Bóg się rodzi, a my?

Czytaj również...

Wreszcie znów mamy święta, zasiądziemy do suto zastawionych stołów, zasypiemy się nawzajem upominkami kupionymi w przedświątecznej gonitwie i odetchniemy z ulgą.

Ktoś na pewno pójdzie na pasterkę i zaśpiewa „Bóg się rodzi”. Zwykle na pasterkę chodziło się o północy, ale w wileńskich parafiach przesunięto ją na wcześniejsze godziny, żeby nie zmuszać ludu bożego do nadmiernego wysiłku, podobnie jak roraty przez cały adwent odbywały się po południu, a nie o świcie.
Te szczegóły logistyczne bardzo wymownie wskazują, że sprawy ducha zeszły nam całkiem na dalszy plan i po to, byśmy poświęcili im czasem wolną chwilę i trochę uwagi, potrzebne są znaczące ustępstwa. Jednak, jeśli nikt nie budzi nas przed świtem i nie wygania na mróz o północy, cieszymy się, że Bóg się rodzi i ochoczo mu śpiewamy.

Kto z nas wszakże zastanawia się, co w istocie dla nas oznacza Boże Narodzenie i jakie owoce ma nam przynieść?
Dla wielu z nas to po prostu tradycja, ważny element naszej kulturowej tożsamości. Nie myślimy na ogół o tym, co dla nas praktycznie wynika z tego, że Bóg się rodzi, a potem dla nas umiera i zmartwychwstaje. Jaki te doniosłe zdarzenia, które następują każdego roku, mają wpływ na nasze życie, jego utratę i odzyskiwanie?
Kapłani i uczeni objaśniają nam, że Bóg przybrał ludzką postać, czyli urodził się, a potem umarł za nas i zmartwychwstał po to, żeby to wszystko stało się naszym udziałem. Jeśli więc dać wiarę tej nauce, to wygląda na to, że kiedy Bóg się w nas rodzi, to i my się rodzimy, a kiedy umiera to i my umieramy.
Rodzimy się kiedy się śmiejemy, kiedy cieszymy się chwilą spędzaną wśród osób, które kochamy. Wtedy, kiedy towarzyszy nam radość i beztroska, kiedy umiemy docenić to, co mamy, nawet jeśli jest tego niewiele.
Umieramy zaś wtedy, kiedy się gniewamy lub martwimy, kiedy uganiamy się zatroskani, żeby mieć czegoś więcej, pieniędzy, władzy albo różnych przedmiotów, od których się uzależniamy. Kiedy kłócimy się z najbliższymi, rozchodzimy z ukochanymi lub kogoś krzywdzimy. Wtedy właśnie Bóg umiera za nas na krzyżu, a nasze zmartwychwstanie się oddala.

Jeden z kapłanów pełniących obecnie w Wilnie posługę duszpasterską, mimo młodego wieku, doskonale pojął istotę sprawy oraz potrafi w prosty i przystępny sposób wyjaśnić ją wiernym. Prawie na każdej mszy zwraca uwagę, że kto smutny przychodzi do kościoła jest daleko od Boga i wiary.
Bo przecież prawdziwa wiara oznacza optymizm i ufność, a kiedy jest mocna, przynosi radość i pogodę ducha zawsze, nawet w trudnych chwilach, kiedy zmagamy się z chorobami, biedą lub utratą bliskich. Bądźmy więc pogodni i ufni. Umiejmy się cieszyć tym, co mamy, a nie martwić tym, czego nam brakuje.
Wówczas Bóg urodzi się w nas na dobre i nie będzie za nas umierać, lecz prowadzić nas do swojego królestwa. Takiej właśnie wiary, radości i optymizmu życzę na te święta wszystkim Czytelnikom.
Bóg się nam dzisiaj rodzi, a my wszyscy odradzajmy się w nim.
Józek Powsinoga

Afisze

Więcej od autora

Wyjazd kwalifakacyjny pracowników Centrum Kultury w Rudominie

11 sierpnia administratorzy filii Centrum Kultury w Rudominie oraz pracownicy tej placówki odbyli wyjazd służbowy do Trok, którego celem było podnoszenie kwalifikacji.

Sygnatariusz Aktu Niepodległości skrytykował nacjonalizm, ale też broni niepodległej Litwy

Sygnatariusz Aktu Niepodległości Litwy w rozmowie odpowiada na pytanie, czy po latach uważa swój podpis pod aktem 11 marca 1990 r. za błąd. Pytanie jest zasadne, gdyż były redaktor „Kuriera Wileńskiego” krytykuje litewski nacjonalizm i problemy w państwie.

Przyjęto strategię „Kuriera Wileńskiego”. Rada Redaktorów potwierdziła kierunek

Strategia stanowi dokument, w którym wyłożone zostały cele nadrzędne i długofalowe, w klasycznym rozumieniu strategii, odróżniając od taktyk i operacji. Jest to pierwsze całościowe ujęcie strategicznych celów „Kuriera Wileńskiego”....