Życie parafialne wciąga

1574

Na co dzień jest urzędniczką państwową. W chwilach wolnych działa na rzecz parafii Ducha Świętego w Wilnie, a od niedawna można ją zobaczyć na Starówce w towarzystwie grupy dzieciaków. Dorota Lewko opowiada „Kurierowi Wileńskiemu” o pomyśle na rodzinne wycieczki w języku polskim.

Stołeczny samorząd zachęca mieszkańców Wilna, Litwy oraz zagranicznych turystów do zwiedzania stolicy. Oferuje wiele ciekawych propozycji, od szlaku 100 km dokoła grodu Giedymina po trasy filmowe czy gastronomiczne. Są też oferty dla dzieci. Niestety, brak ich w języku polskim.

Wspólny język z dziećmi

Dorota Lewko od 11 lat ma uprawnienia przewodnika. – Kiedyś w wolnym czasie oprowadzałam zagranicznych turystów. Wraz z nadejściem kwarantanny wszystkie zamówienia od marca do końca roku po prostu wyparowały. Wpadłam więc na pomysł, żeby wykorzystać ten czas oraz zaprosić swoich znajomych i nieznajomych z dziećmi na spacer po rodzinnym mieście – opowiada przewodniczka.
– Z mężem należymy do Wspólnoty Kościoła Domowego. Wśród członków jest wiele rodzin wielodzietnych. W tym roku rodzice mieli problem, ponieważ trudno było zorganizować jakieś kolonie, wyjazdy. Dlatego przygotowałam kilka wycieczkowych propozycji po Wilnie dla najmłodszych – tłumaczy ideę rodzinnych wycieczek.
Ostatnio chodzili szlakiem wileńskich legend. – Dzieci rozwiązywały rebusy, zagadki, znajdowały skarby. Taki sposób spędzania czasu im się bardzo podoba, chociaż nie ukrywam, że zorganizowanie takiej wycieczki wymaga ode mnie niemało kreatywności. Wykorzystuję swoje umiejętności aktorskie, opowiadam z pauzami, intonacją, ale najważniejsze są zadania. Kiedy trzeba coś narysować, znaleźć, to pojawia się zainteresowanie. Dzieci są specyficzną grupą. Na szczęście, mamy wspólny język i na razie nikt się nie nudził. Miałam tylko pozytywny odzew – uśmiecha się kobieta, która ma wieloletnie doświadczenie w pracy z dzieciakami; aktywnie udzielała się w harcerstwie, obecnie prowadzi dziecięcą scholę.
Wycieczką tematyczną, która cieszyła się sporym zainteresowaniem, była podróż śladami świętych związanych z Wilnem. – Pomysł zrodził się spontanicznie. Co roku oprowadzam rodziców dzieci pierwszokomunijnych po kościele Ducha Świętego. Zwiedzamy podziemia i krużganki, które są na co dzień zamknięte. W tym roku wszystkie plany przekreśliła kwarantanna, dlatego nagraliśmy dla parafian filmik o zwiedzaniu naszego kościoła. Jednocześnie rodzice tych dzieci zabiegali o zorganizowanie jakiejś wycieczki, więc zorganizowałam. Była ona takim uzupełnieniem wiedzy dzieciaków, które przez cały rok przygotowywały się do spotkania z Panem Jezusem – opowiada przewodniczka.

Parafia tętni życiem

Na wycieczki rodzinne zgłaszają rodzice dzieci w wieku 5–12 lat. – W polskim środowisku brakuje tego typu inicjatyw dla najmłodszych. I nie ukrywam, że chciałabym robić wycieczki częściej, ale mam ograniczony czas. Jestem urzędnikiem państwowym, to moja praca, a za przewodnika robię dla własnej przyjemności. Zdaję sobie sprawę, że to zajęcie jest mało stabilne, a mam finansowe zobowiązania – mówi.
Kolejna rodzinna wycieczka odbędzie się na przełomie sierpnia i września. – Na razie nie promuję szeroko tej inicjatywy. Informacja dociera do ludzi pocztą pantoflową, za pośrednictwem Facebooka i znajomych – zastrzega.
Prawie cały czas wolny Dorota poświęca życiu parafii. – Prowadzę scholę dziecięcą, która śpiewa podczas mszy świętej w niedziele o godz. 9 w kościele Ducha Świętego. Moja działalność nie polega jednak tylko na tym, że staram się nauczyć je śpiewu, organizuję też różne dziecięce imprezy z naukami Kościoła w tle. Wspólnie z aktywnymi członkami wspólnoty zdobywamy finansowanie. Jeździmy z księdzem na piknik czy na lodowisko zimą. Organizuję też pielgrzymki parafialne. Przed kwarantanną byliśmy z dziećmi i ich rodzicami na Górze Krzyży. Jechało wówczas 110 osób, dwa autokary – wspomina.
Podkreśla, że wspólnota kościelna przy okazji aktywnie zwiedza różne miejsca. Latem organizują letnie obozy rodzinne. – W tym roku mamy aż trzy turnusy: obóz parafialny w Liszkowie pod Druskiennikami. Są tam przepiękne okolice. Poza modlitwą i konferencjami uczestnicy biorą udział w różnych zajęciach: spływach kajakowych, nauce wyrabiania sękacza albo sera. Taki urlop bardzo zbliża rodziny. Z parafialnego życia uformowało się wiele małżeństw. Poza tym mamy oazę parafialną. Mogą tam przebywać dzieci po szkole, odrabiać lekcje, bawić się. Prowadzi ją siostra zakonna oraz osoba świecka z odpowiednim wykształceniem. Działam jako wolontariuszka w tej oazie – podkreśla.

Promować dobro
Parafianie organizują sylwestra oraz Bal Wszystkich Świętych jako alternatywę dla Halloween. – Było mi bardzo przykro, kiedy widziałam, jak rodzice dzielą się zdjęciami swoich dzieci, które są wymalowane w jakieś kościotrupy. Małe dzieci promujące śmierć, zło, coś, co gnije i nie jest atrakcyjne. Pomyślałam więc, że musimy promować dobro, dobre przykłady. Dla swojej scholi zorganizowałam takie święto. Dołączyła się do nas Wspólnota Kościoła Domowego. Zrobiliśmy wydarzenie na Facebooku i wzięło w nim udział 60 przebranych dzieci. Rok później było nas tyle, że nie zmieściliśmy się przy ołtarzu. Przestałam po prostu liczyć po setnym dziecku – cieszy się Dorota.
Dodaje, że podczas takich imprez dzieci świetnie się bawią. – Życie parafialne wciąga. Im częściej się dzielisz, tym więcej dostajesz – podsumowuje kobieta.
Bieżące informacje o działalności parafii można śledzić na Facebooku.


Fot. facebook.com


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 33(94) 15-21/08/2020