Jaka i czyja będzie pamięć o AK na Litwie? Krystalizuje się koncepcja „koordynacji”

W marcu br. Wileńszczyzna pożegnała jednego z ostatnich żołnierzy Armii Krajowej na Wileńszczyźnie. Padło pytanie o losy dziedzictwa, w tym dokumentów i sztandarów. Niecały miesiąc temu u Polaków na Litwie jasnej koncepcji nie było. Dziś wyłaniają się jej zręby.

Czytaj również...

Przypomnijmy, co już wiemy. W tym roku pożegnaliśmy kpt. Stanisława Poźniaka, jednego z ostatnich świadków operacji „Ostra Brama”, żołnierza Armii Krajowej na Wileńszczyźnie. Jego śmierć postawiła dziedzictwo całych pokoleń pod znakiem zapytania.

Dr Tomasz Bożerocki jeszcze na przełomie marca i kwietnia opowiedział się za udostępnieniem zbiorów w archiwach lub muzeach, argumentując, że otwartość służy prawdzie historycznej, a ukrywanie materiałów sprzyja fałszywym narracjom. Uznawał to za ważne dla budowania polsko-litewskiego zaufania. Wskazał jednak, że materiały musiałyby być poddane profesjonalnej kwerendzie. „Najpierw trzeba zobaczyć, a potem myśleć, jak to ugryźć” – mówił.

Prof. Jarosław Wołkonowski, wieloletni sekretarz Klubu Weteranów Armii Krajowej, przyznawał, że koncepcji zachowania dziedzictwa wciąż brakuje. Część dokumentów przechowuje osobiście. Wskazał, że dużą rolę mogą odegrać rekonstruktorzy lub harcerze. To właśnie te grupy najczęściej powracają w rozmowach na temat zachowania dziedzictwa AK na Wileńszczyźnie – także jako ci, którzy mają zasoby organizacyjne, aby wykonać konkretne zadania na rzecz uruchomienia „punktu koordynacyjnego”.

Samo harcerstwo w wypowiedzi dla „Kuriera Wileńskiego” potwierdziło, że byłoby gotowe przyjąć pewną część organizacyjną, choć „dużo rzeczy wydarzyło się już naturalnie”, jak przyjęcie sztandaru od Dobroczynnego Stowarzyszenia Polskich Kombatantów na Litwie. Według wiedzy redakcji sztandar bywa prezentowany podczas świąt narodowych. Jednak przewodnicząca Związku Harcerstwa Polskiego na Litwie Agata Stankiewicz zaznacza, że harcerze mogliby być stroną wspierającą, ale nie główną. Chociaż takiego kierunku również kategorycznie nie odrzuca.

Klarują się rozwiązania

Zatem żadna koncepcja jeszcze nie powstała, ale już kolejni rozmówcy wskazują na coraz jaśniejszy obraz sytuacji. Stanowisko działaczy różniło się w szczegółach, ale było spójne w założeniu. Za tym założeniem poszliśmy dalej. Zwróciliśmy się z pytaniem do Ambasady RP w Wilnie.

Konsul generalny RP na Litwie Dariusz Wiśniewski zauważył w rozmowie z „Kurierem Wileńskim”, że ambasada, jak każda polska placówka dyplomatyczna i konsularna, już teraz zajmuje się miejscami pamięci. Są jednak pewne ograniczenia, jeśli chodzi o organizację wydarzeń, z którymi ambasada musi się liczyć.

– Wszystkie polskie placówki dyplomatyczne i konsularne włączają się w miarę swoich możliwości w opiekę nad miejscami pamięci. My oczywiście to robimy. Jeśli mowa o grobach wojennych i miejscach pamięci narodowej związanych z powstaniami narodowymi, to wspieramy Instytut Pamięci Narodowej, który prowadzi swoje poszukiwania we współpracy z Centrum Badania Ludobójstwa i Ruchu Oporu Mieszkańców Litwy. Współpraca ta doprowadza czasem do identyfikacji osób, których groby odnaleziono – jak miało to miejsce w ostatnich latach – mówi „Kurierowi Wileńskiemu” konsul Dariusz Wiśniewski.

– W sprawach dotyczących opieki nad grobami także wspieramy działania Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego RP, które bezpośrednio lub za pośrednictwem fundacji krajowych oraz organizacji polskich na Litwie wykonuje niezbędne i bardzo ważne działania w tym zakresie – dodaje.

Gdzie kucharek sześć…

– Jeśli natomiast mówimy o organizacji różnych wydarzeń rocznicowych i upamiętniających – w tym przypadku Armię Krajową i żołnierzy Armii Krajowej – to zadanie to realizują samorządy np. rejonu solecznickiego czy wileńskiego. Podobnie Związek Polaków na Litwie, który jest głównym organizatorem głównych obchodów rocznic operacji „Ostra Brama”, która jest przecież częścią historii Wileńszczyzny. Są zatem różnego rodzaju instytucje, podmioty, a także osoby prywatne – pan kpt. Stanisław Poźniak, póki żył, pan Waldemar Szełkowski czy pan Jarosław Szostko – które angażują się w kontynuację upamiętniania. Także instytucje z Polski, np. wspomniany już IPN, wspierają te działania. Wymienione osoby uczestniczyły co roku w uroczystościach na Wileńszczyźnie, w miejscowościach, gdzie są groby akowców. Wszyscy znamy powiedzenie: „gdzie kucharek sześć…”, i to ryzyko, że gdy wszyscy zajmują się wszystkim, mogą pojawiać się problemy z koordynacją – zauważa konsul Wiśniewski.

Przywołał przykład Społecznego Komitetu Opieki nad Starą Rossą jako wzór skutecznej koordynacji – instytucji, która samodzielnie podejmuje akcje i angażuje partnerów z Polski, jak choćby Warmińsko-Mazurską Izbę Lekarską, której członkowie sfinansowali odnowienie kilku nagrobków lekarzy. Zaznaczył przy tym, że polscy dyplomaci nie mają formalnego tytułu, by cokolwiek nakazywać czy narzucać.

ak-2026-04-18-2
Kpt. Stanisław Poźniak (w środku) był jednym z ostatnich żołnierzy AK na Wileńszczyźnie, świadkiem operacji „Ostra Brama” | Fot. Apolinary Klonowski

Ambasada może pomóc

Konsul Dariusz Wiśniewski dodał, że „pewnym rozwiązaniem mogłoby być przekształcenie organizacji kombatantów: niekoniecznie przez zmianę statutu czy nazwy, ale w taki sposób, by Stowarzyszenie Żołnierzy AK i ich rodzin otworzyło się na kolejne pokolenia Polaków mieszkających na Litwie, mających akowskich przodków”. Taka organizacja mogłaby stać się punktem koordynującym całość pielęgnowania dziedzictwa.

– Jeśli zaś chodzi o zdjęcia, dokumenty i inne artefakty, które znajdują się w zbiorach prywatnych, to widzimy naszą rolę wyłącznie jako podmiotu ułatwiającego przekazanie sztandarów, dokumentów i innych przedmiotów muzeom lub instytucjom zainteresowanym ich przejęciem. Możemy przechowywać ten czy inny artefakt jako depozyt – zna pan z pewnością husarza na pierwszym piętrze budynku ambasady – jestem w stanie wyobrazić sobie coś podobnego. Docelowo jednak nie mamy ani prawnego tytułu, ani możliwości, by zadbać o wszystkie te artefakty na stałe. To powinno trafić do muzeów, w czym ambasada oczywiście może pomóc, jeśli taką prośbę otrzyma – wyjaśnił konsul.

Podobne podejście prezentuje założyciel Wileńskiego Klubu Rekonstrukcji Historycznych „Garnizon Nowa Wilejka” Waldemar Szełkowski. Wyjaśnia, że pewna formuła zachowania pamięci klaruje się już od lat.

– Czytałem o tym w „Kurierze” [w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” – przyp. red.] i myślałem, ale nie ma jeszcze rozwiązania, które można by od razu wskazać jako to właściwe. Przykładem mogą służyć organizacje o podobnym statusie, które napotkały podobny problem i musiały wprowadzić zmiany. Odchodzą ci starsi, którzy byli weteranami, którzy walczyli, ale są ich rodziny oraz zainteresowani pielęgnowaniem tradycji i zachowaniem pamięci – twierdzi w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” Waldemar Szełkowski i opowiada się za niewymyślaniem koła od nowa, ale zagospodarowaniem tego, co już jest.

Nie likwidować, lecz zagospodarowywać

– Najlepszym rozwiązaniem byłoby nie likwidować organizacji [Klubu Weteranów Armii Krajowej i Dobroczynnego Stowarzyszenia Polskich Kombatantów na Litwie – przyp. red.], ale ją przeorganizować: kult pamięci weteranów AK i organizacja działałaby nadal, ale zrzeszałaby młodszych, może nawet dzieci czy wnuków tych weteranów, którzy z doświadczenia rodzinnego znają tamte historie, a także zawodowych historyków i ogólnie pasjonatów tematu Armii Krajowej. Warto, aby organizacja się zachowała, tym bardziej że są już osoby zaangażowane w zachowanie pamięci AK – mówi Szełkowski.

– Inny wariant to jakaś nowa organizacja, która przejmie to wszystko i tym się zajmie – organizacja, która w nazwie nie ma Armii Krajowej, ale nawiązuje do bliskiej tradycji, co jednak wówczas zmniejszyłoby rangę, gdyż zabrakłoby tego hasła „Armia Krajowa” – mówi.

– Oczywiście, taka organizacja na pewno mogłaby liczyć na naszą pomoc. Od lat współpracowaliśmy z Klubem Weteranów AK – to nadal oczywiście byłoby przedmiotem naszego zaangażowania, może bylibyśmy organizacją koordynującą te działania. Przykładowe pytanie to kolejna rocznica [operacji „Ostra Brama” – przyp. red.] – kto zajmie się organizowaniem obchodów? Kto zrobi promocję? Związek Polaków na Litwie na pewno coś zorganizuje, coś zorganizuje Ambasada RP, to dobrze – ale kto wystawi poczet sztandarowy Okręgu Wileńskiego? Tego np. może zabraknąć.

Pytamy zatem Waldemara Szełkowskiego, czy w takim razie nie byłoby lepiej właśnie wygasić funkcjonowanie organizacji kombatanckich, przekazać dziedzictwo do innych organizacji, w tym do ambasady jako przedstawiciela Rzeczypospolitej Polskiej, razem ze sztandarami (jeden ze sztandarów został przekazany wcześniej polskim harcerzom na Litwie).

– Jeśli wygasić i przekazać dziedzictwo, to mówimy o likwidacji tej organizacji. Tego robić nie trzeba, trzeba raczej zmienić ich formułę. Ambasada, trzeba zaznaczyć, już opiekuje się grobami, organizuje uroczystości. Ale jak mówiłem, czy ambasada wystawi poczet sztandarowy? Powiem więcej, czy ambasada jako placówka dyplomatyczna może taki poczet wystawić? Najwyżej zlecić to zadanie innym i aby to zrobić, muszą być spełnione pewne kryteria. Takie kryteria spełniają np. harcerze czy rekonstruktorzy, chociażby pod względem organizacyjnym – dzieli się opinią Waldemar Szełkowski.

– Bo kiedy jest organizacja akowców czy potomków i jest ambasada, czyli ta współpraca działa podobnie jak dotychczas działała – to wygląda dobrze. To jeden z wariantów – bo nigdy wcześniej o tym myśleć nie musieliśmy, ale uważam, że najlepszym sposobem byłoby nie tworzyć nic nowego, tylko przeorganizować istniejące, sprawdzone sposoby, zwłaszcza że to również sposób na aktywizację polskiej społeczności na Litwie – konkluduje.

ak-2026-04-18-3
Żołnierze AK zostawili na Wileńszczyźnie wiele miejsc pamięci. Na zdjęciu: tablica „Poległym Obrońcom Ojczyzny” w kościele św. Ducha w Wilnie | Fot. Apolinary Klonowski

Co dalej? Zależy od społeczności

Jak dowiaduje się redakcja w swoich źródłach, liczne organizacje kombatanckie, także te w Polsce, dokonały zmian statutów jeszcze za życia kombatantów tak, aby należeć do nich mogli członkowie rodzin i osoby wspierające dziedzictwo.

Co ze sztandarami? Najczęściej przekazywano to jednostkom mundurowym, które mogą takie sztandary wystawiać. Tak się stało np. ze sztandarem Światowego Związku Żołnierzy AK, który trafił do Wojsk Obrony Terytorialnej RP w Polsce (to polski odpowiednik litewskiego Dobrowolnej Niestałej Służby Wojskowej, lit. Savanoriška nenuolatinė karo tarnyba, SNKT).

Są też przypadki, gdy to właśnie harcerze wystawiają poczty sztandarowe. „Harcerze na Litwie są organizacją mundurową, patriotyczną, co jest ważne, dlatego też mogą godnie wystawiać taką wartę ze sztandarem” – dowiadujemy się od jednego z rozmówców.

Co więc z dziedzictwem Armii Krajowej? Zaczyna się klarować punkt wspólny dla wszystkich rozmówców „Kuriera Wileńskiego”. Jest on spójny z wiedzą redakcji o wileńskim krajobrazie organizacji i działaczy.

Czyli – nie wymyślać niczego od nowa, ale zagospodarować to, co już jest. Rola ambasady pozostaje niezmienna jako współorganizatora obchodów świąt narodowych. Z kolei sprawa sztandarów, popularyzacji i badań ma swoich „bohaterów”, ale brakuje „punktowej koordynacji”, o której wspominał konsul Dariusz Wiśniewski.

O dalszych losach dziedzictwa Armii Krajowej na Litwie będziemy Czytelników informowali.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 15 (42) 18-24/04/2026

Afisze

Więcej od autora

Karolina Lyndo zaśpiewa repertuar Adele. U pianina Vytautas Straižys

Polsko-litewska piosenkarkaKarolina Lyndo to polska wokalistka na Litwie, studiowała w Polsce. Wileńska Polka buduje artystyczną tożsamość zarówno na scenie litewskiej, jak i polskiej. W 2022 roku wzięła udział w...