6
Ostatnia warta honorowa przy grobie Matki i Serca Syna — legenda czy fakt historyczny?

Pochowani na Rossie Piotr Stacirowicz, Wincenty Salwiński i Wacław Sawicki, zginęli 18 września 1939 roku w nieznanych okolicznościach. Fot. Marian Paluszkiewicz

Pochowani na Rossie Piotr Stacirowicz, Wincenty Salwiński i Wacław Sawicki, zginęli 18 września 1939 roku w nieznanych okolicznościach. Fot. Marian Paluszkiewicz

Kiedy wycieczki, zwłaszcza z Polski, przyjeżdżają na Rossę, zaczynają zwiedzać cmentarzyk wojskowy i mauzoleum z sercem Marszałka. Zwykle przewodnicy pokazują zwiedzającym trzy groby żołnierzy — ostatnią wartę honorową przy Grobie Matki i Sercu Syna. Żołnierze ci zostali zastrzeleni 18 września 1939 roku przez wkraczających do Wilna sowieckich „bojców”. W legendzie wileńskiej są oni bohaterami, obrońcami świętego dla wilnian miejsca. Często pośród zwiedzających ten cmentarzyk można usłyszeć pytanie, czy faktycznie żołnierze polscy w czasie, kiedy należało bronić miasta, stanęli na warcie przy grobie Matki i Sercu Syna, i tam bohatersko zginęli?

Profesor Edmund Małachowicz, autor znakomitej pracy „Cmentarz na Rossie w Wilnie”, wątpi, by trzej żołnierze wobec zbliżającego się silnego oddziału sowieckiego mogli stanąć przy grobie, zamiast walczyć w obronie miasta, oddawać strzały w kierunku wroga i zginąć na polu walki i nie dać się zabić z bronią u nogi. Zachodzi pytanie czy rzeczywiście trzej żołnierze stanęli przy grobie i warta honorowa poniosła bohaterską śmierć?

Edmund Małachowicz we wspomnianej książce pisze: „Jest miejscowa wersja wydarzeń dotycząca ich śmierci. Głosi ona, że byli to członkowie warty honorowej przy grobie Matki i Serca Syna, zabici na posterunku przez wkraczające wojska. Zginęli oni 18 września w nieznanych okolicznościach, a byli to:

  • Piotr Stacirowicz, szeregowy WP
  • Wincenty Salwiński, kapral WP
  • Wacław Sawicki, szeregowy WP

Pochowani zostali przez ludność miejscową, a znacznie później (w czasie okupacji niemieckiej) wykonano trzy betonowe nagrobki, prawie identyczne z pozostałymi nagrobkami żołnierskimi. Napisy pierwotne zostały zniszczone po 1945 r., ale nowe tabliczki metalowe zawierają tylko jedno nazwisko — Wincentego Salwińskiego — oraz dwóch nieznanych żołnierzy WP. Wszystkie trzy nazwiska zachowały się jednakże w spisie mogił z lat 1939-1945, sporządzonym z natury przez Aleksandra Śnieżkę. Za taka wersję przemawiała liczba dwóch żołnierzy i 1 podoficera, znanych ze starych fotografii, i miejsce (?) śmierci i pochówku. Zaprzecza temu jednak oświadczenie p. Kazimierza Rolińskiego (artykuł prasowy) z Warszawy, opublikowane w prasie (K. Roliński, „Na Rossie”). Stwierdza on, że 1 września 1939 wartownicy – żołnierze służby czynnej zostali zdjęci, a zastąpiła ich drużyna z kompanii Przysposobienia Wojskowego, złożona głównie z gimnazjalistów wileńskich. Pisze on też: „Los zrządził, iż wraz z moim sąsiadem i kolegą Malinowskim pełniłem wartę honorową jako ostatnia para. Już się rozległy wystrzały z kierunku lotniska Porubanek, kiedy z pełnym ceremoniałem odmaszerowaliśmy z tego posterunku do wartowni, skąd drużyna pomaszerowała na miejsce zbiórki. Nikt z warty honorowej nie zginął. Skąd więc ta wiadomość?”.

Prof. Małachowicz pisze dalej: „Wspomniana kompania WP opuściła Wilno, przekroczyła granice litewską i została internowana. Roliński wspomina wprawdzie o kompanii podchorążych pozostawionych dla osłaniania odwrotu, ale to nie dotyczy trzech poległych”.

„W świetle takiego oświadczenia bezpośredniego świadka ówczesnych wydarzeń wersji „warty honorowej” nie da się więc utrzymać” — stwierdza profesor — „legendy jednak mają żywot trwalszy niż niejedno wydarzenie rzeczywiste. Prawdopodobnie więc i ta legenda przetrwa jeszcze, głównie wśród społeczności ziemi wileńskiej, odznaczającej się szczególną »pamiętliwością« ”.

A zatem autor książki „Cmentarz na Rossie w Wilnie” stwierdził autorytatywnie, że 18 września 1939 roku, podczas szturmu Wilna przez Sowietów, warty już nie było. Więc kim byli ci trzej żołnierze, których groby są na cmentarzyku? Pamięć ludzka, a zwłaszcza pamięć historyczna jest niezniszczalna i przy każdym wydarzeniu zawsze znajdzie się jakiś świadek, który przekaże świadectwo prawdy. Po ukazaniu się wyżej wspomnianej książki, odezwał się Aleksander Dawidowicz, lekarz, znawca Wilna i dawny mieszkaniec Kolonii Wileńskiej. Dociekliwy badacz historii Wilna, Dawidowicz odnalazł innych, wileńskich, świadków wydarzeń 18 września 1939 roku i napisał w recenzji „Cmentarza na Rossie w Wilnie”, opublikowanej w „Panoramie Kresowej”. Moim zdaniem, warto przytoczyć wersję Dawidowicza w całości: „Autor nie uznaje faktu bohaterskiej śmierci od kul sowieckich warty honorowej pełniącej służbę przy mauzoleum marszałka Piłsudskiego na Rossie w czasie wkraczania Armii Czerwonej do Wilna w dniu 18 września 1939 roku. Stanowisko autora wobec tego faktu należy przyjąć ze zdumieniem, ponieważ był on powszechnie znany bezpośrednio po zajęciu miasta przez Sowietów. Świadectwo o tej bohaterskiej śmierci przekazali mi zgodnie:

  1. Ludmiła Doroszkiewicz, maturzystka gimnazjum im. Elizy Orzeszkowej w Wilnie, mieszkająca wówczas i do końca swego życia w odległości 150 m od mauzoleum marszałka przy ulicy Rossa 22, mieszkanie 6.
  2. Zamieszkały w Wilnie bratanek dowódcy bohaterskiej warty kpr. Wincentego Salwińskiego (1914-1939).

„Z osobami tymi” — pisze Dawidowicz — „kontaktowałem się osobiście: z Ludmiłą Doroszkiewicz wielokrotnie. Była to moja koleżanka szkolna. Z bratankiem kpr. Salwińskiego spotkałem się przy grobie jego stryja nieopodal mauzoleum marszałka Piłsudskiego w dniu 16 sierpnia 1987 roku i wydarzenie to opisałem wówczas w moim pamiętniku.

Kapral nadterminowy Wincenty Salwiński pochodził ze wsi Sokolniki k. Rudomina, miasteczka położonego 8 km na południowy wschód od Wilna. Miał on dwóch braci. Jeden z nich, Feliks Salwiński mieszkał w 1987 roku we wsi Pitokańce pod Wilnem, a drugi w Polsce na Helu. W dniu 19 września 1939 roku niechlubny rozkaz ewakuacji miasta bez jego obrony wydał dowódca garnizonu wileńskiego płk. Jarosław Okulicz-Kozaryn. Tegoż dnia rano zostali wycofani żołnierze Wojska Polskiego z linii obronnej z ustawionymi na niej karabinami maszynowymi, w zagrodzie przy moim domu w Kolonii Wileńskiej, na wschodnim przedpolu Wilna. Rozpoczął się masowy exodus ku granicy litewskiej administracji wileńskiej i wojska.

W tej tragicznej sytuacji i masowej histerii kapral Wincenty Salwiński z dwoma kolegami, szeregowym Piotrem Stacirowiczem i Wacławem Sawickim podjęli decyzję zaciągnięcia warty przy mauzoleum marszałka Piłsudskiego na Rossie. Był to świadomy akt bohaterski. Dwaj wartownicy trzymający straż przy płycie Matki i Serca Syna zginęli na miejscu od kul sowieckich. Kapral Salwiński, zgodnie z regulaminem, przebywał w tym czasie w nieistniejącej dzisiaj, przylegającej do cmentarza legionowego, niedużej wartowni. Widząc śmierć swych kolegów, począł się cofać w kierunku torów kolejowych. Został jednakże zauważony i zastrzelony w odległości około 150 m od wartowni. Takie są fakty odtworzone przez moich rozmówców. Ta bohaterska, żołnierska ofiara, jest jakże znamienna dla patriotyzmu wileńskiego społeczeństwa”.

Zatem według relacji Dawidowicza, trzej wymienieni wyżej żołnierze WP byli ostatnia wartą honorową przy grobie Matki i Serca Syna.

Aby obiektywnie odpowiedzieć w kwestii ostatniej warty przy grobie Matki i Serca Syna zwróćmy się do opracowania naukowego o ataku Sowietów na Wilno 18 i 19 września 1939 roku. Autorem tego opracowania jest dr Czesław Grzelak, który dokładnie tamte wydarzenia opisał w pracach „Wilno 1939” i „Wilno-Grodno-Kodziowce 1939”. Oto fragmenty relacji historyka o działaniach wojennych na Rossie: „17 września, czyli w przeddzień sowieckiego ataku, w Wilnie znajdowało się ok. 14 tys. żołnierzy oraz ochotników, ale tylko ok. 6,5 tys. było uzbrojonych. W międzyczasie napływały jeszcze różne drobne pododdziały. 18 września rano sformowano batalion studencki spośród studentów zdolnych do noszenia broni. Tego samego dnia doszło do rozmowy między gen. Józefem Olszyną-Wilczyńskim i płk. Jarosławem Okuliczem-Kozarynem, w której ten pierwszy rozkazał w nieprecyzyjny sposób nie podejmować obrony miasta i odejść na Litwę. W rezultacie płk. Okulicz-Kozaryn postanowił nakazać opuszczenie miasta przez oddziały niebojowe, natomiast pozostałe miały pozostać na swoich stanowiskach, ale podjąć walkę tylko na wyraźny rozkaz. Ostatecznie w godzinach popołudniowych 18 września obrona Wilna wyglądała następująco: we wschodniej części miasta znajdowały się dwa bataliony marszowe z OZ 1. DP Leg. pod dowództwem ppłk. Jana Pawlika, bliżej nieokreślone pododdziały piechoty wzmocnione ochotnikami z PW, spieszony batalion z OZ Wileńskiej BK (na Antokolu) oraz pluton artylerii 75 mm z OZ artylerii lekkiej w Wilnie, w rejonie Markucia i Rossy swoje pozycje zajmował Batalion KOP „Troki” mjr. Krasowskiego, południową i południowo-zachodnią część miasta obsadzały dwa bataliony, na czele których stał komendant RKU Wilno-Powiat ppk. Stanisław Szyłeyko oraz drużyny ochotników z PW, pełniące warty przy magazynach wojskowych na Burbiszkach, kierunek zachodni i północny ubezpieczały pozostałe bataliony Pułku KOP „Wilno” pod dowództwem ppłk. Kazimierza Kardaszewicza i jeden batalion z OZ 1 Pułku Legionów, w rejonie śródmieścia rozmieszczona była 20. Bateria Artylerii Przeciwlotniczej (4 ckm plot.); druga bateria znajdowała się u północnego wylotu mostu Zielonego, w domu akademickim na Górze Bouffałowej kwaterował słabo uzbrojony batalion studencki, ale jego część po południu 18 września wyjechała z miasta w kierunku granicy litewskiej, w okolicach dworca kolejowego stacjonowały różne luźne pododdziały, m. in. kolejarskiego PW oraz niewielka grupa por. Świdy, wzmocnione improwizowanym pociągiem pancernym zbudowanym przez kolejarzy. W sumie były więc to siły, które można przeliczyć na ok. dziesięć batalionów piechoty (ok. 6,5 tys. uzbrojonych żołnierzy) z 14-16 działami, w tym połową ppanc., oraz 4-6 działkami plot. 40 mm i kilkudziesięcioma karabinami maszynowymi. Brak było natomiast moździerzy i granatów ppanc., które starano się zastąpić butelkami z mieszanką zapalającą. Pomimo słabego uzbrojenia i słabego wyszkolenia ochotników można jednak było pokusić się o skuteczny opór wśród miejskiej zabudowy, nawet jednostkom pancernym.

Nadal pozostaje pytanie, czy 18 września 1939 roku rzeczywiście trzej żołnierze stanęli przy mauzoleum z sercem Marszałka i warta honorowa poniosła śmierć? Fot. Marian Paluszkiewicz

Nadal pozostaje pytanie, czy 18 września 1939 roku rzeczywiście trzej żołnierze stanęli przy mauzoleum z sercem Marszałka i warta honorowa poniosła śmierć? Fot. Marian Paluszkiewicz

18 września dowódca wojsk Frontu Białoruskiego komandarm II rangi Michaił Kowalow wydał rozkaz dotyczący opanowania Wilna. Miasto zdobywać miały dwie grupy bojowe sformowane przez 3. i 11. Armie. Z 3. Armii wydzielono grupę bojową pod dowództwem kombryga Piotra Achlustina w składzie: 24. Dywizja Kawalerii wzmocniona 22. i 25. Brygadą Pancerną z zadaniem uderzenia na miasto z północnego wschodu. Natomiast grupa bojowa 11. Armii pod dowództwem kombryga S. P. Zybina w składzie: 36. Dywizja Kawalerii wzmocniona 6. Brygadą Pancerną otrzymała zadanie uderzenia na Wilno z południowego wschodu. Całe miasto miało być opanowane do wieczora 18 września. Jednakże wobec dużych odległości grup bojowych od Wilna (ok. 80 km), trudności z zaopatrzeniem w paliwo dla czołgów i mechanicznych środków transportu oraz przesadnymi ocenami możliwości obrońców Wilna, termin opanowania miasta przesunięto na rano 19 września.

18 września po godzinie 17 do płk. Okulicza-Kozaryna dotarły oficjalne meldunki o pojawieniu się od strony Oszmiany pierwszych sowieckich pododdziałów pancernych. Były to czołgi z 7. i 8. Pułku Czołgów 36. Dywizji Kawalerii. 8. Pułk Czołgów po kilkudziesięciominutowej walce z kompanią „Olkieniki” kpt. Antoniego Kwiatkowskiego z Batalionu KOP „Orany” zajął południowo-wschodni skraj Wilna, pozostając tam do rana 19 września. Natomiast 7. Pułk Czołgów został zatrzymany na zachodnim skraju Wilna. W rezultacie płk. Okulicz-Kozaryn podjął decyzję, która negowała całkowicie wcześniej wydane polecenia, a mianowicie rozkazał wycofanie się wszystkich sił obrony w kierunku granicy litewskiej. Odwrót miały osłaniać oddziały KOP jako najlepiej wyszkolone i zdyscyplinowane. Część żołnierzy i policjantów odeszła natomiast do Grodna, gdzie wzięła potem udział w jego obronie. Jednocześnie w stronę sowieckich wojsk został posłany ppłk. Podwysocki, aby zakomunikować im o niebronieniu miasta. Został jednak ostrzelany przez czołgistów i musiał zawrócić. Podpułkownik Podwysocki po powrocie nie zastał już płk. Okulicza-Kozaryna i w powyższej sytuacji postanowił bronić miasta. Jednakże wycofała się z niego już większość oddziałów, pozostały tylko nieliczne, wspomagane przez ochotników, głównie harcerzy i młodzieży.

Tymczasem sowieckie oddziały pancerne, które podeszły do miasta, miały za zadanie dotrzeć do mostu Zielonego i zablokować Wilno od strony zachodniej. Jeden z pododdziałów 8. Pułku Czołgów dostał się pod ogień 2 polskich dział 75 mm, które strzelały pociskami przeciwpiechotnymi, tracąc samochód pancerny. Polacy ponieśli spore straty, ale powstrzymali nieprzyjacielskie natarcie. Z kolei na Zarzeczu jeden sowiecki czołg został uszkodzony granatami. W rezultacie główne siły 8. Pułku Czołgów zatrzymały się na południowo-wschodnim skraju Wilna do rana 19 września, a jedynie drobne pododdziały (po 2-3 wozy bojowe) prowadziły rozpoznanie w kierunku Wilii. W tym samym czasie ogień do nieprzyjacielskich czołgów prowadziła także nieokreślona liczba dział 75 mm z OZ artylerii w Wilnie, usytuowanych na wzgórzu nad Wilenką przy szosie oszmiańskiej. Prawdopodobnie zniszczyły one 1 sowiecki czołg, a po wyczerpaniu całej amunicji polscy artylerzyści uszkodzili działa i się wycofali. Z kolei 2 kolejne działa 75 mm strzelały z pozycji na Wzgórzu Ponarskim do sowieckich wojsk (1. Batalion z 6. Brygady Pancernej) usiłujących zdobyć dworzec kolejowy i magazyny wojskowe na Burbiszkach. Bronił się tam 33. Batalion Wartowniczy, ale wobec przewagi wroga musiał się wycofać w nocy z 18 na 19 września.

W godzinach popołudniowych 18 września w rejon dworca kolejowego została dodatkowo przysłana niepełna kompania żołnierzy i ochotników z PW, uzbrojona w kilka ckm-ów i karabinów ppanc. Część ochotników zatrudniono przy dokończeniu budowy improwizowanego pociągu pancernego. Wieczorem pojechał on torem kolejowym na Lidę, docierając do Burbiszek, gdzie wspomógł obronę magazynów wojskowych, ale został uszkodzony. W tym czasie kilka czołgów sowieckich z 2. Batalionu 6. Brygady Pancernej dotarło na tyły magazynów, dostając się jednak pod ogień polskiej kompanii, która zniszczyła jeden czołg i jeden uszkodziła, ale sama była zmuszona wycofać się do centrum miasta. Jednocześnie sowiecki batalion rozpoznawczy z 6. Brygady Pancernej po krótkiej walce opanował lotnisko i składy paliwa.

Wieczorem 18 września pancerny pododdział z tej brygady zaatakował także Wilno z kierunku Nowej Wilejki, nacierając wzdłuż Wilii na Górę Zamkową i most Zielony. Napotkał jednak polski ogień prowadzony przez działko ppanc. 37 mm z drugiego brzegu rzeki przy koszarach kawalerii i po stracie kilku uszkodzonych wozów bojowych, które zatarasowały drogę pozostałym, musiał zatrzymać się. Inny z batalionów sowieckiej 6. Brygady Pancernej zaatakował polskie pozycje przy cmentarzu na Rossie zajmowane przez Batalion KOP „Troki” mjr. Krasowskiego, który po stracie kilkunastu zabitych i rannych rozpoczął odwrót. Rosjanie natomiast skierowali się w stronę centrum miasta, łamiąc słaby opór niewielkiego polskiego pododdziału z pozostałości marszowej 5 Pułku Piechoty Legionów. Następnie na ich drodze znalazła się bateria artylerii przeciwlotniczej ppor. Witolda Brancewicza. Polacy uporczywie się bronili do późnego wieczora, tracąc obsługę 1 działa, a potem wycofali się w kierunku na Zawiasy ku granicy litewskiej.

Jak wynika z przytoczonej relacji naukowej dr Grzelaka, Sowieci zaatakowali na Rossie Batalion KOP „Troki” majora Krasowskiego 18 września 1939 roku wieczorem. Po stracie kilkunastu zabitych i rannych, wśród zabitych mogli być Wincenty Salwiński, Piotr Stacirowicz i Wacław Sawicki, mjr Krasowski rozkazał odwrót w kierunku granicy litewskiej. Historyk nie wspomina warty honorowej, ponadto według tej relacji, 19 września 1939 roku żołnierzy polskich już nie było na Rossie. Wydaje się więc, że opisane przez Aleksandra Dawidowicza bohaterstwo trzech polskich żołnierzy jest tylko legendą. Niech więc tak pozostanie, ponieważ i ta piękna historia weszła już do bogatego skarbca wileńskich legend.

Prof. Mieczysław Jackiewicz

6 odpowiedzi to Ostatnia warta honorowa przy grobie Matki i Serca Syna — legenda czy fakt historyczny?

  1. Zbyszko mówi:

    Z Przysposobiem Wojskowym na Rossie już od 1 września ’39 to coś nie tak. PW obawiązywało ucznów ostatniej, 4. klasy gimnazjum i obu klas liceum, czyli przez ostatnie 3 lata,łącnie z rokiem maturalnym. Rok szkolny rozpoczął się z planowym opóżnieniem, bo 1.9. wypadał w piątek. Ogólną odprawę wileńskich drużyn PW zwołano wcześnie nad ranem 5. lub 6 września w sali teatru Qui Pro Quo przy ul Ludwisarskiej. Tam przedzielono n as do służby wartowniczej podając przy ty hasło i odzew. Któregoś dnia było to, odpowiednio: ‘karabin’ i ‘Nowogródek’. Mnie i grupę kolegów przydzielono do ‘więzienia wojskowego na Antokolu’ (pałac Słuszków), kolegów – m.i. do prochowni na Burbiszkach. Więżniowie z za krat kpili ze mnie – szczeniaka z karabinem w północno-zachodnim rogu muru więziennego. Odbyłem z 1-, czy 2-dniową przerwą dwa dyżury. Póżniej wszystko się zaczęło rozłazić. Wątpię, by na 1.9. można było zorganizować warty PW na Rossie,a co do 16.9., to nie wykluczam.

  2. ben mówi:

    Chwała bohaterom! nawet jeżeli jest to tylko legenda. na pewno wspomniane w artykule nagrobki symbolizują jedno – głęboki patriotyzm tysięcy mieszkańców Wileńszczyzny i oddanie krajowi, który chyba powoli o nich zapomina. Tak jak przed wojną zapomniał o Polakach znad Druci…

  3. Władysław mówi:

    Dziwne,bardzo dziwne. Przecież w Wilnie żyje bliska rodzina kaprala Wincentego Salwińskiego. To jest stryjeczny albo cioteczny dziadek pani Edyty Maksymowicz, znanej w Wilnie redaktor Telewizji Polskiej. Kiedyś p. Edyta bardzo ciekawie opowiedziała mi historię swojej rodziny i dziadka. Widziałem też film dokumentalny w telewizji na ten temat i tam w sposób jednoznaczny i wiarygodny wytłumaczono okoliczności śmierci trzech żółnierzy WP. Dlaczego prof. Jackiewicz pomija ważne świadectwa i wypisuje jakieś bzdury. Przykre. Gazeta, którą lubię, te bzdury powiela. Równie przykre. Z poważaniem Wadysław Czuba, Gdańsk

  4. Tak mówi:

    A kiedy tzw. profesor Jackiewicz pisał prawdę? Toż prostytutka! I nie tylko polityczna. W każdym innym znaczeniu też. W Wilnie to każdy, albo prawie każdy wie. A dlaczego Kurier powiela? To też pytanie!

  5. pickaxe mówi:

    Świetne opracowanie. Gratulacje!!!
    Chyba nie to ważne czy była to warta honorowa, czy śmierć w walce obronnej. Nawet trudno sobie wyobrazić że w obliczu regularnej bitwy ktoś stoi wyciągnięty jak struna na posterunku honorowym. Fakt jest jeden i niezaprzeczalny : Ci trzej żołnierze zginęli w walce z okupantem i i na pewno w rejonie cmentarza . Chwała bohaterom

  6. Jerzy mówi:

    trójka żołnierzy Została rozstrzelana przez Sowietów
    Mój ojciec jako gówniaż mieszkając blisko Rossy biegał w tym dniu koło cmentarza i ze zwykłej ciekawości obserwował obcych zołnierzy (sowietów) jak wbiegli na cmentarz. Po chwili usłyszał strzały i gdy podszedł w okolice grobu serca Piłsudskiego między nagrobkami widział zabitych trzech żołnierzy Polskich i grabiących ich sowietów. Opowiadał mi to zdarzenie przynajmniej dwukrotnie – choć ja nie chciałem w to wierzyć

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.