Gwiazda Betlejemska była nad nami!

Henryk Sielewicz przy swoim nowym instrumencie – teleskopie o średnicy zwierciadła 76 cm.
| Fot. archiwum

Henryk Sielewicz rok ubiegły odprowadził tęsknym wzrokiem po horyzontach gwiazdozbiorów. Choć astronom amator ze Słobody w rejonie wileńskim osiągnął o niebo więcej od swoich zawodowych kolegów, to jednak wzruszenie obserwowania spotkania Jowisza i Saturna – najbliższe od 800 lat – wywołało w nim cichą radość ujrzenia Gwiazdy Betlejemskiej, którą widzieli Mędrcy wędrujący do nowo narodzonego Boga.

Na zakończenie 2020 r., czyli w najdłuższą noc w przeciągu 12 miesięcy roku ubiegłego, 21 grudnia wieczorem, po zachodzie Słońca w południowo-zachodniej części nieba, nisko nad horyzontem odbyła się wielka koniunkcja, czyli maksymalne zbliżenie dwóch gazowych olbrzymów, planet Jowisza i Saturna – opowiada astronom amator, który na swoim koncie ma gwiezdne ciała latające nad jego głową i pod jego nazwiskiem.

Reklama

Według NASA podczas koniunkcji Jowisza i Saturna dzieli ich odległość zaledwie 0,1 stopnia kątowego. To odpowiada zaledwie jednej 1/5 średnicy tarczy Księżyca w pełni.

Do koniunkcji dochodzi, gdy dwa obiekty niebieskie, obserwowane z Ziemi, wydają się przechodzić na niebie bardzo blisko względem siebie. Choć planety tak naprawdę są oddalone od siebie aż o 800 mln km, to z ziemskiej perspektywy na niebie niemal się stykają…

– Odległość pomiędzy nimi wyniosła 6 minut kątowych. Następne takie zbliżenie odbędzie się aż w 2080 r. Ale jako że ziemska medycyna czyni wciąż postępy, to może ktoś z nas, obecnie żyjących, doczeka się tej chwili! – śmieje się 72-letni Henryk (jesteśmy na „ty”, bo znamy się od jego pierwszej odkrytej komety). – Mieliśmy w tamtym dniu „głęboki cyklon”, od tygodnia było bardzo pochmurnie. Na szczęście, za pomocą nowoczesnej technologii, międzynarodowych teleskopów latających wysoko nad nami, jak też wizji na YouTubie była możliwość na żywo oglądać zbliżenie tych ciał niebieskich.
– Taka wielka koniunkcja pojawia się cyklicznie i jest swoistym każdorazowym przypomnieniem tego, co działo w Betlejem… Przed dwoma tysiącami laty… – mówi ze wzruszeniem Henryk Sielewicz, głęboko wierzący katolik, pielgrzymujący – po każdym sukcesie zawodowym – do wileńskiej Ostrej Bramy.

Pierwsze testowanie nowego teleskopu. Zwierciadło jest jeszcze bez pokrycia warstwą srebra. 9 sierpnia, 2020 r.
| Fot. archiwum

W ciągu 1000 lat tylko sześć koniunkcji

„Gwiazda Betlejemska była najprawdopodobniej zjawiskiem naturalnym, które miało miejsce w okolicach narodzin Chrystusa. Mamy taki biblijny opis, że była ona światłem z góry, które prowadziło Mędrców do Jezusa. Dokładnie nie wiadomo, jaka była to konstelacja, jakie konkretne zjawisko. Wówczas nie było takich jak dziś urządzeń, kontrolujących czy monitorujących ruch gwiazd. Jednak uznaje się, że wielka koniunkcja mogła być również 2 tys. lat temu. Gwiazdę widziano z różnych zakątków świata. Do nowo narodzonego Jezusa przyszli Mędrcy, my mówimy Trzej Królowie. A tak naprawdę było ich więcej i reprezentowali różne narody, które widziały Gwiazdę Betlejemską” − zauważa w rozmowie z „Gazetą Polską Codziennie” ks. prof. Andrzej Szewciw, biblista, emerytowany wykładowca wielu europejskich uczelni.

Oblicza się, że w ciągu tysiąca lat, od 1600 do 2599 r., zaistnieje tylko sześć wielkich koniunkcji, w których minimalna odległość między Jowiszem a Saturnem była lub będzie mniejsza niż 0,2 stopnia: to lata 1623, 1683, 2020, 2080, 2417 i 2477.

Oszczędne całkowite zaćmienie Słońca

Na krótko przed świętami Bożego Narodzenia, 14 grudnia ub.r., odbyło się całkowite zaćmienie Słońca, które było widoczne na półkuli południowej Ziemi, w Chile oraz Argentynie.

– W tym czasie na Litwie była już głęboka noc. To był ostatni nów Księżyca oraz całkowite zaćmienie Słońca w 2020 r. – zaznacza Henryk Sielewicz. – Wówczas Księżyc swoją powierzchnią zasłania tarczę Słońca i właśnie w ten moment odbywa się całkowite zaćmienie – opowiada wprawiony w sztukach „przewodniczych” astronom ze Słobody, do której latami, bez przerwy, suną turyści niemal z całego świata.

– Ale moimi dawnymi i stałymi przyjaciółmi są uczniowie ze szkół Wileńszczyzny! – zaznacza Henryk Sielewicz.

Z powodu koronapandemii miłośnicy astronomii z Litwy nie mieli możliwości dotrzeć na miejsce zaćmienia, ale mieli możliwość obserwowania tego rzadkiego zjawiska astronomicznego za pomocą YouTube’a z Argentyny.

– A przy okazji zaoszczędziliśmy na biletach na przelot samolotem do Argentyny oraz wydatkach za hotel! – śmieje się, żartujący co rusz z siebie (i z rozmówcy), Henryk Sielewicz.

Zapoznawanie się z kosmosem wycieczki z wileńskiego Gimnazjum im. J.I. Kraszewskiego
| Fot. Henryk Sielewicz

Prognozy cioci Stefanii

– Gdy oglądałem zaćmienie Słońca online, naszło mnie wiele miłych wspomnień z moich poprzednich wypraw na całkowite zaćmienia. A miałem ich w swoim życiu aż trzy całkowite, w tym jedno obrączkowe – opowiada Henryk, przypominając i te z dzieciństwa.

Gdy miałem 4,5 roku, byłem na wsi, u mojej cioci Stefanii. Był rok 1954, 30 czerwca. I to ona właśnie mi powiedziała, że zaraz będzie zaćmienie Słońca. Choć babcia była zwykłą wiejską kobietą, ale wiele czytała, więc sprawdziła się jej ta „prognoza pogody” – śmieje się Henryk.

Następne całkowite zaćmienie Słońca na Litwie odbędzie się w 2126 r., a częściowe zaćmienie będziemy mogli oglądać niebawem – 10 czerwca 2021 r.

Ostatnie dwa lata były dla Henryka udane pod względem obserwacji astronomicznych. Ubiegłym latem obserwował nieuzbrojonym okiem jasną kometę C/2020 F3 oraz wykonał dużo jej pięknych, kolorowych zdjęć z dwoma warkoczami – pyłowym oraz gazowym. Zdjęcia komety oraz opis jej obserwacji wysłał do czasopism astronomicznych na Litwie, Rosji oraz do Polski, gdzie zostały opublikowane.

Największa zdobycz życia: czerwony karzeł

22 kwietnia 2019 r. Henrykowi udało się zarejestrować rozbłysk czerwonego karła, odchodzącego w niebyt obiektu w gwiazdozbiorze Wielkiej Niedźwiedzicy, za pomocą nowego instrumentu o średnicy zwierciadła 46,5 cm, który wykonał własnoręcznie.

– Cieszy mnie, że takiego zjawiska nikt z miłośników astronomii na Litwie jeszcze nie dokonał – zaznacza skromnie.

Gwiazda została zarejestrowana pod nazwą Sielewicz1. A pod nazwiskiem Sielewicz w kosmosie lata już asteroida o średnicy 4 km, której okres obrotu wokół Słońca wynosi 4,5 roku. Tę asteroidę Henrykowi podarował na jego 60-lecie kolega – zawodowy astronom Kazimierz Czernis, odkrywca wielu obiektów niebieskich, w tym własnej gwiazdy!

Fantastyczne „morze” zorzy polarnej obserwowane 18 marca 2015 r. we wsi Słoboda
| Fot. Henryk Sielewicz

Kolejna lufa w niebo!

Pod koniec listopada ub.r. Henryk Sielewicz przetestował swój kolejny nowy instrument, teleskop o średnicy zwierciadła 76 cm. Takiego analogu nie ma w państwach bałtyckich, w Polsce ani w Rosji wśród miłośników astronomii.

– Na wykonanie zwierciadła potrzebowałem dwóch lat, szlifowałem i polerowałem zwierciadło własnoręcznie. Długość instrumentu wynosi 2,6 m, waży on 220 kg. Ten teleskop będzie służył do pokazu nieba wizualnie przez okular dla wycieczek, które zawsze chętnie przyjmuję do swojej zagrody – mówi astronom amator.

Nareszcie nasza dzienna gwiazda, Słońce, budzi się z letargicznego snu. Po sześciu latach następuje okres, gdy Słońce zaczyna powoli zwiększać swoją aktywność. Na jej powierzchni coraz częściej dochodzi do rozbłysków oraz pojawiają się plamy.

Przed czterema tygodniami udało się mi sfotografować grupę plam na Słońcu, z których jedna miała średnicę Ziemi. Jest więc szansa, że po rozbłysku na jej tarczy, w północnej części nieba niebawem pojawi się piękne zjawisko w postaci zorzy polarnej.

| Fot. Henryk Sielewicz


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 2(4) 8-15/01/2021