafim. Tym łatwiej było Amerykanom – gdy prezydentem został Donald Trump – namówić go do nawiązania współpracy z rywalami z Trypolisu. Pomogła osobista chemia między Haftarem a Abdurem Salamem al-Zubim, wiceministrem obrony w GNU – pierwsze ich spotkanie zaaranżował gen. John Brennan. To właśnie zastępcę dowódcy Dowództwa Sił Zbrojnych Stanów Zjednoczonych w Afryce (AFRICOM) należy uznać za ojca sukcesu, jakim jest współpraca niedawnych wrogów.

Kiedy zjednoczy się Libia?

Najpierw dowódcy średniego szczebla z obu armii zaczęli stacjonować razem we wspólnym centrum w pobliżu Syrty, poprawiając zdolność Libii do przeciwdziałania grupom dżihadystów, które niegdyś panowały w znacznej części kraju. Kolejnym krokiem było powołanie wspólnej komisji złożonej z sześciu dowódców obu stron, która ma nadzorować połączone siły.

Wreszcie, w kwietniu, odbyły się ćwiczenia „Flintlock-2026” z udziałem żołnierzy obu stron. „Flintlock” to najważniejsze coroczne wielonarodowe ćwiczenia operacji specjalnych AFRICOM. Oczekuje się, że ćwiczenia otworzą Libii drogę do uzyskania dostępu do większej ilości szkoleń i sprzętu od Stanów Zjednoczonych i ich sojuszników, co ostatecznie pozwoli jej – a dokładniej Haftarowi – przestać polegać na Rosji i Białorusi w zakresie sprzętu i najemników.

Stany Zjednoczone obiecują stronom konfliktu zdjęcie embarga ONZ na dostawy broni dla obu armii, jeśli będą one w stanie utworzyć wspólne dowództwo wojskowe. Co najważniejsze, zjednoczona Libia mogłaby poczuć się na tyle pewnie, by odciąć most powietrzny, którego Rosja używa do transportu personelu i broni do swoich afrykańskich sojuszników w Sahelu.

Słodka ropa i groźni Ukraińcy

Korzyści gospodarcze wynikające z trwałego porozumienia pokojowego również mogłyby być znaczące, zarówno dla Libii, jak i dla Stanów Zjednoczonych. Libia posiada największe rezerwy ropy naftowej w Afryce (41 proc.), ale lata walk i niestabilności sprawiły, że są one niedostatecznie eksploatowane.

Amerykańskie koncerny naftowe po raz pierwszy od lat wykazują zainteresowanie tym krajem. W lutym Chevron podpisał swoją pierwszą umowę w Libii po uzyskaniu koncesji na poszukiwania w bloku morskim. Z kolei ExxonMobil w ubiegłym roku zgodził się ponownie wejść do kraju, po tym, jak w 2013 r. wstrzymał działalność. W styczniu podpisano 25-letnią umowę z francuskim TotalEnergies i amerykańskim ConocoPhillips w celu rozszerzenia produkcji na koncesjach Waha.

W lutym, pierwszy raz od wielu lat, Libia przyznała nowe koncesje, m.in. włoskiej Eni, QatarEnergy, węgierskiemu MOL, nigeryjskiej Aiteo, hiszpańskiemu Repsolowi oraz tureckiej TPOC. Produkcja ropy już rośnie, osiągając na początku kwietnia poziom 1,43 mln baryłek dziennie – najwyższy od ponad dekady.

Popyt na libijską ropę wzrósł w związku z zakłóceniami spowodowanymi wojną Izraela i USA z Iranem. Położenie geograficzne stanowi kluczową zaletę. Transporty szybko i bez ryzyka docierają do europejskich rafinerii. Do tego dochodzą niskie koszty produkcji, wysoka jakość lekkiej ropy oraz istniejąca infrastruktura łącząca pola naftowe z terminalami eksportowymi.

Jest też dodatkowa zachęta dla obu libijskich administracji. Bardziej stabilne otoczenie może ułatwić eksploatację ogromnych zasobów metali ziem rzadkich i innych kluczowych minerałów, w tym uranu oraz potencjalnie litu i kobaltu. Uzyskanie dostępu do tych zasobów, tak ważnych dla amerykańskiego przemysłu high-tech, jest priorytetem dla administracji Trumpa.

To nie koniec złych wieści dla Kremla. Oto w zachodniej Libii pojawiło się ponad 200 ukraińskich żołnierzy – podało na początku kwietnia francuskie radio RFI. Współpraca Kijowa z Trypolisem ma charakter całkowicie oficjalny. Ukraińcy szkolą Libijczyków w zakresie obsługi dronów. W zamian mogą prowadzić operacje przeciwko Federacji Rosyjskiej. To właśnie z libijskiego wybrzeża Ukraińcy zaatakowali skutecznie na początku marca br. rosyjski tankowiec „Arctic Metagaz”, przewożący skroplony gaz ziemny.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 16 (45) 25/04-01/05/2026

Afisze

Więcej od autora