– Pochodzę z Bydgoszczy, gdzie spędziłem dzieciństwo. Po ukończeniu technikum samochodowego zamarzyły mi się podróże dookoła świata i postanowiłem pomóc marzeniom w sposób praktyczny. W latach 70., kiedy mieliśmy jeszcze flotę, pod polską banderą pływały statki naukowe, które eksplorowały morza i oceany świata. Oczami wyobraźni zobaczyłem siebie na pokładzie takiego statku i postanowiłem zrealizować tę wizję. Rozpocząłem studia na kierunku oceanografii na Wydziale Biologii i Nauk o Ziemi Uniwersytetu Gdańskiego. Niestety, polska gospodarka zaczęła upadać, a wraz z nią flota. Marzenia o podróżach dookoła świata prysły. Na szczęście, na studiach poznałem Marię, moją przyszłą żonę – opowiada Czesław Gołębiewski, twórca projektu „Gdańska”.

Rekonesans w Niemczech
Maria Gołębiewska studiowała chemię. Z Czesławem poznali się na studenckich połowinkach w 1975 r. (od 46 lat są małżeństwem). Sytuacja ekonomiczna w Polsce pogarszała się. Młode małżeństwo nie mogło utrzymać się w Gdańsku ze względu na wysokie koszty życia.
Postanowili wyprowadzić się na wieś, by zacząć życie na własny rachunek. Zostali nauczycielami, wybudowali dom w Sępólnie Krajeńskim, zakorzenili się w nowej, życzliwej dla nich wspólnocie. Po ukończeniu studiów przyszedł stan wojenny, który zastał Czesława na rocznej służbie wojskowej.
– Kiedy wróciłem do domu po zakończeniu służby wojskowej, dyrektor zwolnił mnie z pracy za aktywny udział w zakładaniu związków zawodowych w szkole. Było coraz ciężej, młode małżeństwo z trójką małych dzieci (pierwszy Cyprian urodził się w 1981 r., potem Monika i Marta). Ja z wilczym biletem… Wspaniali sąsiedzi pomagali nam, ale wiedziałem, że tak długo nie damy rady, ale także że tak nie wypada, choćby z poczucia godności – kontynuuje Czesław.
Rodzina Gołębiewskich zdecydowała się wyjechać. Impuls wyszedł od Czesława. – Najbardziej obawiałam się tego, czy sobie poradzimy – jako rodzina, jako rodzice i po prostu jako ludzie zaczynający wszystko od nowa. Bałam się języka, niezrozumienia i tego, czy moje dzieci odnajdą się w nowym kraju – dodaje Maria.
Czesław wyjechał na rekonesans do Niemiec w grudniu 1989 r. Mimo zwycięstwa 4 czerwca nie wierzył w szybki upadek komunizmu i realną poprawę warunków życia. W czerwcu 1990 r. przyjechała Maria. Czesław siedem lat pracował jako taksówkarz, Maria była nauczycielką.
W 1999 r. otworzyli sklep, 1 kwietnia 2000 r. na rynku w Oberhausen powstała Restauracja „Gdańska”. Na początku mała sala, ale inicjatywa chwyciła i urosła tak bardzo, że Maria musiała zrezygnować z pracy w szkole, by w pełni poświęcić się projektowi, który stał się kultowym miejscem w mieście. Dla Polaków i Niemców.

Najpierw była restauracja
– W restauracji najważniejsza jest kuchnia. Wystartowaliśmy z menu niemieckim, ale nie chwyciło – byliśmy po prostu kolejną jadłodajnią niewyróżniającą się spośród dziesiątków podobnych. Nie zastanawialiśmy się specjalnie, jak rozwiązać problem: postanowiliśmy postawić na to, co nam samym smakuje – wspomina Czesław.
Gołębiewscy postawili na kuchnię polską. W menu odnajdujemy: rosół polski z makaronem, żurek, barszcz z krokietem, a w sezonie chłodnik. Dania główne to: golonka pieczona pomorska, gołąbki, kluski śląskie, kapusta zasmażana, bigos, co jakiś czas kaszanka i zawsze – kotlet schabowy, rolada wieprzowa, pieczenie, do tego polska sałatka ziemniaczana, a na deser polski serek z miodem i malinami. Najpopularniejsze napoje to oranżada i oczywiście polskie piwo.
Chwyciło! A nawet lepiej – zażarło! Restauracja „Gdańska” szybko stała się dla miejscowych jednym z ulubionych miejsc gastronomicznych. Wydatnie zwiększyła się przestrzeń lokalu, dzisiaj to kilka sal i duży ogródek, w sezonowe weekendy restaurację odwiedza kilkaset osób.
„Pomorska” i „polski” w nazwach dań to tylko wstęp do „polskości” lokalu, która obecna jest na wielu poziomach. Poszczególne sale to: „Gdańsk”, „Gdynia”, „Sopot”, „Hel”; na ścianach wiele zdjęć, plakatów, malowideł w naszym języku przedstawiających postaci kultury polskiej i… niemieckiej, bo „Gdańska” to lokal Polaków, którzy bez kompleksów korespondują z kulturą niemiecką.
Działalność kulturalna
– Kiedy baza stała się trwałym fundamentem, mogliśmy przejść do przyjemności, czyli nadbudowy [śmiech]. Kultura definiuje człowieka i naród, bez kultury nie mógłbym funkcjonować. Gdy tylko powstały możliwości, rozpoczęliśmy działalność kulturalną – wraca pamięcią Czesław.
Zaczęło się od małych koncertów jazzowych i kabaretu, publiczność rosła powoli. Z czasem „Gdańska” zdobyła uznanie także jako miejsce kultury i sztuki, przyjazne dla Niemców i Polaków. Co tydzień kilka koncertów wypełnia „Gdynię”, największą salę kompleksu. Wielu Polaków w Zagłębiu Ruhry pochodzi ze Śląska, dlatego nie dziwi tak dużo bluesa w kalendarium wydarzeń.
W „Gdańskiej” wielokrotnie koncertowali: Leszek Winder ze Śląską Grupą Bluesową, Jan „Kyks” Skrzek czy Irek Dudek. Polski jazz reprezentowali najwięksi, m.in.: Zbigniew Namysłowski, Jarek Śmietana, Janusz Muniak i Jan Ptaszyn Wróblewski. Oberhausen szczyci się bogatą, rodzimą sceną jazzową, „Gdańska” wielokrotnie była miejscem pojedynczych koncertów i festiwali, jak np. Jazz Karrusell. Wizytówką sceny muzycznej w „Gdańskiej” jest także cykliczne wydarzenie Gitarissimo, w ramach którego co roku odbywa się kilkanaście koncertów. Szczególne miejsce wśród wydarzeń muzycznych zajmuje festiwal ojca polskiego bluesa, Tadeusza Nalepy (Nalepa Day). 14. Nalepa Day odbył się 13 września 2025 r., a gościem specjalnym była Magda Piskorczyk.
– Mógłbym długo wymieniać zespoły i wykonawców, którzy zagrali u nas. Chętnie udostępniamy miejsce artystom polskim, tym z Macierzy i tym z Niemiec, ale bardzo często i chętnie grają u nas wykonawcy niemieccy. To trudne, ale gdybym miał wymienić tylko jeden koncert, który szczególnie wspominam, wybrałbym absolutnie rewelacyjny występ Nigela Kennedy’ego – wspomina Czesław.

Pośrednicy integracji i sztuki
– Nie jesteśmy artystami ani muzykami, jesteśmy pośrednikami. Ważne było dla nas nie tylko, aby się zintegrować, ale też szanować kraj, w którym osiedliśmy i nauczyć się jego tradycji. To integracja bez wyrzekania się naszej tożsamości – wyjaśnia Maria.
Integracja i sztuka są obecne w „Gdańskiej” na każdym kroku. Na jednej ze ścian spoglądają Johann Wolfgang von Goethe i Heinrich Heine. Sala „Sopot” poświęcona jest dziełom zmarłego artysty i muzyka Waltera Kurowskiego, bliskiego przyjaciela rodziny. Wydarzeniami były wystawy grafik Güntera Grassa, obrazów Jerzego Dudy-Gracza i Stanisława Chomiczewskiego.
W piwnicy Hoteliku Gdańska znajduje się kawiarnia literacka Literaturhaus, w której regularnie odbywają się spotkania niemieckich literatów. Leonard Paszek, aktywista Gminy Polskiej „Piast” w Essen, głównej polonijnej organizacji w Zagłębiu Ruhry, która od ponad 30 lat aktywnie działa na rzecz polskiej społeczności, organizuje „Wierszobranie”, w ramach którego odbywają się spotkania polskich poetów. Ich wiersze są wydawane w almanachu wieńczącym ciąg wydarzeń.
Nie brakuje oczywiście spotkań z polskim autorami, miłośników literatury odwiedzili m.in. Maria Nurowska i Janusz Wiśniewski, a tylko pandemia stanęła na przeszkodzie spotkaniu z Olgą Tokarczuk.

Teatr jest najważniejszy!
Teatr to szczególny powód do dumy Czesława Gołębiewskiego. – W 2007 r. Michał Nocoń, polski reżyser teatralny mieszkający na stałe w Niemczech, wyreżyserował i wystawił w „Gdańskiej” „Emigrantów” Sławomira Mrożka w obsadzie polsko-niemieckiej. Spektakl okazał się sukcesem i wiedziałem, że muszę zrobić wszystko, co w mojej mocy, by stworzyć warunki do stałej obecności teatru na godnych warunkach. Do tego potrzebne było dedykowane teatrowi miejsce – podkreśla Czesław.
Adaptacje kolejnych przestrzeni przyniosły w efekcie powstanie sceny teatralnej na ok. 50 miejsc. Michał Nocoń stworzył pierwszy zespół i zaproponował w 2016 r. wystawienie komedii „Zachciało się wom Kalwaryi” Ryszarda Latki.
„Zorganizowany wtedy casting wyłonił pierwszych aktorów. Z biegiem czasu następowały jednak zmiany. Często z powodów zawodowych, rodzinnych lub ze względu na dużą odległość od miejsca zamieszkania, regularne uczestnictwo w próbach dla wielu okazało się niemożliwe. W związku z odchodzeniem członków zespołu, odbywały się kolejne castingi, które wyłaniały nowych aktorów. Ostateczna obsada skompletowana została na początku 2018 r., a reżyserię przejęła Anna Dembek-Łada. Sztuka prezentowana jest w gwarze wadowickiej, wymieszanej ze śląską. Osoby, które obecnie stanowią człon teatru, z dużym zaangażowaniem doprowadziły do premiery. Przy pomocy samodzielnie przygotowanej scenografii, scena Teatru Gdańska zamieniła się w wiejską chałupę, w której aktorzy w spektakularny sposób wcielają się w członków rodziny Placków. Odtwarzając swoje role, doskonale ukazują motor napędowy postępowania swoich scenicznych wcieleń, chciwość, pychę i pożądanie. Cotygodniowe spotkania na próbach oraz wzajemna akceptacja sprawiły, że w grupie wytworzyła się przyjacielska atmosfera, którą wielu jej członków określa mianem rodzinnej przynależności” (za stroną tearpozapolska.pl).
Obecnie zespół tworzą: Barbara Baldys, Dorota Kawka-Grzeschik, Agnieszka Radola, Ania Wiencek, Renata Zub, Marian Dudek, Roman Kątny, Wojtek Motyka, Mariusz Świergiel i lider zespołu, charyzmatyczny Leonard Paszek. Muzykę do spektakli tworzy Sławomir Olszamowski, nad światłem panuje Robert Widera, a współpraca reżyserska jest udziałem Anny Sokołowskiej.
Teatr Gdańska to dzisiaj największy stały, amatorski zespół polonijny w Niemczech. Obecnie w repertuarze znajdują się dwa tytuły, oprócz „Zachciało się wom Kalwaryi” (ponad 60 wystawień) gdańszczanie grają jeszcze „Na pełnym morzu” Sławomira Mrożka. Trwają prace nad dwiema nowymi premierami.

Zauważeni, docenieni
Działalność Czesława i Marii Gołębiewskich znalazła uznanie wielu gremiów polskich i niemieckich, czego świadectwem jest wiele nagród i wyróżnień.
– Jesteśmy bardzo dumni z tego, że zostaliśmy dostrzeżeni i docenieni, zarówno przez Polaków, jak i przez Niemców. Wielokrotnie podkreślano, że Restauracja „Gdańska” buduje mosty między Polakami i Niemcami oraz pokazuje, jak wiele mogą dawać sobie nawzajem różne kultury. Szczególnie wzruszającym momentem było dla nas to, że staliśmy się jedną z twarzy regionu Ruhrgebiet – miejsca różnorodności, pracy, otwartości i historii emigracji. To było dla nas ogromne wyróżnienie i znak, że nasza wieloletnia praca została zauważona i doceniona. Dzisiaj wiemy, że stworzyliśmy coś więcej niż restaurację. Stworzyliśmy miejsce z duszą, które dla wielu ludzi stało się drugim domem. Zawsze chciałam, żeby to miejsce było europejskie i cieszę się na gości z całego świata, którym możemy pokazać kawałek Polski w Niemczech – z dumą opowiada Maria Gołębiewska.
Na czym polega fenomen „Gdańskiej”? Najbardziej imponuje chyba status, jaki uzyskali już w pierwszym pokoleniu Gołębiewscy. Czesław i Maria nie tylko współpracują z lokalnym samorządem, ale wręcz go inspirują! Świetnym przykładem są pokazy polskich teatrów plenerowych na rynku Oberhausen, do których finansowania przez miejski samorząd namówił Czesław. Dzięki tej inicjatywie wystąpiło już wiele polskich grup, z takimi tuzami gatunku na czele jak poznańskie Biuro Podroży czy krakowski Teatr KTO.
Ćwierć wieku aktywności wystarczyło, by Polacy stali się równoprawnymi członkami wspólnoty w innym kraju, nie rezygnując ze swojej kultury i godności, a budując mosty i promując polską kulturę i dziedzictwo. Miejsc polskich, arcypolskich na świecie trochę jest, ale „Gdańska” jest wyjątkowa także ze względu na swoją strukturę. To nie instytucja finansowana w trybie stałym przez państwo polskie, ale prywatna inicjatywa, powstała i utrzymywana przez rodzinę Gołębiewskich. To endemiczny przykład prywatnego mecenatu.
Czesław i Maria przekazują właśnie swoje dziedzictwo Cyprianowi, pierworodnemu. Miałem przyjemność przez kilka dni podziwiać, jak funkcjonuje projekt „Gdańska” pod jego kierownictwem, i jestem przekonany, że przyszłość rysuje się pięknie.
– Tęsknię za Polską: za językiem, zapachami, wspomnieniami dzieciństwa, za moim domem w Borach Tucholskich, za drzewem, które rośnie na podwórku. Ale Niemcy stały się moim drugim domem i cieszę się, gdy wracam do Niemiec. Dzisiaj czuję się jednocześnie Polką i częścią niemieckiego społeczeństwa. Mam w sobie dwa światy i oba są dla mnie ważne – wyznaje Maria.
A my tęsknimy za „Gdańską”!
Gdańska (restauracja, teatr, hotelik). Altmarkt 3, 46045 Oberhausen
Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 21 (59) 30/05-05/06/2026









