Koronawirus wymierza cios w litewską filmografię

Litewscy filmowcy już teraz są przekonani, że kryzys wywołany przez pandemię koronawirusa mocno uderzy w ich branżę. Na razie trudno oszacować straty, ponieważ nie wiadomo, kiedy zakończy się kwarantanna.

Litewska kinematografia nie należy do największych na świecie, ale litewscy reżyserzy ze swoimi dziełami często odwiedzają najważniejsze międzynarodowe festiwale filmowe. Przedostatni film Šarūnasa Bartasa „Szron” swoją premierę miał na festiwalu w Cannes. Ten film powstał w koprodukcji z Polską, a jedną z ról zagrał znany polski aktor Andrzej Chyra.
Koprodukcje polsko-litewskie są ostatnio dosyć częste. W 2017 r. na ekrany kin wszedł film „Cud” w reżyserii Eglė Vertelytė, w którym księdza zagrała legenda polskiej kinematografii – Daniel Olbrychski. W tym roku rozpoczęła się produkcja filmu „Dziewiąty krok” Irmy Pužauskaitė, który również był dofinansowany przez stronę polską.
Dzięki wprowadzonym zmianom legislacyjnym w ostatnich latach litewska kinematografia bardzo się wzmocniła. Każdego roku na Litwie powstają produkcje artystyczne, komercyjne oraz tzw. filmy środka. Niestety, obecny kryzys może drastycznie odwrócić sytuację.

Girl in a jacket

W kwarantannie zamknięte kina

Kęstutis Drazdauskas Fot. Facebook

Kęstutis Drazdauskas, prezes Stowarzyszenia Niezależnych Producentów, który prowadzi też własne studio filmowe Artbox, jest przekonany, że pandemia mocno namiesza na litewskim rynku filmowym. – To jest ogromny cios dla całej branży filmowej. To dotyczy nie tylko Litwy, lecz także świata – przewiduje Drazdauskas.
– Zacznijmy od tego, że podstawowymi naszymi żywicielami są kina. Teraz wszystkie kina są zamknięte. Nie będą działały co najmniej przez dwa miesiące. A nawet jeśli kwarantanna zostanie odwołana po dwóch miesiącach, to nie oznacza, że ludzie automatycznie pobiegną do kina. Nadal w społeczeństwie będzie panował pewien niepokój. Mamy więc taką sytuację, że w zasadzie przez pół roku kina będą przeżywały zły okres finansowy. To oznacza, że przez cały ten okres pieniądze do dystrybutorów nie będą szły, a z kolei dystrybutorzy nie będą płacili producentom. Firmy producenckie zazwyczaj działają na zasadzie spółek komercyjnych, to znaczy, że część po prostu nie będzie mogła się utrzymać na rynku. Bo koszty utrzymania firmy są dosyć spore – wyjaśnia mechanizm rynku filmowego w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” producent.

Wstrzymane produkcje, problemy kadrowe

Kryzys zachwiał też samym procesem powstawania filmów. Z danych Litewskiego Centrum Filmowego, instytucji państwowej wspierającej branżę filmową, wynika, że na ten moment wstrzymano zdjęcia przy sześciu filmach. – W przypadku produkcji filmów również mamy sporo znaków zapytania. Jeśli okres zdjęciowy został zaplanowany na jesień, to oczywiście mogą się one odbyć zgodnie z planem. Gorzej jest z filmami, których zdjęcia miały się zacząć w marcu lub kwietniu. Teraz zostały wstrzymane. Tak więc kiedy kwarantanna zostanie odwołana, ruszą zdjęcia do filmów wstrzymanych i do tych, które były zaplanowane na późniejszy okres. Może to doprowadzić do sytuacji, że zwyczajnie zabraknie ludzi do pracy. Mam na myśli przede wszystkim oświetleniowców, charakteryzatorów czy osoby odpowiedzialne za dekoracje filmowe – martwi się Kęstutis Drazdauskas.
– Inna sprawa, w okresie przygotowawczym pracuje spora grupa ludzi. Przykładowo: zostały wybrane lokalizacje oraz zrobione dekoracje. Tymczasem proces filmowy został wstrzymany. To oznacza, że kiedy zdjęcia ruszą ponownie, te dekoracje trzeba będzie robić od nowa. Niby Litewskie Centrum Filmowe zapowiedziało, że będzie uwzględniało tego typu sytuacje i nie będzie karało za nieodpowiednie dysponowanie przekazanymi środkami. Wątpię jednak, że wyłożą dodatkowe pieniądze w zasadzie na tę samą pracę. To oznacza, że producent będzie musiał poszukać innego źródła finansowania tworzonego już filmu – tłumaczy Drazdauskas.

Wsparcie rządu pilnie potrzebne

Rolandas Kvietkauskas, Fot. Facebook

Litewscy producenci filmowi generalnie pozyskują środki na produkcję z trzech źródeł: od państwa, od sponsorów prywatnych oraz dzięki koprodukcji z innymi krajami. Władze Litwy oświadczyły, że będą wspierały cały obszar kultury, którego częścią jest również film.
– Rząd oświadczył, że sektor filmowy otrzyma 2 mln euro. To bardzo ważna dla nas wiadomość. W większości ta inwestycja będzie nakierowana na zregenerowanie branży po kwarantannie. Pomoc zostanie przeznaczona na tworzenie nowych filmów, rozwój audytorium kinowego, dystrybucję filmową. Obecnie są szykowane odpowiednie dokumenty, a o dalszych krokach poinformujemy w najbliższym czasie – mówi „Kurierowi Wileńskiemu” Rolandas Kvietkauskas, dyrektor Litewskiego Centrum Filmowego.
W tym roku przyznano już finansowanie na kilkadziesiąt produkcji filmowych. Są to filmy fabularne, krótkometrażowe, dokumentalne oraz animowane. Poza tym w ubiegłym tygodniu został ogłoszony kolejny konkurs, w ramach którego wsparcie projektów filmowych będzie na poziomie 400 tys. euro.

Co z biznesem? Czy czeka go dziura finansowa?

Dyrektor Kvietkauskas zapewnia, że jest w ciągłym kontakcie z filmowcami. Są prowadzone konsultacje, ważne jest, aby pomoc rządowa była odpowiednio wykorzystana.
– Sytuacja związana z projektami została z wykonawcami omówiona. Litewskie Centrum Filmowe będzie uwzględniało sytuację odnośnie do realizacji przerwanych projektów. Będą wprowadzane odpowiednie zmiany dotyczące rozliczeń lub wydłużenie okresu realizacji projektu – poinformował szef instytucji filmowej.
Kęstutis Drazdauskas potwierdza, że przedstawiciele świata filmowego prowadzą rozmowy z Ministerstwem Kultury oraz Sejmem RL. Niestety, nadal jest sporo niejasności.
– Nie wiemy, w jaki sposób te środki zostaną rozdysponowane. Nie wiemy też, czy otrzymamy pieniądze od biznesu. Od kilku lat obowiązuje ustawa, która przywiduje ulgi podatkowe dla podmiotów prywatnych inwestujących w produkcję filmową. To bardzo wzmocniło litewską kinematografię. Dzięki tej ustawie w ostatnich latach rocznie produkowano ok. 15 filmów pełnometrażowych. Teraz nie wiadomo, jak będzie się rozwijała sytuacja. Dlatego w skali roku producentów może zaskoczyć dziura finansowa na poziomie… 10 mln euro! – obawia się producent filmowy.


Zdjęcia z planów filmowych na Litwie, m.in. z polsko-litewskiej koprodukcji „Tajemnica Westerplatte”, która miała premierę w 2013 r. Fot. Marian Paluszkiewicz


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 16(45) 18-24/04/ 2020