Póki co bez stanu sytuacji ekstremalnej
Litewski rząd nie ogłosi na razie stanu sytuacji ekstremalnej (nie mylić ze stanem wyjątkowym — przyp. red.) w związku z kryzysem śmieciowym w regionie Wilna. W poniedziałek minister środowiska Ieva Andriulaitytė poinformowała, że zamiast sięgać po nadzwyczajne środki prawne, władze zdecydowały się kilkukrotnie zwiększyć moce przerobowe spalarni odpadów.
Decyzja zapadła po spotkaniu zwołanym z inicjatywy premiera Mindaugasa Sinkevičiusa, poświęconym omówieniu narastającego problemu z gospodarką odpadami w stolicy i jej okolicach.
„Po omówieniu sytuacji ze wszystkimi instytucjami postanowiono nie ogłaszać stanu sytuacji ekstremalnej na szczeblu krajowym” — powiedziała dziennikarzom minister środowiska.
Nie oznacza to jednak, że taki scenariusz jest wykluczony. Szef Narodowego Centrum Zarządzania Kryzysami, Vilmantas Vitkauskas, zaznaczył, że możliwość ogłoszenia stanu sytuacji ekstremalnej „pozostaje na stole”.
„Taka możliwość pozostaje otwarta, ale zazwyczaj stan sytuacji ekstremalnej ogłasza się wtedy, gdy wyczerpano już wszystkie inne środki, a te, które są stosowane, okazują się nieskuteczne” — powiedział Vitkauskas.
Wyścig z czasem
W praktyce oznacza to wyścig z czasem. Samorząd wileński przedstawił plan zwiększenia mocy przerobowych, który ma zacząć obowiązywać za kilka dni. Centrum Zarządzania Kryzysami będzie monitorować jego realizację.
„Najważniejsze jest to, aby nasi mieszkańcy nie odczuli żadnych niedogodności związanych z przyjmowaniem i wywozem odpadów” — podkreślił Vitkauskas.
Minister Ieva Andriulaitytė zapowiedziała rozmowy z elektrociepłownią w Wilnie w sprawie zwiększenia mocy spalania. Jeśli okażą się niewystarczające, do akcji wkroczą spalarnie z innych regionów kraju. „Jeśli zauważymy, że moce przerobowe są niewystarczające, będziemy zmuszeni zaangażować inne regiony” — oświadczyła minister.
W tle trwa spór prawny między dwoma podmiotami gospodarczymi, który wedle minister doprowadził do patowej sytuacji. Centrum Zarządzania Odpadami Regionu Wileńskiego złożyło pozew do Sądu Rejonowego w Wilnie, domagając się przejęcia zakładu sortowania odpadów od operatora — firmy Energesman. Rozprawa zaplanowana jest na 23 lipca.
Energesman wystąpił, składając wniosek do Sądu Okręgowego, o tymczasowe wstrzymanie tych działań. Orzeczenie w tej sprawie spodziewane jest w poniedziałek lub we wtorek.
Ministerstwo niezadowolone
Minister nie kryje frustracji. „Sytuacja wygląda tak, że Ministerstwo Środowiska i całe państwo stały się zakładnikami sporu, który dwa podmioty gospodarcze wywołały swoimi konfliktami handlowymi i prawnymi” — powiedziała minister środowiska Andriulaitytė, dodając, że dalsze kroki rządu będą uzależnione od tego, co rozstrzygną sądy.
Kryzys ma swój początek w zeszłym roku, kiedy wybuchł pożar w wileńskiej sortowni odpadów. Zakład do tej pory nie wznowił normalnej działalności, a zgromadzone w nim odpady — ponad jedenaście tysięcy ton — wciąż czekają na przetworzenie.
Według minister mieszkańcy Wilna, jak dotąd, nie odczuli bezpośrednich skutków kryzysu, bo wywóz śmieci jest realizowany przez prywatne przedsiębiorstwa. Jak długo ta sytuacja się utrzyma, zależy w dużej mierze od tego, co w najbliższych dniach postanowią sędziowie.



