Polacy na Litwie sami powinni sobie radzić, czyli przełamanie źle rozumianego litewskiego nacjonalizmu

286

Polacy na Litwie powinni sami zadbać o swoje interesy. Do takiego wniosku doszłam po ostatnim posiedzeniu polskiej strony Polsko-Litewskiej Grupy Parlamentarnej, która miała miejsce w Sejmie RP w drugiej połowie czerwca br.

Nie będę wymieniała poszczególnych rozmówców, nakreślę jedynie ogólny kształt ubarwiając go bardziej soczystymi wypowiedziami.

Godne uwagi były wypowiedzi osoby, która, moim zdaniem, jest najlepszym i najwierniejszym sojusznikiem polskiej mniejszości na Litwie, mianowicie Marszałka Macieja Płażyńskiego, Prezesa Stowarzyszenia Wspólnota Polska. „Są dwa konteksty postrzegania Litwy: ogólnoeuropejski i pogląd państwa litewskiego na mniejszości narodowe” – zauważył Prezes M. Płażyński. Prezes zaznaczył, że np. na Opolszczyźnie język mniejszości niemieckiej funkcjonuje jako pomocniczy i dodał „Miejmy nadzieję, że Litwini pójdą w nasze ślady. Ważne jest przełamanie źle rozumianego nacjonalizmu [litewskiego-przyp.aut.]”. Zdaniem prezesa, Polska może żądać od Litwy realizacji zasady parytetu w traktowaniu mniejszości, ponieważ „My nie łamiemy konwencji”.

Powiedział i miał rację. Polska nie łamie konwencji międzynarodowych, na Litwie jest to, niestety, „działalność” nagminna.  A przecież szkodzi poprzez to swemu wizerunkowi na arenie międzynarodowej, o który tak pieczołowicie dba. Dlaczego Litwa jest tak oporna w przejmowaniu wartości i standardów europejskich? Dlaczego nie chce im dorównać, a osoby, które starają się jej w tym pomóc, okrzykuje wrogami narodu litewskiego.

Napiszę teraz brzydką rzecz. Ale muszę. Warto poznać, jak niektórzy politycy polscy wypowiadają się na temat Polaków na Litwie. Otóż pewien członek grupy oświadczył: „Na Litwie nie ma polskich szkół, są litewskie z polskim językiem nauczania!”. Nic dodać, nic ująć. Dziękujemy za takich „obrońców”. Lepiej poradzimy sobie bez nich. Jeszcze jedna perełka tejże osoby: „Jeśli Polska może wspierać szkoły mniejszości, to Litwy nigdy nie będzie na to stać”. Odżegnujemy się od takich „rzeczników” sprawy polskiej na Litwie, prawda?

Niestety, osoba ta nie była odosobniona w swych obfitujące w perełki oświadczeniach. Miała „towarzysza myśli niebanalnej”. Myślą taką okazało się stwierdzenie tej osoby (odnośnie Raportu Wspólnoty Polskiej nt. przestrzegania praw mniejszości polskiej na Litwie), iż prowadzenie dokumentacji wewnętrznej w szkołach polskich w języku litewskim na Litwie jest… normalne. Zło kryje się w tym, że my, Polacy na Litwie, już się do tego dyskryminacyjnego wymogu niejako przyzwyczailiśmy. A nie powinniśmy. Daj palec, utną rękę.

Jak najwięcej pozytywnych gestów w stosunku do Litwinów. Taka propozycja padła z ust kolejnej osoby z grona członków grupy parlamentarnej. Dla poprawy stosunków polsko-litewskich, które ostatnio, jak zaznaczono, nijak się mają. Znając mentalność władz litewskich, takie pozytywne gesty Polski mogą Litwinów tylko rozzuchwalić, a my, Polacy na Litwie na następstwa takiego rozzuchwalenia na pewno nie będziemy musieli czekać długo.

Obecni na posiedzeniu senatorowie, posłowie i eksperci zauważyli, że Litwini po raz pierwszy podważyli partnerstwo strategiczne z Polską. Wyrazili też zaniepokojenie tym, jak silny jest kompleks polski wśród narodu litewskiego.

Teraz rzecz bardzo istotna. Niechże polska mniejszość na Litwie przestanie w końcu być składana na ołtarzu celów strategicznych Polski i Litwy! Jakie cele strategiczne? Jak zauważył pewien ekspert, „przecież nie mamy wspólnego głosu na arenie międzynarodowej, jest wręcz konkurencja”. Jako przykład może posłużyć niedawny przypadek wetowania negocjacji z Rosją. „Nie ma realnej współpracy polsko-litewskiej, są jedynie hasła”.

Na posiedzeniu padła jeszcze jedna istotna uwaga. Zacytuję: „Zwrot mienia nie jest problemem polskim, jest to problem litewski, problem stosunku [państwa litewskiego-przyp. tłum.] wobec swych obywateli”. Słuszne. Problem litewski. I problem litewskiego wizerunku na szczeblu międzynarodowym.

Chociaż na omawianym posiedzeniu było kilka oświadczeń ważnych dla Polaków na Litwie, jednakże zarówno całokształt posiedzenia, jak i częste rozmowy kuluarowe z politykami polskimi nasuwają jeden wniosek: Polacy na Litwie, jeśli nie chcą ulec procesowi lituanizacji/rusyfikacji (wobec głodu mediów w języku polskim), sami powinni zadbać o swoje interesy. Jest to możliwe, zwłaszcza że mamy nareszcie swój głos w Europie. A może jednak 51 głosów?