0
Wygrana na loterii — szczęście czy przekleństwo?

Gdy nagle człowiek wygrywa milion, na początku jest szczęśliwy, zadowolony Fotomontaż Marian Paluszkiewicz
image-64417

Gdy nagle człowiek wygrywa milion, na początku jest szczęśliwy, zadowolony Fotomontaż Marian Paluszkiewicz

Czasami łatwiej jest wejść na szczyt niż się na nim utrzymać. Dotyczy to nie tylko sportowców, ale przede wszystkim szczęściarzy, którzy w rozmaitych okolicznościach zostali obdarzeni darem od losu i stali się bardzo bogaci. Życie pokazuje, że wielkie pieniądze dają poczucie bezpieczeństwa, ale nierzadko jest ono krótkotrwałe.

— Ludzie grają i wierzą w swoje szczęście. Niektórzy grają przez wiele, wiele lat i nic nie wygrywają. Natomiast są szczęściarze, którzy wygrywają nawet po kilka milionów. To wszystko zależy od szczęścia. Na to nie ma żadnej zasady — powiedziała „Kurierowi” Inesa Builytė, kierownik marketingu „Lotelita”.
Największa wygrana w „Vikingų loto” w historii Litwy — 5 533 314 Lt — przypadła rodzinie rolników z Poniewieża 17 maja 2011 roku. Dzięki loterii „Vikingų loto” cztery osoby wygrały po milion litów.
— Najwięcej ludzi gra w „Teleloto” — od 1997 do 2014 roku aż 62 osoby wygrały od miliona do 3 milionów litów. Niektórzy grają z nadzieją, że wygrają milion, niektórym wystarczą mniejsze nagrody — opowiada kierownik marketingu „Lotelita”.

Na pytanie, co zrobić, żeby wygrać wymarzony milion, Inesa Builytė odpowiada: „Przede wszystkim trzeba grać. Może to wydaje się banalne, ale jest bardzo prawdziwe. Od tego się wszystko zaczyna. Jeśli do tego mamy trochę szczęścia — uda się wygrać. Większość naszych gier opiera się właśnie na szczęściu”.
Sprzedawczyni biletów loterii mówi „Kurierowi”, że najwięcej ludzi kupuje losy na Boże Narodzenie i Nowy Rok. Bo, jak mówią, to jest czas na cuda.
— Kupują loterie, niektórzy to robią tylko na wielkie okazje, np. narodziny dziecka, jubileusz. Są też takie osoby, które kupują codziennie, takie osoby cieszą się nawet z minimalnej wygranej. Ale wierzą, że kiedyś wygrają ten milion. W ciągu ostatnich lat coraz więcej osób gra — opowiada.
Jak powiedział „Kurierowi” Leonas Alesionka z Poniewieża, który w 2009 roku w „Teleloto” wygrał milion, większość ludzi uważa, że wielkie pieniądze przyniosą im wielkie szczęście. Jednak niestety często jest odwrotnie. Ktoś, kto nie potrafi zarządzać tysiącem litów, nie będzie umiał zarządzać i wygranym milionem. Wydawanie ogromnych sum może i jest dobre, ale pociąga za sobą konsekwencje. Jak mówi, umiejętność zarządzania wielkimi pieniędzmi to nie lada sztuka, a część ludzi ma z tym spory problem.

Giedrė Gutautė-Klimienė Fot. archiwum
image-64418

Giedrė Gutautė-Klimienė Fot. archiwum

— Wszystko to, co kupimy, sprawi, że pieniądze zaczną się od nas oddalać i to w dużych ilościach. Na przykład w szaleństwie zakupów nabędziemy nowy dom. Czy to koniec związanych z nim wydatków? Nie. Dom trzeba ubezpieczyć, utrzymać — a to wszystko kosztuje. Ale kto by się tym przejmował będąc milionerem? Trzeba kupić sobie jeszcze dom na Kanarach i ferrari… Duże pieniądze mogą szybko sprawić, że taki milioner z przypadku wpadnie w duże długi — mówi Leonas Alesionka.
Oczywiście nie zawsze musi tak być. Czasem trafi się ktoś z głową, kto będzie potrafił opanować fortunę i jeszcze bardziej się wzbogacić. Jednak taki człowiek wzbogaci się bez względu na to, czy wygra wielkie pieniądze, czy nie. Człowiek, który ma nawyki bogatego — stanie się bogaty. A biedny, chociaż z milionami na koncie — w końcu znów będzie biedny.

— 30 sierpnia 2009 roku w „Teleloto” wygrałem milion, nie ukrywam — byłem szczęśliwy. Tak naprawdę życie mnie nie rozpieszczało na początku, ale własnymi siłami udało mi się wiele osiągnąć. Przez wiele lat pracowałem jako starszy lekarz, następnie byłem merem Oniksztów, byłem także posłem na Sejm, czyli mogłem sobie na wiele pozwolić. Mogę śmiało mówić, że byłem zamożnym człowiekiem — zaznacza Alesionka.
Jak mówi, wygrał nie tylko milion, ale także wolność. Wielu ludzi chce być milionerami, ale nikt nie chce przejść drogi koniecznej do osiągnięcia tego celu. Wygrana powoduje, że omija się wszelkie trudności. Na drodze do milionów spotkasz tysiące problemów, doświadczysz tysiące porażek, ale dzięki temu staniesz się mądrzejszy. I to, co z trudem człowiek zdobędzie, będzie to cenił.

— Ja umiałem obracać się z pieniędzmi. Najpierw ludzie muszą zrozumieć, że wygrali litewski milion, a to jest 345 tysięcy euro, co nie jest tak dużo. Po wygranej od razu wiedziałem, że to nie są olbrzymie pieniądze i że muszę mądrze nimi rozporządzić — opowiada Leonas Alesionka.
Za wygraną kupił sobie nowy samochód, bo nie miał żadnego. Nabył także nowy dom, ale stary sprzedał. Resztę pieniędzy odłożył.
— Wiedziałem, że emerytura moja nie będzie duża. Dzisiaj wynosi ona 1 619 litów i właśnie dzięki temu milionowi mogę sobie pozwolić żyć w dobrym domu, za który muszę zapłacić zimą około 1 300 litów, do tego dochodzi Internet, telefon i inne wydatki. Co miesiąc ta wygrana daje mi jeszcze jedną emeryturę. Jestem szczęśliwy, że będąc na emeryturze mogę pozwolić sobie godnie przeżyć i nie muszę już w takim wieku iść do pracy — twierdzi.
Jak zaznaczył, ludzie, którzy po wygranej tracą wszystkie pieniądze, nie wiedzą, co robić z nimi i jak je utrzymać. Nie są gotowi na takie życie, dlatego wszystko szybko się rozpływa. Wielka wygrana zdradza, jaki jest poziom inteligencji finansowej zwycięzcy. Biedny człowiek zawsze pozostanie biedny, bez względu na ilość posiadanych pieniędzy.

— Moje życie po wygranej zmieniło się, ponieważ wiedziałem, że mam zapewnioną przyszłość. Dzisiaj z ręką na sercu mogę powiedzieć, że ten milion dał mi szczęście. O wygranej przez pół roku nikomu nic nie mówiłem. Ale tego nie dało się dłużej ukryć — opowiada.
Jak mówi, nie wie skąd, ale ludzie dowiedzieli się o jego wygranej. Zaczęli dzwonić, prosić o pożyczki, proponować wspólne biznesy. Były nawet telefony od osób, które odbywają karę w więzieniu.
— Od razu zaczęły pojawiać się nowi przyjaciele, znajomi. Ale ja jednoznacznie powiedziałem, że nikomu nie będę bankomatem. Życie towarzyskie moje nie zmieniło się — zaznaczył.
Tymczasem pewnej rodzinie, która przed kilkoma laty wygrała ponad milion w „Teleloto”, pieniądze szczęścia nie dały.
Jak poinformowano „Kurier”, przed wielką wygraną to była zwyczajna rodzina. Żyła z rąk pracy i nigdy w niej nie przelewało się.

„Nie byli przyzwyczajeni do wielkich pieniędzy. Trudno jest przyzwyczaić się, że w ciągu dnia stajesz się milionerem. Rodzina żyła normalnie tak jak większość — od wypłaty do wypłaty. A tu nagle milion! I rozpoczęło się. Najpierw zamienili swoje stare mieszkanie na 3-piętrowy dom w centrum stolicy, następnie każdy członek rodziny kupił sobie nowy samochód z salonu. A to, że prace były nieciekawe i ciężkie, zostały porzucone. Rodzina była pewna, że miliona wystarczy im wszystkim do końca życia. Przecież to takie pieniądze! Drogie zakupy, kilka razy do roku wakacje za granicą, no i bale. Nie brakowało też tzw. przyjaciół, którzy chętnie pożyczali. To trwało dobre dwa lata. Rodzina skończyła bardzo smutno — ojciec odszedł do innej, żona rozpiła się, a dwie córki wyjechały za granicę do pracy. Fortunę nie tylko że przehulali, ale jeszcze zostali w wielkich długach, ponieważ po zasmakowaniu takiego życia trudno jest zatrzymać się. Dzisiaj kobieta mówi, że to były „diabelskie pieniądze”. Gdyby nie one, dzisiaj miałaby rodzinę, mieszkanie, a może nawet i coś więcej.

Leonas Alesionka Fot. archiwum
image-64419

Leonas Alesionka Fot. archiwum

Jak mówią psycholodzy, do wielkich pieniędzy trzeba być przygotowanym. Każdy człowiek marzy o tym, by szczęście się wreszcie do niego uśmiechnęło.
— Gdy nagle człowiek wygrywa milion, na samym początku jest szczęśliwy, zadowolony, natomiast później życie może zmienić się w koszmar. Ludzie od samego widoku większej sumy czasem wariują, nie rozumieją, co robią. Zwłaszcza ci, którzy nigdy dotąd nie mieli takiej sumy — mówi „Kurierowi” Giedrė Gutautė-Klimienė, psycholog rodzinny.

Jak mówi, motywacją do gry może być chęć wyjścia z biedy, rozwiązanie swoich problemów najczęściej związanych z długami. Bardzo często ludzie grają dla samych emocji. Niestety, w większości przypadków kupno losu jeszcze pogarsza sytuację. Zwłaszcza, gdy ktoś gra często. Może to nawet przerosnąć w nałóg.

— Ludzie, którzy wygrali na loterii, często wcale nie są szczęśliwcami. Prawdą jest, że pieniądze szczęścia nie dają. Pieniądze, które łatwo przyszły, najczęściej tak samo łatwo i odchodzą. Po wygranej należy być przygotowanym, że wielu przyjaciół odejdzie. Przez zazdrość albo przez brak podobnej sytuacji życiowej. Teraz bowiem ich problemy mogą być nierealne dla kogoś, kto wygrał duże pieniądze — zaznaczyła Giedrė Gutautė-Klimienė.
Jak mówi psycholog, nowych przyjaciół znaleźć też będzie nie tak łatwo. Jeżeli szukać ich wśród tych, co są też bogaci, nie zawsze uda się. Ktoś, kto doszedł do pieniędzy dzięki pracy, edukacji i doświadczeniu, będzie kimś zupełnie innym od tego, kto doszedł tam poprzez wygraną na loterii. Ludzie, którzy są przyzwyczajeni do pieniędzy, są zupełnie inni od tych, co raptownie stali się milionerami.

— Pieniądze, choć duże, mogą się po prostu rozejść i to bardzo szybko. Ludzie, którzy żyli w biedzie i nagle wygrali milion, dla nich wygląda, że oni nigdy nie skończą się. Bardzo chętnie pożyczają innym, ponieważ sprawia im to przyjemność. A pieniądze rozchodzą się bardzo szybko i wtedy pozostaje po nich tylko gorycz i rozczarowanie — powiedziała psycholog.

Leave a Reply

Your email address will not be published.