„W jedności siła” czy „pluralizm poglądów”? Polacy w wyborach

132

15_pazd_wybory_1Polacy, startujący z list litewskich partii, nie mogą pochwalić się sukcesem w tegorocznych wyborach. Mniejszości po raz kolejny postanowiły okazać zaufanie przede wszystkim Akcji Wyborczej Polaków na Litwie-Związku Chrześcijańskich Rodzin (AWPL-ZChR).

Czy w takiej sytuacji próba angażowania się Polaków po stronie innych partii w ogóle ma sens? Co mogą osiągnąć?

Wyniki wyborów pokazują, że mniejszości widzą reprezentanta swoich interesów przede wszystkim w AWPL-ZChR. Kandydaci partii liberalnych: Ruchu Liberałów i Związku Wolności Litwy, które w swoich programach akcentowały poszanowanie praw mniejszości, nie zdobyli poparcia koniecznego, by znaleźć się w drugiej turze.

Julia Mackiewicz z Ruchu Liberałów znalazła się na czwartym miejscu w okręgu ponarskim w Wilnie. Zdobyła 1 456 głosów — najwięcej spośród Polaków reprezentujących partie inne niż AWPL-ZChR. Na jej siostrę Edytę Mackiewicz, kandydatkę z Ruchu Liberałów w okręgu solecznicko-wileńskim, głosowało 717 osób. Zygmunt Klonowski z Polskiej Frakcji Związku Wolności Litwy (liberałowie) w nowowilejskim okręgu jednomandatowym otrzymał 504 głosów i znalazł się na ósmym miejscu.

Kandydat partii Porządek i Sprawiedliwość Renat Brałkowskij w okręgu solecznickim otrzymał 728 głosów.
W okręgu miednickim oprócz Czesława Olszewskiego, kandydata AWPL-ZChR, startowało dwóch Polaków. Krystyna Bortko z Partii Pracy, która zajęła 4. miejsce (1 211 głosów) i kandydat partii Porządek i Sprawiedliwość Franc Jakubowski, który uplanował się na 6. miejscu i zdobył 853 głosów.
W okręgu niemenczyńskim Albert Gaidamowicz z Partii Pracy znalazł się na 6. miejscu (829 głosów poparcia), a Tadeusz Polito z Antykorupcyjnej Koalicji N. Puteikisa i K. Krivickasa na ostatnim — 8. miejscu, zdobywając tylko 178 głosów.

Zygmunt Klonowski
Zygmunt Klonowski

O ile w Ponarach i Nowej Wilejce do drugiej tury nie trafiły również kandydatki AWPL-ZChR, o tyle w rejonach solecznickim i wileńskim kandydaci polskiej partii byli w zasadzie bezkonkurencyjni.
Czesław Olszewski w okręgu miednickim i Leonard Talmont zwyciężyli już w pierwszej turze. Do wymaganych 50 proc. niewiele zabrakło także Ricie Tamašunienė w Niemenczynie.

Czy w takiej sytuacji start Polaków w wyborach po stronie innych partii w ogóle ma sens? Co kandydaci myślą o swojej politycznej przyszłości?
Julia Mackiewicz jest przekonana, że droga, którą wybrała, jest słuszna. Nie zamierza zmieniać partii, ani rezygnować z działalności politycznej, choć przyznaje, że jest nieco rozczarowana uzyskanym wynikiem.

— Przed wyborami wykonaliśmy ogromną pracę. Miałam wspaniałych współpracowników, pomagało mi około 50 wolontariuszy. Spotykałam się z mieszkańcami, jeździłam po szkołach. To był ogromny wysiłek, dlatego zrezygnowałam z innych obowiązków. Biorąc to wszystko pod uwagę naprawdę miałam nadzieję na to, że znajdę się w II turze — opowiada w rozmowie z „Kurierem”.
Kandydatka zapewnia, że wynik wyborczy nie będzie powodem do zmiany orientacji politycznej.

Julia Mackiewicz
Julia Mackiewicz

— Z liberałami jestem związana ze względu na swoje przekonania, dlatego nie widzę dla siebie miejsca w AWPL-ZChR. Te wybory jasno pokazały, jak głosują Polacy. Ja jednak widzę, że startując z litewskiej partii uzyskałam poparcie wyborców niewiele mniejsze od kandydatki AWPL-ZChR, startującej w tym samym okręgu. Wyborcy głosowali nie tylko ze względu na moje nazwisko, ale także na moją pracę. Dlatego nie zamierzam się wycofywać. Jestem młoda, będę wyciągać wnioski z tych wyborów i pracować dalej, w tej samej partii — mówi.

Co więc zadecydowało o wyniku?

— Po wyborach razem ze sztabem zrobiliśmy analizę. Wynika z niej, że jednak wielu przedstawicieli mniejszości nie przyszło na wybory. Bardzo aktywnie zachowali się natomiast wyborcy głosujący na konserwatystów — wyjaśnia kandydatka.

O tym, jak bardzo Julia Mackiewicz zaangażowała się w walkę wyborczą, świadczyć może to, że ze względu na przygotowania zrezygnowała z mandatu radnej samorządu rejonu solecznickiego.

— Uważam, że to była słuszna decyzja. Nie można robić dobrze dwóch rzeczy naraz. Wiedziałam, że w czasie kampanii wyborczej będę musiała się bardzo zaangażować i faktycznie tak było. Już od kwietnia poświęcałam bardzo dużo czasu na pracę w Ponarach. Nie chciałam udawać, że nadal pracuję dla samorządu. Tam był po prostu potrzebny człowiek, który mieszka na stałe i żyje tymi sprawami. Nie żałuję tej decyzji — podkreśla Mackiewicz.

Z kolei Zygmunt Klonowski niezbyt imponującego wyniku w Nowej Wilejce nie interpretuje jako klęskę:

— O klęsce można mówić wtedy, gdy były już jakieś osiągnięcia, które zaprzepaszczono. W naszym przypadku, gdy były to pierwsze wybory, można mówić raczej o pierwszej próbie sił. Wynik osiągnęliśmy może niezbyt wysoki, ale jako nowa frakcja i tak jesteśmy wdzięczni naszym wyborcom za okazane zaufanie — podkreśla przewodniczący Polskiej Frakcji Związku Wolności Litwy.

Według niego start w wyborach był ważny przede wszystkim ze względu na przełamywanie mentalności środowiska mniejszości. Przewodniczący polskiej frakcji uważa, że ważne jest przede wszystkim budowanie relacji opartych na szacunku wobec różnych poglądów, różnych podejść do rozwiązywania problemów mniejszości.

Co skłoniło go do zaangażowania się po stronie Związku Wolności Litwy? Klonowski nie ukrywa, że zadecydowały przede wszystkim względy personalne.

— Głoszone poglądy często nie idą w parze z życiem. Bardziej przekonały mnie szacunek do innych, tolerancja i otwartość, jakie istnieją w środowisku Związku Wolności Litwy. Zresztą, gdy Artūras Zuokas był merem Wilna, Polacy nie mieli powodów do niepokoju. O jego życzliwym stanowisku wobec mniejszości świadczy zarówno stosunek do polskich szkół, jak i znacząca obecność Polaków w administracji samorządu miasta Wilna — mówi o swoich motywacjach.

Prezes polskiej frakcji nie ukrywa, że spotkał się z negatywną oceną swojego startu w wyborach.

— Nasz start w wyborach był różnie komentowany w polskim środowisku, nieraz pojawiały się nawet oskarżenia o zdradę. Dla mnie najważniejsze było samo pojawienie się alternatywy dla AWPL-ZChR, bo monopol w polityce nie jest zjawiskiem dobrym — wyjaśnia.

Dlaczego Polacy, dla których najważniejsze są postulaty mniejszości, zdecydowali się na działalność we frakcji litewskiej partii, zamiast stworzyć własną?

— Na Litwie założenie nowej partii jest w zasadzie niemożliwe ze względu na obowiązujące regulacje prawne. Już na starcie wymagane jest poparcie 2 000 osób, co w naszych warunkach już przekreśla szansę na rejestrację. Dlatego właśnie zdecydowaliśmy się na tworzenie frakcji przy takiej litewskiej partii, którą uważamy za najbardziej przychylną Polakom. Oczywiście, gdyby udało się zyskać wystarczające poparcie, frakcja mogłaby przerodzić się w samodzielną partię, może jednak także pozostać częścią partii litewskiej — tłumaczy Klonowski.

Co po wyborach? Czy polska frakcja ZWL (l) będzie dalej działać?

— Chcemy kontynuować rozpoczętą działalność, realizować założenia, które przedstawiliśmy w manifeście na założenie frakcji. Ważne jest dla nas, by Polacy w litewskim życiu społecznym mieli równe szanse, oczywiście, jedną z najważniejszych spraw jest sytuacja polskiej oświaty. I nie chodzi tylko o zachowanie istniejącego stanu szkół, ale o ich rozwój, podniesienie poziomu. Dostrzegamy także wartość możliwości studiowania na Litwie w języku polskim, stąd będziemy działać na rzecz wspierania wileńskiej filii Uniwersytetu w Białymstoku. Chcemy stworzyć przestrzeń do dyskusji na temat sposobów realizacji polskich postulatów, nie ograniczając się jedynie do drogi proponowanej przez AWPL-ZChR. Staramy się nie opierać tylko na doświadczeniu polskiej mniejszości na Litwie. Podtrzymujemy kontakty z przedstawicielami innych mniejszości w Europie, obserwujemy, w jaki sposób udaje im się realizować swoje postulaty — wyjaśnia przewodniczący frakcji.

Start Polaków z list innych partii niejednokrotnie interpretowany był jako rozbijanie polskiego środowiska. Jak po wyborach ocenia go przewodniczący AWPL-ZchR, europoseł Waldemar Tomaszewski? Według niego, nie wpłynął on znacząco na wyniki wyborcze jego partii, gdyż ich start w wyborach obniżył wynik AWPL tylko minimalnie. Według Tomaszewskiego na wynik konkretnych osób miała większy wpływ przynależność do konkretnej partii niż narodowość kandydatów.

— Ci kandydaci nie otrzymali głosów więcej, niż ich partie. To, że byli to Polacy, nie miało aż takiego znaczenia. Można było przewidywać, że tak będzie, ale żyjemy w kraju demokratycznym i każdy ma prawo do należenia do takiej partii, do jakiej chce — wyjaśnia przewodniczący AWPL-ZChR.

Co prawda, trudno nie zgodzić się z hasłem „W jedności siła”, jednak trzeba zauważyć, że AWPL-ZChR coraz bardziej akcentuje nie tylko postulaty mniejszości, ale także swoje przywiązanie do konserwatywnego systemu wartości. Czy w partii nadal może się znaleźć miejsce dla ludzi myślących nieco inaczej?

— W AWPL-ZChR jest miejsce dla wszystkich ludzi dobrej woli, którzy chcą pracować dla wspólnego dobra. Jedyny warunek — by to był człowiek uczciwy. Niestety, ostatnio widzieliśmy, że liberałowie z uczciwością bywają na bakier. Dziś nie mówmy tylko o polskiej społeczności, chodzi o to, by na Litwie wszyscy ludzie dobrej woli łączyli się w imię wartości — mówi Tomaszewski.

Przewodniczący podkreśla, że jest zadowolony z tegorocznych wyników swojej partii, akcentując, że trudno jest porównywać wybory z 2012 r. i obecne.

— Wynik AWPL jest dobry, nawet bardzo dobry, jeśli weźmiemy pod uwagę, jak bardzo utrudniano te wybory. Procentowo uzyskaliśmy taki sam wynik. Straciliśmy co prawda trochę głosów, ale wynika to z niższej frekwencji, a także z tego, że tym razem nie mieliśmy koalicjantów. W poprzednich wyborach mieliśmy 20 przedstawicieli Aliansu Rosjan. W tym roku — tylko jedną osobę i kilka bezpartyjnych — zauważa.

Na marginesie wyników warto zauważyć jednak jeszcze jedną prawidłowość. Nadal, niezależnie od przynależności partyjnej, na Polaków głosują przede wszystkim przedstawiciele mniejszości. Tymczasem do tego, aby odegrali znaczącą rolę w litewskiej polityce, konieczne są także głosy litewskiej większości. Czy AWPL-ZChR ma szansę na trafienie do litewskich wyborców? Według Waldemara Tomaszewskiego taka szansa istnieje. Ułatwiają to oczywiście litewskie nazwiska na liście.

Waldemar Tomaszewski
Waldemar Tomaszewski

— Po tych wyborach możemy powiedzieć, że na Żmudzi Laimutė Burbienė otrzymała 160 głosów. To niemało, jeśli weźmiemy pod uwagę, że tam nie ma Polaków. Gediminas Janavičius startował z naszej listy z niewysokim numerem — 15, a głosowało na niego 1 413 osób. To już ma duże znaczenie. Trudno powiedzieć, czy głosowali na niego Polacy, czy Litwini, ale to przykład tego, że Litwin na liście AWPL może przekonać do siebie wyborców. To jest pewna nowość. W tych wyborach pokazaliśmy, że jesteśmy otwarci, że chcemy łączyć wszystkich ludzi dobrej woli w imię wartości, jakie są dla nas ważne — zauważa Tomaszewski.

A jak jest z polskimi nazwiskami? Czy Polak może rzeczywiście liczyć na poparcie litewskiego środowiska? Na razie wydaje się to trudne do osiągnięcia. Julia Mackiewicz na liście Związku Liberałów w ogólnym rankingu spadła z miejsca 18., z którego startowała, na 21. Czy na Polkę na litewskiej liście głosowali Litwini?

— Wiem, że w okręgu jednomandatowym walczyłam głównie o głosy mniejszości, tak samo, jak kandydatka AWPL-ZChR. Gdybym nie startowała, prawdopodobnie Romualda Poszewieckaja trafiłaby do drugiej tury. Prawdopodobnie wśród oddanych na mnie głosów są także głosy Litwinów, jednak mam świadomość, że głosowali na mnie przede wszystkim przedstawiciele mniejszości. Nawet, jeśli głośno krzyczę po litewsku i tak jestem przez wyborców postrzegana jako Polka. Kiedyś, właśnie ze względu na pozyskanie litewskich wyborców, sugerowano mi zmianę nazwiska, lub choćby dołożenie litewskiej końcówki. Odpowiadałam, że nigdy tego nie zrobię, bo jestem i pozostanę Polką. Po tych wyborach powstaje we mnie wiele pytań. Chciałabym zrobić poważne badania socjologiczne. Być może one pozwolą znaleźć odpowiedzi — wyjaśnia Julia Mackiewicz.