Więcej

    „Doceniłam to, co mam na co dzień”. Moje wspomnienia z pobytu w Kanadzie

    „W czerwcu br. miałam zaszczyt reprezentować Gimnazjum im. św. Jana Pawła II na 54. konkursie recytatorskim im. Marii i Czesława Sadowskich w mieście Hamilton (prowincja Ontario), organizowanym przez Fundację im. Władysława Reymonta w Kanadzie” – o swojej przygodzie opowiada Paulina Sewruk. Wysłuchała Diana Judkiewicz.

    Czytaj również...

    Moje zainteresowanie literaturą jest nieco przypadkowe, ale od czasu szkoły podstawowej uczestniczyłam w konkursach recytatorskich, choć większych sukcesów nie zdobyłam. Natomiast po klasie 7 zaciekawiła mnie literatura i licznie uczestniczyłam w różnorodnych konkursach recytatorskich. 

    Odnoszone sukcesy motywowały do dalszego działania i osiągania swoich wymarzonych szczytów. Na swoim koncie miałam już znaczne osiągnięcia takie jak miano laureata Konkursu Recytatorskiego „Kresy”, zwyciężczyni konkursu miejskiego „Tobie, Wilno”, jak też XIV międzynarodowego konkursu recytatorskiego „Całej ziemi jednym objąć nie można uściskiem”. 

    Naprawdę zaskoczyła mnie propozycja wyjazdu do Kanady. Nie mogłam w to uwierzyć! Kanada – tak daleko, jak niewiarygodnie to dźwięczy!

    Reymont patronem roku

    Z pierwszą falą pozytywnych emocji otuliło mnie poczucie samorealizacji, ale też strachu o to, jak sobie poradzę na innym kontynencie, w innej kulturze i środowisku. Ze swoją nauczycielką od języka polskiego, panią Anną Jasińską, zaczęłam szykować kilka tekstów, w tym fragment powieści „Chłopi” Władysława Reymonta. 

    Wybór tekstu jest najważniejszym elementem, a tekst powinien przemawiać do recytatora, może nawet odzwierciedlać to, co odczuwa teraz, to, co rozumie, aby przez tekst przekazać właściwe emocje i uczucia. Po długich dyskusjach wybrałam symboliczny fragment opisujący siew Boryny. To tekst, który wskazuje na przywiązanie chłopa do ziemi, jego głębokiego z nią związku, powołania do jej uprawy. To przejmująca przedśmiertna scena Macieja Boryny; wskazuje, jak „siejąc”, bohater umiera. Miałam też przyszykowane fragment „Reduty Ordona” A. Mickiewicza i T. Różewicza „Odnaleźć samego siebie”. 

    W tym roku 54. Konkurs Żywego Słowa im. Marii i Czesława Sadowskich w Hamiltonie był organizowany z okazji 100-lecia przyznania Nagrody Nobla Władysławowi Reymontowi, dlatego też grupy starsze recytowały fragmenty twórczości wybitnego literata. Dzień rozpoczął się uroczystą mszą św. w kościele św. Stanisława Kostki, następnie udaliśmy się do siedziby Legionu Polskiego przy ulicy Solidarności, gdzie odbył się finał ogólnokrajowego konkursu. 

    Do finału zakwalifikowało się 42 uczestników z ponad 776 zgłoszeń z prowincji: Kolumbia Brytyjska, Alberta, Ontario i Quebec. Komisje I i II etapu były międzynarodowe i pracowały bardzo rzetelnie, wyłaniając laureatów. 

    Po odśpiewaniu hymnów Kanady, Polski i Litwy rozpoczął się koncert galowy laureatów, na którym wystąpiłam razem z koleżankami z Polski. Po występie zostały wręczone medale fundacji, odznaki honorowe Kongresu Polonii Kanadyjskiej, medale państwowe nadane przez prezydenta RP Andrzeja Dudę zasłużonym członkom Polonii kanadyjskiej. Był to dzień pełen pozytywnych wrażeń, pięknych recytacji i serdecznych przemówień. 

    Czytaj więcej: Zwięzła biografia Władysława Reymonta. Pisarz, organista, aktor

    Recytacja to gra głosu 

    Moja nauczycielka od języka polskiego, pani Anna Jasińska, odegrała w przygotowaniu mnie do konkursu bardzo ważną rolę: była moim słuchaczem, widziała i słyszała „szkielet” mojej recytacji i pomagała z tego zrobić całość. Samemu trudno dojść do tego, że gdzieś trzeba zrobić wymowną pauzę, gdzieś trzeba ściszyć głos, a gdzieś dodać emocji. Pani Jasińska po prostu słuchała interpretacji tekstu i mówiła, czego brakuje, żeby przemówiło na sto procent, albo rzucała: „Zrelaksuj się i zacznij od nowa”. W sumie proste rzeczy, ale takie proste rzeczy, które tworzą kwintesencję pomyślnej recytacji. 

    Dla mnie dobra recytacja to gra głosu i przekazanie sensu w spokojny sposób. Nie ma obowiązku wprowadzania gry ciała, aby przekazać to, co się chce powiedzieć. Najbardziej wymowne jest milczenie i pauza w odpowiednim miejscu. Pauza daje słuchaczowi czas na refleksję, na własne wnioski, dlatego uważam, że recytacja powinna być powolna i harmonijna. Taką też przedstawiłam w Kanadzie.

    Czytaj więcej: Uczniowie o atrakcyjnej polskiej szkole na Litwie: „misja możliwa”

    Kanada w małym palcu 

    Podczas aktywnego i pełnego przygód dziesięciodniowego wyjazdu spotkała mnie seria doświadczeń i spostrzeżeń z kompletnie innego środowiska, innego stylu i rytmu życia, tradycji, innego świata, niby odgrodzonego od skomplikowanych rzeczy. I czy to jest dobre, czy nie, w sumie, nie wiem. Czasami powaga też dobrze robi. 

    WIĘCEJ NIŻEJ | Reklama na podst. ust. użytkownika.; Dzięki reklamie czytasz nas za darmo

    Zwiedziliśmy sporo polonijnych miejsc, a także ważne ze względów historycznych i kulturowych miejsca regionu, takie jak: Canadian Warplane Heritage Museum, skansen indiański w Crawford Lake, Niagara Falls, Konserwatorium Motyli Parków Niagara w Cambridge, Muzeum Aleksandra Bella, Muzeum Indiańskie „Six Nations”, rezerwat indiański, St. Jacob & Elmira – wspólnotę osadniczą grupy etnicznej Menonitów kultywujących tradycje z XIX w., gospodarstwa uprawy grzybów, Welland Canal. Oglądaliśmy panoramy miast Hamilton, Brampton, Brantford, Mississauga, Toronto, Niagara-on-the-Lake, dolinę rzeki Ontario. Złożyliśmy hołd poległym na Polskim Cmentarzu Hallerczyków. Zwiedziliśmy Polski Kościół Milenijny św. Eugeniusza de Mazenod w Brampton, parafię św. Józefa w Brantford, parafię św. Stanisława Kostki w Hamiltonie, kościół św. Maksymiliana Kolbe i Centrum Kultury Jana Pawła II w Mississauga. Poznaliśmy kolegów i koleżanki z Polskiej Szkoły im. gen. J. Hallera przy Konsulacie RP w Toronto i Szkoły Polonii im. Jana Pawła II w Hamiltonie. Uczestniczyliśmy w licznych spotkaniach z Polonią kanadyjską, a w dzień odjazdu mieliśmy okazję uczestniczyć na obchodach Dnia Polskiego w Mississauga. 

    Wdzięczna i szczęśliwa

    Takie doświadczenie zostawiło we mnie niesamowite wrażenia i pomogło mi porównać to, co jest dobre u nas, a co za oceanem, co można kontynuować, a co zmieniać. Poczułam też zaszczyt, że mogę rozmawiać po polsku, nie wkładając w to dużego wysiłku, uczestniczyć we mszy św. po polsku w kościele, uczyć się w szkole z polskim językiem nauczania. Uświadomiłam sobie, że to dla mnie jest po prostu codzienność. Widząc, ile trzeba włożyć wysiłku w zachowanie polskiego języka, kultury i tradycji w Kanadzie, zrozumiałam, że to nie jest sprawa łatwa do realizacji, że to jest codzienny trud rodziców, nauczycieli i aktywnych działaczy polonijnych. 

    Jestem ogromnie wdzięczna i szczęśliwa, że mogłam reprezentować Gimnazjum im. św. Jana Pawła II w Wilnie oraz Polaków Litwy podczas tej wyjątkowej wizyty w Kanadzie.

    Chciałabym bardzo podziękować prezesowi Fundacji im. Władysława Reymonta Kazimierzowi Chrapce, wszystkim organizatorom oraz sponsorom z Kanady i administracji Gimnazjum im. św. Jana Pawła II za wszystko to, czego miałam okazję doświadczyć.

    Mocno zachęcam wszystkich do brania udziału w konkursach recytatorskich, kto wie, a może i wy wystąpicie w Kanadzie. Naprawdę warto!

    WIĘCEJ NIŻEJ | Reklama na podst. ust. użytkownika.; Dzięki reklamie czytasz nas za darmo

    | Fot. archiwum Pauliny Sewruk i Diany Judkiewicz


    Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” Nr 25 (73) 29/06-05/07/2024

    Reklama na podst. ust. użytkownika.; Dzięki reklamie czytasz nas za darmo

    Afisze

    Więcej od autora

    Marzenia się spełniają. Mój pobyt w Dolinie Krzemowej

    Diana Judkiewicz: W tym roku otrzymałeś propozycję wzięcia udziału w programie stypendialnym „Queen Hedvig Scholarship”. Co zmotywowało Cię do wzięcia w nim udziału?  Timofej Gaiworonskij: Zmotywowało mnie przede wszystkim to, że program „Queen Hedvig Scholarship” dawał możliwość najlepszym uczniom otrzymania...