Jałta: Stalin chciał, by Polacy zrozumieli, że to koniec

Winston Churchill, Franklin D. Roosevelt i Józef Stalin w Jałcie. Siedzą na środku włoskiego patio w pałacu w Liwadii
| Fot. wikipwdia

„Zdrada jałtańska”, jak określano postanowienia wielkich mocarstw wobec Polski, a także innych państw Europy Środkowo-Wschodniej, nie była tajnym porozumieniem. Krzywdzących Polaków postanowień nie ukrywano, a o decyzjach „Wielkiej Trójki” krzyczały wszystkie gazety.

– Decyzje dotyczące powojennych zmian granic zapadły znacznie wcześniej, na konferencji w Teheranie w dniach 28 listopada – 1 grudnia 1943 r. Już wówczas podjęto także decyzję o możliwych przesiedleniach. Stalin zadeklarował, że po zmianach granic nie będzie czynić przeszkód, by osoby, które czują się Polakami, mogły opuścić Związek Sowiecki. W Jałcie ta decyzja została bardzo nagłośniona, a władze sowieckie zadbały, by ta informacja dotarła do mieszkających na terenach zajętych przez Armię Czerwoną Polaków – mówi „Kurierowi Wileńskiemu” dr Vitalija Stravinskienė, historyk z Instytutu Historii Litwy.

Ogłaszanie jałtańskiego tryumfu miało wymiar propagandowy. Miało przyspieszyć decyzję tych osób, które dotąd nie chciały wyjechać na tereny Polski w nowych granicach, mając nadzieję na zmianę międzynarodowej sytuacji. 

– W Wilnie ta informacja bardzo dotknęła zwłaszcza polską inteligencję. Profesorowie uniwersytetu, ludzie dobrze wykształceni, nie chcieli podporządkowywać się nowej ideologii. Ci ludzie wiedzieli, że w Związku Sowieckim nie mają żadnej przyszłości. Ale także mniej wykształceni Polacy byli nastawieni raczej antysowiecko. Doświadczyli już, czym jest ta władza, nie bez znaczenia było również przywiązanie do kościoła, który przez sowietów był prześladowany. Do tego dochodziły bardzo odczuwalne represje ze strony władz, aresztowania. To wszystko sprawiło, że o wiele łatwiej podejmowały decyzję o tzw. repatriacji także osoby, które wcześniej odrzucały taką możliwość – mówi historyk.

– Dla większości Polaków Jałta była kresem. Zrozumieli, że ich marzenia o powrocie do przedwojennych realiów się nie zrealizują. Sowieckie służby nie tylko dbały o to, by te informacje do wszystkich dotarły, ale również badały nastroje społeczne i pisały na ten temat sprawozdania. To była sprawa o ogromnym znaczeniu propagandowym – podkreśla rozmówczyni „Kuriera Wileńskiego”.

Ulotka antykomunistyczna dotycząca linii demarkacyjnej forsowanej przez Józefa Stalina na konferencjach w Teheranie (1943) i Jałcie (1945).
| Fot. wikipwdia

Stravinskienė zauważa, że w takich realiach agitacja polskiego podziemia, które zachęcało do pozostania na ojcowiźnie, nie odnosiła wielkich sukcesów. – Represje były coraz bardziej dotkliwe, a ogłoszenie postanowień z Jałty było przypieczętowaniem nowego porządku i dowodem, że może nie być on przejściowy, jak to wcześniej się wydawało. Do wyjazdów zachęcały również listy z Polski, w których osoby, które wyjechały wcześniej, pisały o warunkach życia, jakie spotkały – wyjaśnia historyk.

Nowy podział Europy dotykał oczywiście także Litwinów. – Litwa w nowych granicach miała Wilno i Kłajpedę, ale nie miała niepodległości. Przedstawiciele litewskiej emigracji robili więc wszystko, by nieustannie przypominać o okupacji Litwy i nie pozwalać na akceptację pojałtańskiego porządku w opinii publicznej – mówi historyk.

Dr Vitalija Stravinskienė
| Fot. archiwum prywatne

Konferencja jałtańska stała się symbolem zdrady aliantów wobec Polski i ich zgody na podporządkowanie Europy Środkowo-Wschodniej Józefowi Stalinowi. Od 4 do 11 lutego 1945 r. zapadały decyzje o organizacji powojennego ładu w Europie, w którym nie było miejsca dla niepodległej Litwy, a Polska miała się znaleźć w sowieckiej strefie wpływów. Przywódcy wielkich mocarstw według własnego uznania przesuwali granice państw, które zostały pozbawione jakiegokolwiek głosu.

Już 13 lutego 1945 r. rząd Rzeczpospolitej Polskiej na uchodźstwie wystosował komunikat dot. ustaleń na konferencji w Jałcie. Postanowienia w sprawie Polski uznano w nim za nie do przyjęcia:

„Rząd Polski oświadcza, że decyzje Konferencji Trzech dotyczące Polski nie mogą być uznane przez Rząd Polski i nie mogą obowiązywać Narodu Polskiego. Oderwanie od Polski wschodniej połowy jej terytorium, przez narzucenie tzw. linii Curzona jako granicy polsko-sowieckiej, Naród Polski przyjmie jako nowy rozbiór Polski, tym razem dokonany przez sojuszników Polski”.

Głosy te miały jednak znaczenie bardziej symboliczne niż sprawcze. Świat zachodni, zmęczony jednym totalitaryzmem i niechętny do dostrzegania kolejnego, nie zamierzał zajmować się walką o polskie granice czy litewską niepodległość. Obradujący w Jałcie nie przewidzieli zresztą możliwości odwołania od powziętych decyzji. Stalin osiągnął granicę opartą na linii Curzona, ustępując jedynie w kwestii Białostocczyzny. Oznaczało to oparcie granicy wschodniej Polski o linię demarkacyjną na podstawie paktu Ribbentrop-Mołotow z 23 sierpnia 1939 r., z uwzględnieniem pewnych wyjątków. Wpływy sowieckie sięgać miały jednak znacznie dalej na Zachód – obejmowały całą Polskę i Wschodnie Niemcy, sięgały również na południe. Wszędzie tam, gdzie stanęła Armia Czerwona w latach II wojny światowej, jej żołnierze mieli pozostać na kolejne 50 lat.  Postanowienia konferencji jałtańskiej, które doprowadziły do podziału Europy, tworząc sowiecką strefę wpływów, straciły moc dopiero po rozpadzie bloku państw zależnych od ZSRS w latach 1989-1990 oraz samego ZSRR w 1991 roku.

Czytaj więcej: Historia flagi Litwy