Oskar Vladislav de Lubicz Milosz vel Oscar Venceslas de Lubicz-Milosz – tak podpisywał swoje dzieła Oskar Władysław Miłosz (1877–1939). Pisał po francusku, ale nie zapominał o swoich korzeniach.
Był jedynym dzieckiem polsko-litewskiego szlachcica Władysława Miłosza i Żydówki Miriam Rosenthal. Pochodził z zamożnej rodziny ziemiańskiej, wychowywał się w majątku rodzinnym w Czerei na terenie Wielkiego Księstwa Litewskiego (dzisiaj Białoruś). W domu mówiono po polsku lub niemiecku, guwernantka uczyła francuskiego.
W wieku 12 lat Oskar został wysłany do szkoły z internatem i zamieszkał, jak się później okazało, na stałe we Francji. Kontynuował edukację na paryskich uczelniach, po uzyskaniu pełnoletności wraz z matką sprzedał odziedziczone po ojcu ogromne obszary nad Dnieprem.
Poeta francuski, patriota litewski
Na efekty nagłego wzbogacenia się w młodym wieku nie trzeba było długo czekać. Miłosz zaczął prowadzić hulaszczy tryb życia, częste podboje miłosne stały się z pewnością inspiracją przy tworzeniu misterium pt. „Miguel Mañara” (1912), opartego na życiu hiszpańskiego szlachcica, który w testamencie wyjawił swoje liczne podboje miłosne, co stało się dla wielu późniejszych autorów natchnieniem do stworzenia fikcyjnej postaci Don Juana.
Awanturnicze życie Oskara mogłoby posłużyć za scenariusz filmowy – czegóż tam nie było? Tryb życia bohemy, bale i uczty, kontakty z wybitnymi postaciami (m.in. Oscar Wilde czy Guillaume Apollinaire), zauważony z uznaniem debiut poetycki „Le pome de décadences” (1899), bankructwo i próba samobójcza („niedbale, z papierosem w ustach, siedząc na fotelu strzela sobie w serce”).
Niedbałość uratowała mu życie, by wreszcie w 1914 r. doszło do przesilenia: zagubiony do tej pory poeta doznaje iluminacji, swoje zainteresowanie kieruje ku hermeneutyce, kabalistyce, alchemii, studiom biblijnym i poszukiwaniu sensu poprzez religię i poznanie mistyczne. Pod koniec życia, już na emeryturze, zamieszkuje w Fontainebleau, gdzie oddaje się rozkoszom kontaktów z naturą. Uwielbia ptaki, komunikuje się z nimi poprzez gwizd i umiera nagle 2 marca 1939 r. na zawał po nieudanej pogoni za ulubionym kanarkiem…
Wcześniej jednak wybuch I wojny światowej powoduje w nim wzmożenie patriotyczne. Wykorzystuje znajomość języków i rozpoczyna działalność dyplomatyczną. Zostaje przedstawicielem Litwy w Paryżu i w Lidze Narodów. Jest aktywny politycznie, bierze udział w konferencjach, spotkaniach, działa na rzecz powstania niepodległego państwa litewskiego. W 1919 r. przyjmuje obywatelstwo litewskie.
Równolegle nieustannie tworzy, jego dorobek jest bardzo różnorodny i wieloznaczeniowy. Wiersze, poematy, utwory dramatyczne i filozoficzne, powieść, bajki i legendy oraz misteria czekają na pełne odczytanie.

Kim byłby Czesław, gdyby nie poznał Oskara?
Czesław Miłosz (1911–2004) i Oskar byli nie tylko dalekimi krewnymi posługującymi się tym samym herbem, ale łączyło ich szczególne powinowactwo. Z twórczością przyszłego mentora Czesław zapoznał się po raz pierwszy jako 13-latek. Z czasem poznawał kolejne utwory krewniaka aż do osobistego spotkania w Paryżu w 1931 r.
Od tego momentu Oskar objął życzliwą opieką poczatkującego poetę, którego wiersze były pod wyraźnym wpływem mentora. „Miałem to szczęście – mówił w przemówieniu noblowskim – że traktował mnie prawie jak syna”. Czesław rewanżował się, jak mógł najlepiej: tłumaczył dzieła Oskara na język polski, a po latach także na język angielski.
Jak podaje w swojej biografii Czesława Miłosza Andrzej Franaszek, prawdopodobnie podczas pierwszego spotkania w 1931 r. Czesław otrzymał od Oskara dwie jego książki, które w ogromnej mierze miały wpłynąć na twórczość, ale też na świadomość religijną przyszłego noblisty. Były to poematy metafizyczne „Ars Magna” i „Les Arcanes”. W „Ziemi Ulro” Czesław Miłosz zapisał: „Stałem się posiadaczem obu tomów jako młodzieniec dwudziestoletni i, bez przesady, przesądziły one o całym moim rozwoju. Czy też, co będzie dokładniejsze, bez ustanku zadawane sobie pytania w związku z ich lekturą wyznaczyły mój kierunek”.
Trudno przecenić wpływ Oskara na Czesława, sam uczeń odżegnywał się od wpływów na poziomie formalnym, podkreślał decydujące znaczenie teozofii Oskara. Wyczerpująco pisze o tym Joanna Dembińska-Pawelec w dostępnym w internecie tekście pt. „Spadkobierca mistycznego objawienia. Czesław Miłosz wobec religijnej myśli Oskara Miłosza”.
Pożegnanie Zegarmistrza Światła
„7 samotności” to ostatnie, niedokończone dzieło jednego z najwybitniejszych twórców teatru wizualnego. Robert Wilson zmarł 25 lipca 2025 r. w swoim domu w Water Mill (stan Nowy Jork, USA) w wieku 83 lat, pozostawiając dokończenie dzieła swojemu wieloletniemu współpracownikowi Charlesowi Cheminowi.
Miejsce Wilsona w historii światowego teatru jest niepodważalne, dlatego tym bardziej intrygującym jest fakt, iż przez ostatnie lata był szczególnie związany z Litwą i Narodowym Teatrem Dramatycznym w Kownie. Owocem tej bliskości były m.in. dwa spektakle: „Dorian” (premiera światowa w 2022 r., pokaz na Kontakcie w 2024 r.) i „7 samotności” (prapremiera światowa 20 marca 2026 r. w Kownie). Egidijus Stancikas, dyrektor kowieńskiego, najstarszego – jak podkreśla – teatru na Litwie, z dumą opowiada o niezwykłym darze, jakim była przyjaźń z reżyserem, który w ostatnim etapie swego życia postanowił realizować swe artystyczne wizje w Kownie. Toruński Teatr im. Wilama Horzycy ma mocny marker litewski, co zaowocowało koprodukcją „7 samotności”.
Metoda Wilsona
Twórca Centrum Watermill pracował według swojej bardzo indywidualnej metody. W największym skrócie, najważniejsza jest w niej wizja plastyczna, w której wyjątkową rolę odgrywa światło. Gdy obraz jest już zaplanowany, dobierany jest tekst i aktorzy – na tym etapie największy wkład w ostateczny kształt widowiska ma Chemin (reżyseria i adaptacja tekstu, praca z aktorami).
Współreżyser w rozmowie z Tomaszem Domagałą mówi o swoim znaczącym wpływie na ich wspólne dzieła. Gdy Wilson był obecny na próbie, zawsze ostatnie zdanie należało do niego, ale gdy go nie było, a zdarzało się to często, za całość odpowiadał współreżyser.
Gdyby jednak wybrać tylko jeden element, który najbardziej wyróżnia spektakle Wilsona, to jest nim zdecydowanie wszystko, co jest związane ze światłem. Od wielu lat głównym współpracownikiem Wilsona w tej materii jest Marcello Lumaca.
Tajemnica niezwykłego operowania światłem to nie tylko kombinacja różnych kurtyn, tkanin horyzontowych i światło pochłanialnych – to coś zdecydowanie więcej, coś z pogranicza iluzji i magii. Nie widziałem wcześniej choćby takiej intensywności czerni, jaka jest osiągana u Wilsona, o dramaturgicznej roli światła można rozpisywać się długo, ale bez wizualnych przykładów taka próba wydaje się jałowa. Poza tym jednokrotne zapoznanie się ze spektaklem, który jest zbiorem kilkunastu bardzo intensywnych scen to za mało, by ułożyć przekonywującą całość. A tak naprawdę czy jest to potrzebne? Czy nie wystarczy poddać się transowi i przeżywać bez nazywania? Jak widz „zerowy”, bez zadawania pytań, tylko chłonąć wyjątkowość chwili?

Praca z aktorami też nie była typowa
„Nasza praca wymagała wielkiej cierpliwości. Czasami musieliśmy stać w miejscu przez trzy godziny bez zmiany pozycji ciała, co stawało się niełatwą próbą wytrzymałości fizycznej. Przed aktorem w tym spektaklu stoją wyjątkowe wyzwania. Nie gramy ze sobą, nie dialogujemy w tradycyjny dla przedstawienia teatralnego sposób, bo gramy »na siebie«. Musimy sami w sobie zbudować aktorski wyraz myśli wyrażonej w poezji. Czasami musimy zdecydować, czy »idziemy« w samobójstwo, czy łapiemy się nadziei. Koncepcja aktora w teatrze Wilsona nie pozwala wykorzystywać nam w pełni środków, z których korzystamy na co dzień. Mimika, gestykulacja właściwie są wyeliminowane, właściwie się nie poruszamy, tylko przesuwamy” – opowiedziała o swoim doświadczeniu w realizacji kowieńskiej Agnieszka Rawdo, polska etatowa aktorka kowieńskiego teatru, znana z występów w realizacjach Oskarasa Koršunovasa i wywodząca się z Polskiego Teatru „Studio” w Wilnie, prowadzonego przez Lilę i Edwarda Kiejzików, w którym grała w wielu tytułach (m.in. „Nocy Helvera” w reż. Jonasa Vaitkusa).
W poszukiwaniu Miejsca
Przedpremierowe opisy spektaklu, które mają nakierować widza w próbie odczytania przesłania utworu, mówią o podróży w poszukiwaniu sensu, miłości, absolutu. Wyróżnić możemy dwie postaci przewodnie: Poety i przywołanego przez niego sobowtóra, czyli Don Juana. To oczywiście bardzo ogólne, ale trudno powiedzieć coś więcej na pewno. Biorąc pod uwagę charakterystykę twórczości tego fascynata kabalistyki i alchemii słowa, najbardziej skłoniłbym się do odebrania „7 samotności” jako wędrówki w poszukiwaniu Miejsca.
Według Joanny Dembińskiej-Pawelec „poematy metafizyczne Oskara Miłosza zawierają zaszyfrowaną, metaforyczno-symboliczną wizję stworzenia świata i upadku oraz profetyczną zapowiedź powrotu do pierwotnego Miejsca, raju, krainy wiecznej miłości (Saana)”. Taki trop znajdziemy w „Ziemi Ulro”, gdzie Miłosz stwierdza: „u niektórych żydowskich kabalistów jednym z imion Boga jest słowo Miejsce”.
14 grudnia 1914 r. Oskar Miłosz doznał objawienia. Miał wizję „Słońca Duchowego”, „Anioła Jehowy” i wyjawione mu zostały tajemnice mistyczne. Był przekonany, że otrzymał sakrę świętości i godność proroka oraz namiestnika Bożego. Wierzył, że został następcą Swedenborga, kolejnym Parakletem i założycielem Kościoła szóstego.
„7 samotności” to nie tylko fragmenty drugiego zbioru poezji pod tym samym tytułem (wyd. 1906). Charles Chemin przyznaje, że „libretto” jest hybrydą, na którą składają się różne teksty Miłosza, fragmenty tekstów kultury i jego własne dopiski. Co więcej, budując partie tekstowe, często zaczynał od fragmentu jednego utworu, doklejając do niego fragmenty z innych. To wszystko nie ułatwia odbioru, nie tylko widzom przyzwyczajonym do fabuły, intrygi i konfliktu. Ponadto aktorzy poruszają się, a właściwie przesuwają się, niczym wielkie marionety, gestykulacja i ruch, poza ostatnią sceną, są ograniczone do absolutnego minimum.
Ale to wszystko nieważne, bo w tym uniwersum chodzi o coś innego. Najważniejszy jest obraz, który tworzony jest najczęściej przez światło, które jest najważniejsze. Jeśli wyrzucimy z siebie przyzwyczajenia teatralne i pozwolimy uwieść się rytmowi tego przebiegu, zostaniemy wprowadzeni w zupełnie inne postrzeganie, uruchomi się coś, co najkrócej możemy określić jako poznanie pozazmysłowe, choć zmysły wzroku i słuchu odgrywają tutaj główne role. Przyjemność potęgowały audiosfera, precyzja językowa i dźwiękowa oczyszczały odbiór z niepotrzebnych elementów.
Festiwalowy odbiór
Nie wszyscy widzowie zostali zaczarowani, część odrzuciła spektakl w całości, ale nie jury festiwalowe.
„Za wyrafinowane projekty kostiumów, które w niepowtarzalnym wizualnym uniwersum ostatniego spektaklu Roberta Wilsona tworzą harmonijne połączenie teatralnej wyobraźni, wyrafinowania i siły ekspresji” swoje wyróżnienie przyznało międzynarodowe jury festiwalu w składzie: Johanna Freundlich, dyrektor artystyczna Helsinki Festivalu z Finlandii, Artur Ghukasyan, prezydent High Fest International Performing Arts Festival z Armenii, i Savas Patsalidis, profesor na Uniwersytecie Arystotelesa w Salonikach, redaktor naczelny „Critical Stage”.
Polska premiera dopisuje kolejny rozdział ważnego wydarzenia dla kultury polskiej i litewskiej, po trosze pewnie też francuskiej. Teatralnie możemy mówić o prestiżu europejskim, bo twórczość polsko-litewskiego poety i mistyka zainspirowała Roberta Wilsona, jednego z najwybitniejszych reżyserów teatralnych ostatniego półwiecza. To piękny wstęp do roku 2027, któremu na Litwie z okazji 150. rocznicy urodzin będzie patronować Oskar Miłosz.
„Nigdy nie ukrywałem, że wczesne poznanie jego pism, kiedy byłem młodym człowiekiem, jak i kontakt osobisty w znacznym stopniu przesądziły o tym, czym się stałem jako poeta”.
Czesław Miłosz, „Świadectwo poezji. Sześć wykładów o dotkliwościach naszego wieku”

„7 samotności” na podstawie twórczości Oskara Miłosza
Reżyseria, scenografia i koncepcja światła – Robert Wilson, reżyseria i adaptacja tekstu – Charles Chemin, scenografia – Stephanie Engeln, reżyseria światła – Marcello Lumaca, kostiumy – Flavia Ruggeri, fryzury i charakteryzacja – Manu Halligan, projekcje wideo – Tomasz Jeziorski, współpraca artystyczna – Thaiz Bozano, asystentka scenografki – Vita Ges, asystent kostiumografa – Grzegorz Więckowski, muzyka – Hans Jörn Brandenburg (w spektaklu wykorzystano również utwory Kinana Azmeha, Johanna Sebastiana Bacha, Jennifer Koh i Lou Reeda).
Obsada: Małgorzata Abramowicz, Ada Dec, Joanna Rozkosz, Agnieszka Wawrzkiewicz, Maciej Raniszewski, Michał Marek Ubysz, Grzegorz Wiśniewski.
Prapremiera polska: 29 maja 2026 r., Duża Scena Teatru im. Wilama Horzycy w Toruniu. Czas trwania: 90 minut bez przerwy.
Fot. Lucie Jansch, Teatr im. Wilama Horzycy w Toruniu





Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 24 (68) 20-26/06/2026








