– Drukarnia przy ul. św. Jana 4 została założona przez jezuitów w XVI stuleciu. W 1803 r., gdy do Wilna przybył Józef Zawadzki, znajdował się w dość kiepskim stanie. Zawadzki wziął drukarnię w dzierżawę. Był już wówczas dość dobrze obeznany z rynkiem księgarskim z racji licznych praktyk, które odbył w księgarniach Poznania, Wrocławia czy Lipska, i potrafił właściwie ocenić stan oraz potrzeby wileńskiej typografii. Dostrzegał na tym polu wiele braków i zaniedbań, ale widział także szansę na wykazanie się przedsiębiorczością i zbudowanie od podstaw firm wydawniczo księgarskiej, dorównującej tego typu instytucjom znanym z Europy Zachodniej. W pomyślnej realizacji całego przedsięwzięcia wspierany był od samego początku przez ks. Adama Kazimierza Czartoryskiego, z którym połączyła go długoletnia przyjaźń – opowiada „Kurierowi Wileńskiemu” Leokadia Aszkiełowicz, kustoszka Muzeum Adama Mickiewicza przy Uniwersytecie Wileńskim.
Stworzył nowoczesny zakład
Umowa dzierżawy została podpisana 24 kwietnia 1805 r. – Opiewająca na 10 lat umowa nie przyznawała wprawdzie Zawadzkiemu monopolu na wydawnictwa uniwersytetu, ale pozwalała mu uzdrowić sytuację. Z tytułu dzierżawy musiał płacić 600 rubli rocznie. Książę Adam Kazimierz wspomagał go jednak kwotą tysiąca rubli, toteż przedsiębiorczy poznaniak wnet zgromadził niezłą fortunę. Dzięki tej umowie Zawadzki otrzymał zezwolenie na drukowanie i sprzedaż książek szkolnych, kalendarzy, książek do nabożeństwa oraz publikacji uniwersytetu. Później Zawadzki uzyskał przedłużenie kontraktu aż do 1826 r. Przejęta przez Zawadzkiego drukarnia miała 11 pras – 7 z nich jednak zniszczonych. Zestawy czcionek były niekompletne, lokal zaniedbany, zaś personel liczył 8 osób. Po dwóch latach Zawadzki dysponował już 12 prasami – dwie z nich, najnowszego typu, były sprowadzone z zagranicy – i 117 kasetami rozmaitych pism. Sprowadził z Poznańskiego zecerów i preserów, którzy kształcili miejscowych fachowców. W 1806 r. personel drukarni liczył 35 osób. Papier sprowadzano głównie z Rosji, z papierni polskich w Słonimie, Supraślu i Świsłoczy, do 1812 r. także z Niemiec. W swojej drukarni zatrudniał też korektorów – kontynuuje rozmówczyni „Kuriera Wileńskiego”.
Zawadzki stosował nowoczesną zasadę odkupywania praw autorskich na dzieło, aby następnie dysponować nim wedle uznania. – Drukarnię akademicką przekształcił w nowoczesny zakład, słynący ze staranności i wysokiego poziomu sztuki typograficznej. Jako typograf uniwersytetu wydał ok. 400 tytułów, przede wszystkim podręczników oraz dzieł naukowych, m.in. braci Śniadeckich czy Joachima Lelewela. To właśnie w drukarni Zawadzkiego ukazało się w roku 1822 dzieło, które zapoczątkowało polski i litewski romantyzm – pierwszy tom „Poezyj” Adama Mickiewicza – wyjaśnia Leokadia Aszkiełowicz.
Mickiewicz nie dał za wygraną
Gdy Adam Mickiewicz przyszedł ze swoim rękopisem do Zawadzkiego, ten początkowo nie chciał go wydawać drukiem. – Wskazując na półki zastawione „spleśniałemi poezjami”, miał powiedzieć: „Bo to widzisz, poezje nie piszą się w Wilnie, ale w Warszawie”. Jednak Mickiewicz i jego przyjaciele nie dali za wygraną. Ogłosili prenumeratę – od razu na trzy tomiki „Poezyj” Mickiewicza. Szczególną aktywnością w tym wykazał się Jan Czeczot. W czerwcu 1822 r. wreszcie ukazał się drukiem pierwszy tom „Poezyj”. Pierwsze 500 egzemplarzy rozkupiono prędko. Bystre oko Zawadzkiego dojrzało to natychmiast. Zawadzki proponuje poecie, aby za sto rubli sprzedał mu te poezje na własność. Mickiewicz odmówił. W tym samym roku, w tajemnicy przed cenzurą, Zawadzki drukuje kolejne 1000 egzemplarzy „Poezyj” Mickiewicza – opowiada kustoszka Muzeum Adama Mickiewicza.
W 1823 r. w drukarni Zawadzkiego zostały wydane również drugi tom „Poezyj” Mickiewicza, który zawierał „Grażynę”, oraz „Dziady” część II i IV.
Uniwersytecki typograf
W 1816 r. Zawadzki kupił księgarnię i połączył ją z drukarnią. – Skompletował w swojej księgarni wybór dzieł klasycznych i oświeceniowych, a także współczesnych twórców polskich, co było możliwe dzięki podejmowanym przez niego zróżnicowanym przedsięwzięciom: nawiązał kontakty z księgarzami we wszystkich zaborach oraz za granicą, poza tym sam wydawał obszerne katalogi księgarskie (ok. 2500 tytułów), a także organizował sprzedaż podręczników i książek przez szkoły. Księgarnia należała do najlepiej zorganizowanych w kraju, zaopatrywana w książki polskie z różnych dziedzin w Warszawie, Krakowie i Lwowie. Książki w językach obcych sprowadzał z Wiednia, Lipska, Paryża, Londynu, Moskwy i Petersburga – wymienia rozmówczyni.
Stanisław Morawski pozostawił opis księgarni Józefa Zawadzkiego w latach 20. XIX w.: „Księgarnia Zawadzkiego zajmowała ogromne sutereny murów uniwersyteckich od Świętojańskiej ulicy, bo Zawadzki był uprzywilejowanym typografem Uniwersytetu. Okna były równo z ziemią, ras de terre co nazywają. W pierwszej wielkiej sali były polskie i elementarne książki. Tam prezydował kilkudziesięcioletni domu Zawadzkich sługa, pan Szpakowski, poczciwe człeczysko, którego jedna tylko rzecz wprowadzała w pasję. A ta rzecz była taka: wyszła była jakaś broszurka z tytułem »O bydle«. Chwycili się tego śmieszkowie, mnóstwo ludzi i akademickich trzpiotów, prosząc niby o tę książkę i wołając: »O bydle, panie Szpakowski!«. Jakby on sam przez kalambur był bydlęciem. Dojadło to staremu i, jak mu odtąd tylko ktokolwiek to powiedział, a mówili to często najniewinniej przyjeżdżający ze wsi i potrzebujący tej książki wiejscy gospodarze, zaraz myślał, że drwią i gotów był książką, czy co miał w ręku w łeb cisnąć, a już pewno winowajcę zadziwionego natychmiast z sali wypędzał. Druga, większa od tej sali była zupełnie założona i zarzucona masami cudzoziemskich książek. Tu był i tron Zawadzkiego. Na samym środku stały bez symetrii dwa, albo czasem i jeden tylko, fortepiany-rojale. Pod oknem, przy wysokim staroświeckim biurku czy kantorku, stał z piórkiem i księgami Gastel, dawniej bogaty kupiec, dziś w skutku bankructwa Reyzera buchalter Zawadzkiego; miły i zacny, ale nieszczęśliwy człowiek. O sążeń może od Gastla przy wielkim stole siedział sam Zawadzki, brunet krótko strzyżony, mały, tłusty, pękaty, miłej, ujmującej twarzy, zacnej duszy i wybornego, a jednostajnego w każdym razie humoru poczciwiec”.
W księgarni odbywały się spotkania. – Józef Zawadzki był zaprzyjaźniony z wieloma profesorami Uniwersytetu Wileńskiego. Wchodził do Towarzystwa Szubrawców, był też masonem – należał do loży „Gorliwy Litwin Reformowany”, udzielał się w Towarzystwie Typograficznym i w Towarzystwie Dobroczynności. A więc często w księgarni odbywały się przeróżne spotkania. W księgarni bywali również filomaci i filareci. Z okien księgarni mieli oni m.in. możliwość obserwować, kto odwiedza senatora Nowosilcowa, który mieszkał w pobliskim pałacu pobiskupim. W 1828 r. Nowosilcow odebrał Zawadzkiemu tytuł „drukarza uniwersytetu”. Jego patriotyczne zaangażowanie w rozwój kultury polskiej jest bezpośrednim powodem usunięcia go przez nowego kuratora. Jego miejsce zajął Glucksberg, który był lojalny wobec władzy carskiej. Zawadzki musiał opuścić mury uniwersyteckie. Przeniósł drukarnię do zaułka Bernardyńskiego, a w budynku przy Zamkowej 8 otworzył księgarnię – kończy Leokadia Aszkiełowicz.
Józef Zawadzki zmarł w 1838 r. w Wilnie. Został pochowany na cmentarzu parafialnym przy kościele św. św. Piotra i Pawła. Firma wydawniczo-księgarska była prowadzona przez jego potomków do 1939 r.
Czytaj więcej: Józef Zawadzki – zasłużony wileński księgarz, drukarz, wydawca
Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” Nr 17 (47) 26/04-02/05/2025

