W marcu Polacy na Litwie oraz cała Polska pożegnali kpt. Stanisława Poźniaka, jednego z ostatnich świadków operacji „Ostra Brama”, żołnierza Armii Krajowej ziemi wileńskiej. Pokolenie kapitana, żołnierze AK, pozostawiło po sobie źródła historyczne, ale także sztandary i ideę. Jeszcze nie wyklarowała się spójna koncepcja, kto miałby tym dziedzictwem się zająć i jak nim opiekować, choć pierwsze zręby zaczynają powstawać. „Kurier Wileński” zwrócił się do znawców i organizacji i jedno już staje się jasne na wstępie – zostawienie dziedzictwa samemu sobie nie wchodzi w grę.

Dr Bożerocki: „Udostępnić, aby móc przewartościować”
Pytamy o to dr. Tomasza Bożerockiego, który przez wiele lat badał formę pamięci o żołnierzach AK na Litwie.
– Uważam, że dziedzictwo, spuścizna, która pozostała po tych żołnierzach, którzy odeszli do wieczności, powinna trafić do ogólnodostępnych zbiorów muzealnych czy archiwalnych. Żeby szerzej zapoznać społeczeństwo z ludźmi, którzy w czasie II wojny światowej ocalili honor Litwy. Bo jednak po zakończeniu okupacji sowieckiej zdecydowali się zostać i przyjąć obywatelstwo litewskie; w czasie wojny byli członkami koalicji antyhitlerowskiej – to powód do dumy. Szczególnie biorąc pod uwagę, że część obywateli międzywojennej Litwy wybrała współpracę z okupantem. Nie mówiąc o narodowości – przypomnijmy Sergiusza Piaseckiego, „Dla honoru organizacji”: część rodaków wybrała kolaborację, bo wykalkulowali, że im się to opłaci – tłumaczy „Kurierowi Wileńskiemu” dr Tomasz Bożerocki.
– To musi być udostępnione tak, aby ludzie mogli przewartościować, czym była Armia Krajowa w czasie II wojny światowej i czym pozostaje dla dzisiejszej Litwy. Dla Polaków kwestia jest rozstrzygnięta jednoznacznie: mówimy o tych, którzy walczyli i bronili ludności. Nie można oczywiście pomijać tragedii – w tym Dubinek i okolic – choć mających przecież swoją wcześniejszą historię [wcześniejsze Glinciszki – przyp. red.], tego można było uniknąć i nie uniknięto – wyjaśnia.
Dubinki, które wspomina nasz rozmówca, to miasteczko w rejonie malackim. W czasie II wojny światowej było miejscem mordu dokonanego przez żołnierzy Armii Krajowej na blisko 30 mieszkańcach jako odwet za wcześniejsze zamordowanie blisko 40 mieszkańców Glinciszek przez litewską policję pomocniczą. W 2005 r., rok po podpisaniu pojednania między Armią Krajową a Litewskim Korpusem Lokalnym, Polacy i Litwini wzajemnie przeprosili się w Dubinkach i Glinciszkach, „prosząc o wybaczenie z nadzieją, że w przyszłości już nigdy więcej Litwini i Polacy nie będą strzelać jedni do drugich”. Kolejne epizody pojednania opisywaliśmy wtedy w „Kurierze Wileńskim”.
Negatywnie AK postrzegają już tylko ultranacjonaliści
– Rozumiem postawę weteranów Armii Krajowej, którzy swoje zbiory i dokumenty przekazywali osobom prywatnym. Pamiętamy lata 90., publiczne „sądy” nad Armią Krajową odbywające się na podwórku Domu Nauczyciela w Wilnie, obawy przed przyznaniem się do przynależności – można to zrozumieć – mówi dr Bożerocki. „Sądy”, które wspomina, organizowało ultranacjonalistyczne stowarzyszenie „Vilnija” pod wodzą Kazimierasa Garšvy, w których zaocznie „skazywano” Armię Krajową, na wzór „sądów” nad Jagiełłą w międzywojennej Litwie.
– Jednak narracja zaczęła się zmieniać. Przy negatywnym postrzeganiu AK pozostały już tylko środowiska ultraprawicowe na Litwie. Znaczna część rzetelnych historyków i naukowców upatruje w Armii Krajowej szansy na dialog o trudnej przeszłości – przynajmniej w kręgach akademickich – uważa nasz rozmówca.
Pytamy, dla których dokładnie odbiorców należałoby te zbiory pokazać, mając na myśli udostępnienie „szerokiemu kręgowi”.
– Jeżeli zbiory mają być zarchiwizowane – to najlepiej w którymkolwiek archiwum, żeby każdy mógł przyjść i zapoznać się z dokumentami. Jeśli chcemy zawęzić dostęp, to Instytut Historii Litwy: wiele osób przychodzi tam zapoznać się z tamtejszymi zbiorami. Trzeba się jednak zastanowić, jaki cel przyświeca: zrobić wystawę? Czy jest sens pokazywać wszystko? Wystawa to narracja – i to ona decyduje o przekazie – wyjaśnia.

Najpierw trzeba zobaczyć i podsumować
Dr Tomasz Bożerocki tłumaczy, że tych zbiorów nie widział, więc mówimy o scenariuszach hipotetycznych. Dodaje jednak, że „dla naukowców byłoby to ciekawe same w sobie, nawet zdjęcia z okresu działalności to zupełnie inna wartość”.
– Najpierw trzeba zobaczyć, a potem myśleć, jak to ugryźć. Ale na pewno nie chować. Chowanie zbiorów sprzyja narracji, że ukrywa się dowody przestępstw; udostępnienie to dowód działalności przeciwko okupantom. Dlatego uważam, że trzeba udostępnić – najpierw jednak zobaczyć, o czym w ogóle mówimy – komentuje. – Kiedyś widziałem część zbiorów Dobroczynnego Stowarzyszenia Polskich Kombatantów na Litwie, choć szczegółów już nie pamiętam. Dużo zdjęć z działalności po 1990 r., ale i jakieś dokumenty tam były, chyba jeszcze w 2019 r.
Prof. Wołkonowski: „Odeszło pokolenie świadków”
Pytamy o sprawę dziedzictwa wileńskich żołnierzy AK prof. Jarosława Wołkonowskiego. Przez wiele lat, do 2004 r., był sekretarzem Klubu Weteranów Armii Krajowej. Działał na rzecz legalizacji działalności stowarzyszeń akowskich na Litwie. Profesor zaznacza, że śmierć kpt. Poźniaka była ciosem, gdyż do ostatnich dni był aktywny i świadomy.
– Śmierć kpt. Stanisława Poźniaka to jest ogromna strata. Ktoś powie, miał 97 lat, to jest bardzo ładny wiek; mimo sędziwego wieku był sprawny fizycznie, miał bardzo dobrą pamięć. Myślałem, że będzie jeszcze żył – skarżył się na pewne dolegliwości, ale nie stwarzały one zagrożenia. Był aktywny, chodził na spotkania i dyskusje, spotykał się z dziennikarzami i udzielał wywiadów. Świetnie pamiętał wydarzenia, był świadom odpowiedzialności za to, co mówi, był wiarygodny w swych wypowiedziach z pamięcią historyczną, którą przedstawiał – mówi w rozmowie z „Kurierem Wileńskim”.
Jednak co do zagospodarowania dziedzictwa – według profesora koncepcji jeszcze brakuje. – Odeszło pokolenie świadków historii. Rozmawialiśmy wcześniej z kilkoma różnymi urzędnikami i działaczami, którzy sugerowali dokonanie transformacji tej organizacji: żeby dzieci, wnukowie albo harcerze przejęli działalność Klubu Weteranów Armii Krajowej. Te rozmowy trwają dalej, szukamy koncepcji. W ostatnich latach dużą pomoc dla Klubu Weteranów AK pochodziła od Jarosława Szostki, prezesa Fundacji Pamięci Narodowej. Dziedzictwo Klubu Weteranów Armii Krajowej mogą przejąć harcerze, ale może też przejąć grupa rekonstruktorów historycznych. Tam też jest młodzież, wczuwają się w tę atmosferę walk i poznają całą tę narrację. Harcerze to może bardziej kwestia pokoleniowa, natomiast dla rekonstruktorów jest to może w pewnym stopniu bliższe, ale to jeszcze się wyklaruje – wyjaśnia. Od razu dodaje, że część materiałów, jak kwestionariusze organizacji, przechowuje osobiście.
Spuścizna całego pokolenia
– Mówimy nie tylko o spuściźnie konkretnego żołnierza, ale całego pokolenia żołnierzy. Spuścizna była po części uporządkowana już za ich życia. Część dokumentów jest przechowywana przez Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej w Warszawie, część jest u mnie, ta dotycząca spraw i dokumentacji Klubu Armii Krajowej, takie jak np. kwestionariusze wypełniane przy wstępowaniu do Klubu Weteranów AK, gdzie są takie dane, jak: data wstąpienia do AK, kto przyjął przysięgę, w jakich akcjach brał udział, czy był represjonowany. Okres wojenny i powojenny był opisany w tych kwestionariuszach. Jest to materiał historyczny – zapewnia.
– Interesująca jest też historia samych organizacji akowskich na Litwie, dobrze byłoby to zachować. Byłem przy Klubie Weteranów Armii Krajowej od 1989 do 2004 r., kiedy klub został zarejestrowany. W tym okresie dążyliśmy do legalizacji, żeby Klub AK miał podstawę prawną – i to się udało, kiedy Litwa wstępowała do Unii Europejskiej. Wcześniej 13 razy była odmowa, bo strona litewska nie zgadzała się na człon „Armii Krajowej”, stawiając zarzuty, że żołnierze AK działali przeciwko terytorialnej integralności Litwy. Argumentowaliśmy, że to nieprawda – rząd RP na uchodźstwie, jako jedyny spośród krajów Europy Zachodniej, otwarcie popierał niepodległość Litwy – twierdził wprost, że po II wojnie światowej powinna być niepodległa Litwa, także Łotwa oraz Estonia – podkreśla.

Długa do rejestracji organizacji była długa
– Kiedy wstąpiliśmy do Unii Europejskiej w maju 2004 r., znowelizowano, zgodnie z wymogami UE, litewskie prawo o organizacjach społecznych i pojawiła się możliwość zarejestrowania Klubu Weteranów Armii Krajowej. Notariusz nas poinformował, że zarejestrują – była to faktycznie wstępna nieformalna zgoda władz litewskich. W sierpniu 2004 r. Klub Weteranów Armii Krajowej został zarejestrowany – ale w nazwie nie ma członu „na Litwie”, gdyż nie było na to zgody władz Litwy. Z kolei 2 września 2004 r. u prezydenta Litwy została podpisana Deklaracja Pojednania z kombatantami formacji Lietuvos vietinė rinktinė, co uspokoiło i zneutralizowało nacjonalistyczne siły litewskie – wspomina długą drogę akowców do legalnej działalności na Litwie prof. Wołkonowski.
– Gdy udało się zarejestrować Klub AK, powiedziałem kombatantom AK: „Możecie działać legalnie, wreszcie możecie o wszystkim decydować sami, żyjemy w wolnym państwie, w Unii Europejskiej”. W tym okresie byłem prezesem Stowarzyszenia Naukowców Polaków Litwy i rozpoczęliśmy pracę nad przygotowaniem dokumentacji dla mającej powstać Filii polskiej uczelni w Wilnie – co wymagało ogromnego wysiłku i masę czasu i nie było możliwości. Więc mniej więcej od 2004 do 2024 r. weterani AK zajmowali się wszystkim sami przez 20 lat. Gdy wybierali nowe władze, prosiłem, aby były protokoły. Wiadomo, jest to w różnym stanie, ale to wszystko niemniej jest – wyjaśnia.

Dokumenty dokumentami, a uroczystości?
Pytamy, czy dziedzictwem żołnierzy Armii Krajowej mogłoby się zająć Stowarzyszenie Naukowców Polaków Litwy.
– Na ten temat jeszcze nie mógłbym nic powiedzieć. To stowarzyszenie o innym charakterze. Działa przede wszystkim naukowo, więc w innym kierunku. Ma swoją misję, dba o rozwój naukowy polskiej mniejszości, organizując coroczne konferencje na wysokim poziomie czy konkursy na najlepsze naukowe prace licencjackie, magisterskie czy doktorskie – wyjaśnia.
– Chciałbym, żeby tradycje uroczystości związanych z operacją „Ostra Brama” czy szlakiem walk Brygad Wileńskich, jak również z Żołnierzami Niezłomnymi na Wileńszczyźnie kontynuowało młode pokolenie: mógłby to być Wileński Klub Rekonstrukcji Historycznych założony przez Waldemara Szełkowskiego; albo harcerze, albo dzieci i wnukowie żołnierzy AK – a w Klubie było ich około setki. Choć to też nie jest tak proste. Rodziny mają różne poglądy na te sprawy – uważa.
– Jest też Fundacja Pamięci Narodowej – Jarosław Szostko to bardzo energiczna osoba, która mocno wspierała w ostatnim okresie Klub AK. To może być dobre rozwiązanie. W każdym razie musiałoby to być młode pokolenie, które podtrzyma te tradycje, ale też w formule zorganizowanej, spójnej – dodaje.
Harcerze jako strona wspierająca?
Zwróciliśmy się z pytaniem o sprawę spuścizny żołnierzy AK do Związku Harcerstwa Polskiego na Litwie.
– Harcerze z własnej inicjatywy byli na pogrzebie kpt. Stanisława Poźniaka. Pierwsza wiadomość dotarła jeszcze od poprzedniej przewodniczącej, omówiliśmy te informacje z zarządem, a także w węższych kręgach – w kręgu Rady 26. Szczepu Wileńskiego Harcerskiego Ułanów Wileńskich padła propozycja, że oddamy cześć żołnierzowi Armii Krajowej. Inicjatywa szybko została podtrzymana. Było miłym gestem, że uczniowie Gimnazjum im. J.I. Kraszewskiego otrzymali nawet zwolnienie z lekcji, żeby móc być na pogrzebie – dowiadujemy się od Agaty Stankiewicz, przewodniczącej Związku Harcerstwa Polskiego na Litwie.
Harcerze nie wiedzą jeszcze, jak można zagospodarować dziedzictwo po żołnierzach Armii Krajowej, ale nie odrzucają swojego udziału, gdyby taka koncepcja powstała.
– To trudne, skomplikowane pytanie. Jako harcerze nie otrzymaliśmy żadnej propozycji i nie wiemy, kto musiałby to przejąć. Dużo rzeczy wydarzyło się już jednak naturalnie, chociażby otrzymaliśmy od akowców jeden ze sztandarów. Być może harcerstwo mogłoby funkcjonować jako strona wspierająca, która pomaga w zachowaniu dziedzictwa, a główną, reprezentacyjną rolę, przejmie może nawet jakaś placówka państwa polskiego. Na razie nie ma żadnej wyklarowanej koncepcji – wyjaśnia. Jak zaznacza, harcerze polscy na Litwie poczuwają się jednak do dbania o wspólne dziedzictwo.

ZHPnL poczuwa się do tej misji
– Harcerstwo poczuwa się do tego, żeby wspierać organizacyjnie – jako wolontariusze, podobnie jak dotychczas wspierało kombatantów. Mamy sztandar, pewną część tej historii – możemy ją przechowywać. Sami dysponujemy niemałym zasobem archiwów i artefaktów. Pojawił się też jeszcze jeden sztandar harcerek [sztandar Wileńskiej Chorągwi Harcerek Związku Harcerstwa Polskiego, „KW” pisał o nim w 2024 r. – przyp. red.], który restaurowaliśmy i którego robiliśmy kopie – to wszystko jest u nas. Gdyby pojawiło się coś, co moglibyśmy prezentować i eksponować dla społeczeństwa, byłaby to dla harcerstwa duża możliwość i zaszczyt. Wiele zależy jednak od tego, jak widzielibyśmy naszą rolę. Jeszcze nie znamy wszystkich możliwości – gdyby pojawiły się konkretne propozycje, łatwiej byłoby nam wskazać, w czym możemy pomóc, a w czym sami potrzebowalibyśmy wsparcia – zaznacza.
Również widzi tutaj rolę dla organizacji rekonstrukcji historycznych, z którymi, jak mówi, „harcerze są w stałym kontakcie”. – Jednego miejsca ani jednej organizacji na pewno nie ma – to musi się dopiero wykuć – wyjaśnia na koniec.
Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 12 (34) 28/03-03/04/2026












