Polka z Litwy patrzy na historię naszej części Europy

160
Barbara Stankiewicz

„Narodowa Ekspedycja” to jeden z najpopularniejszych projektów realizowanych przez telewizję LRT. Już od sześciu lat ekipa pod przewodnictwem prof. Alfredasa Bumblauskasa, żeglując rzekami dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego czy też Rzeczpospolitej Obojga Narodów, odkrywa ślady litewskiej historii daleko poza granicami państwa. O tegorocznych planach ekspedycji opowiada „Kurierowi Wileńskiemu” dr Barbara Stankiewicz.

W tym roku wyrusza Pani z „Narodową Ekspedycją” na kolejną wyprawę, tym razem Dunajem. Jak zaczęła się Pani przygada z tym projektem?

Udział w „Narodowej Ekspedycji” wezmę po raz czwarty. Pierwszy wyjazd zaproponował mi znany historyk z Uniwersytetu Wileńskiego, promotor mojej pracy doktorskiej, prof. Alfredas Bumblauskas. Druga ekspedycja miała wyruszyć do Polski, więc profesor zadecydował, że jako Polka muszę też płynąć, choć wcześniej projekt, który wiązał się z występowaniem w telewizji, bardzo mnie peszył. „Płyniemy Wisłą. Chyba rozumiesz, że tym razem nie możesz odmówić” – powiedział profesor. Chociaż miałam tremę przed staniem przed obiektywem, obawiałam się, czy będę potrafiła uzupełnić informacje podawane przez profesora, postanowiłam, że tym razem muszę pokonać strach, zaryzykować i podzielić się tym, co zdobyłam na studiach i od środowiska, w którym dojrzewałam. Postawiłam sobie za cel poprzez udział w programie przedstawienie Litwinom i Polakom na Litwie spojrzenia Polki z Litwy na historię obu tych państw i narodów, na wspólną spuściznę i region. Teraz, z perspektywy czasu, uważam, że rzeczywiście warto było się zmobilizować i wziąć udział w projekcie.

Która z wypraw miała dla Pani największe znaczenie?

Każda z ekspedycji była inna. Najbliższa sercu była oczywiście ekspedycja Wisłą, ale przestrzeń historyczno-regionalną najlepiej poznałam poprzez ekspedycję po Ukrainie. Z kolei ostatnia ekspedycja, przez Białoruś, Łotwę i Żmudź, najbardziej mnie zaskoczyła, dlatego że w wielu miejscach – mimo iż tak blisko od Wilna – byłam po raz pierwszy. Uświadomiłam sobie, że często szukamy wyjątkowych miejsc bardzo daleko, ale mogą one być tuż obok. Oczywiście możemy je odkryć tylko wtedy, gdy wiemy, czego szukamy, jesteśmy otwarci na te poszukiwania. Tym razem ekspedycja wyruszy Dunajem, w najdłuższą drogę przez Europę. Jestem pewna, że będzie ona kulminacją pewnych wątków, które były poruszane przez wszystkie ekspedycje, i wyłoni się z niej skomplikowany, ale bogaty obraz historii Europy Środkowo-Wschodniej.

Czego Pani jako historyk nauczyła się podczas tych wypraw? Jakie były największe Pani odkrycia?

Chyba nauczyłam się przeżywania i postrzegania historii jednocześnie jako historyk i jako Polka z Litwy. Nieraz granica między historią oficjalną a mikrohistorią się zaciera. Pamięć historyczna jest bardzo pojemna i naturalnie nie da się jej całkowicie poukładać. Poza tym przekonałam się, że kresy nie są tylko peryferiami oddalonymi od centrum państwa, lecz utrzymują swoisty klimat kulturowy, który jest ciekawszy i bardziej różnorodny. Zawsze wspominam powiedzenie Józefa Piłsudskiego, że „Polska jest jak obwarzanek. Wszystko, co dobre, jest na obrzeżach”. W sensie pojmowania różnorodnej narracji kulturowej ma to głęboki sens.

Czy udział w ekspedycjach zmienił w jakiś sposób Pani myślenie o sobie, jako o Polce z Litwy?

Raczej tak. Ekspedycja w pewnym sensie tworzy atmosferę kosmopolityzmu, jednak aby tego doświadczyć, potrzeba najpierw autentycznego przeżycia swojej tożsamości. Każde odkrycie jest tym mocniejsze, im bardziej przybliża te tematy i pytania, na których nam osobiście zależy. W czasie ekspedycji uświadomiłam też sobie, że nam, Polakom na Litwie, brakuje autentycznej narracji kulturowo-historycznej o sobie samych. Narrację o Polakach na Litwie tworzą Polacy w Polsce lub Litwini na Litwie, powoli tracimy swoją lokalną, autochtoniczną autentyczność, dostosowując się do narracji narodowych, które często nie są nawet ze sobą zbieżne. Mam nadzieję, że Czesław Miłosz jednak się mylił, twierdząc, że jest ostatnim obywatelem Wielkiego Księstwa Litewskiego, i że bogactwo tego rodzaju tożsamości nadal możemy odkrywać.

Jak będzie wyglądała tegoroczna ekspedycja? Czym będzie się różniła od poprzednich?

Tegoroczna ekspedycja potrwa najdłużej, będzie największa i tematycznie bardzo różnorodna. Jednak linią przewodnią będzie idea dynastii jagiellońskiej, czyli gałąź dynastii Giedyminowiczów, o czym niewiele osób pamięta. Wyruszamy symbolicznie z dziedzińca Uniwersytetu Wileńskiego 6 lipca, a kończymy ekspedycję w serbskiej miejscowości Golubac. Dlaczego właśnie tam, widzowie telewizji LRT będą mogli dowiedzieć już jesienią w nowym sezonie programu. Ekspedycja na tydzień podzieli się na dwa szlaki. Ekipa prof. Bumblauskasa zwiedzi Polskę i Czechy, ekipa łodzi – Niemcy. Po tygodniu wszyscy spotykamy się w Wiedniu i odtąd następne ponad dwa tygodnie będziemy podróżowali razem przez Słowację, Węgry, Rumunię, Chorwację i Serbię.

Ekipa w Polsce będzie już po raz drugi. Które miejsca będą celem waszej podróży w tym roku?

Początkowym punktem tegorocznej ekspedycji będzie Kraków, którego nie mieliśmy okazji odwiedzić podczas ekspedycji Wisłą. To miasto symboliczne nie tylko dla Polaków, lecz także dla Litwinów i całego regionu, tu podejmowano wiele decyzji, które zmieniały Europę. W Krakowie spędzimy ponad trzy dni, odwiedzimy Wawel, Kazimierz, Uniwersytet Jagielloński, schody Miłosza, w drodze do Pragi – również Auschwitz.

Jak powstaje trasa wyprawy? Czy zdarza się, że zmiany wprowadzane są w trakcie jej trwania?

Przygotowanie trasy trwa kilka miesięcy. Najwięcej pracy włożyli w to doktorant historii Simonas Teškevičius oraz scenarzysta Aurimas Račiukaitis. Po przygotowaniu wstępnego planu jest on przedyskutowywany z profesorem i całą ekipą i korygowany. Podczas samej ekspedycji zachodzą zmiany, ale minimalne. Czasem dowiadujemy się o nowych miejscach lub interesujących wydarzeniach i po dyskusji z reżyserami plan tego dnia może się nieznacznie zmienić. Plan ekspedycji jest bardzo intensywny i szczegółowy, rozpisana jest każda godzina i nieraz po prostu nie wyrabiamy się z czasem. Jak to w drodze, bywa, że ciekawość prowadzi na bok i wtedy rezygnujemy ze snu.

Wydaje się, że tegoroczna „Narodowa Ekspedycja” dosięgnie geograficznych granic wpływów polsko-litewskiego państwa. Czy to już ostatnia wyprawa, czy też macie jeszcze plany na kolejne podróże?

Marzyliśmy o ekspedycji Dunajem już podczas podroży po Ukrainie. To nie musi być ostatnia wyprawa, bo mamy pomysły i na następne ekspedycje, ale to czas pokaże, czy uda się je zrealizować.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 25(71) 20-26/06/2020