Narkiewicz nie wytłumaczył, jak zarobił pieniądze

Minister łączności Jarosław Narkiewcz znów znalazł się na celowniku mediów. Przed kilkoma tygodniami upubliczniono śledztwo dziennikarskie dotyczące remontu domu w Trokach, w ub. tygodniu dziennikarze LRT ogłosili, że w 2012 r. minister wraz z małżonką wpłacił do banku 439 tys. euro. Polityk nie wytłumaczył, w jaki sposób zarobił pieniądze.

W maju LRT opublikowało dochodzenie dziennikarskie, z którego wynikało, że przyszły minister, będąc w latach 2007-2008 wicedyrektorem administracji miasta Wilna, ustawiał przetargi na remonty polskich oraz rosyjskich szkół i przedszkoli w ten sposób, że wygrywała je spółka Sodžiaus būstas, należąca do biznesmena Aleksandrasa Ribnikovasa. Małżeństwo Narkiewiczów było również chrzestnymi córki biznesmena. Przedsiębiorca twierdził, że za ustawione przetargi musiał wyremontować dom należący do rodziców Narkiewicza, w którym mieszkał również sam polityk. Remont miał kosztować, zdaniem biznesmena, ok. 100 tys. euro.
Działacz AWPL-ZChR mówił dziennikarzom, że dom wyremontowali rodzice za własne środki, które zarobili na sprzedaży odzyskanej ziemi. Jego zdaniem rodzice zapłacili za remont 46 tys. euro. Dziennikarzom LRT udało się ustalić, że rodzice polityka ogółem odzyskali 7 hektarów. Jednak po ich śmierci Narkiewicz wraz z rodzeństwem odziedziczył 10 ha, natomiast rodzice sprzedali tylko jedną działkę w Trokach, której wartość oceniono na 64-130 tys. litów (18,5-37,6 tys. euro).

Girl in a jacket

Poza tym, ze złożonych deklaracji wynika, że w latach 2011-2012, czyli od razu po kryzysie gospodarczym, polityk wraz z żoną wpłacił do banku 439 tys. euro, czyli 1,5 mln litów. Z obliczeń dziennikarzy wynika, że małżeństwo mogłoby uzbierać taką sumę z wynagrodzeń, gdyby przez 11 lat nie wydawało ani centa.

Po ukazaniu się artykułu Narkiewicz oświadczył w sejmie, że nie może udzielić odpowiedzi, w jaki sposób zarobił pieniądze, ponieważ obecnie w tej sprawie trwa dochodzenie prowadzone przez Służbę Badań Specjalnych (STT). Minister dodał, że do deklaracji wkradł się błąd, czyli zamiast euro musiały być podane lity. Zdaniem polityka, śledztwo dziennikarskie ma na celu zdyskredytowanie go, ponieważ obecnie jego resort sprawdza działalność Litewskiej Służby Dróg Samochodowych. „To są tylko moje przemyślenia. Niech ludzie również to wezmą pod uwagę. Powtórzę: nigdy nic ukrywałem i nie zamierzam ukrywać” – oświadczył minister.
Nie patrząc na medialne publikacje, minister łączności nadal ma pełne poparcie swych partnerów koalicyjnych. Premier Skvernelis oświadczył, że odpowiedzi muszą udzielić odpowiednie instytucje państwowe. „Nie będę analizował deklaracji ministrów” – powiedział dziennikarzom szef rządu.

Podobnego zdania jest również lider „chłopów” Ramūnas Karbauskis. „Jeśli są naruszenia, to będą odpowiednie wnioski instytucji. Na razie nie słyszałem o żadnych negatywnych wnioskach dotyczących ministra. Sądzę, że jest to kolejny przypadek, kiedy próbuje się rzucić na kogoś cień. Sądzę, że zakończy się sprawa jak zawsze, czyli oskarżenia okażą się bezpodstawne” – poinformował polityk.

Odmienne stanowisko ma natomiast lider opozycji i szef konserwatystów Gabrielius Landsbergis. „Jedno jest pewne, minister nie mówi prawdy. Myli się w faktach, jego historia jest sprzeczna z tym, co podają media. Poza tym, moja ocena jego działalności jest niezmienna – on już dawno nie powinien zajmować stanowiska” – zaznaczył konserwatysta.
Minister z ramienia AWPL-ZChR jest również krytykowany przez prezydenta Litwy Gitanasa Nausėdę. 8 czerwca prezydent spotkał się z ministrami, aby omówić nowy budżet UE na lata 2021-2027. Narkiewicz nie był obecny na spotkaniu.


Fot. Marian Paluszkiewicz