Totalna blokada energii z Białorusi

Białoruski operator sieci elektroenergetycznych Belenergo poinformował w ubiegłym tygodniu, że elektrownia atomowa w Ostrowcu na początku listopada ma rozpocząć produkcję energii elektrycznej. Litwa nie składa broni. Teraz chce zablokować na poziomie unijnym eksport energii elektrycznej z Białorusi.

Rita Tamašunienė twierdzi, że samorządy nie są do końca przygotowane na ewentualną awarię w Ostrowcu
| Fot. Marian Paluszkiewicz

W odpowiedzi na oświadczenie Belenergo Litwa wystosowała notę protestacyjną. Litewskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych poinformowało, że Litwa „zdecydowanie potępia decyzję białoruskich władz o uruchomieniu reakcji jądrowych w niebezpiecznej elektrowni i produkcji energii elektrycznej, podjętą z ignorowaniem wymogów bezpieczeństwa Litwy i Unii Europejskiej”. Poza tym podkreślono, że „bezpieczeństwo i ochrona obiektów jądrowych ma ogromne znaczenie w stosunkach Unii Europejskiej z Białorusią”. MSZ napisało, że Litwa nadal będzie poruszała tę kwestię na szczeblu międzynarodowym. Odpowiedź władz Białorusi była do przewidzenia. Rzecznik prasowy białoruskiego Ministerstwa Energetyki Olga Kozłowicz oświadczyła, że pretensje Litwy są bezpodstawne. „Litwa wybrała drogę bezpodstawnych pretensji i oskarżeń. Jest to kolejny dowód na to, że wszystkie działania Litwy mają podtekst polityczny” – powiedziała Kozłowicz.

Girl in a jacket

Blokada energetyczna

Polityk partii Związek Ojczyzny-Chrześcijańscy Demokraci Litwy Žygimantas Pavilionis, który jest również członkiem zarządu Ruchu Przeciwko Elektrowni Jądrowej w Ostrowcu, sądzi, że na razie Litwa ma dosyć szerokie pole do działania.

– Tak naprawdę elektrownia nie została jeszcze uruchomiona. Fizyczne uruchomienie dopiero się zaczyna. Dlatego musimy intensywnie pracować, aby wyprodukowana tam energia elektryczna nie trafiła na rynek unijny. Działania w tym kierunku są priorytetowe dla nowego rządu. Łukaszenka ma nadzieję, że 80 proc. sprzedanej energii elektrycznej pójdzie nie tylko na spłatę długów, ale również na budowę nowego reaktora, który ma rozpocząć pracę w 2022 r. Dlatego musimy zrobić wszystko, aby do tego nie dopuścić. Mamy sojuszników, w tym Polskę, mamy rezolucję Parlamentu Europejskiego – komentuje „Kurierowi Wileńskiemu” Žygimantas Pavilionis.

Pavilionis žygimantas Pavilionis sądzi, że Litwa powinna
zablokować eksport energii z Białorusi
na szczeblu unijnym
| Fot. Marian Paluszkiewicz 

Zdaniem posła, przed Litwą jeszcze długa droga, ale na pewno walka nie jest przegrana. Podstawowym celem jest wprowadzenie „absolutnej blokady” energii z Ostrowca na terytorium wszystkich krajów Unii Europejskiej. – Na razie Unia nie ma wypracowanego jednego stanowiska względem elektrowni. Musimy przekonać Komisję Europejską, że zezwolenie na uruchomienie elektrowni bez rezerwy energetycznej i odpowiednich stress testów jest przestępstwem – podkreślił polityk, dodając, że trzeba nadal też przekonywać Łotwę i Estonię, aby nie zgadzały się na eksport białoruskiej energii.

Aby inicjatywa powiodła się, muszą zaangażować się wszystkie grupy społeczne.

– Uważam, że taka kwestia, jak elektrownia jądrowa budowana według niebezpiecznych procedur, jest wielkim zagrożeniem, dlatego ważne jest, by zrobić wszystko, aby zapobiec fatalnemu układowi rzeczy – sądzi aktywny członek Ruchu Przeciwko Elektrowni Jądrowej w Ostrowcu Daniel Ilkiewicz.

Jego zdaniem w ciągu ostatniego półrocza Litwa zrobiła spore postępy w tej sprawie. Jednak wcześniej sprawa praktycznie „leżała”.

– Pojedyncze inicjatywy, nieliczna grupka parlamentarzystów, niestety, ale nie mogą dorównać efektywności działań całego parlamentu czy rządu. Niestety, żadna z wymienionych instytucji nie brała się do zagrania większej roli w tym spektaklu – dodał Ilkiewicz, którego zdaniem działania społeczne i obywatelskie w tego typu inicjatywach są bardzo cenne.

Pesymistyczni ministrowie

Mniej optymistyczny jest Žygimantas Vaičiūnas, minister energetyki odchodzącego rządu, którego zdaniem Litwa zwyczajnie przegapiła moment rozpoczęcia budowy elektrowni. „Przez długi czas naiwnie myślano, że elektrownia atomowa w Ostrowcu nie jest budowana. Na zasadzie, że jest plac budowy, kilka budynków, ale generalnie nie jest to czymś poważnym. Mówię o latach 2009-2010, kiedy taki pogląd był popularny. Mając taki pogląd na samym początku, jest czymś naturalnym, że nie zabrano się za bardziej aktywne działania. Takie działania w przypadku takiego projektu są najbardziej efektywne na początku. Niestety, początek przegapiono” – powiedział w ubiegły czwartek minister na antenie Žinių radijas.

Sytuacja jeszcze bardziej się skomplikowała po wyborach prezydenckich na Białorusi, które nie zostały uznane przez Litwę i większość krajów zachodnich. „Jeszcze bardziej sytuacja się skomplikowała. Teraz w ogóle nie wiadomo, z kim mamy rozmawiać na Białorusi. Być może trzeba rozmawiać bezpośrednio z Rosją. Widzimy, że sytuacja jest naprawdę ciężka. Dotychczas dialog generalnie nie był prowadzony, a teraz raczej nie możemy mieć nadziei, że ten proces będzie odbywał się bardziej sprawnie” – zaznaczył szef litewskiej dyplomacji Linas Linkevičius w rozmowie z tym samym radiem.

Co ze społeczeństwem?

Žygimantas Pavilionis jest zdania, że społeczeństwo Litwy rozumie zagrożenie pochodzące z elektrowni znajdującej się kilkadziesiąt kilometrów od Wilna.

– Na to wskazuje wynik wyborczy. Dla naszej partii jest to sprawa kluczowa i tak też to pozycjonowaliśmy podczas kampanii wyborczej – zaznaczył konserwatysta.

Daniel Ilkiewicz ma trochę inne zdanie na ten temat.

– Na razie społeczeństwo nie odbiera tej sprawy za istotną. Szczególnie to widać na przykładzie mieszkańców rejonu wileńskiego, który znajduje się tuż przy granicy z Białorusią. Myślę jednak, że świadomość przychodzi, bo o tym coraz częściej mówi się w mediach i na szczeblu politycznym – dodał aktywista.

W minionym tygodniu szefowa resortu spraw wewnętrznych Rita Tamašunienė poinformowała opinię publiczną, że litewskie samorządy nie są do końca przygotowane na ewentualną awarię w elektrowni. „W skali dziesięciostopniowej przygotowanie oceniałabym na 6 z plusem lub 7. To, co wydaje się niezbyt aktualne, jest spychane na drugi plan. Jednak ekstremalna sytuacja z pandemią była korzystna dla samorządów, bo zaczęła się współpraca między instytucjami, poza tym uwzględniono potrzeby mieszkańców” – powiedziała minister z ramienia AWPL-ZChR.