W Nowej Wilejce sortują odpady, jest protest. „Tymczasowe rozwiązanie, alternatyw nie ma wiele”

Mieszkańcy Nowej Wilejki zostali postawieni przed faktem – w ich dzielnicy sortuje się odpady z dwóch stref Wilna. Jednak mer uspokaja, że to stan tymczasowy i podał terminy. Zorganizowano protest.

Czytaj również...

We czwartek 6 lipca w Nowej Wilejce mieszkańcy zorganizowali protest przed terenem firmy Ekonovus. Domagali się wyjaśnień w sprawie sortowania odpadów w ich dzielnicy.

To rozwiązanie tymczasowe

Mer Wilna Valdas Benkunskas zapewnił, że działalność zostanie tam zakończona w ciągu pięciu do ośmiu tygodni. To efekt większych problemów ze śmieciami w regionie Wilna.

„Departament Ochrony Środowiska wydał zezwolenie na tymczasowe przetwarzanie odpadów na tym placu. Dzieje się to tymczasowo – w ciągu pięciu–ośmiu tygodni zaprzestaniemy przetwarzania odpadów w tym miejscu i rozpoczniemy przetwarzanie na innym placu” – powiedział dziennikarzom Benkunskas.

Firma Ekonovus jest jednym z trzech przedsiębiorstw, z którymi Centrum Zarządzania Odpadami Okręgu Wileńskiego (lit. Vilniaus apskrities atliekų tvarkymo centras, VAATC) zawarło umowy dotyczące sortowania odpadów w regionie. Pozostałe dwie firmy – Ecoservice i Ekobazė – sortują odpady w pobliżu Gariunów.

Dyrektor Ekonovus Romas Draskinis wyjaśnił, że wszystkie zebrane odpady trafiają na plac przy ulicy Pramonės, gdzie są sortowane, a następnie natychmiast wywożone.

„Odpady biodegradowalne trafiają do biotuneli, a te nienadające się do recyklingu – do elektrowni kogeneracyjnej w Wilnie” – powiedział Draskinis.

Według dyrektora firma planuje sortować odpady w Nowej Wilejce maksymalnie przez dwa miesiące, po czym przeniesie się na własny teren w pobliżu Gariunów, przy ulicy Sandėlių, gdzie trwają jeszcze prace przygotowawcze.

Argumenty za placem w Nowej Wilejce

Mer wyjaśnił, dlaczego wybrano właśnie ten plac.

„Miejsce to jest odpowiednie, ponieważ posiada odpowiednio wyposażoną część podziemną, system zbierania ścieków oraz wszystko, co jest potrzebne w takich przypadkach” – zaznaczył mer Valdas Benkunskas.

Zapewnił też, że nie ma zagrożenia zanieczyszczeniem płynącej w pobliżu rzeki Wilejki – teren jest zabetonowany, a ścieki odprowadzane są przez studzienki.

Władze przyznają jednak, że nie mają zbyt wielu alternatyw.

„Takich prawdziwych alternatyw nie ma zbyt wiele – trzeba było intensywnie popracować, aby znaleźć inne możliwości tymczasowego zagospodarowania odpadów” – powiedział mer.

Problemem jest też uciążliwy zapach. Benkunskas potwierdził, że firma ma obowiązek rozpylać probiotyki, aby zminimalizować ten efekt.

Decyzja o tymczasowym sortowaniu odpadów w Nowej Wilejce zapadła, jak zapewnia dyrektor VAATC Marius Švaikauskas, w porozumieniu z Departamentem Ochrony Środowiska i Agencją Ochrony Środowiska.

„Jest to rozwiązanie całkowicie tymczasowe, dopóki nie uporamy się z odpadami w tym miejscu, a sortowanie powróci w pełnym zakresie do zakładu (MBA)” – powiedział Švaikauskas.

Po zawarciu umów z trzema firmami dyrektor VAATC uznał, że kryzys śmieciowy w regionie wileńskim został opanowany.

Kryzys wybuchł po ubiegłorocznym pożarze w wileńskiej sortowni odpadów, która do tej pory nie wznowiła działalności, a wileńska elektrociepłownia ograniczyła tymczasem ilość spalanych odpadów.

Pod koniec lipca, po orzeczeniu sądu nakazującym firmie Energesman nieutrudnianie działalności, VAATC przejęło zarządzanie zakładem MBA.

To pokłosie wielkiego pożaru i centralizacji

W zeszłym roku w kwietniu doszło do wielkiego pożaru w Zakładzie Sortowania Odpadów regionu wileńskiego przy wileńskich Gariunach. Był to centralny zakład, który zagospodarowywał odpady z całego regionu – tak silną centralizację krytykował na łamach „Kuriera Wileńskiego” po pożarze publicysta Rajmund Klonowski. Zastanawiał się, czy „patologia centralizacji” może też wpłynąć na inne sektory.

„O tym, że nasz kraj jest scentralizowany w sposób patologiczny, przekonujemy się przy wielu okazjach. Powstało nawet ryzyko, że w związku z jego uszkodzeniem miastu grozi zalanie niewywożonymi śmieciami” – przewidywał publicysta.

Afisze

Więcej od autora

Bunt maszyn. Kosiarki uciekają z posiadłości. Rewolucja? Raczej nie. „Zakłócenia sygnałów”

Sceny jak z filmu „Terminator”. Maszyny na Litwie się buntują – kosiarki wypowiadają posłuszeństwo swoim właścicielom i wyrywają się na niezależność. Operator tłumaczy, że to zakłócenia nawigacji GNSS – i co w tym przypadku robić.

Czy zakaz jak w Polsce uratowałby dzieci na Litwie? Chrystyna Masalska: „Są cztery grupy dzieci”

Apolinary Klonowski: Jak ten zakaz telefonów, który wprowadziła Polska, wygląda z perspektywy polskich szkół na Litwie?Chrystyna Masalska: To niełatwe pytanie, bo u nas też staramy się trzymać podobnych zasad,...