Anna Tondrik: Bez technologii nauczyciel staje się nudny dla dziecka


Rozmowa z Anną Barbarą Tondrik, nauczycielką pochodząca z Opoczna w Polsce, mieszkającą na Litwie od 13 lat. Obecnie pracuje w Szkole Podstawowej w Szumsku.

Witold Janczys: Jak to się stało, że dziewczyna z Polski trafiła na Litwę, pracuje jako nauczycielka i ani myśli o ucieczce z powrotem do Macierzy?

Anna Barbara Tondrik: Najzwyczajniej (uśmiecha się). Podczas studiów zakochałam się w Polaku z Wilna, postanowiliśmy, że przeniesiemy się na Litwę, założymy rodzinę i zwiążemy naszą przyszłość właśnie z tym krajem.

Rodzice nie próbowali wyperswadować Pani wyjazdu na Litwę?

Anna Barbara Tondrik
| Fot. archiwum prywatne Anny Barbary Tondrik

Na pewno im się to nie podobało, ale ponieważ byłam i jestem samodzielna, podejmuję decyzje, których się trzymam, postawiłam na swoim, tym bardziej, że Wilno nie jest tak daleko od Polski, nie leży na innym kontynencie. Wystarczy wsiąść do samochodu, spędzić kilkanaście godzin za kierownicą i już się jest w Polsce.

Jacy są mieszkańcy Litwy?

Wcześniej, gdy mieszkałam w Polsce, nie zdawałam sobie sprawy, że na Litwie mieszka aż tak wielu Polaków. Oczywiście, że na lekcjach historii ciągle o tym mówiono, ale tak się składa, że akurat historii nie lubię i mało się nią interesowałam, więc wszystko to, czego po przyjeździe tu się dowiedziałam o Wileńszczyźnie i Polakach, było w pewnym sensie szokiem. Byłam ogromnie zaciekawiona tym odkrywaniem polskości w zupełnie innym kraju i innym wydaniu, zupełnie innym niż się do tego zdążyłam przyzwyczaić w domu, w Polsce.

Czy Polacy z Litwy różnią od Polaków z Polski?

Zauważyłam, że Polacy stąd są bardziej otwarci na inne kultury niż Polacy z Polski. Właśnie tego otwarcia na kultury innych narodów brakuje w Polsce.

Co by Pani chciała poradzić wszystkim młodym ludziom, którzy chcieliby przenieść się z Polski na Litwę?

Wskoczyć na głęboką wodę, nie bać się – litewskiego języka przy odrobinie chęci łatwo można się nauczyć. Wiele ludzi tu zna język polski, angielski, na początku to wystarczy.

Dlaczego Pani postanowiła zostać nauczycielką?  

Kwalifikację nauczycielską uzyskałam w trakcie studiów podstawowych na Uniwersytecie Łódzkim. Studia podyplomowe podjęłam, już mieszkając w Wilnie. Studia podyplomowe były z biologii na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim. Nie planowałam pracy w szkole, przynajmniej w Polsce. Miałam inne marzenia, jednak, gdy przyjechałam tu na Litwę, okazało się, że dobrym pomysłem, zanim nauczę się języka litewskiego, będzie praca w charakterze nauczycielki chemii w polskiej szkole na Wileńszczyźnie. A później tak już zostało…

I jak było? Z jakim odbiorem ze strony kolegów i koleżanek Pani się spotkała?

Z wyjątkowo pozytywnym.

A jak uczniowie reagują na to, że mówi Pani do nich z polskim akcentem, nie wileńskim?

Mimo że jestem tą wymagającą nauczycielką, z tego, co wiem, to chyba podoba im się, że pani z chemii mówi z trochę innym akcentem.

Ile już lat Pani pracuje jako nauczycielka?

Dwanaście.

Jak przez ten okres zmieniła się Pani, Pani uczniowie i czy są jakieś zmiany w polskim szkolnictwie na Litwie?

Gdy jako młoda nauczycielka po raz pierwszy przekroczyłam próg szkoły, wszystko odbierałam inaczej, bardziej idealistycznie. Teraz, po tych wszystkich latach oczywiście, że się zmieniłam, dwukrotnie zostałam mamą i teraz patrzę na uczniów trochę z innej pespektywy – jako mama. Staram się nie zmuszać do nauki, ale bardziej doradzić, pokazać uczniom, jaka ścieżka rozwoju i nauki będzie dla nich najlepsza. Staram się powiedzieć dzieciakom, że nie muszą znać chemii na dziesiątkę, wystarczy, aby miały podstawową informację, która może kiedyś przyda im się w życiu.

Oczywiście, nie znaczy to, że uczniowie nie muszą się uczyć przedmiotu, muszą się uczyć, muszą jednak znać podstawy przedmiotu. To jest ich ścieżka rozwoju, nie moja. Szkoła właśnie zaczęła się zmieniać, gdy do niej przyszłam. 12 lat temu dominował pogląd, że uczeń musi uczyć się wszystkiego. Z kolei teraz jest inaczej – uczeń może się uczyć i może wybierać to, co jest miłe jego sercu.

Czytaj więcej: Czy nauczycieli obowiązuje dress code?

| Fot. archiwum prywatne Anny Barbary Tondrik

Czyli szkoła obecnie raczej nie mówi, że „masz się obowiązkowo uczyć”, a tylko pomaga?

Dokładnie.

Czy to prawda, że współcześni uczniowie polegają tylko na gadżetach i gorzej radzą sobie w nauce niż ich poprzednicy?

Oczywiście, że się zmienili, w naszych czasach telefony komórkowe były rzadkością. Gdy się chciało porozmawiać z sąsiadami czy koleżankami z klasy, to trzeba było wyjść z domu, przejść kilka ulic i zapukać do drzwi. Teraz dzieciaki siedzą na kanapach i komunikują się przez telefony. Uważam jednak, że jest to proces naturalny i nie możemy mówić, że to jest złe. Jeżeli do szkoły przychodzą dzieci, które zostały odcięte przez rodziców od gadżetów, to w środowisku szkolnym mogą one stać się niczym „białe wrony”, wszyscy dookoła umieją korzystać z gadżetów, mówią o nich, a one – nie. Uważam, że takim dzieciom będzie o wiele trudniej nawiązać kontakt ze swoimi rówieśnikami. Już jest za późno, aby odbierać uczniom ich gadżety.

Moim zdaniem, obecnie rolą nauczyciela jest podążać za uczniem, a nie to, że uczeń ma się dopasować do nauczyciela. Jeszcze 20 lub 30 lat temu nauczyciel miał bardzo wysoki status społeczny, znajdował się na swoistym piedestale i uczniowie musieli się podporządkować nauczycielowi. Dziś jest tak, że to nauczyciel musi podążać za uczniem i starać się go zaciekawić swoim przedmiotem i znaleźć w masie uczniowskiej te diamenty i brylanty, z których można wychować przyszłych być może noblistów.

| Fot. archiwum prywatne Anny Barbary Tondrik

Czyli jaka jest rola nauczyciela?

Rolą nauczyciela jest poszukiwanie wspólnego języka z uczniem. Ewolucja kontaktów pomiędzy nauczycielem a uczniem zachodzi samoistnie i nie jesteśmy w stanie jej powstrzymać. W pewnym sensie możemy mówić, że zachodzi interakcja za pośrednictwem sieci społecznych. Uczniowie ingerują w nasze środowisko pozaszkolne, a my tak samo ingerujemy w ich środowisko. Tak naprawdę, każdy uczeń za pośrednictwem sieci społecznościowych może nas znaleźć i obejrzeć nas takimi, jakimi jesteśmy. Proszę pana, tylko się wydaje, że ta ewolucja współpracy pomiędzy nauczycielami a uczniami jest powolna, tak naprawdę wszystko zmienia się bardzo szybko.

Z kolei, jeżeli mówimy o zmianach w szkolnictwie, to zachodzą one bardzo powoli, czasami bardzo ślamazarnie. Moim zdaniem, te reformy niszczą sens istnienia wiejskich szkół – małe szkoły dosłownie zostały zmarginalizowane. Tymczasem uczniowie wszędzie są tacy sami, bez względu na to, w jakiej szkole się uczą, w dużej czy małej. W dużej szkole uczeń się gubi, musi funkcjonować w olbrzymich klasach, w których czasami uczy się ponad 30 dzieci, a nauczyciele mają coraz więcej kłopotów z tym, żeby dostrzec osobowość ucznia, zrozumieć jego problemy i rozterki.  

Czytaj więcej: Polskie szkoły mają czym się pochwalić

Jak szkoła jest duża to nie znaczy, że jest lepsza?

Nie. Oczywiście, ma lepsze wyposażenie, więcej pieniędzy i lepsze zaplecze, ale to wcale nie oznacza, że jest lepsza dla ucznia.

Jaki Pani zdaniem musiałby być nauczyciel drugiej połowy XXI w.?

Teraz takich klasycznych nauczycieli, którzy chodzą z teką, korzystają tylko z podręcznika, tablicy, kredy i dla których sztuba jest ponad wszystko, chyba już nie ma. Nauczyciel musi korzystać z nowoczesnych technologii, jeżeli z nich nie korzysta, staje się po prostu nieciekawy dla ucznia. Ja staram się zaciekawić wszystkich uczniów swoją lekcją, swoim przedmiotem, stosuję innowacyjne techniki, w tym gry internetowe, planszowe. Zaznaczam jednak, że nauka nie może odbywać się tylko przez zabawę. Przez zabawę my możemy zrobić uogólnienie, coś powtórzyć, zaciekawić dzieciaków, przedstawić nowy temat.

Czyli nauczyciel przyszłości jest nie tylko nauczycielem, ale również swoistym animatorem?

Dokładnie. Nie możemy przecież demonstrować współczesnym dzieciom na lekcji, że nauka przedmiotu składa się tylko z książki, zeszytu, tablicy i kredy.

Co trzeba zrobić, aby zawód nauczyciela stał się znowu atrakcyjny? W jaki sposób można zwiększyć prestiż zawodu?

W pierwszej kolejności należy zwiększyć wynagrodzenie dla początkujących nauczycieli. Mało który młody człowiek w naszych czasach będzie chciał pracować dla idei. Praca nauczyciela musi być szanowana nie tylko przez rodziców dzieci, ale również przez władzę. Czasami ze strony rządu jest takie podejście, że damy temu nauczycielowi podwyżkę kilka euro i niech już nie przeszkadza i wraca do pracy. Taki pogląd uwłacza godności nauczyciela, szczególnie biorąc pod uwagę, że to właśnie nauczyciele wychowują ludzi, z których będzie składało się przyszłe społeczeństwo.

Mówi Pani o szacunku do nauczycieli ze strony władz, a jak jest z szacunkiem ze strony rodziców?

Jako że pracuję w szkołach wiejskich, to powiem tak – na wsi u rodziców ciągle pozostaje ten gdzieś głęboko zakorzeniony szacunek do nauczycieli. Koledzy z dużych szkół, z którymi rozmawiałam, mówią, że w miastach, szczególnie tych dużych, rodzice często wobec nauczycieli i samej instytucji szkoły są nastawieni bardziej roszczeniowo: „Moje dziecko nie musi, a nauczyciel musi”.

Nauczyciel w oczach współczesnych rodziców już nie jest człowiekiem, który naucza, ale człowiekiem, który świadczy i sprzedaję usługę? 

Tak. Rodzice w naszych czasach bardzo często są przekonani, że nauczyciele zajmują się świadczeniem usług, które muszą jednakowo dobrze przekazać wszystkim uczniom. Zapominają jednak, że ani dzieci, ani uczniowie nie są robotami, każde dziecko ma inne potrzeby, inaczej odbiera wiedzę, nie każde musi rozumieć wszystkie przedmioty na sto procent. 

Jaka musi być rola rodzica we współczesnej szkole?

O wiele bardziej aktywna niż teraz, na pewno nie tylko roszczeniowa, że „szkoła i nauczyciel muszą”.

Ogromnym wyzwaniem stała się pandemia koronawirusa. Co zmieniła w Pani pracy?

Tak naprawdę, wszystko się zmieniło: funkcjonowanie szkół, uczniowie, pedagodzy. Było trudno przystosować się do nowego trybu nauczania. Dzieci miały się przystosować do tego, że teraz to one mają więcej kontroli nad tym, jak się uczą i czego się uczą. Nauczyciel pozostał tam, z tamtej strony ekranu komputera. Z kolei nauczyciele stanęli przed wyzwaniem, bo musieli opanować mnóstwo technik nauczania i technologii. 

Czytaj więcej: Iwona Czerniawska: Specjaliści z Macierzy odnaleźliby się na Litwie

| Fot. archiwum prywatne Anny Barbary Tondrik