Rosyjski „gołąbek pokoju” znowu nad Litwą

204
 „Zamiast sankcji, zagrożeń wojennych czy nawet wojny, wybieramy współpracę oraz wzajemne poznanie się obu narodów” — deklarują uczestnicy rajdu Berlin-Moskwa Fot. siauliu.policija.lt
„Zamiast sankcji, zagrożeń wojennych czy nawet wojny, wybieramy współpracę oraz wzajemne poznanie się obu narodów” — deklarują uczestnicy rajdu Berlin-Moskwa Fot. siauliu.policija.lt

Jeszcze niedawno Litwa, tak samo jak Polska, z dumą prezentowała swoje stanowisko wobec prorosyjskich demonstracji, nie wpuszczając na swoje terytorium sławnych Nocnych Wilków.

Już wtedy jednak można było zauważyć, że motocyklista motocykliście nierówny. Do Polski wpuszczono tylko tych motocyklistów, którzy posiadają obywatelstwo Niemiec, Czech i Słowacji. Obywatelowi Unii nie można przecież odmówić wjazdu.

Uczestnikom kolejnego rajdu, tym razem Berlin-Moskwa, litewską granicę udało się pokonać bez trudu. Grupa kilkuset osób wjechała od strony Kaliningradu na Litwę, aby wyrazić uznanie dla Rosji oraz zademonstrowanie niezadowolenia z polityki zachodniej względem państwa rosyjskiego. Jak to się udało? Przedstawiciel Służby Ochrony Granic Państwowych Rokas Pukinskas poinformował dziennikarzy, że większość z uczestników rajdu jest obywatelami Niemiec.
Co na to Litwa? Jesteśmy wolnym krajem i wszyscy chętni mogą przybyć na Litwę — komentował rajd minister spraw zagranicznych Linas Linkevičius. — Jednocześnie powinni szanować prawo i nie naruszać praw innych obywateli. Mamy nadzieję, że ci obywatele Niemiec będą zachowywali się w sposób cywilizowany”. Szef litewskiej dyplomacji uważa, że co prawda, wyprawa może być wykorzystana przez propagandę rosyjską, Niemcy mają jednak prawo do przebywania na Litwie.

Na Litwie uczestnicy, jako cele swego wyjazdu, wybrali Szawle i lotnisko wojskowe Zokniai pod Szawlami. W rozmowach z szawelską policją, która nie była wcześniej uprzedzona o wydarzeniu, deklarowali, że swoim przejazdem chcą zademonstrować poparcie dla pokojowych stosunków NATO-Rosja. Informację umieścili również na swojej stronie internetowej: „Zamiast sankcji, zagrożeń wojennych czy nawet wojny, wybieramy współpracę oraz wzajemne poznanie się obu narodów, żeby był zachowany pokój, największe dobro”.
Bez wątpienia hasła te są chwalebne i trudno mieć do nich zastrzeżenia. Oczywiście ci, którzy pamiętają sowiecką propagandę, wiedzą dobrze, że gołąbek pokoju nieraz był jej najskuteczniejszą bronią. Łatwo dostrzec również zbieżność poglądów uczestników rajdu z treściami głoszonymi przez rosyjskie środki masowego przekazu, których aktywność wyraźnie wzrosła w Niemczech po aneksji Krymu.

Na Litwie uczestnicy, jako cele swego wyjazdu, wybrali Szawle i lotnisko wojskowe Zokniai pod Szawlami Fot. siauliu.policija.lt
Na Litwie uczestnicy, jako cele swego wyjazdu, wybrali Szawle i lotnisko wojskowe Zokniai pod Szawlami Fot. siauliu.policija.lt

Na popularnych niemieckich portalach zaczęły pojawiać się tysiące komentarzy atakujących politykę Berlina wobec Rosji. „Władimir Putin za pomocą internetu unowocześnił to, co było realizowane już za czasów ZSRR i NRD. Zadania dzisiejszych trolli pełniły kiedyś listy czytelników do gazet” — cytuje forsal.pl wypowiedź Borisa Reitschustera, który przez 16 lat był korespondentem tygodnika „Focus” w Rosji, a w opublikowanej niedawno książce „Ukryta wojna Putina” opisał propagandową wojnę przeciw Niemcom i Europie.
Nie sposób nie zauważyć, że Rosjanie wśród obywateli Niemiec stanowią niemałą siłę. Wielu z nich to potomkowie niemieckich osadników, których związki z Rosją rozpoczęły się jeszcze w czasach Carycy Katarzyny. Mogli powrócić do starej ojczyzny po 1987 roku, gdy ZSRR złagodziło nieco politykę wyjazdową. Od tego czasu rodziny o niemieckich korzeniach z terenów byłego ZSSR masowo zaczęły emigrować do Niemiec. Najwięcej, bo około 400 tys. osób przyjechało z Rosji w latach 1994-1995. Obecnie Rosjanie stanowią czwartą co do liczebności grupę narodowościową wśród imigrantów w Niemczech.

Jednak w Niemczech nie tylko Rosjanie są podatni na wpływy Kremla. Rosja od lat inwestuje w telewizję, która daje jej możliwość dotarcia ze swoim przesłaniem do szerokiego grona odbiorców. Bariery językowe nie są w tym przeszkodą — od 2014 r. telewizja Russia Today nadaje w języku niemieckim.
„Jesteśmy alternatywnym źródłem informacji, niezależnym od mainstreamu. Pokazujemy manipulacje mediów. Prezentujemy to, co jest przemilczane i ukrywane. Chcemy stworzyć kontropinię publiczną” — prezentuje swoje cele RT Deutsch.
Realizację misji stacji ujawniają portale społecznościowe. Kanał RT Deutsch ma na Facebooku ponad 200 tysięcy fanów i kilkadziesiąt tysięcy subskrybentów na YouTubie. Szeroko rozpowszechniane są też radiowe i internetowe serwisy agencji informacyjnej Sputnik, również należącej do Rossija Siewodnia.

Zwolenników rosyjskiej interpretacji wydarzeń nie brakuje także wśród niemieckich stronnictw politycznych. Zaliczają się do nich zarówno zwolennicy skrajnej prawicy, jak i postkomunistycznej lewicy. Łączy ich nieustanna krytyka rządu w Berlinie i kwestionowanie obecnego systemu politycznego w Niemczech.
W kreowanym przez RT Deutsch obrazie rzeczywistości szczególne miejsce zajmuje NATO. Niemieckie zaangażowanie w Sojusz i zwiększone wydatki na obronność przedstawiane są jako nowa wersja niemieckiego militaryzmu, tymczasem wiadomości o rosyjskich manewrach wojskowych są z reguły pomijane.
O ile łatwo zauważyć rosyjską aktywność w niemieckiej przestrzeni medialnej, o wiele trudniej dostrzec zdecydowaną niemiecką odpowiedź. Co prawda, nie brakuje wypowiedzi niemieckich polityków i szefów służb specjalnych, które świadczą, że zdają sobie oni sprawę z zagrożenia, jednak wydaje się, że jest to niewystarczające przeciwdziałanie dla rosyjskiej siły oddziaływania.
Tymczasem, jak pokazał rajd Berlin-Moskwa, prorosyjskie inicjatywy, jakie powstają w Niemczech, mogą być bez przeszkód rozprzestrzeniane po całej Unii. Państwa członkowskie są bezsilne wobec prawa do wolności słowa własnych obywateli.