Koniec ery tanich i szybkich taksówek? Kilka minut czekania to już historia

W stolicy dramatycznie brakuje kierowców taksówek. Wszystko przez popyt na usługi przewozowe, który jest ogromny. Średni czas oczekiwania na taksówkę wydłużył się i trzeba zapłacić znacznie drożej. Czasy, gdy tania taksówka lub np. auto Bolt przyjeżdżało w kilka minut od zamówienia, przechodzą do historii. Jeszcze kilkanaście miesięcy temu czas oczekiwania na zamówione auto sięgał średnio od trzech do pięciu minut. Dzisiaj trzeba zaczekać znacznie dłużej. I czas oczekiwania prawdopodobnie będzie rosnąć.

Przedstawiciele firm zajmujących się przewozem osób doradzają ludziom, aby podróże planowali z wyprzedzeniemi byli gotowi zapłacić ze względu na korki
| Fot. Marian Paluszkiewicz

— W maju, w porównaniu do poprzednich okresów, odnotowaliśmy wzrost zapotrzebowania na usługi taksówek o około 50 proc. Taki nagły wzrost nastąpił po tym, gdy nastąpiły poluzowania kwarantanny. Ludzie zaczęli więcej wychodzić nie tylko do pracy, ale też do barów, restauracji — po prostu życie wróciło do okresu przed kwarantanną. Więc nic dziwnego, że dzisiaj zapotrzebowanie na taksówki wzrosło, a kierowców brakuje. W czasie kwarantanny nie było pracy, więc wielu kierowców zmieniło zawód, ktoś miał przestoje i nie wszystkim kierowcom udało się jeszcze wrócić do pracy, dlatego odczuwalny jest ich brak. No i oczywiście jesteśmy w trakcie poszukiwania nowych, ponieważ ich brak bardzo daje się odczuć — powiedziała „Kurierowi Wileńskiemu” Eglė Norkaitienė, kierownik ds. marketingu eTaksi.

Oburzające ceny

Mieszkańcy, którzy od jakiegoś czasu korzystają z usług, byli oburzeni rosnącymi cenami. Jeśli wcześniej trzykilometrowa podróż kosztowała nieco więcej niż trzy euro, teraz trzeba zapłacić dwa razy więcej.

 — Tak naprawdę podróż nie zdrożała. Ceny naszej firmy nie uległy zmianie ani podczas pierwszej, ani podczas drugiej kwarantanny, dlatego usługi dla klientów nadal są świadczone według dotychczasowych cen. Po prostu ceny są dynamiczne, więc zależą od popytu w czasie rzeczywistym i liczby kierowców. A więc jeżeli popyt jest duży, a kierowców brakuje, to wówczas podróż drożeje, a więc trzeba być gotowym za każdy kilometr zapłacić dodatkowe 10 centów — zaznaczyła rozmówczyni.

Firmy pasażerskie ostrzegają, że popyt na te usługi prawdopodobnie wzrośnie jesienią z powodu chłodniejszych warunków pogodowych, więc ceny mogą również podlegać wahaniom.

— Wynagrodzenie kierowców wzrosło co najmniej dwukrotnie. Po pierwsze, zapotrzebowanie na kierowców taxi dzisiaj jest ogromne. O ile wiem, to wszystkie platformy dzisiaj ich poszukują, więc to naturalne, że wynagrodzenie jest konkurencyjne i rośnie. Kolejny powód, dlaczego kierowcy zarabiają więcej — bo pracują więcej, dzisiaj mają o wiele więcej zamówień. Nie stoją bez pracy, są ciągle w drodze, nawet czasami rezygnują z klientów, bo nie mają czasu. Kierowcy wracają do pracy, przychodzą też nowi, ale potrzeba trochę czasu, żeby wszystko stanęło na swoje miejsca — mówi Norkaitienė.

Planować z wyprzedzeniem

Przedstawiciele firm zajmujących się przewozem osób doradzają klientom, aby podróże planowali z wyprzedzeniem i byli gotowi zapłacić więcej ze względu na korki.

— W przeszłości największe zapotrzebowanie na taksówki było wieczorami, teraz jest podobne zapotrzebowanie prawie przez cały dzień. To naprawdę bardzo nagły wzrost, a wszystkie godziny są szczytowe — mówi kierownik ds. Marketingu eTaksi. Platforma usług transportowych Bolt odnotowała ostatnio prawie rekordowe tygodnie, więc można powiedzieć, że zamówienia wróciły do poziomu sprzed pandemii. Henryk jest taksówkarzem już od ośmiu lat. W rozmowie z „Kurierem Wileńskim” powiedział, że w czasie kwarantanny taksówkarze narzekali na brak klientów i na ogromną konkurencję, dzisiaj jest odwrotnie.

— W czasie kwarantanny każdy klient był na wagę złota. Pamiętam, że godzinami stałem bez pracy. Oczywiście taksówkarzy było mniej, ponieważ większość z pracujących tutaj jest już w starszym wieku, a więc niektórzy po prostu bali się korony, więc rezygnowali z pracy. Młodsi szukali innej pracy, żeby zarobić, bo na utrzymaniu mają rodziny — opowiada wieloletni taksówkarz.

Najdłużej czekać na taksówkę trzeba w nocy od godziny 1 do 4. I to już nie jest weekendowy trend — tak intensywną mobilność populacji obserwuje się w nocy każdego dnia.
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Taksówek więcej, ale klientów…

Jak mówi, chociaż dzisiaj taksówkarzy jest o wiele więcej, to i tak nie nadążają, a klienci muszą czekać po kilkadziesiąt minut.

— Pracy mamy bardzo dużo. Nie ma czasu nawet na obiad, jem, jadąc po klienta. Nawet nie wiem, kiedy jest największe zapotrzebowanie na taksówki, chyba wieczorami. Ogólnie przez cały dzień jestem w drodze. Ludzie są niezadowoleni, że muszą długo czekać, a i drożej jest. Zdarzają się też sytuacje, że muszę odmawiać. Odmawia się tym, których podróż jest krótsza i gdzie są mniejsze szanse, że w drodze powrotnej będziesz miał klienta. Każdy chce zarobić. Zapotrzebowanie na taksówki będzie tylko rosło. Po pierwsze, ludzie wracają do życia bez ograniczeń kwarantanny, po drugie, niebawem zacznie się szkoła, zajęcia pozalekcyjne, a z naszych usług też chętnie korzystają uczniowie — zaznaczył Henryk.

Mężczyzna dodaje, że pracowników w branży transportowej brakuje nie tylko z powodu studentów, którzy teraz są na wakacjach, ale także z powodu zakazu przyjeżdżania Białorusinów na Litwę. Najdłużej czekać na taksówkę trzeba w nocy od godziny 1 do 4. I to już nie jest weekendowy trend — tak intensywną mobilność populacji obserwuje się w nocy każdego dnia.