Upamiętnić przeszłość, budować przyszłość

176
Jonny Daniels – prezes Fundacji „From the Depths” z siedzibą w Warszawie. Zajmuje się działaniami na rzecz wspólnot żydowskich w Europie Środkowo-Wschodniej, a także szeroko rozumianym dialogiem między Polakami i Żydami oraz między chrześcijanami i żydami

Patrząc z perspektywy wieków, warto akcentować, że przez wiele stuleci Polacy, Litwini i Żydzi żyli razem bardzo dobrze, czego przykładem jest Wilno. To przede wszystkim trzeba podkreślać – mówi „Kurierowi Wileńskiemu” Jonny Daniels, prezes Fundacji „From the Depths”, działającej na rzecz wspólnot żydowskich w Europie Środkowo-Wschodniej.

Przyjechał Pan do Wilna po raz pierwszy. Czy jadąc tutaj, zmierzał Pan do stolicy Litwy, czy też do ważnego miasta z perspektywy historii Żydów – Jerozolimy Północy?

Towarzyszyła mi świadomość obu tych wymiarów. Takie też Wilno miałem okazję poznawać. Z jednej strony wielokulturowe miasto, wspaniałą stolicę, która jest bardzo atrakcyjna dla turystów. To przyjemne miejsce, gdzie mieszkają dobrzy, przyjaźni ludzie, jest w miarę tanio, można dobrze zjeść i jest bardzo czysto. Z drugiej strony – duch przeszłości jest tu nadal bardzo żywy. Jadąc tutaj, nie miałem jakichś wyraźnie sprecyzowanych oczekiwań. Nie przyjechałem poszukiwać Wilna sprzed lat, np. Wilna Gaona. Nie można przecież liczyć na odnalezienie czegoś tak bardzo odległego w latach. Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie natomiast otwartość ludzi na tę historyczną rzeczywistość. Ze zdziwieniem patrzyłem na znajdujące się w pobliżu Ambasady RP malowidła przedstawiające Gaona, zdziwiła ulica żydowska, wszędzie pomniki odwołujące się do historii, także tej związanej z Żydami. Przekonałem się też, że mimo niechlubnych kart w historii Litwini nie wypierają niewygodnych faktów historycznych. Nie udają, że ich relacje z Żydami zawsze układały się dobrze, że wydarzenia z lat 1941–1944 nie miały miejsca. Chyba właśnie dlatego dobrze tu się czuję i chętnie tu przyjechałem.

Pana przyjazd nie ma jednak turystycznego charakteru. Przyjechał Pan na Litwę w bardzo konkretnym celu…

Tak. Przyjechałem tu z ramienia Fundacji „From the Depths”, by spotkać się z żyjącymi nadal Sprawiedliwymi wśród Narodów Świata. Jest ich już niewielu, więc tym bardziej ważne jest, by zostali dostrzeżeni, by ich historie zostały przekazane światu. To grupa osób, która powoli od nas odchodzi. Mamy ostatnią szansę – Polacy, Żydzi, Litwini, wszyscy – żeby okazać im wdzięczność. W czasie pandemii covid-19 odwiedziliśmy większość Sprawiedliwych żyjących w Polsce, staraliśmy się zapewnić im wszystko, co potrzebne do życia, by nie musieli się narażać, wychodząc z domów. Chciałem tutaj przyjechać, by spróbować zrozumieć lepiej potrzeby Sprawiedliwych na Litwie. Ważne jest dla mnie ponadto nagłaśnianie ich historii, chcemy opisać je w książce. Odwiedziłem już przeszło jedną trzecią żyjących Sprawiedliwych na świecie. Bardzo ciekawe jest dla mnie to, że większość z nich to Polacy. Polska to dziś na pewno centrum, w którym możemy spotkać najwięcej Sprawiedliwych wśród Narodów Świata.

Od kilku lat mieszka Pan w Polsce, gdzie prowadzi Pan bardzo intensywną działalność. Z jakim odbiorem społecznym spotykają się Pana inicjatywy?

Generalnie ludzie są zadowoleni z tego, co robię, ale są ludzie, którzy mnie nie lubią. Zdarza się, że Żydzi mówią, że jestem propolski, Polacy – że jestem prożydowski. Uważam, że to normalne, zwłaszcza że staram się mówić prawdę, a prawda, szczególnie historyczna, niekoniecznie jest wygodna. Na ogół jednak wszyscy bardzo chętnie ze mną współpracują, pomagają mi. Odczuwam też życzliwość od wielu ugrupowań politycznych. Oczywiście, są także ludzie o skrajnych poglądach, ale staram się wypełnić tę lukę między Polakami i Żydami – budować mosty.

Czy w Polsce spotkał się Pan z antysemityzmem? Jak czuje się Pan jako Żyd w Warszawie?

Obecnie Polska jest jednym z niewielu krajów, gdzie Żyd może się czuć naprawdę bezpiecznie. Na pewno w Warszawie, Krakowie czy Lublinie jest bezpieczniej niż w Nowym Jorku. Antysemityzm w Polsce jest obecny, ale jest on oparty na niedorzecznościach i stereotypach, opowieściach babć czy dziadków. Od sześciu lat mieszkam w Polsce, jestem osobą dobrze rozpoznawalną i nie spotykam się z wrogością. Oczywiście, zdarzają się osoby, które niekiedy robią jakieś zamieszanie, ale zapewniam, bycie Żydem w Polsce jest o wiele bezpieczniejsze niż bycie nim w USA, Niemczech, Francji czy Wielkiej Brytanii. Dlatego tak chętnie Żydzi odwiedzają Polskę. To jest po prostu wspaniały kraj.

Mówił Pan o otwartości na prawdę historyczną. Czy Polacy i Litwini tak samo chętnie ją przyjmują?

Trudno porównywać przyjęcie prawdy tu, na Litwie, z przyjęciem prawdy w Polsce. To bardzo różna rzeczywistość historyczna. W Polsce w czasie wojny ofiarami byli zarówno Żydzi, jak i Polacy. Na Litwie Litwini na szeroką skalę kolaborowali, choć, owszem, byli ofiarami wojny, przede wszystkim ze strony Sowietów. Wydaje mi się, że ważne jest to, co dzieje się dzisiaj. Polska i Litwa nawzajem się potrzebują, choć oczywiście ta potrzeba jest większa po stronie Litwy, która jest krajem małym. Dziś, zarówno po stronie Polaków, jak i Litwinów, problemy sprawia wspólny sąsiad. Patrząc z perspektywy wieków, warto akcentować, że wiele stuleci Polacy, Litwini i Żydzi żyli razem bardzo dobrze, czego przykładem jest Wilno. To przede wszystkim trzeba podkreślać.

Czy pobyt na Litwie zainspirował Pana do jakichś szerszych działań na tym terenie?

Litwa to piękny kraj, ale ja czuję się świetnie w Warszawie i tam chcę pracować. Nie mam w tej chwili planów, by tu rozwijać działalność mojej fundacji. Na pewno to jest ważne miejsce, dlatego też w mediach społecznościowych poświęciłem dużo miejsca tej wizycie. Jestem przekonany, że jest to wspaniałe miejsce, by upamiętnić przeszłość, ale także – budować przyszłość.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 27(77) 04-10/07/2020