Metal śpiewają czystym dziewczęcym wokalem

Zespół narodził się przy ośrodku kultury w Niemenczynie. Miał śpiewać nie tylko piosenki religijne, lecz także świeckie
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Po prostu lubimy spędzać ze sobą czas – mówi Grzegorz Pilecki, kierownik zespołu Inventum działającego przy ośrodku kultury w Korwiu. Grupa w tym roku obchodzi swoje pięciolecie.

Wszystko zaczęło się od kościoła. Przed ponad dekadą ówczesny proboszcz parafii w Korwiu, ks. Kazimierz Gwozdowicz, zaprosił na rekolekcje charyzmatyków ze Słowacji i z Polski, grupę ewangelizacyjną „Missio Christi”. Po rekolekcjach do Grzegorza Pileckiego, który był organistą w korwiańskim kościele, zaczęła się zgłaszać młodzież, która chciała śpiewać podczas mszy.

Od piosenek harcerskich po rock

Po kilku latach z tej pracy powstał zespół Inventum. – Nie nazywałbym tego karierą, ale bardzo dobrze oceniam minione pięć lat. To chyba było w lipcu 2016 r. i do Korwia zawitał rajd ułanów. Była duża scena, na której zagraliśmy jako schola kościoła w Korwiu. Kiedy zeszliśmy ze sceny, spotkałem dyrektora Wielofunkcyjnego Ośrodka Kultury w Niemenczynie, Germana Komorowskiego, który pogratulował występu i zaproponował pracę z dziećmi przy miejscowym domu kultury. I to był ten moment narodzin nowego zespołu, który miał śpiewać nie tylko piosenki religijne, lecz także świeckie – podsumowuje pięciolecie działalności kierownik zespołu, który jest też katechetą w litewskiej szkole w pobliskiej Mejszagole.

Swój styl zespół określa jako akustyczny pop wokalno-instrumentalny. Obecny stały skład Inventum to cztery osoby, czyli Pilecki oraz trzy dziewczyny: Dorota Balul, Doroteja Poczepowicz, Patrycja Ambros. Poza tym kilku członków pojawia się okazjonalnie.

Prywatnie kierownik zespołu lubi posłuchać mocniejszych metalowych brzmień. Kiedy do zespołu dochodzi dodatkowy perkusista, to wówczas zespół gra bardziej rockowo. – Swobodnie gramy utwory metalowe. Mamy ich sporo w repertuarze. Nie bierzemy tylko utworów, gdzie jest growl scream [technika śpiewania używana w bardziej radykalnych odmianach metalu – przyp. red.]. Bierzemy coś, co można zaśpiewać czystym, pięknym dziewczęcym wokalem – wyjaśnia Pilecki.

Zespół gra przede wszystkim covery i w repertuarze ma dziś ok. 70 piosenek po polsku, litewsku, a nawet kilka ukraińskich. Zespół zaczynał od piosenek religijnych i harcerskich, ale teraz pojawiły się utwory popowe oraz rockowe.

Czytaj więcej: „Twar­dy Orzeszek” wystąpił na scenie DKP. „To ogromny prezent, że chcieli nas zobaczyć”

Pilecki: Bardzo się cieszę, kiedy ludzie odchodzą, ale nie rzucają muzyki, tylko próbują stworzyć coś nowego
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Czas z kolegami

Wszyscy członkowie zespołu podkreślają, że łączy ich przyjaźń. Nie oznacza to, że podczas prób nie dochodzi do sprzeczek, np. podczas wyboru piosenek.

– Dla mnie zespół to czas spędzony z kolegami i przyjaciółmi. Wszyscy lubimy muzykę. I to jest bardzo miłe – zapewnia Dorota Balul, która w zespole jest od samego początku.

Dorota studiuje filologię angielską i rosyjską na Uniwersytecie Wileńskim. Choć ma ograniczone możliwości czasowe, nie chce rezygnować z grania w zespole. Jest bardzo wdzięczna kierownikowi za to, że gdy pewnego razu poprosiła go o naukę gry na gitarze, on bezpłatnie poświęcił jej swój czas i ją uczył.

– W szkole mieliśmy święto adwentowe. Musiałam śpiewać i zaproponowano mi, abym dołączyła do zespołu. Zespół to przyjaźń oraz nowe doświadczenia. Chciałabym dalej działać w muzyce, to jest bardzo dobra szkoła – podkreśla Doroteja Poczepowicz, która w kapeli jest od dwóch lat.

Patrycja Ambros, która w zespole jest najkrócej, potwierdza, że w Inventum jest bardzo przyjazna atmosfera.

Członkiniom zespołu wtóruje jego kierownik. – Po koncercie jedziemy do jakiejś pizzerii posiedzieć i poobcować. Lubimy spędzać czas razem. Czasami po zakończeniu próby, kiedy już wszyscy jesteśmy zmęczeni, to odkładamy instrumenty i jeszcze godzinę spędzamy wspólnie czas. I to jest fajne – wyjaśnia Pilecki.

W ciągu pięciu lat zespołowi udało się zagrać ponad 100 koncertów. Grupa brała udział w festiwalach muzyki religijnej i duchowej „Cecyliada”, „Ciebie Boże wysławiamy” czy litewskim „Sielos”. Udało się im też wystąpić poza granicami kraju.

– Raz byliśmy w Polsce. Zostaliśmy zaproszeni na Wiosenne Spotkania z Konopielką w Knyszynie. Konopielka to inaczej pieśń wielkanocna, takie wielkanocne kolędowanie. Nas tam jednak wysłano z takim uwielbieniowym repertuarem. Zamykaliśmy święto i ludziom bardzo się spodobał nasz występ. Dla nas to był szok. Wpisani zostaliśmy w taką folklorystyczną przestrzeń, czyli nie w to, co robimy na co dzień, ale ludziom bardzo to się podobało – wspomina lider.

Czytaj więcej: Piotr Cyrwus: „Mam, czego chciałem”

W ciągu pięciu lat zespołowi udało się zagrać ponad 100 koncertów. Grupa brała udział w wielu festiwalach
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Najlepszy koncert

Brali też udział w święcie muzyki ulicznej w Wilnie. Pilecki do najbardziej udanych koncertów zalicza jednak występ w Rydze, który okazał się swoistą awanturą i przygodą w dobrym słowa tego znaczeniu.

Od kilku lat w okresie letnim zespół kilka dni spędza nad morzem na Łotwie. W 2019 r. postanowili wystartować w łotewskim święcie muzyków ulicznych. Przed występem mieli ogromną tremę, ponieważ nie wiedzieli nawet, w jakim języku odezwać się do publiczności.

– Bardzo ładnie nas przyjęto w Rydze. Pojechaliśmy w pełnym składzie. Zaczęliśmy śpiewać „Kochać inaczej” i ktoś zaczyna wołać: „O, grają De Mono”. Zostaliśmy przyjęci bardzo dobrze. Było naprawdę superowo! Tego się nie spodziewaliśmy – uśmiecha się kierownik.

Skład zespołu jest nieco płynny. Część członków wyjeżdża na studia, część zakłada rodziny. Pilecki  jednak nie tragizuje z tego powodu. Jego zdaniem każdy nowy członek dodaje coś własnego. W ten sposób zespół się rozwija.

– Wcześniej wokalistką była moja bratanica, Inesa Pilecka. Chyba po roku odeszła, ponieważ zaczęła studiować wokal i chciała stworzyć coś własnego. Ją bardziej inspirował neofolk. Wraz z naszym perkusistą Edurdem oraz jego żoną Eriką, którzy też u nas grali, założyli zespół Bez Słów działający przy ośrodku kultury w Duksztach. Bardzo się cieszę, kiedy ludzie odchodzą, ale nie rzucają muzyki, tylko próbują stworzyć coś nowego – dodaje na koniec rozmowy założyciel Inventum.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 29(82) 17-23/07/2021