Propaganda i oświata: o tym, jak Litwa pogodziła się z jedzeniem rękoma

Na poruszenie tematu, który za chwilę wyłożę, nie ma lepszego momentu, niż okres wyborczy i pandemia nowego wirusa. Z góry przepraszam Czytelników, że te dwa najbardziej wyświechtane hasła ponownie podstępnie wkładam w usta — są jednak rzeczy, które należy powiedzieć głośno. Już teraz i nie pomimo pandemii i wyborów, a przez pandemię i wybory.

W polaryzującym się ponownie świecie musimy być przygotowanie na palnięcie w łeb czymś więcej, niż kulą — i o tym w pełni świadom jest Putin, warto brać z niego przykład
| Fot. EPA-ELTA, fotomontaż Ignacy Skrobia-Jaworski

Litwa, jak zresztą i Polska, weszła w XXI w. z przytupem. Obaliła komunę, weszła do NATO, wstąpiła do Unii Europejskiej. Litewscy politycy angażowali się na rzecz Gruzji w 2008 (co zresztą Gruzini pamiętają!), wspierali Euromajdan na Ukrainie w 2014 roku, współuczestniczą w odbudowie wschodniego sąsiada, a teraz angażują się na rzecz Białorusi.

Z każdym kolejnym kryzysem geopolitycznym coraz głośniej podnoszony jest temat bezpieczeństwa przestrzeni cyfrowej (cyberbezpieczeństwa, e-bezpieczeństwa, nazw jest wiele). Wszak, jak pokazały wielokrotne analizy, a i strona oskarżona tego nie kryje, czynnik informacyjny okazał się kluczowy w wydolności państwa i w kwestii reagowania na nagłe kryzysy międzynarodowe.

Proch i ołów? Nie — język i strach

To opinia publiczna była orężem ostatecznym, a nie zbrojne ramię wyposażone w proch i ołów. W 2017 r. litewscy naukowcy analitycy wydali przy Centrum Studiów Europy Wschodniej monografię „Rusijos propaganda: analizė, įvertinimas, rekomendacijos” (pol. „Propaganda Rosji: analiza, ocena, rekomendacje”). Oczywiście, monografię jedni chwalili, inni krytykowali.

Jedna strona spostrzegła obszerne omówienie tematu (choć niektórych wnikliwości mi zabrakło), druga ograniczyła się do komentarzy w stylu „rusai puola” (pol. „Rosjanie atakują”), że to kolejne śmieszne wszczynanie histerii, że Rosja jest niegroźna i że Litwa nic nie znaczy, żeby Rosja w ogóle się nią interesowała.

I tak temat przycichł. A szkoda. Monografia ta zawiera wiele słusznych uwag dotyczących zwalczania propagandy, a przede wszystkim przygotowania się do jej odbioru. Jednak nawet tam mało jest wzmianek o jednym elemencie skutecznego mechanizmu.

Wybory do Sejmu popchnęły polityków do spłodzenia różnej maści programów wyborczych. Zastanawiające jest, że w XXI w., na Litwie, która przecież w stosunku do reszty krajów UE jest krajem silnie „ucyfrowionym”, nikt dotychczas nie podniósł postulatu wprowadzenia do szkół kształcenia medialnego.

Gdy opowiadałem o konieczności wprowadzenia kształcenia medialnego kolegom i koleżankom, zazwyczaj padało pytanie:po co? Przecież z Google każdy potrafi korzystać, to nie jest trudne do nauczenia”. Stąd, pozwolicie, zacznę od wyjaśnienia, co rozumiem przez „kształcenie medialne”.

Edukacja medialna

Kształcenie medialne to zajęcia szkolne (bądź inne), których program przygotowuje ucznia do krytycznego odbierania treści w mediach (w tym też w internecie), bezpiecznego posługiwania się mediami (w zakresie danych osobowych, dobrostanu psychicznego, treści drastycznych).

Dotyczy ogólnej alfabetyzacji medialnej – jedno, to korzystać z internetu i czytać gazety. Drugie – to umieć sprawdzić (lub „wyczuć”, a tak naprawdę po prostu wiedzieć), czy informacja jest prawdziwa, czy nie mamy do czynienia z przekazem propagandowym, czy ktoś nie próbuje nami manipulować.

Krytyczna postawa nie jest talentem czy cechą genetyczną – jest umiejętnością opartą na kilku narzędziach umysłowych, które można i trzeba pozyskać na etapie kształcenia szkolnego.

Przy odpowiednim programie owego kształcenia, oczywiście. Pierwszy etap weryfikacji treści, które czytamy w mediach, to my sami — gdy widzimy nagłówek i próbujemy zrozumieć treść tekstu, nie otrzymujemy od razu analizy urzędnika, czy treści przez nas odbierane są prawdziwe, czy ktoś chce na nas wpłynąć, czy ktoś przypadkiem nas nie oszukuje.

Sami dokonujemy oceny prawdziwości takiej informacji i sami decydujemy, czy ktoś nie próbuje nas wpuścić w maliny. Bez wiedzy i konkretnych umiejętności czytelnika wpuścić w maliny jest łatwo – i piszę to jako wielki fan malin i malinowych przetworów.

Alfabetyzacja

Pojęcie alfabetyzacji medialnej (kształcenia medialnego, przysposobienia komunikacyjnego itp.) pojawiało się kilkakrotnie w litewskim dyskursie – we wspomnianej monografii z 2017 r., w corocznych wnioskach do litewskiego Funduszu Wspierania Prasy (do dziś nikt tam chyba do końca nie jest pewien, co to znaczy).

Wspomniane zostało też w ogólnym programie kształcenia szkół początkowych i średnich, ale jako część innych zajęć, drobny element, który pewnie też nie jest rozumiany ani przez autorów programu, ani przez pedagogów. Wszystkie te programy są dostępne na stronach rządowych, choć nie jest to lektura łatwa.

Ale – przepraszam, odpłynąłem od wątku. Lepiej będzie, jak zacytuję Finów, którzy już w dużej mierze taki rodzaj kształcenia do szkół wprowadzili. Narodowy Instytut Audiowizualny, który jest odpowiedzialny za wdrażanie i popularyzację kształcenia medialnego, w swojej broszurze pisze wyjaśnia precyzyjnie.

„W Finlandii piśmienność medialna i informacyjna (biegłość – przyp. red.) jest postrzegana jako obywatelskie kompetencje ważne dla każdego obywatela od wczesnego wieku. Termin edukacji medialnej (po fińsku mediakasvatus – przyp. red.) odnosi się do działań edukacyjnych promujących piśmienność medialną i informacyjną oraz umiejętności z nią powiązane. (…) Fińska edukacja medialna jest promowana poprzez strategie narodowe i poprzez różnorodne organizacje oraz projekty.” — czytamy.

Nowe media, a narzędzia stare

Biegłe kompetencje medialne są dla młodzieży kluczowe – otoczeni przez nowe media i bombardowani przekazami, często szkodliwymi, nie mają narzędzi, by się przed tym bronić. Nie będzie nad każdym obywatelem, młodym czy starym, czuwał czujny urzędnik, który będzie wytykał, na co mamy uważać.

Należy dać młodzieży narzędzia, które ta po części przekaże starszym pokoleniom, a sama wykorzysta do budowania bezpiecznego i świadomego społeczeństwa, niezależnie od zawirowań dziejowych.

Sama pandemia pokazała, jak łatwo jest zmanipulować masą, która przyjmuje wszystko, co zobaczy. I to nie ze złej woli, tylko z braku narzędzi do rozpoznawania zabiegów perswazyjnych.

Teorie spiskowe przemawiają do niewprawionej wyobraźni, fake newsy o złotych środkach na wirusa dają nadzieję skołatanym (np. że wypicie szklanki ciepłej wody zabije wirusa „bo popłynie do żołądka” lub że wstrzymanie oddechu na 10 sekund bez kaszlu jest oznaką zdrowia), antyszczepionkowe brednie dają poczucie „niezależności” i „świadomości” bez realnych podstaw.

Sprawa paląca

Wprowadzenie kształcenia medialnego musi zostać przeprowadzone jak najszybciej. Nie ma skuteczniejszej metody na szarlatanerię, medialną bandyterkę i fanatyzmy (narodowe, jak i religijne) podsycane przez tajemniczych fundatorów z zagranicy.

Miejmy nadzieję, że przy następnych wyborach kwestia edukacji medialnej będzie podnoszona tak samo chętnie i ochoczo, jak rzucane są od lat obiecanki cacanki o niepodnoszeniu podatków. I że postulaty o edukacji medialnej zostaną zrealizowane z większą konsekwencją niż wspomniane obiecanki.

Przepraszam – wciąż niejasny pozostaje tytuł. Słowem zakończenia wyjaśnię – biegłość medialna jest dziś tak istotna, jak korzystanie ze sztućców. Mamy zadanie, nowe warunki i tworzymy odpowiednie ku temu narzędzia, bowiem rozwój społeczny nie stoi w miejscu. Żyć w XXI w. bez wiedzy nt. języka wpływu, dezinformacji, funkcjonowania mediów i alfabetyzacji technologicznej to jak jeść rękoma w pałacu. Niby można, ale trochę wstyd. I nie ma, że inni też jedzą rękoma. My możemy być lepsi.

Opr. własne


Na podst.: ECDC, SD LR, LRV, KAVI, Valtioneuvosto, EESC, ŽRF