Nie jest żadną tajemnicą, że dywersanci działają z pełną przychylnością służb białoruskich i prawdopodobnie sami są elementem rosyjskiego aparatu. Podnosi to znacząco koszty transakcyjne dla projektowanego przez Amerykanów „układu nawozowego” z reżimem Łukaszenki – bo Ameryka potrzebuje nawozów, a Łukaszenka potrzebuje zarówno rynków zbytu, jak i możliwości eksportu innymi drogami niż porty rosyjskie (które zdzierają z niego skórę na opłatach eksportowych), czyli przez porty europejskie. Tego rodzaju ocieplenie na linii USA–Białoruś oraz Europa–Białoruś byłoby bardzo nie na rękę Moskwie, która ma coraz mniej asów w talii, którą chce nas szachować.
Operacja ataku migracyjnego na Europę, o kryptonimie „Śluza”, była pomyślana jako operacja rosyjskich służb, mająca na celu paraliż europejskiej infrastruktury granicznej przed planowaną w 2022 r. pełnoskalową inwazją na Ukrainę. Chodziło o to, żeby kraje europejskie nie były w stanie przyjąć uchodźców z Ukrainy ani też dostarczać Ukrainie pomocy, bo byłyby zdestabilizowane przez niekontrolowany napływ nielegalnych imigrantów. Gdyby nie reakcja rządów państw członkowskich, tak by się stało; Komisja Europejska wówczas po prostu bezczynnie milczała, a jak się odzywała, to żeby wyrazić „zaniepokojenie”, co powinno dawać do myślenia o tych, którzy chcą Europę jeszcze bardziej centralizować i federalizować.
Wewnątrz Europy nadal mamy struktury, które wtedy, w 2021 r., walczyły o to, żeby granicy nie uszczelniać i wpuszczać wszystkich nielegalnych, nieudokumentowanych imigrantów jak leci. Te same struktury teraz działają na rzecz demontażu architektury bezpieczeństwa. Gdyby wówczas realizowano scenariusze „aktywistów”, to dziś być może do takiego ataku dywersantów doszłoby nie w lesie na pograniczu łotewsko-białoruskim, gdzie przecież nawet nie powstałyby kamery, zasieki i płoty – tylko gdzieś w Rydze, Wilnie albo Warszawie. I tak, czekając na instrukcje z centrów władzy, dopiero wówczas byśmy się zorientowali, że nie mamy już nie tylko granic, ale i stolic.
Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 40 (116) 10-16/10/2026

