4 czerwca 2026 r. polski koszykarz Jeremy Juliusz Sochan został mistrzem świata, jak się określa nie bez kozery zwycięzców amerykańsko-kanadyjskiej ligi NBA (National Basketball Association). Stał się dość szczęśliwie posiadaczem mistrzowskiego pierścienia, który jest przedmiotem marzeń każdego zawodowego koszykarza na świecie. Wielu wspaniałych zawodników z długą karierą i wieloma osiągnięciami indywidualnymi nie dostąpiło tego zaszczytu a Jeremy, mimo że zagrał w pięciu finałowych spotkaniach zaledwie 198 sekund, został mistrzem!
Zaraz po finałach, zastanawiając się nad dalszym losem Sochana, pisaliśmy: „Mimo mistrzowskiego pierścienia sytuacja nie napawa optymizmem. Jeremiemu kończy się właśnie kontrakt i będzie musiał twardo walczyć o nowy. Czy zagra jeszcze w barwach klubu z Wielkiego Jabłka? Czy znajdzie miejsce w innym klubie NBA i będzie grać regularnie? Czy jego kariera w najlepszej lidze świata właśnie się skończyła? Najbliższe tygodnie przyniosą odpowiedź na te pytania, ale jedno jest pewne: pierwszy Polak wygrał mistrzostwo NBA i nikt mu tego nie odbierze”.
Sytuacja wyjaśniła się na początku sierpnia
Wreszcie, po tygodniach niepewności, udało się znaleźć klub, który jest zainteresowany pozyskaniem polskiego skrzydłowego. Portland Trail Blazers to mistrz NBA z 1977 r., ale ostatnio organizacja i drużyna przeżywają duże perturbacje. Mimo zwolnienia trenera Chaunceya Billupsa (afera hazardowa, podejrzenie o kontakty mafijne) drużyna zajęła na koniec poprzedniego sezonu siódme miejsce i pod wodzą tymczasowego trenera Tiago Splittera po czterech latach przerwy dostała się do play-offów, w których przegrała w pierwszej rundzie z poprzednim klubem Sochana, czyli San Antonio Spurs. Po sezonie doszło do wielu zmian.
Nowy Portland Trail Blazers
Tak można powiedzieć, bo zmiany są bardzo głębokie. Pierwszym wydarzeniem była zmiana właściciela. Miliarder Tom Dundon odkupił klub od spadkobierców Paula Allena „po taniości” (uśmiech) za jedyne 4,25 mld dolarów. To rzeczywiście niewiele, bo na liście 30 klubów NBA wg wartości rynkowej drużyna z Oregonu zajmuje dopiero 22. miejsce (czołówka to: Golden State Warriors z 11 mld i Los Angeles Lakers warci 10 mld).
Nowy właściciel to nowe ambicje sięgające minimum play-offów. By im sprostać, zatrudniono nowego trenera. To Micah Nori (ur. 1970), doświadczony szkoleniowiec, który poprzednie pięć sezonów spędził jako główny asystent trenera w Minnesota Timberwolves, a wcześniej asystował także w Detroit Pistons, Denver Nuggets, Sacramento Kings i Toronto Raptors.
Nowy główny trener to początek przebudowy zespołu. Największą sensacją było przyjście do klubu z największego miasta Oregonu bardzo utalentowanego, ale kontrowersyjnego Ja Moranta. Dwukrotny uczestnik meczu gwiazd NBA kilka razy był zawieszany przez władze ligi za kontrowersyjne wypowiedzi i zachowania. Jeśli Ja powróci do dyscypliny i formy sprzed kilku lat, Blazers mogą zajść daleko. W zamian za rozgrywającego Memphis Grizzlies „Niedźwiadki” dostały Jeramiego Granta i Krisa Murraya. Do drużyny wraca po kontuzji jej wieloletni lider Damian Lillard, ale poprzedni sezon należał do Daniego Avdiji, który został nawet All-Starem (uczestnik meczu gwiazd). Nie można zapomnieć o jednym z najlepszych obrońców NBA Jrue Holidayu (mistrz NBA z roku 2024 z Boston Celtics), są też młodzi zdolni ze Scottem Hendersonem na czele. Świetliste Smugi prezentują się naprawdę nieźle i wydaje się, że nasz 23-latek wybrał dobrze, bo w składzie brakuje skrzydłowych, a na tej pozycji gra Polak.
Pytanie zasadnicze brzmi: Czy Jeremy Sochan przekona trenera i zostanie na dłużej w NBA?
Pewności nie mamy. Sochan podpisał roczny, niegwarantowany kontrakt, co oznacza, że nie ma nawet gwarancji, że zostanie w klubie po okresie przygotowawczym obejmującym treningi przedsezonowe i tzw. preseason (nieoficjalne mecze kontrolne). Na znalezienie się w składzie wyjściowym szans właściwie nie ma, ale na wejście do stałej rotacji zdecydowanie tak, bo przecież potencjał ma.
Przypomnijmy, że Jeremy został wybrany z wysokim, 9. numerem w drafcie. W 2022 r. został zaliczony do drugiego składu debiutantów NBA, dwukrotnie był uczestnikiem prestiżowego Rising Stars Challenge rozgrywanego podczas NBA All-Star Weekend. W pierwszych trzech sezonach w NBA Sochan zagrał w 184 meczach (149 w pierwszej piątce). Jego średnie za ten okres są niezłe: 11,4 punktu, 6,1 zbiórki i 2,8 asysty. Rozegrał wiele dobrych spotkań, z których warto przypomnieć pojedynki z Atlanta Hawks (33 punkty), Portland Trail Blazers (31 punktów i 14 zbiórek) czy z Phoenix Suns (26 punktów i rekordowe 18 zbiórek). 24 grudnia 2024 r. w ramach meczów świątecznych, które mają na całym świecie wielką publiczność telewizyjną, rozegrał bardzo dobre spotkanie w Madison Square Garden. Wprawdzie przegrane po dramatycznej końcówce 114:117, ale Jeremy nie tylko zdobył 21 punktów, ale też kapitalnie współpracował z Victorem Wembanyamą (42 punkty, 18 zbiórek), co dawało nadzieję na długą i owocną współpracę dwóch świetnie rozumiejących się koszykarzy. Kto wie, czy nie błyskotliwy występ w kultowej hali zdecydował, że Sochan wylądował niespełna dwa lata później w Nowym Jorku.
Potem było już tylko gorzej. Coraz częściej pojawiały się kontuzje, Jeremy tracił minuty, a gdy jego mentor, legendarny trener Gregg Popovich ze względów zdrowotnych musiał zrezygnować z prowadzenia Ostróg i stery klubu z Teksasu przejął jego asystent Mitch Johnson, nastąpił szybki zjazd. Nasz koszykarz nie tylko stracił miejsce w pierwszej piątce, ale coraz częściej nawet nie wychodził na parkiet. Ostatecznie rozwiązał kontrakt z klubem, w którym grał ponad trzy lata i związał się na krótko z New York Knicks, co w finale zaowocowało niespodziewanym sukcesem w postaci mistrzostwa.
Co dalej z Jeremy Sochanem?
Odpowiedź poznamy mniej więcej za dwa miesiące. W życiu 23-letniego sportowca zaszło w ostatnim czasie wiele zmian, nie tylko sportowych. 5 lipca przyszła na świat Storie, córka Sochana i jego partnerki, brytyjskiej influencerki Myi Mills.
Patrząc na skład Portland Trail Blazers, szansa na gwarantowany kontrakt jest spora, bo klubowi brakuje graczy na pozycji silnego skrzydłowego. Jeremy musi przede wszystkim poprawić rzut, w dzisiejszej koszykówce zawodowej nie ma już miejsca dla zawodników jednostronnych. Sochan nieprzypadkowo wybrał na koszulce „10” i często zmieniał kolor włosów, bo jego idolem był Dennis Rodman, najlepiej zbierający swego czasu koszykarz NBA. Dzisiaj nie wystarczy już dobrze zbierać, trzeba być zawodnikiem wszechstronnym, zarówno w ataku jak i w obronie. Kiedy Jeremy przychodził do NBA, deklarował, że zamierza w niej grać długo i z sukcesami. Trzymajmy za niego kciuki i jego samego za słowo, bo obecność Polaka w NBA to wielka sprawa nie tylko dla polskiej koszykówki, ale dla całego, polskiego sportu. Sochan jest jednym z niewielu polskich sportowców, który osiągnął sukces w jednej z najbardziej ekskluzywnych dyscyplin sportu zawodowego na świecie, co ma wartość wszechstronną: od sportowej po promocyjną. Jeśli się nie uda w NBA, jego kariera oczywiście nie zakończy się. Najprawdopodobniej wróci do Europy i pewnie znajdzie zatrudnienie w jednym z czołowych klubów, ale to już nie będzie to, co NBA…


