(Nie)zdewastowano Główną Kaplicę na Cmentarzu Bernardyńskim

204
Wewnątrz, pośrodku kaplicy, rzucona była ocynkowana trumna wyciągnięta z niszy, druga stała oparta o ścianę Fot. Marian Paluszkiewicz
Wewnątrz, pośrodku kaplicy, rzucona była ocynkowana trumna wyciągnięta z niszy, druga stała oparta o ścianę Fot. Marian Paluszkiewicz

Wczoraj, 4 listopada, redakcja „Kuriera Wileńskiego” otrzymała informację o zdewastowaniu Głównej Kaplicy na Cmentarzu Bernardyńskim w Wilnie.

Prawdopodobnie w nocy z 31 października na 1 listopada na Cmentarzu Bernardyńskim nieznani sprawcy uszkodzili Główną Kaplicę.
— Podczas procesji 1 listopada zobaczyłam, że kłódka od krat, chroniących zamurowanego wejścia do kaplicy, jest odpiłowana. Od razu wzbudziło to we mnie niepokój. Przez wyłamany otwór w bramie  postanowiłam zajrzeć do środka. Na początku nie mogłam uwierzyć w to, co tam zobaczyłam! Pośrodku kaplicy stała ocynkowana trumna, wyciągnięta z niszy… Ze mną było jeszcze kilku ludzi, którzy to widzieli — powiedziała „Kurierowi” Lucyna (imię i nazwisko znane redakcji).

Cmentarz Bernardyński znajduje się w starej części Wilna, na Zarzeczu, w zakolu rzeki Wilejki. Tak jak słynny Cmentarz na Rossie, jest określany mianem wielkiej księgi historii Polski, a także Litwy. Spoczywa tu wiele pokoleń wilnian, wśród nich są profesorowie, literaci, poeci, artyści, aktorzy, księża i żołnierze.

— Na mocy porozumienia między Radą Ochrony Walk i Męczeństwa oraz Fundacją Wspierania Współpracy Polsko-Litewskiej im. Adama Mickiewicza zostały przydzielone pieniądze na prace konserwatorskie oraz na opiekę nad cmentarzem. Akt wandalizmu na Główną Kaplicę na Cmentarzu Bernardyńskim przypomniał o tragicznym stanie cmentarza. Zabytkowa nekropolia w najmniejszym stopniu nie jest chroniona. Nie ma nawet jednej osoby z ochrony — powiedziała „Kurierowi” wilnianka.

Po przybyciu dziennikarzy na miejsce okazało się, że kłódka od krat była złamana, kraty otwarte Fot. Marian Paluszkiewicz
Po przybyciu dziennikarzy na miejsce okazało się, że kłódka od krat była złamana, kraty otwarte Fot. Marian Paluszkiewicz

Jak zaznaczyła Irena Łukaszewicz, której rodzice spoczywają na Cmentarzu Bernardyńskim, już od wielu lat wejście do kaplicy było zamurowane.
— Nie rozumiem, dlaczego obecna dziura nie została zamurowana, a po prostu zagrodzona zwykłymi kratami. Od razu, gdy administracja zobaczyła wyłom w ścianie, musiała to uporządkować. Nic dziwnego, że tam teraz łazi kto chce. Cmentarz ten jest jak sierota, nikt o niego nie dba. Tam nic nie jest do końca zrobione, a w dodatku latem porasta trawą, sięgającą powyżej kolan — powiedziała „Kurierowi” Irena Łukaszewicz.
Cmentarz Bernardyński jest w gestii spółki „Aketonas”. Administracja cmentarza o zdewastowaniu dowiedziała się dopiero od naszej redakcji.
Nijolė Minasianienė, administratorka cmentarzy — na Rossie i Bernardyńskim, przedstawicielka spółki „Aketonas”, po telefonicznej informacji od „Kuriera Wileńskiego” postanowiła na własne oczy przekonać się o sytuacji na cmentarzu.

— Nie widzę tutaj żadnych śladów wandalizmu. Jedyne, że kłódka do kaplicy jest złamana, ale stara była zbyt słaba. Przyjdzie majster i zamieni ją na nową. W środku kaplicy metalowa trumna jest wywrócona, ale kto wie, gdzie ona była przedtem? — powiedziała „Kurierowi” Nijolė Minasianienė.
Jak zaznaczyła, wszystko jest w porządku, nie trzeba nawet wywoływać policji. I żaden alarm nie jest potrzebny.
Tymczasem nasza redakcja postanowiła osobiście upewnić się. Informacja, jaką otrzymała, była wiarygodna. Po przybyciu dziennikarzy na miejsce okazało się, że kłódka od krat była złamana, kraty otwarte, w ścianie był wyłom. Do środka kaplicy prowadziły drewniane schodki. Wewnątrz, pośrodku kaplicy, rzucona była ocynkowana trumna wyciągnięta z niszy, druga stała oparta o ścianę.