Narkiewicz o gigantycznych pieniądzach, nowych drogach i skandalach

188
Można powiedzieć, że w tym roku środki na drogi są historycznie duże – mówi Narkiewicz

Jarosław Narkiewicz jest ministrem komunikacji od prawie roku. W tym czasie jego osoba cieszy się wyjątkowym zainteresowaniem mediów i polityków. W rozmowie z „Kurierem Wileńskim” Narkiewicz opowiada o działalności ministerstwa w czasie pandemii, realizowanych projektach a także – związanych z jego osobą skandalach.

Panie Ministrze, od poniedziałku, obok obowiązków ministra komunikacji, zastępuje Pan ministra ochrony zdrowia Aurelijusa Verygę, co oznacza, że w najbliższym czasie będzie Pan także szefem ogólnokrajowej operacji kryzysowej i będzie podejmować decyzje związane z zarządzaniem sytuacją pandemii COVID-19. Jak wyglądają w praktyce te nowe obowiązki?

To normalna praktyka w czasie urlopu jednego z ministrów. Trwają bieżące prace. W poniedziałek byliśmy w ministerstwie ochrony zdrowia na spotkaniu, będziemy brali udział także w kolejnych spotkaniach, w piątek mamy posiedzenie podsumowujące tydzień. To zwykłe praktyki, realizowane w czasie pandemii. Jesteśmy już dosyć długo w tej sytuacji, stąd wszystkie służby doskonale wiedzą, jak mają reagować. W tej chwili obserwujemy wzrost zachorowań, ale nie jest to wzrost krytyczny, sięgający 5 przypadków na 100 tys. mieszkańców w ciągu 14 dni. W tej chwili na Litwie ten wskaźnik wynosi 2,8, jeśli będzie się zwiększał, są przewidziane bardziej radykalne ograniczenia, które w tej chwili nas nie obowiązują. Podstawowy ciężar prac, jakie realizuję, dotyczy jednak ministerstwa komunikacji – to tu koncentrujemy swoje wysiłki.

Nawet jednak, jeśli są jakieś nierozwiązane sprawy między osobami fizycznymi, to nie wiążą się one z korupcją – zapewnia Narkiewicz

Jak pandemia zmieniła pracę ministerstwa?

Rzeczywiście, koronawirus wpłynął na pracę wielu resortów. Oczywiście, najbardziej dotknął ministerstwo ochrony zdrowia i ministerstwo spraw wewnętrznych, ale my również odczuliśmy jego skutki. Musieliśmy stworzyć grupę logistyczną, zwłaszcza początkowy okres pandemii był bardzo napięty. Musieliśmy zapewnić transport środków zakupionych za granicą. Było to niełatwe zadanie, bo w tym czasie wszyscy potrzebowali samolotów do przewozów. Większość zakupionych przez Litwę środków pochodziła z Chin, które są wielkim krajem i te środki trzeba było po prostu zebrać w jedno miejsce. To wszystko działo się w warunkach ogromnej konkurencji międzynarodowej, ale udało nam się ten proces przeprowadzić i dla wielu krajów mogliśmy być wzorem. Drugim, ogromnym wyzwaniem, było zapewnienie możliwości powrotu na Litwę mieszkańcom, którzy znaleźli się za granicą. To była ogromna operacja, w której ściśle współpracowaliśmy z Polską. Oczywiście, konieczne było oderwanie pewnych osób od zwykłych zajęć, przesunięcia obowiązków, ale praca ministerstwa nie zatrzymała się w czasie pandemii.

W jakich obszarach transport na Litwie najbardziej ucierpiał?

Na pewno najbardziej pandemię odczuło nasze lotnisko, składające się z trzech obiektów: w Wilnie, Kownie i Połądze. Najpierw bardzo wielkie wyzwanie – zapewnienie bezpieczeństwa powracającym, co na początku wymagało wiele czasu. Potem – odwołanie prawie 90 proc. lotów, co oczywiście spowodowało wielkie straty. Na bieżąco, z ministerstwem innowacji i ekonomiki, rozmawialiśmy o planie wsparcia tej spółki i nie mam wątpliwości, że reakcja obecnego rządu była zupełnie inna niż w czasie kryzysu 2008-2009, gdy konserwatyści i liberałowie zrzucili cały ciężar na barki emerytów i osób niezamożnych. Mamy plan na wyjście z tego kryzysu, w jakim znalazło się nasze lotnisko. Oczywiście, jest w tym pewna trudność – nie mamy litewskich linii lotniczych, nie możemy organizować lotów, możemy więc tylko starać się zainteresować naszym lotniskiem zagranicznych przewoźników i sprowadzać ich tutaj z powrotem. Udało się natomiast utrzymać ciągłość przewozu towarów drogą lądową. W tej sprawie bardzo intensywnie współpracowaliśmy z Polską, by uniknąć kolejek na granicach, by przewoźnicy jak najmniej ucierpieli.

W tym czasie ważyły się także losy pakietu mobilności…

Tak. Nawiązaliśmy bardzo ścisłą współpracę z ministrem infrastruktury Andrzejem Adamczykiem. Wielką pracę wykonaliśmy już przed pandemią, omawialiśmy te sprawy z panią eurokomisarz w gronie pięciu zainteresowanych państw, potem jeszcze dołączyły cztery. Działaliśmy bardzo aktywnie. Potem, w czasie pandemii, kontaktowaliśmy się zdalnie. Argumentowaliśmy, że w tym okresie wyraźnie widać, że przepisy pakietu mobilności powodują dodatkowe trudności, jednak państwa takie jak Francja czy Hiszpania, dążyły przede wszystkim do ochrony własnych przewoźników i wprowadzenia jak najszybciej niekorzystnych dla Litwy przepisów. Oczywiście, będziemy się starać zaskarżyć ten pakiet, nie przestajemy nad tym pracować.

Najbardziej pandemię odczuły litewskie lotniska w Wilnie, Kownie i Połądze

Jak okres pandemii wpłynął na wielkie, międzynarodowe projekty, jakie realizuje ministerstwo komunikacji?

Do takich projektów należy na pewno budowa Rail Baltiki. Intensywnie współpracujemy z Komisją Europejską, a także z przedstawicielami Łotwy i Estonii. Ta współpraca nasiliła się po międzynarodowym audycie, który wykazał, że Litwa jak dotąd wykonała największą pracę spośród państw bałtyckich, jednak pewne sprawy wymagają korekty. Prowadzone są również bardzo intensywne prace dotyczące stworzenia jak najbardziej racjonalnego mechanizmu zarządzania, tak wewnątrz kraju, jak między partnerami. To ważny projekt, dzięki niemu podróż na odcinku Warszawa-Kowno stanie się jeszcze szybsza. W bardzo optymistycznych prognozach będzie trwała ok. 4 godzin. Doprowadziliśmy również do rozbudowy go o trasę Wilno-Kowno. Niestety, finansowanie, jakie otrzymaliśmy w tym roku, jest niewystarczające na potrzeby Litwy, teraz rozważamy, w jaki sposób te środki najlepiej wykorzystać. Nie jest to jednak jedyna międzynarodowa trasa, na której budowie nam zależy. Prowadzimy rozmowy z Warszawą na temat jeszcze jednego połączenia kolejowego, przez Druskienniki i Grodno. Zarówno strona białoruska, jak i polska, rozpatrują teraz możliwość odnowienia tego połączenia, które może być korzystne i dla ruchu turystycznego, i towarowego. Równolegle powstaje Via Baltica. Chcemy usprawnić również drogowy ruch przygraniczny, stworzyć obwodnicę, dzięki której samochody ciężarowe nie będą musiały przejeżdżać przez osiedla. Niestety, w tej sprawie mamy nieco inny punkt widzenia niż Dyrekcja Dróg.

Koronawirus to jednak dla ministerstwa komunikacji również dodatkowe środki na drogi…

To duże pieniądze. Ale można powiedzieć, że w tym roku środki na drogi są historycznie duże. Tak wcześniej nie bywało. Nawet bez tych dodatkowych środków nasz budżet był większy o 36 mln niż w ubiegłym roku. Część z tych środków była zamrożona, bo w poprzednich latach całość budżetu nie była wykorzystywana. Środki były, ale nie było przygotowanych projektów. Po odmrożeniu w marcu wszystkich środków, otrzymaliśmy do dyspozycji naprawdę dużą sumę, której wykorzystanie jest ogromnym wyzwaniem, zwłaszcza ze względu na problemy we współpracy z Dyrekcją Dróg – tak w sprawach organizacyjnych, jak i pod względem priorytetów. Moim zdaniem Dyrekcja Dróg do tej pory nie dosyć operatywnie współpracowała z samorządami. Zmieniliśmy wobec tego system pracy. Teraz samorządy składają projekty bezpośrednio do ministerstwa, a Dyrekcja Dróg pośredniczy w przekazaniu środków, ale nie wchodzi do procesu organizacyjnego, co znacznie usprawniło czas przygotowania projektów. Teraz wszystkie samorządy otrzymały większe środki, niektóre dwukrotnie, a niektóre nawet 9-krotnie większe niż w ubiegłych latach.

Nie dla wszystkich jednak podział tych środków był oczywisty. Niemałe kontrowersje wzbudził zwłaszcza podział przez ministerstwo funduszy przydzielonych zgodnie ze specjalnym, rządowym planem stymulującym gospodarkę i ograniczającym konsekwencje rozprzestrzeniania się koronawirusa… Media zwracały uwagę, że bardzo duża ich część trafiła do Pana okręgu wyborczego, a także do rejonów rządzonych przez AWPL-ZChR.

No właśnie. A jaki jest ten mój okręg wyborczy? Ja do sejmu trafiłem z listy ogólnolitewskiej, mój okręg to cała Litwa. To drobiazg, ale pokazuje, że często informacje na mój temat są przedstawiane tendencyjnie. Jeśli chodzi o podział środków, każdy mieszkaniec Litwy cieszy się z dobrej drogi. Czy na Wileńszczyźnie powinny być dobre drogi czy nie? W mediach pomija się, że Nida otrzymała 9-krotnie większy budżet, a akcentuje się środki przekazane na rejon wileński czy trocki, a nie mówi się, że te rejony dotychczas były niedofinansowane.

Nie da się ukryć, że w rejonie wileńskim czy solecznickim bardzo brakuje dobrych dróg… Z czego to wynika?

Wynika to ze stosowanej przez lata metody naliczania środków a także, według mnie, niezbyt przychylnego spojrzenia na ten teren. Kiedy mieliśmy do podziału dodatkowe 150 mln, swoje projekty mogła złożyć tak Dyrekcja Dróg, jak i samorządy. Przejrzałem te projekty i w złożonych przez Dyrekcję Dróg nie znalazłem ani jednego z rejonu solecznickiego czy wileńskiego. Dlatego właśnie wprowadziliśmy korektę, bardziej angażując samorządy. Rzeczywiście, rejon wileński czy trocki otrzymały z dodatkowej puli niemałe środki, ale patrząc na ich dotychczasowe finansowanie, powinny otrzymać jeszcze więcej.

W czasie pandemii ogromnym wyzwaniem, było zapewnienie możliwości powrotu na Litwę mieszkańcom, którzy znaleźli się za granicą Fot. Marian Paluszkiewicz

Kontrowersje i zainteresowanie mediów wzbudzają nie tylko Pana decyzje jako ministra, ale również sprawy na pograniczu życia zawodowego i osobistego. Aleksandras Ribnikovas oskarżył Pana o nieuczciwe przeprowadzanie przetargów i korupcję. Przedmiotem zainteresowania mediów stał się nie tylko Pan, ale i cała Pana rodzina…

Tak. Niejednokrotnie mówiłem już o tych sprawach. Myślę, że ludzie widzą, czy przekazywane informacje są ukazywane tendencyjnie czy obiektywnie. Cała ta sprawa zaczęła się w listopadzie, kiedy podjąłem decyzję dotyczącą Zarządu Poczty Litewskiej. Możliwe, że miały nadzieję na powrót do wpływów grupy odsunięte przez poprzedniego ministra, pojawiały się różne naciski. Właśnie wtedy zaczęto szukać informacji, których w normalnych warunkach nikt by nie szukał. Najpierw sławetne kotlety, potem oskarżenia o kłusownictwo i inne, jak lista 20 Polaków. Wiadomo było, że na tym się nie skończy. Przyjeżdżali ludzie do Trok, chodzili „po ludziach”, sąsiadach. Widocznie znaleźli osobę, która ma problemy finansowe od pewnego czasu i konkretne powiązania. Ja w odpowiedzi na te oskarżenia skierowałem sprawę do prokuratury i czekam na zakończenie śledztwa. Oczywiście, ta skala kłamstwa ma wpływ tak na mnie, jak i na moją rodzinę, ale z tego, co mówiłem o pracy ministerstwa, widać, że ja, jak i cały zespół koncentrujemy się na pracy.

Wracając do sprawy Ribnikovasa – Pana córka zdecydowała się na zapłacenie za prace wykonane na jej działce, więc jakiś dług musiał być…

To nie były żadne długi, moja córka zdecydowała się na opłacenie prac, które przebiegały przez jej działkę, za które zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami nigdy nie miała płacić. Ona również skierowała sprawę do prokuratury i czeka na decyzję w tej sprawie. Nawet jednak, jeśli są jakieś nierozwiązane sprawy między osobami fizycznymi, to nie wiążą się one z korupcją.

Zbliżają się wybory i Pana kadencja jako ministra komunikacji dobiega końca. Prezydent Gitanas Gitanas Nausėda mówi o zatwierdzeniu Pana jako ministra jako o swoim wielkim błędzie. Jak w takiej sytuacji widzi Pan swoją przyszłość polityczną?

Nie myślę o tym w ten sposób. Wszędzie, gdzie pracowałem, starałem się coś robić – tak w rejonie trockim jak i w samorządzie Wilna. Staram się nie rozmawiać o przyszłości, nie ustosunkowywać się do takich wypowiedzi.


 Fot. Marian Paluszkiewicz